Leżałam w ramionach Jezusa ledwo żywa. Obolała cała. Bolało mnie całe ciało, ale najbardziej bolało mnie serce. Rozrywało, krwawiło…
-Nikt tak nie przysporzy bólu, cierpienia, co własne Dzieci… Własne Dzieci! Tyle wzajemnego jadu, nienawiści, upokorzenia…- szeptałam z bólem.
– JESTEM Z TOBĄ, MALEŃKA MOJA. CIERPIĘ Z TOBĄ.
– Ból większy niż w szpitalu! Dziękuję, że ze mną jesteś, kochany mój Jezu!
– ZAWSZE Z TOBĄ BĘDĘ, MONIKO. ZAWSZE! BĘDĘ W TWOIM BÓLU. NIGDY CIĘ NIE ZOSTAWIĘ! NIGDY, MALEŃKA MOJA!
Autor: Maleńka
KONIEC WIEŃCZY DZIEŁO
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie rozpromieniony cały! Uśmiechałam się do mojego Oblubieńca radośnie!
-To mówisz, mój Jezu, że nie wymagasz wielkich czynów. Dlaczego?
– WIELKIE CZYNY MOGĄ BUDOWAĆ PYCHĘ, WYSOKIE MNIEMANIE O SOBIE, MEGALOMANIĘ. MAŁE GESTY MIŁOŚCI UCZĄ POKORY I MALEŃKOŚCI.
– Ale np. Maksymilian oddał życie za współwięźnia.
– UCZYŁ SIĘ TEGO CZYNU HEROIZMU CAŁE ŻYCIE. MAŁYMI GESTAMI MIŁOŚCI. TO WŁAŚNIE TEN CZYN BYŁ ICH ZWIEŃCZENIEM.
– Tak… Rozumiem, mój słodki. To samo Piotr i Paweł. Można powiedzieć, że koniec wieńczy dzieło.
– TAK, WŁAŚNIE. ZATAŃCZYMY, MONIKO NAJMILSZA?
-Z Tobą zawsze, mój Jezu kochany!
Zaczęliśmy tańczyć. Jezus obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził. Spytałam:
– Taniec to też gest miłości, prawda?
– TANIEC JEST PRZEPIĘKNYM GESTEM MIŁOŚCI, MONIKO. MOGŁABYŚ NARZEKAĆ, ŻE BOLI, MARUDZIĆ, WZDYCHAĆ, JĘCZEĆ. A TY ZMIENIASZ CIERPIENIE W OFIARĘ. TO JEST PRZEPIĘKNY GEST MIŁOŚCI!
Tańczyliśmy bardzo w bliskości i intymności. Mój Jezus i ja.
GESTY MIŁOŚCI
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
Spojrzałam mojemu Oblubieńcowi w oczy ze smutkiem. Miałam w oczach łzy.
– Nie umiem kochać, jak Ty, mój Jezu! – szepnęłam z bólem.
– UMIESZ, MONIKO! SPÓJRZ, KOCHAŁAŚ JAK JA: TU I TU, I TU, I TU, I TU!
Jezus zaczął wyliczać i pokazywać mi kiedy i gdzie kochałam jak On.
– Dużo tego!
– DUŻO, BARDZO DUŻO!
– Ale to takie maleńkie, drobne gesty…
– JA NIE WYMAGAM WIELKICH CZYNÓW. WYMAGAM MAŁYCH, DROBNYCH GESTÓW MIŁOŚCI. NA TAKICH GESTACH MIŁOŚCI ZBUDOWANA JEST CODZIENNOŚĆ.
Mój słodki Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
– KTO W MAŁEJ RZECZY JEST WIERNY, TEN I W WIELKIEJ WIERNY BĘDZIE! – wyszeptał ogniście.
– Pocieszyłeś mnie kochany. Ty zawsze umiesz mnie pocieszyć! Ja już myślałam, że jestem do niczego. A tu…
Jezus przerwał mi gwałtownie!
– TY DO NICZEGO?! TY MONIKO JESTEŚ DO WSZYSTKIEGO, NIE DO NICZEGO. DO WSZYSTKIEGO!
JESZCZE BARDZIEJ!
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały.
– KOCHASZ MNIE, MONIKO?
– Nad życie! A Ty mnie kochasz, mój Jezu?
– NAD ŻYCIE I ŚMIERĆ. DLA CIEBIE PRZYSZEDŁEM NA ŚWIAT, ZA CIEBIE UMARŁEM NA KRZYŻU, DLA CIEBIE ZMARTWYCHWSTAŁEM, ABYŚ MOGŁA ŻYĆ ZE MNĄ WIECZNIE.
Patrzyłam w mojego Oblubieńca z wdzięcznością, miłością i uwielbieniem.
– ACH! JAK JESTEM ZMĘCZONY… – wyszeptał Jezus z trudem.
Przytuliłam Go do siebie.
– Ja też jestem zmęczona. Odpocznijmy kochany mój Jezu. Połóż głowę na moim ramieniu, a ja położę głowę na Twoim.
Umiłowany położył głowę na moim ramieniu, a ja położyłam głowę na Jego ramieniu. Trwaliśmy razem SERCE przy sercu.
Jezus zaczął we mnie wchodzić, wypełniać mnie Sobą. Przylgnął do mnie cały i wchodził we mnie. Moja głowa stawała Jego głową! Moje oczy stawały się Jego oczami, moje usta stawały się ustami Jezusa! Jego SERCE biło w moich piersiach! Moje ręce były Jego rękoma, moje nogi były Jego nogami.
Jezus przemieniał mnie w Siebie! Zmieniał w SIEBIE!
– BĄDŹ MNĄ, MONIKO! BĄDŹ MNĄ DLA INNYCH. JESZCZE BARDZIEJ! I KOCHAJ ICH JAK JA CIĘ KOCHAM!
SŁODKA ZAŻYŁOŚĆ
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością. Rozpromieniony ogniście!
„Pragnę Ciebie, Moniko! Pragnę Ciebie!”
„Masz mnie, kochany mój Jezu!”
(W związku z tym, że trudno mi jest zrobić cudzysłów, od tej pory dialogi będę pisać wielkimi literami).
– ALE JA PRAGNĘ CIEBIE BARDZIEJ I WIĘCEJ!
– BIERZ MNIE! TWOJE PRAGNIENIE STAŁO SIĘ MOIM PRAGNIENIEM, KOCHANY MÓJ JEZU!
Jezus patrzył we mnie głęboko.
– TO JEDNO PRAGNIENIE, MONIKO!
Przytuliłam policzek do policzka umiłowanego mojego z lubością.
-WCZORAJ JAK CZYTAŁAM BIBLIĘ, OTWORZYŁAM KSIĘGĘ PSALMÓW. NIE PATRZYŁAM KTÓRY TO PSALM, ANI O CZYM. MOJE OCZY OD RAZU SKIEROWAŁY SIĘ NA SŁOWA: „ZŁĄCZYŁA NAS SŁODKA ZAŻYŁOŚĆ”. UŚMIECHNĘŁAM SIĘ OD UCHA DO UCHA. OD RAZU POMYŚLAŁAM O NAS! O TOBIE I O MNIE. WIEDZIAŁAM, ŻE TO SŁOWA OD CIEBIE!
-NASZĄ RELACJĘ NIE MOŻNA INACZEJ NAZWAĆ JAK SŁODKA ZAŻYŁOŚĆ, MONIKO NAJMILSZA!
– NIE MOŻNA. MASZ RACJĘ MÓJ JEZU!
Dałam mojemu ślicznemu umiłowanemu Jezusowi siarczystego buziaka! I znów przytuliłam policzek do Jego policzka. Trwaliśmy razem SERCE przy sercu, policzek przy policzku. Złączeni w słodkiej zażyłości…
ZASZCZYT
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością. Leżałam w Jego ramionach chora, obolała bardzo i bardzo zmęczona. Leżałam, a moje serce szeptało:
„Uwielbiam Cię, Jezu! Uwielbiam Ciebie! Pragnę Ciebie!”
„Masz Mnie, Moniko!” – wyszeptał Jezus ogniście. Oczy Mu się zaszkliły.
„Ale ja pragnę Ciebie bardziej i więcej. Jeśli można… prosić.”
„Zawsze można bardziej i więcej, Moja słodka! A twoja prośba jest dla Mnie zaszczytem.”
„Zaszczytem?”
„Nie tylko szczęściem, radością i rozkazem. Zaszczytem! Dostaniesz czego pragniesz!”
„Kogo. Ciebie, Jezu mój śliczny! Prześliczny!
„Dostaniesz Kogo pragniesz!”
Jezus zaczął dotykać mój policzek i głaskał go z czułością niezwykłą. Ujęłam Jego dłoń w swoje dłonie i ucałowałam ją słodko. Mój umiłowany Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Byłam cała w Nim zanurzona! Jezus całował i całował. Słodko, ogniście i namiętnie. A ja cała rozpływałam się ze szczęścia i rozkoszy…
CICHOŚĆ I POKORA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony cały. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Bez sił prawie. Leżałam, a moje serce szeptało:
„Mój kochany… Mój słodki… Mój kochany…”
„Uwielbiam cię Moniko! Uwielbiam cię, Moja słodka!”
„A dlaczego?”
„Tylko dusza cicha i pokorna może być w tak wielkiej bliskości i intymności, i zażyłości ze Mną!”
„Cicha i pokorna?! Ale ja tej cichości i pokory w sobie nie widzę!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
„Powiedz Mi, Moniko co robisz z łaskami, które ci ofiaruję?” – spytał Jezus patrząc we mnie przenikliwie.
„Oddaję je Tobie i proszę, żebyś je dał mojemu Duchowemu Dziecku. Temu, które ich najbardziej potrzebuje.”
„A które ich najbardziej potrzebuje?”
„Nie wiem. Ty wiesz. Dlatego też Tobie daję.”
„Cichość i pokora są nierozerwalnie związane z Miłością. Są jej owocami.”
Jezus zaczął dotykać i głaskać mój policzek. A mi ciarki przeszły po całym ciele. Ciarki szczęścia i miłości…
WE MGLE
Leżałam na SERCU umiłowanym. Pieściłam JE z miłością i uwielbieniem. Dotykałam, całowałam, głaskałam z tkliwością… Pieściłam SERCE Najdroższe przede wszystkim modlitwą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!
„Wiesz mój Jezu? Czuję się jak dziecko we mgle. Jak dziecko we mgle w stosunku z Tobą!”- szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Nieźle ci to wychodzi, Moniko!” – wyszeptał z ogniem.
„Jak dziecko we mgle… Bezradna, bezbronna. Całkowicie zależna od Ciebie. Zdana na Twoją łaskę i niełaskę.”
„U Mnie nie ma niełaski. Jest Jest tylko łaska, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„Wiesz mój Jezu kochany… U Ciebie wszystko jest łaską! To taki niezbyt mądry żart…”
„Uwielbiam twoje żarty!” – wyszeptał Jezus patrząc we mnie głęboko.
„Jak dziecko we mgle… Byle z Tobą!” – szepnęłam z entuzjazmem.
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie. Wydawało mi się, że widzę Go za mgłą. Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam odsuwać mgłę. I znów widziałam umiłowanego mojego wyraźnie. A On uśmiechał się do mnie promiennie!
PŁONĄCY MIŁOŚCIĄ
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Rozpromienił się ogromnie nade mną! Rozświetlił się cały!
„Jesteś Moja! Tylko Moja! Cała Moja! Zawsze Moja! Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, Moniko najmilsza!” – wyszeptał ogniście.
Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule, słodko, ogniście i namiętnie.
Uśmiechałam się do mojego ślicznego umiłowanego od ucha do ucha!
„A ja jestem najszczęśliwsza w kosmosie!” – szepnęłam z entuzjazmem.
Jezus patrzył we mnie jakby zdumiony.
„Ty najszczęśliwsza?! Przecież jesteś cała obolała i zmęczona cała!”
„Jestem najszczęśliwsza bo mam Ciebie! Jesteś mój! Tylko mój! Cały mój! Zawsze mój! Jestem szczęśliwsza bardziej od Ciebie, Jezu mój kochany!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
„Nie mam zamiaru licytować się z tobą, maleńka Moja, kto jest bardziej szczęśliwy!” – zaśmiał się Jezus cudownie.
„Ani ja nie mam zamiaru!”
Jezus znów zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy. Całowaliśmy się tkliwie, czule i ogniście. Płonący cali Miłością…
BYĆ JEZUSEM DLA INNYCH
Tańczyliśmy bardzo całą noc. Mój umiłowany Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził. Prowadził i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie głęboko poruszony miłością. Patrzyłam w oczy mojemu ślicznemu umiłowanemu Jezusowi z miłością i uwielbieniem. A moje serce szeptało:
„Kocham Cię! Kocham Cię! Kocham Cię Jezu! Kocham Cię Jezu!”
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Ciało mojego Oblubieńca złączyło się z moim ciałem. Jego Krew płynęła w moich żyłach. Jego SERCE biło w moim sercu!
Jezus przemieniał mnie w Siebie… Przeistaczał w Siebie!
„Taaak! Chcę! Pragnę być Tobą dla innych ludzi! Pragnę być dla nich Jezusem!” – szepnęłam z mocą.
„A co to znaczy 'być Jezusem’ dla innych?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Być kochającą, cichą i pokorną. Być miłosierną! Być cierpliwą i łagodną. Być dobrą jak chleb! I rozdawać siebie, w miłości. Aż do wyniszczenia. Przytulać do serca, podnosić na duchu…”
Tańczylismy baaaaaardzo!
Mój umiłowany Jezus patrzył we mnie z lubością…