Spałam. Spałam i śniło mi się, że słyszę cudny kobiecy mówiący do mnie:
„Moja córeczko kochana! Moja śliczna, prześliczna! Słodyczy i szczęście moje! Rozkoszy Moja! Oblubienico Syneczka Mojego! W cierpieniu uśmiechem jaśniejąca! Córeczko jasna jak słońce!”
Otworzyłam szybko oczy! Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie zakochany i zachwycony cały…
„Śniła mi się MAMA!”
„Co robiła?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Mówiła piękne słowa. Do mnie i o mnie…”
„Czy są prawdziwe, jak myślisz Moniko?”
„Myślę, że tak.”
„MAMA patrzy na ciebie i cieszy się tobą!”
„Powiedziała: 'Oblubienico Syneczka Mojego!'” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa radośnie.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością. Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Jego Ciało, On sam wszedł do serca mego i się w nim zadomowił. Zakochał. Oblubieniec i oblubienica połączyli się we wzajemnej miłości. Stali się jednością…
Autor: Maleńka
ROZBROIŁAM!
Leżałam na SERCU Jezusa. Zmęczona i cierpiąca bardzo leżałam. Leżałam i rozmyślałam:
„Serduszko moje Maleńkie… Zawsze mogę przyjść do Ciebie. Mogę wylać przed Tobą swoje troski, żale, bóle i smutki, swoje radości i szczęścia. I TY mnie zawsze zrozumiesz. Zawsze! Zrozumiesz, pocieszysz, ukoisz. Rozradujesz! A ja mogę Cię pieścić! Pragnę Cię całować, głaskać! Pragnę Ciebie rozpieszczać! To rozkosz dla mnie…”
Jezus patrzył we mnie z lubością…
„A czym ja sobie zasłużyłam, że mogę pieścić Twoje SERCE?! Skądże mam taki zaszczyt? Czym sobie zasłużyłam?”
„Wybrałaś sobie SERCE Moje!” – wyszeptał Jezus z ogniem wzruszenia.
„Eee tam! Ono mnie wcześniej sobie wybrało!”
„Wybrałaś JE z czystej miłości, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. Patrząc we mnie rozpromieniony cały Miłością i zachwytem wielkim, szeptał:
„Wybrałaś SERCE Moje z czystej miłości, Moniko! Wobec czystej miłości jestem bezbronny i bezradny! Czysta miłość Mnie powala i rozbraja! Tak! Rozbroiłaś Mnie, Moniko!”
„Jakoś nigdy nie widziałam, żebyś był w coś uzbrojony!” – zaśmiałam się przekornie.
Jezus wybuchnął śmiechem! Śmialiśmy się oboje! Głośno, perliście, z lubością. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
WZAJEMNE UWIELBIENIE
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie głęboko. Ogniście i namiętnie. Z miłością i zachwytem. I ja patrzyłam w mojego Oblubieńca z miłością i uwielbieniem…
„Jakaś ty piękna, Moniko… Jak piękna. I coraz piękniejsza!” – wyszeptał Jezus żarliwie.
„Mój najsłodszy i najpiękniejszy!” – szepnęłam z mocą.
„I jaka podobna do Mnie!” – oczy umiłowanego wyrażały zdumienie.
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa…
„Jaki Ty kochający! Miłosierny! Dobry! Czuły! Delikatny! Jasny jak słoń…” – nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta ognistym i słodkim pocałunkiem.
„Jaka podobna do Mnie! Jaka podobna! Jaka podobna… Jaka podob…” – tym razem to Jezus nie dokończył. Zamknęłam Mu usta siarczystym buziakiem!
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. Z miłością i uwielbieniem!
Weszłam w mojego Oblubieńca. Zanurzona byłam w Nim cała. Nie było wiadomo gdzie się kończy Jezus, a zaczynam ja. Byliśmy jednością.
Położyłam głowę na SERCU Najdroższym i pieściłam JE z rozkoszą. Jezus położył głowę na sercu moim i pieścił je radośnie.
Pieściłam SERCE Umiłowane i zdawało mi się, że widzę Dzieciątko, które uśmiechało się do mnie cudownie…
GŁOSIĆ ŻYCIEM
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Umiłowany mój obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie z lubością i słodyczą. Poruszony i wzruszony wielce.
Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa i głaskałam go czule.
„Mój Malusi… Mój słodziutki…” – szepnęłam z trudem wielkim.
„Jakaś ty piękna, Moniko kochana! Coraz piękniejsza!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości i namiętności. I dodał:
„Ty rzadko mówisz o Mnie w domu, prawda?”
„Słowami rzadko.”
„A dlaczego?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Bo pragnę mówić o Tobie kochany, nie tylko słowami, ale nade wszystko życiem. Tym jak żyję i co robię.”
„Właśnie! Głosisz Mnie swoim życiem!” – wyszeptał mój Oblubieniec ogniście.
„Tylko o Tobie mówić, a nie żyć Tobą, to jakie to życie? Nie życie… Pragnę żyć Tobą i w Tobie, mój śliczny!”
Patrzyłam w Jezusa z miłością i uwielbieniem.
„Błogosław, proszę, moje Duchowe Dzieci w Nowym Roku i spraw, aby żyły Tobą i w Tobie i głosiły Ciebie swoim życiem, mój Jezu kochany!” – wyrwało mi się z głębi serca.
I dając umiłowanemu siarczystego buziaka, szepnęłam:
„Dziękuję mój Jezu!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…
JEDYNA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie głęboko, ogniście i namiętnie.
„Uwielbiam cię Moniko! Uwielbiam cię!” – wyszeptał z lubością.
„I ja Ciebie uwielbiam, mój słodziutki!” – szepnęłam z mocą.
„Ja ciebie bardziej!!!” – wyszeptał mój Oblubieniec z naciskiem.
Nie śmiałam zaprzeczyć. Patrzyłam w oczy mojemu ślicznemu umiłowanemu ogniście, a On szeptał:
„Uwielbiam twoje oczy, uwielbiam twój uśmiech w cierpieniu! Uwielbiam twoje myśli, słowa i czyny. Zrobiłaś Mi piękną i ogromną niespodziankę! I nie zatrzymywałaś się na tym. Szłaś dalej. 'Niech nie wie lewa twoja ręka co czyni prawa’. A gdy tata bardzo się niepokoił, że mocno cię boli głowa, ty go pocieszałaś: 'Spoko! Nie martw się, przejdzie mi!’. A w przerwie filmów dostaję od ciebie siarczyste i słodkie buziaki.
Uwielbiam cię Moniko, Oblubienico Moja jedyna!!!”
„Jedyna?!” – szepnęłam zdziwiona.
„Tak. Dla Mnie jesteś jedyna!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością…
Jestem szczęśliwa, mimo, że boli coraz bardziej, mimo, że przyszłość niepewna. Jestem szczęśliwa, bo ON JEST ze mną!
W OBJĘCIACH SŁOŃCA
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie ogniście.
„Ach mój Jezu… jaka jestem zmęczona…” – szepnęłam z trudem wielkim.
„Wiem Moniko, słodka Moja. Odpocznij kochana. Odpocznij maleńka Moja…” – wyszeptał mój Milusi słodko.
Zamknęłam oczy i odpoczywałam… I zobaczyłam słońce! Wielkie, ogromne, potężne!!! Blasku niepojętego, ani nieopisywalnego!!! A ja stałam się jeszcze mniejsza niż byłam do tej pory! Patrzyłam w wielkiej bojaźni i zachwyceniu! Promienie słońca jaśniały, błyszczały światłością niezwykłą… Nie raziły mnie, ani nie parzyły. Przeciwnie! Dawały ciepło, radość i ukojenie. Zapraszały, żebym podeszła bliżej. Zapraszały, wabiły uwodziły… Podeszłam bliżej pełna lęku i zachwytu jednocześnie. Promienie słońca uśmiechały się do mnie perliście! Zachęcały, abym podeszła jeszcze bliżej. Podeszłam! Wtedy promienie słońca objęły mnie i ucałowały gorąco… Było mi błogo i ciepło i cicho. Słońce wtuliło mnie w siebie. Jego promienie wypełniały mnie, napełniały i przepełniały! Okazało się, że jestem przeźroczysta, że mogą robić we mnie co chcą. Co im się podoba! Tańczyły we mnie!
I już nie było różnicy między mną a słońcem. Nie było wiadomo gdzie się kończy słońce, a zaczynam ja!
„Tak samo jest między nami, Moniko, jedyna Moja!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem. A moje serce tańczyło szczęśliwe w objęciach Słońca…
JEDNOŚĆ W MIŁOŚCI
Wieczorem:
„Mój Jezu kochany… Taka jestem bezbronna i bezradna wobec tego co się dzieje.”
„Uwielbiam twoją bezbronność i bezradność, Moniko.”
„Zbyt wielkie i piękne to wszystko! Tajemnicze i jakby obce… Inne!”
„Przyzwyczaisz się, oswoisz, jedyna Moja!”
„Ale ja nie chcę się przyzwyczaić, ani oswoić! Nie chcę, kochany! Bo gdy się przyzwyczaję, oswoję, to wszystko będzie zwyczajne, proste, banalne. A Ty nie jesteś, ani prosty, ani zwyczajny, ani banalny! Nie chcę się przyzwyczaić!”
„Słodyczy i rozkoszy Moja!”
Noc:
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Umiłowany mój tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie cierpiący i poruszony cały… Patrzyłam w mojego Oblubieńca z miłością. Obawy i lęki rozwiały się nagle. W sercu gościła słodycz i błogość…
„Bardzo boli mnie głowa, kręgosłup, brzuch, stawy…” – szepnęłam trudem wielkim.
„Cierpię z tobą, Moniko. Razem cierpimy. Za Twe Duchowe Dzieci i największych grzeszników świata! Cierpisz ze Mną.”
„Pragnę!”
Mój słodki Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Położył dłoń na sercu moim, a policzek przytulił do mego policzka.
„Jesteśmy jednością, najmilsza! Jednością w miłości!”
Mój Oblubieniec pieścił moje serce. A ono skakało ze szczęścia i rozkoszy…
W OBLUBIEŃCU…
Jezus patrzył we mnie. I ja patrzyłam w mojego Oblubieńca… Umiłowany mój patrzył we mnie głęboko. Ogniście. Oczy Mu płonęły!
„Pragnę cię, Moniko!” – wyszeptał namiętnie.
„Pragnę Ciebie, Jezu!”- szepnęłam z bojaźnią i mocą.
Mój śliczny Jezus był ogniem. Ogniem miłości! Płonął! Widziałam języki ognia… Jezus był w ogniu! I był ogniem… Pochłaniał mnie. Pożerał… Ogarniał! Wypełniał i przepełniał… I sama stawałam się ogniem! Ogniem miłości. Płonęłam. Spalałam się! Świetlista i jaśniejąca pachniałam… Wydawałam słodką woń, wonności ofiary miłej Oblubieńcowi.
„Jesteś Moją, Moniko” – wyszeptał Jezus rozpromieniony zachwytem.
„Jestem, mój Panie!”
Jezus zbliżył Swe usta do moich ust i złożył na nich słodki i gorący pocałunek. Potem całował mnie całą! Całował całym Sobą. Słodko, namiętnie, ogniście… Z rozkoszą i lubością… Całował moje obolałe i zmęczone ciało. Pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku… Z SERCA Jezusowego wyszła Hostia i weszła do serca mego. Mój boski Oblubieniec wciąż mnie całował. A moja dusza, serce i ciało rozpływały się w umiłowanym… Teraz jestem w Nim zanurzona.
NAJCZYSTSZA MIŁOŚĆ
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim. Niebiańsko patrzył…
Patrzyłam w mojego Oblubieńca ogniście.
„Wpatrywać się w Ciebie, mój Jezu to rozkosz dla moich oczu. Twoje pocałunki to rozkosz dla mojego ciała. Karmić się Tobą to rozkosz dla mego serca. Wtulenie w Ciebie i bycie z Tobą to rozkosz dla mojej duszy!” – szepnęłam z mocą.
„Dawno już chciałaś to powiedzieć, prawda, Moja jedyna?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Tak! Nie chciałam jednak być źle zrozumiana. Ze względu na Ciebie, Jezu. Nie chciałam uchybić Twej godności. Nie chciałam dwuznaczności i brudnych podtekstów. Okazało się jednak, że to jest jednoznaczne i czyste. I nie obchodzi mnie co ktoś może sobie pomyśleć. Liczysz się tylko TY!”
Jezus patrzył we mnie z zachwytem i namiętnością.
„To czysta miłość! Najczystsza! Jesteś ze Mną, Monisiu kochana, nie dlatego, że chcesz Mnie o coś prosić, nie dla korzyści, czy własnej wartości. Jesteś ze Mną dla Mnie samego. Bo Mnie kochasz!” – wyszeptał żarliwie.
„Raczej dlatego, że Ty mnie kochasz!”
„Najczystsza miłość!!!”
„Twoje słowa są jak nektar! Jak ambrozja! Pragnę upić się Tobą, mój słodki!” – szepnęłam z entuzjazmem.
„Maleńka Moja! Słodyczy i rozkoszy Moja!”
Jezus patrzył mi w oczy głęboko. Tańczyliśmy bardzo w intymności i bliskości bez granic… Tak! Bez granic!
WYBÓR
Wpatrywalam się w oczy Jezusowi głęboko, a jednocześnie trzymałam w objęciach Dzieciątko.
„Jakiś Ty bezbronny i bezradny… Zależny całkowicie od ludzi. Można Cię przyjąć, ukochać, pocałować, przytulić, a można odrzucić, zdradzić, zabić…” – szepnęłam z powagą.
„Wybór należy do ciebie, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Dla mnie mnie już nie ma wyboru! A raczej jest, jeden! Przyjąć, ukochać, wtulić się w Ciebie, a jeśli będzie taka potrzeba, oddać za Ciebie życie! To jest mój wybór!”
Patrzyłam w Jezusa ogniście. I On we mnie patrzył płonący!
„Przyjść na świat, oddać się w ręce ludzi, zdać się na ich wolę! To jest mój wybór, maleńka Moja!”
Patrzyłam w umiłowanego, słodkiego Jezusa, lulając i całując Dzieciątko. A Ono uśmiechało się do mnie promiennie…