Leżałam na SERCU umiłowanym tańcząca bardzo. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie głęboko. Zakochany i poruszony cały. Dotykał dłonią mój policzek i głaskał go z czułością niezwykłą… Miałam takie poczucie, że głaszcząc mój policzek głaskał też moje serce. Było mi miękko na sercu i błogo… I dobrze!
„Kocham cię Monisiu słodka! Kocham cię na…” – wyszeptał Jezus z tkliwością. Nie dokończył. Przerwałam Mu gwałtownie!
„Na zabój!!!” – wyrwało mi się z głębi serca.
„Na zabój, maleńka Moja. Na zabój!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Widzę go! Widzę ten zabój w Twoich oczach, mój śliczny! Nie umiem go opisać. Ale widzę!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…
„A Twoja miłość nie ma końca?” – spytałam.
„Moja miłość nigdy się nie kończy. Trwa wiecznie. Nigdy nie ustaje!” – Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie.
„Wiesz mój Jezu? Wydaje mi się, że codziennie kochasz mnie bardziej i bardziej. To nieprawda. Prawda?” – spytałam znowu.
„Kocham zawsze tak samo. Moja miłość nie maleje, ani nie rośnie. Jest stała. A dlatego, że otwierasz się na nią coraz bardziej, doświadczasz jej bardziej i głębiej, Monisiu!”
„Dziękuję mój Jezu, że mi to wszystko tak dobrze wytłumaczyłeś!” – szepnęłam z wdzięcznością i entuzjazmem.
„Zawsze do usług, maleńka Moja!” – zaśmiał się Jezus perliscie.
” 'Do usług’… Mój kochany… mój kochany… Mówię kochany, a powinnam zwracać się do Ciebie kochający…” – zamyśliłam się.
„A może kochający i kochany?” – spytał Jezus łagodnie.
„Taaak! Kochający i kochany!!!”
„Moja maleńka kochająca i kochana!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko, gorąco i śmiało.
A potem patrzył we mnie… Widziałam zabój w Jego oczach… Miłość bez końca!
Autor: Maleńka
ZAKOCHUJE I ROZKOCHUJE MNIE W SOBIE…
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Leżałam na SERCU umiłowanym tańcząca bardzo! Leżałam i głaskalam Serduszko Najdroższe… Jezus mój śliczny pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie poruszony niezmiernie. Dotykał dłonią mój policzek i głaskał go z czułością… Miałam takie poczucie, że głaszcząc mój policzek głaskał też moje serce. Było mi miękko na sercu i błogo… I dobrze!
„Jestem zakochana w Tobie, mój Jezu! Nieustannie mnie zakochujesz i rozkochujesz w Sobie! Tak! Zakochujesz i rozkochujesz w Sobie! Wciąż bardziej i bardziej! Bardziej i bardziej…” – szepnęłam z mocą.
„To źle?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Bardzo dobrze! Bardzo! Bardzo!” – szepnęłam z entuzjazmem.
„Będziesz wiele cierpieć, maleństwo Moje słodkie…” – Jezus cały był współczuciem..
„Nie rozmawiajmy teraz o cierpieniu. Nie chcę! Proszę…” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy głęboko.
„A o czym chcesz rozmawiać, Monisiu?” – spytał Jezus wciąż głaszcząc mój policzek i serce moje.
„O Twojej miłości do mnie! O Tobie, mój śliczny! O Tobie!”
„Zakochiwać i rozkochiwać cię w Sobie to moje pragnienie! To pragnienie mego SERCA, Monisiu słodka!” – wyszeptał Jezus żarliwie.
Patrzyłam w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa z miłością i uwielbieniem.
A On zakochiwał i rozkochiwał mnie w Sobie…
SPEŁNI MOJE 'WYMAGANIA’
Trwaliśmy razem, mój Jezus i ja. SERCE przy sercu, policzek przy policzku. Nasze łzy dawno już wyschły. A my trwaliśmy w miłości i intymności…
„Ach! Jak mi tak dobrze przy Tobie, kochany!” – szepnęłam z lubością.
„A Mi jak dobrze, najdroższa!” – wyszeptał mój umiłowany ogniście.
„A czy to możliwe, żebym w wieczności jednocześnie pocieszała Twoje SERCE, tańczyła dla Ciebie i trwała przy Tobie policzek przy policzku?” – spytałam z ciekawością. I dodałam szybko:
„Jeśli to możliwe to bym tak chciała. Pragnę, bardzo!”
Jezus rozpromienił się ogromnie nade mną! Rozświetlił się cały!
„Wszystko jest możliwe, Monisiu kochana! Tak! Możesz. Będziesz TO miała. Obiecuję ci!” – Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością.
„Dziękuję Ci, mój Śliczny!” – szepnęłam z wdzięcznością i dałam Najmilszemu siarczystego całusa.
Zaśmialismy się oboje szczerze i radośnie.
Jezus patrzył we mnie głęboko. Zakochany i zachwycony cały! Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś…
„A nie za duże mam względem Ciebie wymagania? Jak zbyt wielkie to od razu mów, kochany!”
Jezus spojrzał we mnie żarliwie…
„Spełnię każde twe 'wymaganie, maleńka Moja!” – wyszeptał ogniście.
„A dlaczego? Każde?! Dlaczego?!” – dopytywałam z entuzjazmem.
„Bo jesteś dla Mnie Wszystkim!”
Zaniemówiłam ze wzruszenia! Poczułam znów łzy na policzku.
„Nie myśl, mój Jezu, że ja taka płaczliwa jestem!” – zaśmiałam się perliscie.
Jezus patrzył we mnie z lubością… Z Jego SERCA wyszła Hostia i weszła do serca mego. Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie! A ja patrzyłam w Niego szczęśliwa. Szczęśliwsza niż kiedykolwiek wcześniej!
DLA JEZUSA JESTEM WSZYSTKIM!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z lubością. Pieściłam SERCE Najdroższe…
„Pocieszasz i radujesz bardzo SERCE Moje, Monisiu słodka! Czy chcesz rozradować JE jeszcze bardziej?”-spytał Jezus żarliwie.
„Tak! Chcę! Pragnę! Bardzo!” – szepnęłam z mocą.
„Zatańcz z NIM!” – uśmiechnął się Jezus cudownie.
„Zatańczyć z SERCEM?!“- szepnęłam uszczęśliwiona.
Jezus skinął głową twierdząco i cudnie się do mnie uśmiechał.
„Jasne!”
Przytuliłam SERCE Jezusa do serca mego i zaczęliśmy tańczyć. SERCE Jezusa aż podskoczyło do góry ze szczęścia! Tańczyliśmy lekko, zwiewnie i żarliwie. SERCE unosiło mnie do góry i zanurzało w Sobie. Tańczyliśmy w miłosnym milczeniu, bliskości i intymności bez granic! Nic nas nie ograniczało! Tańczylismy w szczęściu i wielkiej radości!.
„Uszczęśliwiłaś wielce SERCE Moje, Monisiu!”- wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„Że też SERCE pragnie tańczyć z takim byle czym jak ja…” – szepnęłam z powagą.
Jezus wzruszył się ogromnie! Niezmiernie! W Jego oczach widziałam łzy…
„Nie jesteś byle czym, maleńka Moja! Jesteś Córką Króla. Księżniczką jesteś! Jesteś duszą, na której mogę całkowicie polegać, i której całkowicie zaufać! Mogę i chcę ci się zwierzać. Nie każdemu mogę. Tobie tak! Jesteś duszą wyprówaną w cierpieniu. Duszą, która wszędzie za MNĄ pójdzie. Nie zostawisz Mnie i nie opuścisz. Jesteś duszą, którą pragnę uszczęśliwiać i rozpieszczać! Duszą, którą ukochałem nad ŻYCIE! Jesteś dla Mnie WSZYSTKIM. Nie jesteś 'byle czym’, Monisiu kochana! Jesteś WSZYSTKIM!”
Z oczu umiłowanego mojego ciekły łzy… I z moich oczu też ciekły łzy. Patrzyliśmy w siebie nawzajem uśmiechnięci, szczęśliwi i zapłakani. Przytuliłam policzek do policzka Jezusa. Trwaliśmy razem SERCE przy sercu, policzek przy policzku. I nasze łzy szczęścia połączyły w w jedno…
TANIEC POCIESZENIEM
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem.
„Moje kochane! Moje słodkie! Moje śliczne…”- szeptałam z miłością do SERCA Jezusa. Dotykałam JE dłonią najdelikatniej i najczulej jak potrafiłam. Dotykałam, głaskalam, całowałam…
Spojrzałam umiłowanemu w oczy głęboko.
„Oswoiłeś mnie Jezu kochany! Byłam dzika, nieufna, zamknięta w sobie. Ty mnie otworzyłeś. Otworzyłeś me serce na oścież! Wiatr w nim może hulać do woli. I hula!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie tajemniczo.
„To nie wiatr, maleńka Moja. To DUCH ŚWIĘTY!”
„Niesamowite…”- szepnęłam rozpromieniona cała.
„DUCH tańczy w twoim sercu, Monisiu kochana! Ma duuuużo miejsca. Unosi się, tańczy, wiruje! A Ciebie, najmilsza, pociesza. DUCH ŚWIĘTY uwielbia i pragnie tańczyć w tobie i ciebie pocieszać! JEGO taniec jest pocieszeniem ciebie!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Patrzyłam w mojego ślicznego umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem…
PANOWAĆ
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Rozmyślałam…
„Jezus Chrystus, Król Wszechświata. Wszechświata we mnie. Panuje w moim sercu. Jego tronem jest Krzyż. Panuje. Co znaczy „panować”? Być Panem siebie. Jezus idąc na Krzyż, oddając za mnie życie zrobił to dobrowolnie. Sam powiedział przed Męką, że nikt Mu życia nie zabiera, że On sam je daje. Jezus wiszący na Krzyżu, umęczony, skatowany, cały w ranach był Panem. Panem samego siebie. Zmęczony, cierpiący, opuszczony, był Panem siebie. Jest Panem. Taki króluje w moim sercu i w moim życiu. I uczy mnie panować. Być panią samej siebie. Szczególnie gdy dźwigam mój krzyż, krzyż cierpienia, niezrozumienia, bezradności chcę umieć panować nad sobą. W miłości. Jak mój umiłowany Król.”
Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko. Patrzył we mnie płonący i poruszony cały…
„Uwielbiam Cię, mój Królu!” – wyrwało mi się z głębi serca.
„Uwielbiam cię Monisiu, Córko Króla!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic… Król Wszechświata i Jego Córka.
UPODOBAŁAM SOBIE
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie ogniście, poruszony caly.
„Znasz Mnie! Znasz Moje SERCE!” – wyszeptał mój Śliczny.
„Znam?! Nie! Wciąż poznaję. Nieustannie odkrywam. Na tyle, na ile pozwalasz mi odkryć!” – szepnęłam z mocą.
Jezus jakby nie słysząc tego co mówiłam, wyszeptał:
„Znasz Moje SERCE! Niewiele dusz JE tak zna!”
Skoro tak uważa, OK. Ośmielona, spojrzałam w oczy umiłowanemu i uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha!
„Słowa litanii do SERCA Twojego mówią też, że 'Ojciec w NIM Sobie bardzo upodobał’. To oczywiste! Jakże można w NIM nie upodobać sobie?! Nie można!”- szepnęłam ogniście i dodałam z głębi serca:
„Ja też upodobałam sobie w SERCU Twoim, mój Malusi! Też sobie upodobałam!”
Jezus zapłonął cały!
„I ja w tobie mam upodobanie! Moja kochana! Moja słodka! Moja najmilsza! Moja jedyna! Moja! Moja! Moja…”
Tak szepcząc, zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy zaczął mnie całować! Całował śmiało, siarczyście, ogniście… A całując zanurzał mnie w Sobie coraz bardziej i bardziej, i bardziej… Tonęłam w Miłości!
O MNIE MYŚL!
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Umiłowany mój Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie… A mnie nachodziły różne myśli…
„O Mnie myśl, najmilsza! Myśl o Mnie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko i uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Dobrze, mój Jezu! Jakiś Ty piękny! Jaki piękny! Przepiękny!” – szepnęłam z mocą.
„I ty jesteś piękna, Monisiu! Coraz piękniejsza. Prześliczna jesteś!” – wyszeptał Jezus żarliwie.
„Ty mnie upiększasz, mój Jezu kochany! TY!!! A Twoje SERCE bije dla mnie. Gorejące ognisko Miłości! Płonie z miłości do mnie! Płonie ogniem nieugaszonym. Niegasnącym. Nieustannie płonie! Twoja Miłość jest jak ogień. Spalasz się dla mnie! I ja pragnę płonąć miłością. Do Ciebie i bliźnich. Pragnę płonąć i spalać się! I spłonąć w Tobie!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Jezus patrzył we mnie wzruszony. Milczeliśmy. Nie trzeba było słów… Umiłowany nakarmił mnie Swoim Ciałem.
A ja pocieszałam Jego SERCE…
WCIĄŻ NOWY POCZĄTEK!
„Jesteś niesamowity, mój Jezu! Niesamowity! Nieustannie burzysz we mnie mój nieprawdziwy, sztywny, skostniały obraz Ciebie! I nieustannie ukazujesz mi Siebie na nowo! Odkrywasz mi Siebie. Pokazujesz jaki jesteś kochający, czuły, delikatny… Trzymasz mnie w objęciach. Uśmiechasz się do mnie… tańczysz ze mną! SERCE bije dla mnie. Mogę Je trzymać w dłoniach! Pragniesz bym JE pocieszała. I uwielbiasz być rozpieszczany! Nie jesteś martwą figurką z ķoscioła, ale żywą Osobą! Twoje Życie i mnie ożywia!” – szeptałam rozpromieniona cała.
Jezus patrzył we mnie zachwycony. Czule mnie tulił do Siebie.
„A to dopiero początek, maleńka Moja! To dopiero początek!”- wyszeptał umiłowany z naciskiem.
„Początek?! No tak! Ty jesteś Początkiem i Końcem. Ale koniec w Tobie jest nowym Początkiem. Nawet śmierć jest nowym początkiem. Gdy umrę to będzie dla mnie nowy początek. Zobaczę Ciebie takim jakim Jesteś. Twarzą w Twarz! I będę mogła Cię poznawać, odkrywać i rozpieszczać całą wieczność!”- szeptałam z mocą.
Jezus patrzył we mnie ogniście…
UWIELBIA BYĆ ROZPIESZCZANY
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Głaskałam umiłowanego mojego po policzku i czule szeptałam:
„Mój Malusi… mój Malusi…”
Jezus patrzył we mnie zachwycony i poruszony caly!
”Tak mówi do Mnie Moja MAMA i ty. Nikt inny.”
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia!
„Tylko my dwie??!!”- szepnęłam. I od razu zrobiło mi się głupio i wstyd. Bo w jakiś sposób porównywałam się z MAMĄ. A kim jestem, żeby się z Nią porównywać?? Nikim!!! Spuściłam głowę ze wstydem… Jezus podsunął dłoń pod mój podbródek i delikatnie, ale stanowczo podniósł moją głowę do góry. Patrzył we mnie ogniście.
„Tak, maleńka Moja. Tylko wy dwie!” – wyszeptał z naciskiem i ogniem w oczach. Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego nieśmiało.
„Mój Malusi… Mój Milusi…” – szepnęłam z czułością. I od razu naszły mnie wątpliwości czy mogę tak się zwracać do Boga. MAMA to co innego. Ale ja?!
„Rozpieszczasz Mnie, Monisiu! Pieścisz Moje SERCE i Mnie rozpieszczasz. A Ja uwielbiam być rozpieszczany!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Umiłowany patrzył we mnie z lubością…