„Wiesz mój Jezu… Czasem sobie myślę, zastanawiam się nad tym jakby to było gdyby mnie nie było. Gdybym się nie urodziła” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy głęboko.
Jezus uśmiechnął się do mnie delikatnie.
„I co wymyśliłaś, Monisiu kochana?”
„Może i byłoby mniej bólu, cierpienia, płaczu. Ale i byłoby mniej szczęścia, radości i uśmiechu!” – szepnęłam uśmiechając się delikatnie. Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością.
A ja mówiłam dalej:
„Może moi rodzice nie płakali by dowiedziawszy się o mojej chorobie. Może by nie cierpieli. A i ja jako niemowlę bardzo długo płakałam. Lekarze, ani rodzice nie mogli dojść przyczyny płaczu. Może coś mnie bardzo bolało, dlatego płakałam? Ale nagle przestałam płakać i zaczęłam się uśmiechać! Rodzice odpowiadali na mój uśmiech uśmiechem, szczęśliwi niezmiernie! Uwielbiam się śmiać! Uśmiechać! Do moich Duchowych Dzieci często się uśmiecham, a One do mnie! Często żartujemy, śmiejemy się! Jest między nami uśmiech Miłości! Czyli Twój uśmiech, bo Ty jesteś Miłością!”
Jezus patrzył mi w oczy głęboko, poruszony niezmiernie! W Jego oczach szkliły się łzy…
„Nawet nie wiesz, nie wyobrażasz sobie, maleńka Moja ile dobra przez ciebie uczyniłem i jeszcze uczynię! Nie wyobrażasz sobie… Byłaś Moim pragnieniem od wieków. Gdy cię stwarzałem, kształtowałem, tkałem, widziałem ciebie. Widziałem cierpienia i bóle, ale przede wszystkim widziałem szczęście, radość. I Mój uśmiech na twej twarzy. Uśmiech Mojej Miłości” – wyszeptał Jezus ogniście. A po chwili jeszcze dodał:
„I Moje SERCE nie miałoby Właścicielki!”
„Eee… Na pewno ktoś inny by się znaaaa…”
Nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem! Słodkim i ognistym.
„Moje SERCE nie miałoby Właścicielki! – wyszeptał z naciskiem.
Patrzyłam w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa z uwielbieniem… A On uśmiechał się do mnie cudownie!
Autor: Maleńka
JESTEM NIESPODZIANKĄ
Obudziłam się. Obudziłam się i od razu otworzyłam oczy! Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we rozpromieniony cały Miłością i zachwytem!
Dotknął dłonią mój policzek i głaskał go z czułością…
„Odpoczęłaś, maleńka Moja?”
„Taaak! Baaardzo dziękuję, mój Jezu kochany! Odpoczęłam. Ostatnie noce nie mogłam spać, a dziś spałam prawie całą noc! Dziękuję!” – szepnęłam z entuzjazmem.
Spojrzałam w oczy Jezusowi i spytałam nieśmiało:
„A Ty…? Odpocząłeś, mój śliczny?”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie! Od ucha do ucha!
„Ja wciąż odpoczywam… Na sercu twoim, Mojej poduszeczce. Mięciutko i wygodnie Mi baaaaaardzo!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę! Jak bardzo jestem szczęśliwa! Nawet nie wiesz, mój Jezu kochany…”
„Wiem, Moja Monisiu! Wiem!” – wyszeptał Jezus łagodnie.
„No tak! Ty wszystko wiesz. Nawet niespodzianki Ci zrobić nie mogę, bo wszystko wiesz!”
„Ależ możesz! Możesz i robisz!”
„Ale jak to…?” – spytałam zaciekawiona.
„Jako Bóg wiem wszystko, znam cały świat. Od podszewki. Stworzyłem go przecież i ukształtowałem. Ale jako Człowiek, przyszedłem na świat, jako niemowlę. Wszystko było dla Mnie niespodzianką, nowością. Odkrywałem wszystko jakby na nowo! I tak odkrywam ciebie, Monisiu kochana. Jako Bóg i jako Człowiek. I jesteś dla Mnie jedną wielką Niespodzianką. I to w jaki sposób traktujesz swe Duchowe Dzieci, jak się za Nie modlisz, jak Je błogosławisz, jak Je wychowujesz jest dla Mnie niespodzianką!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i zachwytem… A On nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
PODUSZKA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały… W pewnej chwili jakby osłabł. Wyglądał na śmiertelnie zmęczonego.
„Ah… Jaki jestem zmęczony! A nie mam gdzie głowy złożyć…” – wyszeptał z trudem wielkim.
„Masz gdzie głowę położyć, kochany mój Jezu!”- szepnęłam z mocą.
Ujęłam Jego głowę w dłonie i ułożyłam na sercu moim.
„Zawsze masz gdzie głowę złożyć. Na sercu moim!”
„Dziękuję maleńka Moja! Dziękuję!”
„Moje serce jest bardzo szczęśliwe, że możesz na nim leżeć…”
„Ah! Jak Mi TU dobrze! Jak mięciutko!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„Serce moje pragnie być Twoją poduszką!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. Coś mnie tknęło!
„A nie jest za małe? Za wąskie? Za ciasne? Wygodnie Ci, mój słodziutki?” – spytałam wystraszona, że może umiłowanemu jest niewygodnie.
„Nie jest za male, ani za ciasne. Za wąskie też nie jest. Jest w sam raz! Akuratne. Idealne. Monisiu kochana…”
„Ale jakby co to możesz rozszerzyć, powiększyć…”
„Dziękuję, maleńka Moja!”
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie i rozpromieniony cały…
ODPOCZYWAJĄC…
Leżałam w objęciach Jezusa. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie głęboko… Głaskalam Jego policzek i szeptałam:
„Kochany mój… kochany mój. Taka jestem zmęczona… Ale Ty jesteś zmęczony bardziej! Odpocznij we mnie mój Jezu! Odpocznij we mnie.”
„Odpocznij we Mnie, Monisiu kochana!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Przytuliłam policzek do policzka ślicznego Jezusa.
„Wczoraj dostałam od Ciebie tyle niespodzianek! Większych i mniejszych!
Wiesz mój Jezu… Całe moje życie jest jedną wielką Niespodzianką od Ciebie! Kiedy po urodzeniu zachorowałam, lekarze nie dawali mi szans na przeżycie. Postawili na mnie krzyżyk, jak to mówią. A ja żyję i mam się całkiem dobrze. Dzięki Tobie, Jezu! Tylko dzięki Tobie!”-szepnęłam z trudem.
„Moja śliczna! Moja śliczna…” – szeptał Jezus z lubością.
„Jak mogę Ci usłużyć, kochany?”
„Odpocznij we Mnie, Monisiu!”
„A!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Schowałam się w umiłowanym ukryłam się w Nim cała. Położyłam głowę na SERCU Najdroższym. Odpoczywałam… A odpoczywając pieściłam SERCE Najdroższe. Całowałam, dotykałam, głaskalam… Delikatnie, z czułością.
Jezus patrzył we mnie poruszony cały.
NIEBA MI PRZYCHYLA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził. Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i zachwytem…
„Zadziwiasz mnie, mój Jezu słodki! Zadziwiasz na każdym kroku!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zaśmiał się perliscie!
Mówiłam dalej:
„Już myślałam, że w tym roku nic wielkiego mnie już nie czeka. A tu nagle… wczoraj! Grom z jasnego nieba! Nigdy nie myślałam…”
Patrzyłam w Jezusa uśmiechając się od ucha do ucha!
„Niespodzianka!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
Zaśmiałam się radośnie! Uszczęśliwiona!
„Zaczynam bać się tych Twoich niespodzianek! Przedwczoraj okularki, wczoraj TO! Zastanawiam się czym mnie dzisiaj zaskoczysz!”
„Niespodzianka!” – śmiał się Jezus cudownie.
Przytuliłam policzek do policzka umiłowanego.
„Żartowałam, mój Jezu kochany, żartowałam! Nie boję się Twych niespodzianek! Uwielbiam je! A jeszcze bardziej Ciebie uwielbiam!!!”
Jezus szeptał rozczulony caly:
„Pragnę Mojej maleńkiej choć trochę Nieba przychylić… Już tu, na ziemi. Pragnę przychylić Nieba!”
„Przychylasz, kochany. Ciągle przychylasz!
Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej… Mój słodki Jezus i ja.
O OKU I NIE TYLKO
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„To się porobiło!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa delikatnie.
„Damy radę!” – wyszeptał mój umiłowany z mocą.
„Ty i ja?”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem.
„Zawsze! Z Tobą zawsze dam radę!” – szepnęłam z entuzjazmem.
Szepnęłam po chwili:
„Taka wada…”
„Dobrze, taka, a nie inna”-wyszeptał Jezus patrząc we mnie głęboko.
„Masz rację mój Jezu! Dobrze, że nie inna!”
Rozumieliśmy się bez słów.
„A ja właśnie ostatnio czytałam Ewangelię o oku: 'Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie rozświetlone. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność!’.”
Przerwałam na chwilę i wpatrywalam się w mojego ślicznego Jezusa…
„Rozświetlasz moje ciało, mój Jezu. Więc myślałam, mam zdrowe oko. A tu…”
„To oko, o których Ja mówię, masz zdrowe, Monisiu kochana!”
„To dobrze. Ale jakbyś widział, że coś się z nim dzieje złego to od razu mów, proszę… mój kochany Doktorku!”
„Dobrze, Moja maleńka pacjentko jak marzenie!” – Jezus promieniał cały uśmiechem.
Uśmiechnęłam się i ja do Niego radośnie. Pani doktor powiedziała o mnie, że jestem pacjentką jak marzenie. Baaardzo długo przymierzała mi szkła, a ja cierpliwie odpowiadałam czy widzę lepiej czy gorzej.
Patrzyłam w Jezusa z uwielbieniem…
PRAWDA!
Trwałam u stóp umiłowanego mojego Jezusa. Całowałam je, głaskałam, pieściłam… Było mi bardzo dobrze u stóp mojego ślicznego. W pewnej chwili dwie dłonie ujęły mnie delikatnie i uniosly w górę. I znów byłam w objęciach Jezusa, a On tulił mnie do SERCA.
„Wolę cię mieć maleńka tu. Przy SERCU Moim. A raczej twoim, ty JE sobie wybrałaś. Więc jest twoje!”
Mimo, że u stóp umiłowanego było mi bardzo dobrze, ucieszyłam się, że mnie wziął w ramiona i tak powiedział.
Schowałam się w Jezusie, ukryłam się w Nim. Położyłam głowę na SERCU Najdroższym. Mój umiłowany Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały…
„Ty jesteś moim Skarbem! I Twoje SERCE! I moje Skarby, Duchowe Dzieci, są ukryte w Tobie. W Twym SERCU!”
„Tak kochana Moja!” – wyszeptał Jezus z lubością. Zaczął glaskać mój policzek i włosy, jak najczulsze mama głaszcze swoje dziecko…
„Tak będzie w Niebie? Będę leżeć na SERCU Twoim, a Ty będziesz mnie głaskał. Prawda?” – spytałam z uśmiechem od ucha do ucha.
„Prawda, Monisiu. Prawda!”
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie…
UWIELBIENIE…
Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA Swego.
„Mój piękny…” – szepnęłam z mocą. Głaskalam policzek Jezusa z czułością… Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…
„Masz rację, maleńka! Wszystko co w tobie, uwielbiam!” – wyszeptał ogniście.
Zawstydzona spuściłam głowę. Ale zaraz potem podniosłam. Patrzyłam w mojego ślicznego umiłowanego z uwielbieniem! Nie mogłam się w Niego napatrzeć!
„Uwielbiam Ciebie całego, Jezuniu kochany! Uwielbiam Twoją Miłość! Uwielbiam Twoje SERCE, zranione. Otwarte dla mnie, abym przychodziła do NIEGO i piła ze Źródła zbawienia. Uwielbiam Twoje oczy, Twe spojrzenie. Pokorne i łagodne, a jednocześnie przenikające na wskroś! Uwielbiam Twoje słowa, trafiające wprost do mego serca. Ostre jak miecz obosieczny! Uwielbiam Twoje Rany… Uwielbiam ręce i nogi Twoje!”- wyrwało mi się z głębi serca.
Spojrzałam w Jezusa i uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha!
„I włoski Twoje uwielbiam! Bo mogę z nich loczki robić!”
Jezus patrzył we mnie z uwielbieniem…
TAK PO PROSTU…
Jezus wisiał na Krzyżu rozpostarty jak Sokół na Niebie. A jednocześnie trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA. Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej.
– Jak mogę Ci usłużyć, kochany mój Jezu?” – spytałam z trudem.
„Uśmiechnij się do Mnie, Monisiu! Uwielbiam twój uśmiech!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Ty wszystko we mnie uwielbiasz!” – szepnęłam oburzona. Chciałam usłużyć umiłowanemu czymś więcej niż tylko uśmiechem!
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie.
„Masz rację, maleńka. Wszystko w tobie uwielbiam!”
Potem zbliżył Swą twarz do mojego serca.
A najbardziej uwielbiam twe serce! Takie proste, jasne, czyste i niewinne.”-wyszeptał umiłowany żarliwie.
I ucałował moje serce. Sięgnął dłonią do Rany SERCOWEJ, wyjął z Niej Hostię i włożył JĄ wprost do serca mego. Tak po prostu! Potem położył głowę na nim… Byłam oszołomiona! Zdumiona! Oniemiała!
„To można… tak po prostu włożyć…??!!”
„W tych, którzy Mi pozwolą mogę wszystko. W najbliższych, największych i najbardziej zaufanych!”
„Aaaa…”
Gdy wyszłam troszkę ze zdumienia spytałam umiłowanego:
„To jak mogę Ci usłużyć, kochany mój Jezu?”
„Uśmiechnij się do Mnie, Monisiu kochana!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! A On, mój śliczny Jezus, całował mój uśmiech…
PASJA MIŁOŚCI
Spałam… To znaczy nie wiedziałam, że śpię, potem się dowiedziałam. Byłam w katedrze wawelskiej. Siedziałam na wózku pod figurą Czarnego Chrystusa wiszącego na krzyżu. Wpatrywalam się w Jego Oblicze… Oczy miał zamknięte… ale nie wyglądał, że cierpi. Wyglądał jakby spał. Patrzyłam w Niego z tkliwością. W pewnej chwili Jezus otworzył oczy i uśmiechnął się do mnie cudownie… I ja uśmiechałam się do mojego ślicznego… I tak trwaliśmy razem we wzajemnym zapatrzeniu i uśmiechu… Patrzyłam, patrzyłam… I nagle mnie olśniło! To jest mój Jezus! To mój Jezus! Gdy sobie to uświadomiłam, uniosłam się w górę i znalazłam się blisko twarzy Chrystusa. Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa i głaskalam go z czułością….
„To Ty! To Ty wypatrujesz się we mnie! Ciągle się wpatrujesz!”
„To Moja pasja, Monisiu kochana!” – wyszeptał Jezus z lubością.
„Pasja?!” – szepnęłam zdumiona i zachwycona jednocześnie.
„Pasja Miłości!” – Jezus patrzył we mnie ogniście.
„Pragnę by była i moją pasją!”
„A może już jest, maleńka! Może już jest!”
Patrzyłam w umiłowanego mojego. Karmił mnie Swoim Ciałem i wpatrywał się we mnie z pasją…