Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały miłością! Dotykał dłonią mój policzek i głaskał go z czułością. Patrzyłam Mu w oczy… Od wczorajszego wieczoru ogarnęła mnie jakaś irracjonalna panika. Że nie dam rady, że nie zdążę…
„Odpocznij maleńka Moja. Odpocznij… Zasłużyłaś!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Zasłużyłam? Niczym nie zasłużyłam! Przeciwnie!” – szepnęłam wzburzona.
„Ciii maleńka Moja. Odpocznij…”
Jezus patrzył mi w oczy głęboko. A moje oczy zamykały się coraz bardziej i bardziej… aż w końcu zasnęłam.
Obudziłam się. Obudziłam się i od razu otworzyłam oczy. Jezus pochylał się nade mną z miłością…
„Sama popatrz, maleńka: masz jeszcze do ułożenia trzy rozważania, tak?”
„No, tak.”
„I czas do połowy stycznia, tak?”
„Tak!”
„No to jakiś Armagedon musiałby być, żebyś nie zdążyła!”
„Właśnie, kochany! Pilnuj, proszę, żeby żadnego Armagedonu nie było!”
„Pilnuję i dopilnuję, Monisiu kochana!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego…
Autor: Maleńka
JAK JEZUS
„Zatańczymy maleńka Moja?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Oczywiście! Z Tobą zawsze, ukochany!” – szepnęłam z mocą.
Jezus objął mnie całą, przytulił mocno do Siebie. I w tańcu prowadził.
„Ktoś ci sprawił przykrość, zranił cię, maleńka…” – wyszeptał Jezus patrząc mi w oczy głęboko.
„Ale Ty mi pomogłeś!”
„Poprosiłaś, więc pomogłem.”
Wpatrywalam się w mojego ślicznego Jezusa z wdzięcznością i uwielbieniem…
Ktoś mną wczoraj manipulował, dla własnej korzyści. Grał mną, wciągnął w swoje gierki, ze strachu przed kimś innym. Gdy próbowałam się na to nie zgodzić, protestowałam, tak wszystko poprzekręcał, odwrócił kota ogonem, że wyszło na to, że to ja jestem winna. Było mi bardzo przykro, serce bolało. Tym bardziej, że to jest moje Dziecko. Kiedy wyszło z mojego pokoju, spojrzałam w Twoje Oblicze na obrazie i westchnęłam, żebyś mi pomógł. Żebym nie wypominała, nie wymawiała Dziecku tego co zrobiło. Żebym patrzyła na Nie z miłością. I gdy poszłam do Dziecka, wszystko mi przeszło! Przykrość i ból serca! Przeszło jak nożem uciął! Przeszło szybciej niż w sekundę!
„Dziękuję mój Jezu! Ja chcę patrzeć na moje Duchowe Dzieci z miłością. Chcę jak Ty…”
„Jesteś jak Ja, Monisiu Moja!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„Dzięki Tobie! Dzięki Tobie, mój Jezu kochany!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! A On nakarmił mnie Swoim Ciałem. I szeptał mi do serca słowa miłości…
BLISKI, ZNANY I MALEŃKI
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem… Usmiechalam się do Niego radośnie!
„Mój maleńki Pięknisiu!” – szepnęłam z uwielbieniem.
„Moja słodka Pięknotko!” – wyszeptał Jezus z zachwytem.
Nagle Jezus zaczął stawać się baaaaaardzo potężny, daleki i nieznany! Patrzyłam w Niego przestraszona i niepewna! Mimo to, przytuliłam się do mojego umiłowanego całą sobą. A On objął mnie całą i przytulił jeszcze bardziej do Siebie.
Jezus był potężny, odległy i nieznany. A mimo to było mi u Niego bardzo dobrze! Czułam się jak u siebie!
Pomyślałam, że mój umiłowany zawsze JEST taki. Odległy i bliski zarazem, potężny i maleńki, znany i nieznany jednocześnie. Przyjęłam Go znajomego, bliskiego i maleńkiego, przyjmuję i dalekiego, nieznanego i potężnego.
„Mój maleńki Pięknisiu!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
„Moja słodka Pięknotko!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Zanurzał mnie w Sobie. Zanurzał w oddaleniu, obcości, potędze… I znów stał się bliski, znany i maleńki.
U SIEBIE
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo, bardzo…
„O Jezuniu mój kochany… Jaka jestem zmęczona…” – szepnęłam z trudem.
Weszłam w mojego umiłowanego i położyłam głowę na Jego SERCU.
„Boli wszystko…” – westchnęłam.
„Taaak… Odpocznij maleńka Moja! Jesteś bardzo dzielna i mężna. Ale czasem trzeba sobie pozwolić na bezradność” – wyszeptał Jezus poruszony i wzruszony wielce.
Mój śliczny Jezus patrzył we mnie ogniście… A ja rzeczywiście czułam się bezradna. Nie z powodu cierpienia. Czułam się bezradna i bezbronna wobec MIŁOŚCI Jezusa! Miłość obezwładniała mnie… Pogładziłam dłonią SERCE Najdroższe, pieściłam JE.
„Jak dobrze mi TU, u… siebie!” – szepnęłam z mocą. Popatrzyłam w oczy Jezusowi. Do tej pory mówiłam: 'u Ciebie’. Jedno słowo, a tak wiele zmienia.
„Jakże się cieszę, maleńka Moja! Jakże się cieszę! Uszczęśliwiłaś Mnie niezmiernie!!! Wszystko Moje jest twoim, Moja śliczna Monisiu! Miód na Moje SERCE…”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!
Mój Duchowy Synek nazywa mnie Pszczółką…
„Tak robisz miodek na Moje SERCE!” – wyszeptał Jezus z lubością.
Leżałam na SERCU Jezusa. I było mi dobrze. U siebie.
DAR DUCHA ŚWIĘTEGO
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca. Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko i głaskałam Go z czułością po policzku…
„Mój kochany… Mój słodki Jezu… Czy nie za ostro ja wczoraj do Ciebie? Nie zbyt poufale?” – spytałam z obawą.
„Czasem trzeba ostro, ogniście, maleńka Moja. A poufale? Uwielbiam taką poufałość!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„A nie… grubiańsko?”
„Grubiańsko?! Nie! Skąd, Monisiu kochana!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Ale nie powiesz mi, że nie zrobiłeś tego specjalnie, kochany mój!”
„Specjalnie? Czego, Moja śliczna?” – spytał Jezus niby zdziwiony, ale rozpromieniony cały.
„Drążyłeś, wierciłeś mi dziurę w brzuchu z tym wrogiem!”
„Dlaczego miałbym ci wiercić dziurę w brzuchu i drążyć?!”
„Żeby pokazać jak jednym zdaniem umiem wytrącić wszystkie argumenty z ręki!”
Jezus patrzył we mnie ogniście!
„Tak, maleńka! Zrobiłem to specjalnie…”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie i dalej delikatnie głaskalam Jego policzek…
„Wiesz? Często mi się to zdarza… Gdy nie wiem co powiedzieć, nagle mówię coś takiego, że rozmówca nie wie co ma mi odpowiedzieć… To Dar wiem…” – szepnęłam zamyślona.
„Tak maleńka Moja. Dar Ducha Świętego, Pocieszyciela.”
„Podziękuj MU baaaaaardzo! Ode mnie! Proszę…”
„Dziękujesz MU za każdym razem gdy go używasz, Moja jedyna!”
Patrzyłam w Jezusa z lubością…
BRONIŁAM SYNKA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Wczoraj broniłaś swojego wroga!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Wroga?! On nie jest moim wrogiem!” – szepnęłam równie ogniście jak umiłowany.
„Nie przyjął twojego daru!” – wyszeptał Jezus.
„Nie przyjął, ale to nie znaczy, że jest moim wrogiem! Nie jest.”
„Nie przyjął twojego daru dla Mnie!” – wyszeptał umiłowany z naciskiem.
„Jest moim Duchowym Synkiem. A poza tym ja już o tym zapomniałam. A Ty nie?! Nie mów mi, że taki pamiętliwy jesteś!” – szepnęłam również z naciskiem.
Jezusowi na sekundę oczy błysnęły w uśmiechu! Zaraz jednak znowu wyszeptał:
„Wczoraj broniłaś swojego wroga!”
Tego mi było już za wiele! Wkurzyłam się i powiedziałam bez ogródek:
„Ty za nas, swoich wrogów umarłeś na Krzyżu. Więc nie nawijaj mi teraz o wrooo…” – nie dokończyłam! Jezus mi nie pozwolił. Zamknął mi usta pocałunkiem. Słodkim i ognistym!
„Wczoraj zrobiłaś tak samo. Jednym zdaniem wytrąciłaś wszystkie argumenty z ręki!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością i zachwytem wielkim.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Patrzyłam w Niego rozpromieniona…
Wczoraj po Mszy świętej przyszła do mnie moja Duchowa Córeczka, usiadła na kanapie, nabuzowana i rozemocjonowana. I pyta mnie:
– Moniś, co sądzisz o dzisiejszym kazaniu proboszcza?!
Spojrzałam na nią.
– Bardzo mi się podobało. Bardzo!
Córeczka w sekundę zgasła. Nabuzowanie i emocje opadły.
– Ale takie dłuuugie i zakręcone. Zakręcił się całkowicie! – próbowała jeszcze przekonywać.
– Może i było lekko przydługie. Ale piękne i mądre! Bardzo mi się podobało.
Córeczka zgasła całkowicie. Widząc, że ze mną o tym pogada, szybko zmieniła temat.
Wiedziałam, że nie chodziło jej o samo kazanie, lecz o jego treść. Nie bardzo się z księdzem proboszczem zgadzała. Ja natomiast zgadzałam się z nim w całej rozciągłości. W całej rozciągłości.
Jezus patrzył we mnie płonący. Ogniście patrzył. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„Wczoraj broniłaś swojego Synka!”
Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha!
„O widzisz, teraz 'Synka’ mówisz!”
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie i głośno! A ja wyszeptałam z naciskiem i żarem:
„Tak, broniłam mojego Synka!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. Z miłością i uwielbieniem…
WŁAŚCICIEL
„Kto jest twoim właścicielem, Monisiu?” – spytał Jezus łagodnie.
„No, nie wiesz, kochany? TY, mój Jezu! Ty jesteś moim WŁAŚCICIELEM! Nie wyobrażam sobie innego Właściciela, tylko Ciebie!” – szepnęłam ogniście.
I od razu na poczekaniu mi się ułożyło:
„Twoje SERCE – największy Przyjaciel.
Gdy płaczę, ONO ze mną płacze.
Gdy się uśmiecham, ONO szczęśliwe całe!
Niech moje serce bije na JEGO chwałę!”
Jezus patrzył we poruszony niezmiernie.
„Nigdy wcześniej nie spotkałam, żeby Właściciel podarowałam Swej własności TAKI Skarb!”
„Moja własność jest Moim Skarbem i przyjaciółką Moją. Daję jej TO co mam najcenniejsze!”
Patrzyłam w Jezusa z miłością i uwielbieniem…
NAUCZYMY SIĘ!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Jezus mój śliczny uśmiechał się do mnie promiennie!
„Kocham Cię mój Jezu!” – wyrwało mi się z głębi serca.
„Kocham cię Moja Monisiu!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Uśmiechnęłam się uszczęśliwiona! Ale zaraz posmutniałam…
„Widzisz, kochany? Nie umiem nie rozmawiać!” – szepnęłam.
„Nauczysz się, maleńka! Nawet się nie zorientujesz, nie spostrzeżesz kiedy! Spokojnie, maleńka Moja, spokojnie…” – umiłowany mój pocieszał mnie czule.
„Ty także… Wiesz, myślę, że zrobiłeś to specjalnie!” – szepnęłam z przekonaniem.
Jezus wyglądał na zdumionego!
„Specjalnie?! Dlaczego niby miałbym to robić specjalnie?!” – spytał zdziwiony niezmiernie.
„Bo nie chciałeś, żeby mi było smutno i…”
Urwałam pod wpływem spojrzenia Jezusa. Patrzył we mnie… Smutno, z bólem, a jednocześnie z wielką Miłością i ogniem.
„Ja także nie mogłem się powstrzymać! Monisiu kochana Moja… Naprawdę nie mogłem!”
Zrobiło mi się bardzo przykro… Zraniłam mojego ślicznego…
„Nauczysz się, mój Jezuniu…” – szepnęłam chcąc przeprosić, pokazać, że Mu wierzę i podnieść na duchu.
„Nauczysz się, Maleńki. Nauczysz się! Nawet się nie zorientujesz, nie spostrzeżesz kiedy! Spokojnie, mój słodki, spokojnie… Oboje się nauczymy!”-szepnęłam z mocą i przekonaniem.
Jezus natychmiast rozświetlił się cały! Rozpromienił się!
„Nauczymy się, Monisiu! Zresztą możemy trochę milczeć i trochę rozmawiać. Nie ma przymusu. Jest miłość i zrozumienie.”
„Taaa…”
Jezus zamknął mi usta pocałunkiem. Słodkim i czułym i ognistym…
Z DŁOŃMI NA SERCACH
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Leżałam w Jego objęciach tańcząca. Usmiechalam się do mojego ślicznego umiłowanego od ucha do ucha. I Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie i głęboko…
„Mój pię…” – zaczęłam, ale szybko urwałam. Patrzyłam w mojego pięknego w milczeniu… Wpatrywalam się w Miłość… A Miłość ogarniała mnie coraz bardziej i bardziej…
W pewnej chwili wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią robić loczki z brody umiłowanego. Jezus przez moment mi na to pozwalał. Po czym ujął moją dłoń w Swe dłonie i ucałował ją gorąco. I położył ją na SERCU Swoim. Patrzył we mnie płonący cały. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„Moja ślicz…” – zaczął Jezus. Przerwałam Mu słodkim pocałunkiem.
Umiłowany mój uśmiechnął się do mnie ogniście! Rozpromieniony Miłością!
Zaczął dłonią dotykać mój policzek i głaskał go z czułością… Nie chciałam przerywać Miłemu mojemu, ale… Ujęłam Jego dłoń w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie. Potem położyłam ją na sercu moim… Trwaliśmy razem SERCE przy sercu. Z dłońmi na sercach. Trwaliśmy w miłosnym milczeniu. Mój umiłowany Jezus i ja…
SPRÓBUJEMY!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem. I ja tak w mojego umiłowanego patrzyłam… Z miłością i uwielbieniem.
„Wiesz mój Jezu? Mam takie poczucie, że rozmawiamy ciągle o tym samym”-szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy.
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„A jeśli nawet, maleńka, to co?”
„Nic. Tylko mówię.”
„A o czym tak ciągle rozmawiamy, Monisiu?”
„O Twojej Miłości do mnie!”
Mój Miły znów cudnie się do mnie uśmiechnął!
„O twojej miłości do Mnie, Monisiu!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„To chyba zależy od perspektywy! Ja rozmawiam z Tobą o Twojej miłości do mnie!” – szepnęłam z mocą.
„I vice versa!”
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego radośnie!
„Choć chciałabym czasem nie rozmawiać o Twojej Miłości, ale ją przyjmować!”
„I Ja chciałbym. Spróbujemy?”
„Spróbujemy!”
Zamyśliłam się…
„Wiesz mój Jezu kochany? Mam do rozważania Twoje Kazanie na Górze. Kiedy czytam Twoje słowa… Mówisz bardzo prosto. Do serca. Wykładasz 'kawę na ławę’. I tak często myślę, że nie ma co tego rozważać, tylko przyjmować. Po prostu przyjąć! Ale rozważam skoro muszę… Skoro chcesz.”
„Pięknie powiedziane…” – wyszeptał Jezus zamyślony cały. Po chwili zapytał:
„Spróbujemy?”
„Spróbujemy!”
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem. A On patrzył we mnie płonący cały!