Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie badawczo. Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha!
„No co, kochany? Wyjaśniło się. A co się odwlecze to nie uciecze! Napaliliśmy się z tatą jak szczerbaci na suchary. Teraz wiemy, że na to co dobre warto poczekać!” – zaśmiałam się wesoło. Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo!
„Wiem, mój Jezu, że chcesz, żebym ten terenowy wózek elektryczny miała!”- dodałam z mocą.
„Oczywiście, że chcę, Monisiu kochana! Jak mógłbym nie chcieć?!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Bo może to ekstrawagancja mieć dwa wózki elektryczne?”
„Jaka ekstrawagancja, najmilsza?! Potrzeba, nie ekstrawagancja!” – Umiłowany mój był wyraźnie poruszony.
Napiszę o co chodzi. Wszyscy teraz chodzą do lasu, na grzyby. Tata, siostra, brat. Ja też bym chciała, ale nie mam czym. Więc siedzę w domu. Mam wózek elektryczny, ale on się do lasu nie nadaje. Za delikatny jest. Pokojowy. Kilka razy próbowaliśmy z tatą nim do lasu iść. Nie dawał rady, zakopywał się, stawał, nie chciał jechać. Namęczyliśmy się bardzo!
Kilka dni temu na olx zobaczylam wózek elektryczny terenowy. Pokazałam go tacie, a on od razu chciał jechać kupić. Już dzwonił do pana, który go sprzedawał pytał o akumulatory i adres.
Zaczęłam się jednak uważnie przyglądać temu wózkowi na zdjęciu. Wydał mi się jakiś mały… Powiedziałam o tym tacie, a on zadzwonił, zapytać pana o wymiary siedziska. Okazało się wtedy, że to wózek dla dziecka, nie dla dorosłej osoby.
Swoją drogą, uważam, że to skandal, żeby nowy wózek elektryczny terenowy kosztował od 20 – 30 tysięcy wzwyż. Jakby to był jakiś luksus, dla wybranych.
I kiedy się szuka używanych to wychodzą takie nieporozumienia. Ale nic to. Może jeszcze coś znajdę. A jak nie to zrobię tak jak moja siostra mi się radzi. Zobaczymy.
Patrzyłam w mojego umiłowanego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem. A On uśmiechał się do mnie promiennie!
Autor: Maleńka
O NIEPEWNOŚCI
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA z czułością niezwykłą… Patrzył we mnie głęboko poruszony.
„Jesteś smutna, Monisiu kochana?” – spytał z troską.
„Jestem zmęczona, obolała bardzo i podrętwiała cała, mój Jezu. A oprócz tego jestem w niepewności. W zawieszeniu. Nie wiem na czym stoję. Już bym chciała, żeby się wyjaśniło, albo w tę, albo w tę. A tak stoję jakby w rozkroku” – szepnęłam z trudem. Gdy piszę tę notkę trochę się sprawa rozjaśniła, ale gdy rozmawialiśmy, jeszcze trwałam w zawieszeniu.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością.
„I mimo zmęczenia, cierpienia, drętwienia ciała i niepewności jesteś we Mnie!” – wyszeptał ogniście.
„No jasne! A gdzie miałabym być?! TY to najlepsze Miejsce w kosmosie!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
„Ja też często jestem w niepewności, maleńka Moja.”
„Ty? W niepewności? A dlaczego, kochany mój Jezu?”
„Często ludzie zapewniają Mnie o swojej miłości i zaufaniu do mnie. A zaraz potem grzeszą. Nie zdążę się rozgościć i zadomowić w ich sercach a już Mnie z nich wyrzucają!”
„To Twoja niepewność jest o wiele bardziej ważniejsza i poważniejsza od mojej!”
„O wiele bardziej, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus ze smutkiem.
„Będę tańczyć za tych ludzi!”
Jezus rozpromienił się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały!
„Uradowałaś mnie niezmiernie, Monisiu kochana!” – wyszeptał promiennie.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
W OBFITOŚCI
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo, ale ogromnie zaskoczona i zdumiona!
„Jeśli to jest Twoja Wola, jeśli to od Ciebie, Jezu kochany, to… to ja nie wiem!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
„Zatańczymy maleńka Moja?” – spytał. Tak wyglądało jakby nie chciał o tamtym rozmawiać. Ja szczerze mówiąc też nie chciałam i mimo radości podchodziłem do tamtej sprawy bardzo ostrożnie.
„Z Tobą zawsze, kochany mój Jezu!” – szepnęłam z entuzjazmem.
Tańczyliśmy. Jezus obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził.
„Uwielbiam z Tobą tańczyć, mój Jezu. Z Tobą, dla Ciebie i w Tobie. W ogóle to łączy się z sobą w Jedno. W Tobie!”
„We Mnie jest wszystko, Monisiu. We Mnie żyjesz!”
„Wiem! W Tobie żyję! Poza Tobą nie ma życia. Poza Tobą jest pustka i nicość. Śmierć. A w Tobie jest życie w obfitości!”
„JA JESTEM obfitością!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Taaak! Obfitością Miłości, dobroci, czułości… I obfitością niespodzianek!” – zaśmiałam się perliscie.
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie!
Tańczyliśmy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Wciąż tańczymy. Mój umiłowany Jezus i ja.
POWALONY
„Znów mnie wysłuchałeś w sekundę, mój Jezu!” – szepnęłam z entuzjazmem.
„No, to było trochę dłużej niż sekunda!”-zaśmiał się Jezus perliscie
„Chwila! Musiałam nagle do toalety. A w domu wtedy nikogo nie było. Musiałam wytrzymać, ale nie mogłam. Ledwo… Wtedy spojrzałam Ci w oczy i wyszeptałam:
-Jezuńciu kochany pomóż mi wytrzymać, bo jak nie wytrzymam to będzie klops!
Za chwilę patrzę przez okno, a idzie brat. Zawołałam go. Przyszedł, posadzil mnie i żadnego klopsa, czy klopsu nie było!”
Jezus patrzył we mnie głęboko, poruszony niezmiernie.
„Dziękuję Ci bardzo, mój Jezu! I przepraszam że z Tobą o takich sprawach rozmaaaa…”
Przerwałam. Jezus patrzył we mnie ogniście.
„Nic co ludzkie nie jest Mi obce, Monisiu kochana!” – wyszeptał z naciskiem.
„Wiem, kochany. Nic co Boże, ani nic co ludzkie!”
„Właśnie!” – wyszeptał Jezus i zaraz zapytał:
„Wiesz dlaczego cię od razu wysłuchuję, maleńka Moja?”
Pokręciłam głową przecząco.
„Rozbraja Mnie twoja ufność! Rozbraja! Nie mogę cię nie wysłuchać!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. I coś sobie pomyślałam. Umiłowany, który znał moje myśli, też się do mnie cudownie uśmiechnął.
„Tak Monisiu! Powalasz Mnie! Jestem powalony przez twoją ufność!”
Patrzyłam w mojego ślicznego umiłowanego Jezusa z miłością i uwielbieniem. A On uśmiechał się do mnie cudownie!
W UŚMIECHU JEZUSA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo.
„O mój Jezu… Jaka jestem zmęczona…” – szepnęłam z trudem.
„Wiem, Moja jedyna… Wiem!” – wyszeptał Jezus z tkliwością.
Przytulił mnie do Siebie jeszcze bardziej. Wtulił mnie w Siebie… Było mi bardzo dobrze. Błogo! Leżałam, milcząca, a nasze serca rozmawiały:
” 'Łączy nas pasja tworzenia’- pięknie powiedziałeś, mój Jezu kochany!” – szepnęło moje serce z zachwytem.
„Uwielbiasz tworzyć, prawda maleńka?” – spytało SERCE Najdroższe z uśmiechem.
„Uwielbiam!”
„I JA uwielbiam!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Tak sobie pomyślałam, że kiedy już ułożę, ułożymy rozważania to będziemy się nudzić! Będzie nam nudno.”
„Znajdziemy sobie coś innego, Monisiu!” – SERCE Jezusa było całe uśmiechnięte.
„Ale ja nic nowego na horyzoncie nie widzę!”
„Powoli, najmilsza, powoli. Najpierw skończymy układać rozważania, potem odpoczniesz, a dopiero potem coś znajdziemy. I znów będziemy razem tworzyć.”
„Taaak!”
Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko i znów wyrwało mi się z głębi serca:
„Taka jestem zmęczona, mój Jezu!”
„Wiem maleńka Moja… Wiem.”
Jezus patrzył we mnie płonący poruszeniem i wzruszeniem… Milczał, ale Jego spojrzenie i cała postać mówiło: „Odpocznij we Mnie maleństwo Moje!”
Uśmiechnęłam się do umiłowanego radośnie.
„Cudne czytania dałeś mi na koniec! Przecudne! 'Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić’. Przecudne!”
Jezus patrzył we mnie cały uśmiechnięty… Odpoczywałam w Jego uśmiechu.
PASJA TWORZENIA
„Szybki jesteś, mój Jezu! Szybki Bill!!!” – zaśmiałam się radośnie.
Patrzyłam w umiłowanego rozpromieniona! I On uśmiechał się do mnie promiennie!
„Szybciej skończymy, szybciej będziemy mieli wolne!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Taaa!”
„I szybciej będziemy świętować!” – dodał mój śliczny ogniście.
„Taaak!” – szepnęłam z mocą. I po chwili znów szepnęłam:
„Trzydzieści rozważań to już jest COŚ, prawda, kochany?”
„Prawda, maleńka Moja. Prawda!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„No, ale nie mówmy 'hop’, póki nie przeskoczymy! Jeszcze jedno rozważanie! Tylko jedno i aż jedno. Dla mnie aż jedno!”
„A dla Mnie tylko jedno!” – zaśmiał się Jezus perliscie.
„No widzisz, mój słodki! I taka jest miedzy nami różnica!” – szepnęłam z uśmiechem.
„Nie szukajmy tego co nas dzieli. Patrzmy na to co nas łączy!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Taaak!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący cały miłością.
„A łączy nas pasja tworzenia!” – wyszeptał cały ognisty.
Otworzyłam usta ze zdumienia… I tak patrzyłam w Jezusa z otwartymi ustami… Jezus zamknął mi je pocałunkiem. Słodkim i czułym, ognistym i śmiałym!
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic!
W JEZUSIE
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…
„Jak dobrze Mi w tobie, maleńka Moja! Jak dobrze…” – wyszeptał z tkliwością.
Uśmiechnęłam się do Jezusa nieśmiało.
„To dobrze! U mnie ma Ci być dobrze, mój Jezu Maleńki!” – szepnęłam z mocą.
Wyciągnęłam rękę i dłonią zaczęłam głaskać policzek umiłowanego mojego…
„Proszę Cię, mój śliczny, pomóż mi ułożyć rozważanie. Bo ja czytam czytania i czytam… I jakoś pomysłu nie mam…”
Jezus ujął moją dłoń w Swe dłonie i ucałował ją gorąco i przytulił do Swego policzka.
„Nie martw się, maleńka Moja. Mamy jeszcze dużo czasu. Ułożymy. Spokojnie. Ułożymy razem. Ty i JA.”
„Skoro tak mówisz, mój Jezu to nie będę się martwić!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Patrzyłam w oczy mojemu ślicznemu i patrzyłam…
„Wiesz mój Jezu?”
„Mhmm?” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„Uważam, że ważne jest wiedzieć dla Kogo się coś zrobi. Że dla Ciebie. Nie dlatego, żeby się chwalić i wywyższać, że ja coś robię dla Ciebie. Jeśli chodzi o rozważania to same mi się układają. Jeśli się wie dla Kogo się to robi, to oczywiste, że wie się z Kim. Ja robię dla Ciebie i z Tobą. Z Tobą, dla Ciebie. Z świadomości tego wynika coś jeszcze ważniejszego: w Tobie! Dla Ciebie, z Tobą = w Tobie! W Jezusie!”
Jezus patrzył we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały…
„Pięknie powiedziane, Monisiu! Bardzo pięknie!” – wyszeptał z zachwytem wielkim.
„To też nie ja!” – zaśmiałam się perliscie.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. Zakochani na zabój! Mój słodki Jezus i ja.
STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Tulił mnie do SERCA, patrzył we mnie głęboko i mówił:
„Spytasz Córeczki czy się ich boi. A gdy powie, że nie, zacznie się tłumaczyć i robić z tego problem, pokażesz notkę.”
Kiwnęłam głową, że dobrze. Umiłowany moj Jezus mówił dalej:
„Skoro się nie boi, to nie ucieka. Jeśliby się bała, wtedy jej wyjście byłoby ucieczką. A tak wychodzi, pokazując, że nie chce uczestniczyć w konflikcie. Jakby mówiła: 'chcecie się kłócić? Ok, ale beze mnie!’ Jeśli zacznie atmosfera gęstnieć, może zacząć spiewać: 'Gdzie miłość wzajemna i dobroć, tam znajdziesz Boga żywego’!”
Zaniemówiłam!!! Zatkało mnie mnie! Potem zaśmiałam się! Ten śmiech wynikał z całkowitego zaskoczenia! Z wielkiego zdumienia!
„Proste! I w punkt! Sama bym tego nie wymyśliła! A Ty, kochany mój Jezu strzeliłeś w dziesiątkę! W dychę!”
„Ja zawsze strzelam w dychę!” – zaśmiał się Jezus perliście.
„W dychę!” – szepnęłam z podziwem i zachwytem wielkim. I zapytałam:
„A nie wyrzucą jej?”
„Za co? Przecież może sobie śpiewać!”
I zbliżywszy Swą twarz do mojej twarzy wyszeptał ogniście:
„Jeśliby ją wyrzucili, przyznaliby jej rację!”
Patrzyłam w Jezusa zdziwiona!
„No taaak! Genialne!”
Patrzyłam w mojego ślicznego umiłowanego Jezusa z zachwytem i uwielbieniem. A On uśmiechał się do mnie cudownie!
O ZMIENIANIU SIEBIE
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach, rozpromieniona cała! I wspominałam wczorajsze spotkanie z Duchową Córeczką.
„Niesamowita dziewczyna! Niezwykła… Bardzo się ostatnio zmieniła! Ma w sobie niezwykłą wolność! Jestem z niej bardzo dumna!”
„Powinnaś być dumna też z siebie. Pomogłaś jej” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Ja? A niby jak?” – zdziwiłam się bardzo.
„Tańcem i tłumaczeniem!”
„Ja se mogłam tłumaczyć, ale Ty działałeś! A ona przyjmowała i chciała się zmieniać!”
„Tak zmienialiśmy ją we tróje. JA, ona i ty.”
„We tróje!” – uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie. I mówiłam dalej:
„Przyjęła mnie jak domownika, a potem…”
„No cóż, maleńka. Niektórzy nie chcą się zmieniać. Nawet nie próbują…”
„Tak…” – szepnęłam z powagą. Ale za chwilę znów się ożywiłam:
„Wiele razy mi mówiła, że notki świecą, jaśnieją Tobą! Żeby ona wiedziała jak Tobą jaśnieje, świeci! Promienieje Tobą! Pewnie o tym nie wie?”
„Skąd! Jasne, że nie wie!” – zaśmiał się Jezus cudownie.
„No to się dowie!”
Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem…
„Dzięki niej wiem co ja mam w sobie zmieniać!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Tańczylismy w intymności i bliskości bez granic!
ŻYWA NOTKA
Leżałam w objęciach Jezusa uśmiechając się do Niego radośnie! I Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie bardzo!
„Udało się! Noga wprawdzie jest sztywna, ale moja siostra i szwagier dali radę! Dziękuję Ci mój słodki!” – szepnęłam z mocą.
„Dla ciebie wszystko, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus promiennie.
„Dziękuję… A jutro notki nie będzie!” – szepnęłam z radością.
„Raz może nie być!” – umiłowany patrzył we mnie z lubością.
„Moja Duchowa Córeczka nie będzie miała notki, ale będzie miała mnie!” – szepnęłam wpatrzona w Jezusa.
„Będzie miała Żywą Notkę ode Mnie. Ty Monisiu jesteś moją Notką dla swoich Dzieci. Ode mnie!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim. A ja patrzyłam w mojego umiłowanego z nieśmiałością i szczęściem…