Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
„O mój Jezu, brzuch mnie boli!” – szepnęłam dotykając mojego brzuszka. I dodałam:
„A od czego? Od fasoli, bo fasola była twarda, przykleiła się do gardła!”
I po chwili kontynuowałam:
„Oj! Wcale twarda nie była! Mięciutka. Z własnego ogrodu. Tata przyrządził na masełku. Pychotka! I mi się chciało i zjadłam!”
I dokończyłam mój nieco przydługi i niezbyt mądry wywód:
„Teraz cierp ciało, skoro ci się chciało!”
Śmialiśmy się oboje! Mój Jezus i ja!
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący cały miłością…
„Moja maleńka Monisiu! Jakaś ty pokorna i cicha!” – wyszeptał ogniście.
„Ja pokorna i cicha?!” – zdziwilam się ogromnie.
„Mhmm…” – Jezus uśmiechnął się słodko.
„Ale ja tej pokory i cichości w sobie nie widzę!”
„Ja widzę. Wystarczy”-wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Wiesz mój Jezu…? Coś w tym jest… Wczoraj powiedziałeś o tym hałasie w sercu. I potem o tym rozmyślałam. I zauważyłam, że w moim sercu nie ma hałasu. Nie ma bałaganu. Przeciwnie. Wszystko jest poukładane, na swoim miejscu. Nie ma w nim niczego i nikogo oprócz Ciebie! Ty w nim panujesz!”
„I jest w nim cisza… Bloga cisza” – wyszeptał Jezus z błogością.
„No tak. Jest.”
Jezus uśmiechnął się znów.
„Więc przyznajesz maleńka, że jesteś cicha?”
„No, tak.”
„Cichość i pokora zawsze idą z sobą w parze, maleńka Moja. Nie można być cichym i pysznym, albo głośnym i pokornym.”
„Masz rację mój Jezu!”
„Nie biegniesz za wielkim. Biegniesz z maleńkim, Monisiu! Twoja droga do świętości to droga maleńkości” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
Spojrzałam w Jezusa z radością!
„Ale fasoli się nażarłam, widzisz…” – szepnęłam zawiedziona sobą.
„Jedno nie wyklucza drugiego!”
„To dobrze, mój słodki. To dobrze…”
Jezus patrzył we mnie z zachwytem…
Autor: Maleńka
UCISZ SERCE
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
„Mój słodki Jezu…” – szepnęłam z czułością. I patrzyłam Jezusowi w oczy głęboko.
„Moja maleńka Monisiu…” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Wiesz mój Jezu kochany? Jedna z moich Duchowych Córek pytała mnie czy mówiłeś mi coś o Niej” – szepnęłam.
„Powiedz Córeczce, że błogosławię jej i jej rodzinie!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony Miłością.
„Powiem! Ona pragnie Ciebie słuchać. Ale Cię nie słyszy…”
„Nie słyszy Mnie, bo ma hałas w sercu. A Ja mówię szeptem, cichutko.”
„Co ma więc zrobić, aby Ciebie kochany usłyszeć?”
„Jeśli pragnie Mnie słuchać ma uciszyć swoje serce. Bo w hałasie Mnie nie usłyszy!”
„Jak może uciszyć swe serce?” – spytałam z miłością.
„Niech przyjdzie do Mnie. Taka jaka jest, z całą swą biedą, wadami i zaletami. Niech spojrzy Mi w oczy w milczeniu. I niech się we Mnie zapatrzy…”
Jezus urwał na chwilę. Potem spojrzał we mnie z lubością.
„Zresztą pamiętasz maleńka nasze pierwsze spotkania to jej powiesz” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Taaak!” – szepnęłam uśmiechając się do umiłowanego radośnie.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. W miłości…
CUD!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic!
„Cuuuudnie było! Dziękuję Ci mój Jezu kochany!”-szepnęłam z trudem wielkim.
Jezus rozczulił się bardzo.
„Dziękowałaś Mi codziennie, maleńka Moja!” – wyszeptał ogniście.
„Starałam się dziękować. Ale czy codziennie…”
„Codziennie!” – wyszeptał umiłowany mój z naciskiem.
„Cuuuuudnie było! Dziękuję mój Jezuuuu…”
Nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem. Słodkim i czułym i ognistym.
Patrzyłam w mojego ślicznego z miłością i uwielbieniem…
W czasie wyjazdu adoptowałam kolejne Duchowe Dziecko. Co prawda nie jest zbyt wierzące. Ale postanowiłam, że nie będę Dziecka nawracać, ale będę Je kochać, takim jakim jest.
„A nawrócenie może przyjdzie z czasem…”-szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy.
„Przyjdzie wraz z twoją miłością, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Taaak… Mam nadzieję!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Cudownie było! Dziękuję Ci Jezu!” – szepnęłam szybko, żeby umiłowany mi nie przerwał.
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością… I ja się do Niego uśmiechnęłam.
„Na początku wyjazdu sprawiłeś mały – wielki cud! Krążyliśmy się wokół miejsca, w którym mieliśmy pokój. Krążyliśmy autem w poszukiwaniu wolnego miejsca na postój. Wszystkie miejsca parkingowe były zajęte. Wszystkie! Tata już zaczął tłumaczyć ciociu gdzie jechać na jakiś inny parking.
A mi wyrwało się z głębi serca: „Skoro ze mną jesteś to działaj, mój słodki! Już!”
I jakby na zawołanie, zobaczyłam, że jedno miejsce i to dla inwalidy jest wolne!
– Patrzcie! Wolne miejsce! – zawołałam.
– O kurcze! Wolne! Wymodliłaś, Moniko! – zdziwiła się ciocia.
– Tak! Wymodliłam!
Żeby ciocia wiedziała jak wyglądała ta modlitwa to by dopiero w szoku była!
„Ten cały wyjazd to jeden wielki Twój cud, mój Jezu kochany!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie…
ZAWSZE JEST ZE MNĄ!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Jutro wyjeżdżam. Będziesz tęsknił, kochany?” – spytałam Jezusa z uśmiechem.
Jezus zaśmiał się cudnie i patrzył we mnie zdziwiony jakby!
„Będziesz tęsknił? Bo ja nie!”
„No, Ja też nie!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. Z miłością i uwielbieniem.
„A dlaczego nie będziemy tęsknić za sobą nawzajem?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Będę mówiła za siebie. Nie muszę za Tobą tęsknić, mój Jezu bo zawsze ze mną jesteś! Zawsze, gdziekolwiek jestem, zawsze mogę do Ciebie przyjść. A Ty mnie zawsze weźmiesz na rączki i przytulisz do SERCA. Ty zawsze ze mną jesteś!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością!
„A ty zawsze jesteś ze Mną, Monisiu kochana!” – wyszeptał rozpromieniony cały.
„Zawsze? Ale przecież…”
Jezus przerwał mi gwałtownie czułym i słodkim pocałunkiem.
„Jesteś ze Mną zawsze, maleńka Moja! Poza tym skoro JA Jestem z tobą to i ty ze Mną jesteś, prawda?”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Tak. Racja!”
Patrzyłam w mojego umiłowanego szczęśliwa cała!
„Cała Twoja, cała dla Ciebie, cała z Tobą i cała w Tobie, mój Jezu kochany!”
„Cały twój, cały dla ciebie, cały z tobą i cały w tobie, maleńka Moja!”
Trwaliśmy razem SERCE przy sercu. W miłości i intymności bez granic! Mój Jezus i ja.
Przez najbliższy tydzień notek nie będzie.
ODKRYWAM SIEBIE
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie współczujący i poruszony niezmiernie… Widziałam, że cierpi ze mną.
„Ktoś sprawił ci przykrość, Monisiu kochana…” – wyszeptał ze smutkiem.
„Co prawda nie mnie bezpośrednio, ale tak…” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy głęboko. I wyrwało mi się z głębi serca:
„Kto rani moje Dziecko, rani i mnie!!!”
„Mam tak samo, maleńka Moja!”
Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią głaskać mojego ślicznego po policzku.
„Zawsze mogę do Ciebie przyjść i się wyżalić. Ty Jezu wszystko rozumiesz. Mnie rozumiesz. Jesteś moim przyjacielem!”
„Mówisz Mi o wszystkim bo Mi ufasz, maleńka!”
„Ufam Ci, ufam!” – szepnęłam z mocą.
Właśnie o zaufanie wczoraj poszło. Nie będę opisywać o co chodzi. Ale jedna osoba sugerowała, że moje Duchowe Dziecko może okraść. Moje Dziecko nigdy nikogo nie okradło! Moje Dzieci nie kradną!
„Spojrzałam umiłowanemu w oczy.
„Oj! Dosyć już roztrząsania!
Wczoraj się naroztrząsałam. Wystarczy.”
„A co pomyślałaś, gdy już się naroztrząsałaś, Monisiu?”
„Że osoba, która tak powiedziała potrzebuje mojej modlitwy. Że będę się za nią modlić jak najwięcej!”
Jezus rozpromienił się bardzo nade mną!
„Na tym właśnie między innymi polega twoje piękno, Monisiu kochana!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
Pokazuje mi moje piękno. Uczy je zobaczyć i przyjąć. Coraz bardziej je widzę . I odkrywam siebie! Moje piękno…
TYLKO MIŁOŚĆ JEST PIĘKNA
Tańczylismy bardzo. Mój umiłowany Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził. Patrzyłam Mu w oczy z zachwytem…
„Wiesz mój Jezu? Wczoraj przyjechała moja ciocia. I bardzo zachwycała się moim obrazem! Pomyślałam, ktoś kto tworzy piękne obrazy, dzieła, musi być piękny. Musi mieć piękne wnętrze…”
„Jesteś piękna i dlatego czynisz piękno. Nie odwrotnie. Jak dobre drzewo wydaje dobre owoce, tak piękna dusza rodzi piękne dzieła. I nie mówię tu tylko o obrazach” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Wiem…” – szepnęłam nieśmiało.
„Jesteś piękna ponieważ jesteś kochająca, dobra, czuła, delikatna, odważna, mężna, charakterna. Ponieważ jesteś przeźroczysta, pokorna, cicha i w tańcu radosna!”-wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością.
Patrzyłam w Jezusa z uwielbieniem!
„A czy w cierpieniu można być pięknym, mój Jezu?” – spytałam.
„Spójrz na Mnie!”
„Można!”
„Ale nie każde cierpienie rodzi piękno. Tylko te przyjęte i ofiarowane z miłości za innych.”
„Widzę moje piękno! Widzę je w Twoich oczach, Jezu kochany!”
„Widzisz swoją miłość do Mnie. Bo tylko miłość jest piękna!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z zachwytem…
ZAWSZE MOGĘ NA WAS LICZYĆ!
Leżałam w objęciach Jezusa i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
„Choroba mnie chciała dorwać, prawda, mój Jezu?”
Jezus zaśmiał się cudnie!
„Chciała, ale nie dorwała. Przegnaliśmy ją!”
„Tak! Ty i moje Duchowe Dzieci, modlitwą za mnie. Dziękuję Wam baaardzo!” – szepnęłam rozpromieniona cała. I zaraz dodałam:
„Nie chciałam zawieźć mojego Duchowego Syna – tatę. On nastawiony jest bardzo na ten wyjazd. A tu byłby klops! Pobiorę jeszcze lekarstwo i do niedzieli pewnie mi całkiem przejdzie!”
„Przejdzie, maleńka Moja. Przejdzie” – wyszeptał Jezus ogniście i pocałował mnie w czoło.
„A na Tobie mój Jezu i na moich Duchowych Dzieciach nigdy się nie zawiodłam! Dziękuję Wam baaaaaardzo! Zawsze mogę na Was liczyć!” – szepnęłam z mocą i entuzjazmem.
„Jak my na ciebie, Monisiu kochana!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim. Patrzyłam w Niego z uwielbieniem. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
„Odpocznij teraz maleńka Moja…” – wyszeptał Jezus z tkliwością.
„Dobrze umiłowany mój!” – szepnęłam.
Odpoczywam w moim Jezusie…
WYTRZYMAMY!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja. Tańczyliśmy całą noc. Prawie w milczeniu. Raz tylko się odezwałam, gdy bardzo mnie bolało:
„Nic, nic, kochany! Damy radę. Wytrzymamy. Za kochane moje Duchowe Dzieci! Za Dzieciaki!”
„Wytrzymamy! Za Dzieciaki!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Patrzył we mnie poruszony i wzruszony cały.
Teraz zmęczona jestem bardzo. Odpoczywam w umiłowanym moim Jezusie. Odpoczywam i tańczę bardzo jednocześnie.
JUŻ?!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Jakaś ty piękna, Monisiu!” – szeptał mój śliczny z lubością.
„Dzięki Tobie, mój Jezu kochany. Ty mnie upiększasz, Sobą!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie!
„A pamiętasz, maleńka Moja jak na początku nie chciałaś uznać swego piękna? Nie widziałaś go w sobie? Nie chciałaś Mi uwierzyć?”
„Tak, wtedy go w sobie nie widziałam. Myślałam, że mówisz na wyrost. Teraz Ci wierzę.”
„A widzisz je w sobie?”
„Nie…”
„Szkoda, że nie widzisz…” – wyszeptał Jezus ze smutkiem.
Spojrzałam w oczy Jezusowi i zaśmiałam się radośnie!
„No, może trochę widzę!” – szepnęłam przekornie.
Jezus zaczął się śmiać i mnie łaskotać! Ja też się śmiałam! Smialismy się oboje, mój Jezus i ja!
Po jakimś czasie Jezus już przestał mnie łaskotać. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…
„A to Źródło Miłości naprawdę jest moje? Należy do mnie?” – spytałam nieśmiało.
Jezus skinął głową twierdząco i cudnie się do mnie uśmiechnął.
„Będę przyprowadzać do Niego moje Dzieciaki. Będę Je do Niego prowadzić!” – szepnęłam z mocą.
„Już Je prowadzisz, maleńka!”
„Już?!”
Jezus znów skinął głową twierdząco i patrzył we mnie ogniście.
CO MAM CI WYBACZYĆ?!
Leżałam w objęciach Jezusa i głaskalam go z czułością po policzku.
„Mój kochany… mój kochany…”-szeptałam z miłością.
„Moja najmilsza!” – wyszeptał Jezus patrząc we mnie ogniście. I pocałował mnie w czoło. Zaraz też dodał:
„Pójdź za Mną!”
Jezus patrzył mi w oczy głęboko. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
Nagle znalazłam się w ciemnym tunelu. Widziałam tylko blade światło z przodu. Na jego tle widniała ciemna Postać. Szła przodem, a ja szłam za Nią. W pewnym momencie zorientowałam się, że tunel nie ma podłogi! Że zamiast niej jest jakaś dziurawa, drewniana kładka. Musiałam patrzeć gdzie stąpam, żeby nie wpaść do dziury! Ja jednak nie patrzyłam pod nogi. Patrzyłam w Postać idącą przede mną. Szłam pewnie.
Doszliśmy do jakiejś skały. Postać przykucnęła, ja też.
Ze skały sączyło się coś w rodzaju wody, ale nie była to woda. Czułam się bardzo szczęśliwa! Zalewała mnie błogość…
„A co to jest?” – spytałam zaciekawiona.
„Źródło Mej Miłości. Stąd wypływa. Tobie JE oddaję! To Mój Dar dla ciebie.”
Wstałam, Jezus wstał także. Objęłam umiłowanego całą sobą i ucałowałam Go serdecznie!
„Wybacz, mój Jezu! Ale ja nie chcę Darów, prezentów od Ciebie! Chcę Ciebie! Tylko Ciebie! Pragnę Ciebie! Ty jesteś dla mnie największym Darem! Najcenniejszym Prezentem od TATY! Wybacz mi Jezu, ale nie chcę prezeeee…”
Jezus przerwał mi gwałtownie! Zamknął mi usta pocałunkiem! I patrzył we mnie płonący żarliwością i miłością! Oczy Mu płonęły!
„Co mam Ci wybaczyć, kochana? To, że chcesz, pragniesz Mnie?! Tylko Mnie?! Co mam ci wybaczyć?!! Jestem Twój. Cały Twój! I cały dla ciebie! Wszystko co Moje, do ciebie należy! Źródło Miłości także!”
Poruszyły bardzo mnie te słowa!
„Dziękuję mój Jezu! Dziękuję! Dziękuję!” – szeptałam patrząc Jezusowi w oczy. Staliśmy objęci i przytuleni do siebie nawzajem! Patrzyliśmy na Źródło Miłości…