Uśmiechałam się do mojego ślicznego od ucha do ucha…
„Serce cię boli, a tak pięknie się do Mnie uśmiechasz…” – wyszeptał Jezus z niewysłowioną czułością.
„To, że serce mnie boli, nie znaczy, że nie mam się do Ciebie uśmiechać, kochany! Nie Twoja wina, że mnie serce boli”
„A czyja?”
„Niczyja!”
„Więc przestałaś już winić siebie? Cieszę się!”
„Dzięki Tobie, mój Jezu kochany!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA… Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Rozmyślałam… I nagle samo mi się ułożyło! Na poczekaniu!
„Mój ukochany, najdroższy Boże,
Któż tu na świecie Cię pojąć może.
Ciebie uwielbiam w moim cierpieniu,
Ciebie wysławiam w moim westchnieniu.
Tyś moim Królem, Tyś moim Panem!
Tyś mym jedynym umiłowanym!
Tyś mym Maleńkim, Tyś mym słodziutkim!
Tyś jest lekarstwem na moje smutki.
Ja w Twoim SERCU jestem schowana.
Twoja maleńka, umiłowana!
Autor: Maleńka
WYSTARCZY PRAGNIENIE…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja…
„Jak mogę Ci usłużyć, kochany mój?”- spytalam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Służysz Mi, maleńka. Służysz! I jesteś gotowa gdy tylko cię poproszę.”
„Tak! Jestem na zawołanie Twoje!”
„Na zawołanie!”
„Zawsze mogę na ciebie liczyć, Monisiu!”
Zamyśliłam się…
„Ty Jezu jesteś na każde moje zawołanie… Pan na zawołanie sługi… Król na zawołanie podwładnej. Bóg na zawołanie stworzonka… To niesamowite i niepojęte!”
„Ale tak jest, maleńka Moja.”
„Wiem! I nie trzeba Ciebie wołać, żebyś od razu był. Wystarczy szept i już jesteś. Wystarczy myśl… wystarczy pragnienie i jesteś!”
„Cały dla ciebie, kochana!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością! Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem wielkim…
CZUŁOŚCI…
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała… W Jego objęciach, w Jego ramionach leżałam… Mój słodki Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylał się nade mną z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały…
„Jestem z ciebie bardzo dumny, Monisiu! Bardzo dumny…” – wyszeptał z ogniem.
„Ty jesteś dumny, a ja zmęczona bardzo…” – szepnęłam z trudem.
„Tak. Odpocznij kochana Moja… Odpocznij!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa z trudem. On rozpromienił się ogromnie nade mną!
„Jesteś Moją radością, maleńka! Moją wieeeeelką radością! Jesteś Moim słoneczkiem… Moim Słońcem!” – wyszeptał Jezus patrząc we mnie z lubością.
„Moim Słońcem to Ty jesteś, mój Jezu kochany!”
„Ja twoim, a ty Moim!”
Leżałam bez sił. Umiłowany mój zbliżył się do mnie jeszcze bardziej. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować. Całował, pieścił, tulił! Całym Sobą… Okazywał mi tak wiele czułości… Wciąż okazuje!
TYLKO KOCHAJ!
„Gdy wczoraj się dowiedziałam, ogarnął mnie wieeelki smutek. Zabolało serce… I teraz gdy sobie o tym przypominam też serce boli…”
„Taaak, maleńka. Wiem! Ale po tym co zrobił ciągle jest twoim Dzieckiem, prawda?”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko… Ze smutkiem. Mój umiłowany Jezus i ja.
„Jasne! Był moim Dzieckiem, jest i będzie! To pierwszy mój Syn duchowy. Od niego zaczęły się moje adopcje.”
„On był impulsem do wielkiego dobra, które robisz Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Jako duchowa mama jestem, czuję się odpowiedzialna… Nie będę oceniać, ale…”
Urwałam. Mój słodki Jezus patrzył mi w oczy głęboko…
„Sama powiedziałaś kiedyś, że Dzieci się nie wybiera tylko się je kocha.”
„Tak. I nadal tak twierdzę!”
„Nie oceniaj więc ani siebie, ani Dziecka. Tylko kochaj, Monisiu! Tylko kochaj!”
„Tak jest, mój Jezu!”
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości niewypowiedzianej. Mój umiłowany Jezus i ja.
Z SERCA!
„Tyle zachodu o nic! Tyle zachodu o 30 sekund!” – szepnęłam zdumiona.
„Dla Mnie to nie jest nic! Dla Mnie to COŚ!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
O czym rozmawialiśmy? O filmiku, który wczoraj umieściłam na blogu.
„Najpierw okazało się, że nagrałam w złym formacie. Musiałam ściągnąć dyktafon, który zapisuje głos w formacie mp3. Potem nie mogłam nagrać filmiku. Kombinowałam, kombinowałam, aż się udało. Potem nie mogłam umieścić filmiku na blogu. Niby był, a nie było go widać! Dopiero przez YouTube się udało! Ale wiesz mój Jezu? Czułam wewnętrzne przekonanie, wręcz przymus, że Ty chcesz, żebym go umieściła. Że go potrzebujesz!”
„To prawda, Monisiu. Potrzebuję ten filmik!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„A po co?”
„Żeby pokazać twe serce, moc i miłość, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały. Patrzyłam w Niego onieśmielona i zawstydzona… A On mówił dalej:
„Chcę się tobą chwalić, kochana. Nie zabronisz Mi, prawda?”
„Jasne, że nie…” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa nieśmiało.
„Każdy tata pragnie się chwalić swoim dzieciom. Tak i Ja pragnę!”
„Ale czym tu się chwalić…”
„Zapewniam cię maleńka Moja, że jest czym się chwalić! Jest czym!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa radośnie!
„Nie wiedziałam, że Ci się podobała mój śpiew. Bo ja tak niewyraźnie i napięta cała…”
„Z serca śpiewasz, Monisiu!”
„To prawda!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…
ŚPIEWAŁAM…
„Jakaś Ty piękna, Monisiu! Coraz piękniejsza!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości i zachwytu.
Zaśmiałam się perliscie! Uszczęśliwiona cała!
„Powtarzasz się, kochany mój Jezu!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha. Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie i głośno!
„Uwielbiam się powtarzać, maleńka! Uwielbiam!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem… Patrzyłam…
„Jakiś Ty piękny, mój Jezu! Coraz piękniejszy!”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
„Ty też się powtarzasz, Monisiu!”
„Jak Ty to i ja! Uwielbiam się powtarzać, kochany mój! Uwielbiam!”
Jezus mój śliczny zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i błogo… I śmiało! Potem nakarmil mnie Swoim Ciałem.
A ja Mu śpiewałam:
JAK BARDZO..,
„Zanurzyłeś kochany mój Jezu mnie w Sobie, w Swych Ranach… A mam poczucie, że robisz wszystko, żeby bolało mnie coraz mniej. Najpierw tabletki na rozluźnienie mięśni, teraz pani dietetyk, jej dieta i tabletki od bólu jelit. Boli mnie coraz mniej!”
Jezus patrzył we mnie głęboko… Z łagodnym uśmiechem miłości.
„Bo widzisz, maleńka Moja… W zbawieniu wcale cierpienie nie jest na pierwszy m miejscu. Ale miłość! Miłość jest przyczyną wszystkiego! Nie poszedłem na Krzyż dlatego, że chciałem cierpieć, ale dlatego, że kochałem. Kochałem, kocham i będę kochać! Pierwsza jest miłość i pragnienie spełnienia Woli TATY. Cierpienie stało się drogą, ale nie przyczyną. Przyczyną jest miłość! Sama mówiłaś, że patrząc na Krzyż, najpierw widzisz Moją miłość, a potem cierpienie.”
„A, teraz rozumiem. Jak Ty umiesz mi wszystko wytłumaczyć! Dziękuję, mój słodki!”
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie!
„Miłość jest przyczyną wszystkiego. Jeżeli kochasz Mnie ponad wszystko inne, jesteś gotowa zrobić dla Mnie wszystko! Nawet cierpieć. Zobacz na świętych. Oni z miłości byli gotowi poświęcić Mi wszystko. Nawet swoje życie!”
„Tak, kochany. Już rozumiem!” – szepnęłam z mocą i uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Rozmyślałam…
„Bóg jest Miłością. Z Niego, z Miłości powstał świat, zwierzęta, rośliny. Takie piękne, oryginalne i fikuśne! Z Miłości powstał człowiek. I ja, taka maleńka powstałam z Miłości! Jak bardzo mnie kocha i pragnie mój Bóg, że mnie stworzył! Jak bardzo mnie kocha, że stał się Człowiekiem, umarł za mnie i dla mnie zmartwychwsta!!! Stał się Darem. Podarunkiem dla mnie i dla każdego człowieka! Jak bardzo kocha nas nasz Bóg!”
Tak rozmyślałam. A Jezus patrzył we mnie z lubością…
DZIĘKUJĘ!
„Jak mi TU u Ciebie dobrze, mój Jezu! Jak dobrze!” – szepnęłam z mocą i entuzjazmem.
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. Nie wiadomo było gdzie się kończył On a zaczynałam ja. Nie było już mnie i Jego… Byliśmy Jedno. Rany Jezusa były na mnie i we mnie. Jego Krew też. Byłam cała w Ranach i Krwi mojego ślicznego!
„Jesteś cała w Ranach i Krwi Mojej, a twierdzisz, że ci dobrze?!” – wyszeptał Jezus ze wzruszeniem i zdumieniem.
„Bardzo! Ogromnie! Najlepiej! Niezmiernie dobrze!”
„Nie spotkałem jeszcze takiego Mojego dziecka…”
„Spotkałeś, spotkałeś, najmilszy! Wiele dzieci Twoich!” – szepnęłam uśmiechając się do delikatnie.
„Pomagasz Mi dźwigać Mój Krzyż! Pomagasz Mi bardzo, maleńka Moja!”
„To dla mnie zaszczyt i honor wielki! Dziękuję Ci Jezu mój słodki!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością. Poruszony i wzruszony cały!
„To Ja ci dziękuję, Monisiu! To Ja ci dziękuję!” – wyszeptał z ogniem.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości…
NOSZĘ
„Chcesz Mi pomóc, Monisiu?” – spytał Jezus łagodnie.
„Jasne! Co mam robić, kochany?”
„Zaraz ci powiem, maleńka. Musiałem najpierw cię spytać.”
„Na drugi raz nie pytaj!”
„Muszę pytać. Jesteś wolna, a Ja cenię twoją wolność!”
„Jeśli tylko dlatego pytasz, że musisz to nie pytaj Maleńki mój…”
„Chcę, pragnę pytać!”
„Jeśli chcesz i pragniesz to pytaj. Moja odpowiedź zawsze brzmi: 'tak!’ Co mam robić, mój Jezu?”
„Mocniej, bardziej wtulić się we Mnie!”
„Tylko tyle?!” – zdziwiłam się bardzo.
„Aż tyle!”
I zobaczyłam Ciało Jezusa całe w Ranach i Krwi! Całe cierpiące…
„Myślałeś, że TO mnie wystraszy?! Zniechęci…? Najsłodszy…”
Objęłam mojego umiłowanego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem… Delikatnie, ale mocniej i bardziej. Gdy tylko Go objęłam, Jezus zaczął zanurzać mnie w Sobie… Zatapiać. Tak bardzo, że nie wiadomo było gdzie się kończył On a zaczynałam ja. Nie było już mnie i Jego… Byliśmy Jedno. Rany Jezusa były na mnie i we mnie. Jego Krew też. Byłam cała w Ranach i Krwi umiłowanego mojego… A On nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptał z ogniem:
„Nosisz w sobie Moje Rany i Mnie w sercu Swoim, maleńka!”
„Pragnę!”
Trwaliśmy w bliskości niewypowiedzianej… Jezus i ja.
BONUSY
„Dziękuję, mój Jezu kochany! Dziękuję!”
„A za co?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Za wszystko!”
„A za co konkretnie? Ja lubię konkrety.”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Oj, no na przykład za Twoją Miłość do mnie! Za dobroć! Za to, że się mną opiekujesz! Wiem, że lubisz gdy Ci się dziękuje!”
Jezus posmutnial jakby…
„I dziękujesz Mi tylko dlatego, że to lubię…?” – spytał jakby rozczarowany.
„Nie! No jasne, że nie! Potrzebuję, uwielbiam, pragnę Ci dziękować!!! Czuję wdzięczność więc dziękuję! A to, że Ty to lubisz to już inna sprawa. To, że tak powiem, mam w bonusie!”
Jezus zaśmiał się głośno i radośnie! Perliście!
„Nie wiedziałem, że daję bonusy!”
„To już wiesz! A… nie uraziłam Cię, kocha…”
Jezus przerwał mi gwałtownie!
„Skąd! Dałaś Mi wieeeeelką radość! To jest bonus od ciebie, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością i zachwytem.
„Nie wiedziałam, że i ja daję bonusy!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa radośnie.
„Teraz już wiesz!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z lubością…