Wczoraj wieczorem leżałam wtulona w umiłowanego mojego…
„Kochany mój… zmęczona jestem i spać mi się chce…” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha.
„Odpocznij więc maleńka i zaśnij.”-wyszeptał Jezus z czułością niezwykłą.
I zaczął śpiewać:
„Moja słodka oczka zmruż! Moja śliczna zaśnij już… Gwiazdki gasną na niebie, a Ja kołyszę Ciebie! Moja miłość nad Tobą nie zgaśnie nigdy już…” – śpiewał mój Jezus i kołysał mnie z miłością.
Patrzyłam w mojego Jezusa… patrzyłam… I nawet nie wiem kiedy zasnęłam!
Obudziłam się, otworzyłam oczy… Jezus pochylał się nade mną cały! Miłość sama! Uśmiechał się do mnie cudownie… Słodko…
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego promiennie!
„Kochany mój Jezu! Śpiewasz dla mnie kołysankę i tulisz do SERCA tak jakbym była jakimiś wieeeeelkim Twoim skarbem!”
Jezus rozpromienil i rozczulił się bardzo!
„Jesteś Moim Skarbem, Monisiu! Najcenniejszym w kosmosie! Jesteś dziecięciem vMoim umiłowanym! Dla ciebie wszystko!”
Jezus umilkł na chwilę, a zaraz dodał ze smutkiem:
„Będziesz wiele cierpieć, najmilsza…”
„Będę. Dla Ciebie wszystko, kochany!”
Skoro. Bóg aż tak bardzo mnie kocha, że gotów jest dla mnie zrobić wszystko, ja pragnę odwdzięczyć Mu się tym samym!
Autor: Maleńka
MOJA CUDOWNOŚCI!
Trzymałam w dłoniach twarz umiłowanego mojego Jezusa i patrzyłam Mu w oczy z zachwytem…
„Jaki Ty piękny! Coraz piękniejszy!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Widzisz Mnie coraz piękniejszym, bo patrzysz we Mnie coraz bardziej Moimi oczyma!”-wyszeptał z lubością.
„Chcę patrzeć w Ciebie całkowicie Twoimi oczyma! Całkowicie!”
Jezus zaśmiał się perliscie!
„Całkowicie będziesz wiedzieć, maleńka Moja dopiero w Niebie! Teraz widzisz za mgłą, w zwierciadle. W Niebie zobaczysz całkowicie!”
„I zobaczę wszystkie cudeńka jakie są w Niebie?!”
„Tak!”
„To będę pewnie baaaaaardzo zdziwiona!”
„Zaskoczona! Zdumiona! I zachwycona! Zdumiejesz się jakie cudowności dla ciebie, maleństwo Moje, przygotowałem!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony i rozczulony niezmiernie.
„Czyli Ciebie!!! Ty jesteś moją Cudownością! Ty jesteś!”
„Czyli Mnie!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA… Patrzyłam w mojego ślicznego z uwielbieniem… Zakochana i zachwycona cała!
NIGDY
Jezus wisiał na Krzyżu. Cierpiący był bardzo. Wisiał rozpostarty jak Sokół na Niebie. Otwarty dla wszystkich! Objęłam z czułością umiłowanego mojego!
„Jestem z Tobą, kochany mój Jezu! – szepnęłam z mocą.
„Człowiek w cierpieniu czuje się samotny, maleńka!”
„Tak. Rozumiem to. Sama też czasem czuję się samotna…”
„I nie masz żalu do mnie? Wiem, że jesteś przy Mnie a mimo to czasem czuję się samotny.”
„Żalu?! Skąd! Mam to samo! I rozumiem, że kiedy umierałeś na Krzyżu czułeś się opuszczony przez wszystkich, nawet przez TATĘ. Niektórzy uczeni mówią, że cytowałeś tylko psalm, jakby chcieli Cię usprawiedliwiać. Jakby było co… Wiem, że TATA był przy Tobie i z Tobą cierpiał. Ale Twoje cierpienia były tak wielkie i straszne, że mogłeś czuć się niezmiernie samotny. Rozumiem to.”
Jezus spojrzał mi w oczy głęboko… Z miłością i czułością niezwykłą…
„Ani Bóg, ani człowiek nawet w największym cierpieniu nigdy nie jest sam, Monisiu kochana! Ja jestem z tobą, a ty ze Mną jesteś!”
„Tak!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i objął mnie z wielką Miłością…
WYMYŚLIŁ!
Umiłowany mój Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…
„Będę musiała niestety zmienić koncepcję obrazu! Padnę zanim namaluję. Jeszcze dobrze nie zaczęłam a już szczęka boli… Chciałam, żeby obraz był delikatny, subtelny i precyzyjny! Koronkowy jakby… Ale nie dam rady! Padnę zanim skończę!” – zaśmiałam się nerwowo.
Jezus patrzył we mnie z czułością. Płonący cały! Patrzył mi w oczy głęboko…
„Nie martw się, maleńka Moja! Coś wymyślimy!”
„Ty i ja?! Razem?!”
Jezus zaśmiał się perliscie!
„A jakże! Sam nie dam rady! Ty i Ja!”
Patrzyłam w mojego skonstruowana…
„To znaczy… ja nie mam pojęcia jak to namalować. Ale skoro Ty coś wymyślisz to dobrze. Już się cieszę!!!” – teraz i ja zaśmiałam się perliscie.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący cały.
„Razem wymyślimy, Monisiu! Ty i JA!”
Patrzyłam w mojego Jezusa onieśmielona i uszczęśliwiona cała…
Dzisiaj zaczęłam malować i… nie wiem co Umiłowany wymyślił, ale powoli wychodzi! I nie jest za trudno!
UFAM!
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach tańcząca leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany cały! Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego od ucha do ucha!
„Już czuję się coraz lepiej. Jutro będę już trochę malować!”-szepnęłam z mocą.
„Tylko pomalutku, maleńka Moja! Po troszkę! Jeszcze nie całkiem zdrowa jesteś… Pomalutku…” – wyszeptał Jezus z troską.
„Oczywiście, że pomalutku, kochany mój! I przerwę jak nie będzie wychodzić. Nie martw się o mnie, mój słodki!”
„A ty się o siebie nie martwisz?”
„Niby czemu mam się martwić?! Przecież jestem w Twoich rękach!”- szepnęłam z nacisgkiem. Ujęłam twarz Jezusa w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie. Potem patrząc Mu w oczy szeptałam:
„Nie martw się o mnie, mój Jezu! Przecież to jestem w Twoich rękach! Nic złego mi się nie stanie! Nie martw się… Nie bój się o mnie… Jestem w Twoich rękach!”
Tak to wyglądało, że dusza pociesza i uspokaja… Boga…
Jezus patrzył we mnie. Poruszony cały. Oczy Mu płonęły!
„Cóż za ufność…!!!”
„Tobie ufam! Tylko Tobie! A komu mam ufać?! Sobie najmniej… Tylko Tobie ufam, mój Jezu!”
Jezus przytulił policzek do mego policzka.
„I się nie zawiedziesz, maleńka Monisiu!”
Trwaliśmy w przytuleniu… Mój słodki Jezus i ja.
JAK TO DZIECKO
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… Patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszeniem niezmiernym!
„Choć troszkę lepiej się czujesz, Monisiu?” – spytał z wielką troską.
„Troszkę lepiej, kochany… Głowa boli mniej, ale doszedł kaszel”-
szepnęłam z trudem.
„Odpoczywaj jeszcze, maleńka!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Opowiedz mi o Sobie, mój śliczny! Proooszę!”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
„W dzieciństwie jak chorowałem, MAMA nie wypuszczała Mnie z rąk! Tuliła do Serca!”
„Tak jak Ty mnie!” – szepnęłam z zachwytem.
„Nie jadła, nie piła… tylko Mnie tuliła…”
„Tak jak Ty mnie…” – powtórzyłam poruszona.
Jezus patrzył we mnie z czułością…
„Baaaaaardzo lubiłem gdy Mnie tuliła… Aż chciałem chorować! Wiesz, jak to dziecko!” – Jezus zaśmiał się cudnie.
Uśmiechnęłam się do mojego umiłowanego radośnie!
„Doskonale Cię rozumiem, kochany! Mam to samo!”
Jezus patrzył we mnie płonący… Uśmiechaliśmy się do siebie nawzajem od ucha do ucha!
ROZŁOŻONA…
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Cała obolała i zmęczona cała. W gorączce. Chora. Głowa bolała mnie bardzo, gardło też, z nosa leciało… Rozłożyło mnie nagle. W jeden dzień. I tak rozłożona w objęciach Jezusa leżałam. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie poruszony cały… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie ucałował. Czule i słodko i gorąco…
„Odpocznij, maleńka Moja… Odpocznij…” – wyszeptał z czułością.
„Pić…” – szepnęłam z trudem wielkim.
Jezus przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam. I odpoczywałam w umiłowanym moim…
ODZWIERCIEDLA
Jezus trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały!
„Zmieniłaś motyw blogu?!” – spytał Jezus. Wydawało mi się, że groźnie.
„Tak! A… nie podoba Ci się, kochany?” – szepnęłam nieśmiało. Jeśli Jezus powiedziałby, że nie, zmieniła bym od razu!
„A tobie maleńka się podoba?!” – spytał znów Jezus badawczo.
„A, podoba mi się!” – szepnęłam lekko i wzruszyłam ramionami.
Jezusowi aż oczy błysnęły! Pojawiły się w nich łzy… Już nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć! Byłam zdezorientowana…
„Jest taki suplementy, delikatny i zwiewny…” – wyszeptał mój śliczny z naciskiem.
„Robię się coraz bardziej zwiewna, subtelna i delikatna pod Twoim wpływem, kochany mój Jezu!”
Umiłowanego mojego chyba całkiem rozbroiły moje słowa… Wzruszył się ogromnie! Rozrzewnił…
„Ten blog coraz bardziej odzwierciedla twoją duszę, twe serce, Monisiu kochana! Piękny niezmiernie twój blog! Coraz bardziej pokazujesz w nim siebie, swe serce!”
„Czyli podoba Ci się, mój słodki…?”
„Niezmiernie!”
Jezus patrzył we mnie płonący i poruszony cały… A ja patrzyłam w Niego z uwielbieniem.
W BŁOGIEJ CISZY…
Siedziałam u umiłowanego mojego Jezusa na kolankach… Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem. Z czułością niezwykłą patrzył.
„Pomilczmy, kochany mój… Posiedźmy w ciszy…”
„Dobrze, maleńka Moja!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja wtuliłam się w mojego ślicznego jeszcze bardziej… Milczeliśmy. Ale nasze serca rozmawiały:
„Powiedziałaś wczoraj swojemu Synowi Monisiu, że uwielbiasz ciszę.”
„Uwielbiam! W nocy, kiedy wszyscy w domu śpią. W moim pokoju papużki śpią, chomik też zrobi sobie przerwę w bieganiu na kołowrotku. I jest cisza… jak makiem zasiał. Leżę w ciszy, otulona Twoją obecnością… Uwielbiam ten stan! Tylko w ciszy można Ciebie zobaczyć. Tylko w ciszy można Ciebie kochany usłyszeć… Twój oddech, bicie Twego SERCA. Tylko w ciszy… „
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie… Inaczej niż zwykle, inaczej niż do tej pory. Śmielej! Delikatnie i słodko. Pomyślałam, że ten pocałunek to zachęta, zaproszenie do jeszcze większej bliskości.
„Pragnę!” – szepnęło moje serce.
Jezus całował coraz śmielej… Było mi błogo. ON, umiłowany mój Jezus do niczego nie zmusza. Tylko zaprasza, zachęca, proponuje… I całuje śmielej w błogiej ciszy.
ŻYCIE W BLISKOŚCI
Jezus wisiał na Krzyżu… Jak Sokół na Niebie! Rozpostarty i otwarty dla wszystkich! Spojrzałam w Jezusa wzruszona…
„Cierpisz bardzo, mój Jezu kochany! Ja cierpię z Tobą!” – szepnęłam z mocą. I objęłam mojego ślicznego z czułością.
Jezus, choć cierpiący, uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Będziesz jutro się cieszyć, Monisiu!”
„A co? Moje różańce w końcu przyjdą?” – spytalam z uśmiechem. Znajoma tydzień temu zrobiła i wysłała dwa różańce. Jeden mały, na rękę, a drugi duży, zrobiony z okazji rocznicy objawień fatimskich.
Jezus nie odpowiedział.
„Opowiedz Mi jak się modlisz, maleńka.”
„Już kiedyś opowiadałam!”
„Opowiedz raz jeszcze!”
„Błogosławię wszystko moje Duchowe Dzieci W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. I sama zaczynam dzień W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Potem odmawiam modlitwy do Trójcy Świętej. Potem 'Witaj Gwiazdo Morza. I Różańce! Raz dłużej,, raz krócej, zależy od tego ile mam siły. Chwała Ojcu… o mój Jezu… o Maryjo bez grzechu poczęta… Pod Twoją obronę… modlitwa do mojego Anioła Stróża… i za zmarłych. I chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków! Amen. Jednak myślę… Nie! Jestem przekonana, że modlę się ciągle! Stale!”
„Bo modlitwa to nie tylko słowa. To przede wszystkim życie w bliskości!”
„Właśnie! A my, Ty kochany i ja żyjemy w bliskości, prawda?”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie i skinął głową twierdząco.
„Żyjemy, Monisiu kochana!”
Umiłowany mój nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja obejmowałam mojego ślicznego, z miłością…
Różańce niestety jeszcze nie przyszły. A ja mimo tego baaaaaardzo się cieszę! Życiem w bliskości!