Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tulił mnie w objęciach Swoich i patrzył we mnie… Tylko we mnie patrzył! Patrzył tak, że czułam się Jego jedyna i najważniejsza…
„Zadziwiasz mnie kochany!” – szepnęłam z mocą.
„Czym, najmilsza Moja?”-spytał Jezus słodko.
„Tym, że znasz mnie, wiesz jaka jestem. A mnie chcesz! I chcesz, żebym z Tobą była… coraz bardziej i bardziej i bardziej. I bliżej! Zadziwiasz mnie!”
Jezus mój śliczny zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący…
„Nie wyobrażam Sobie, żeby miało cię przy Mnie nie być! Nie wyobrażam Sobie, żebyś nie była przy Moim SERCU!”
W Jego oczach pojawiły się łzy…
„Nie wyobrażam Sobie, że nie było ciebie, Monisiu kochana w moim Królestwie! 'Nie ma Mojej maleńkiej… Miejsce, które dla niej przygotowałem jest puste!’ – mówiłoby Me SERCE. Tęskniło by niepojęcie!!!”
„Pragnę Ciebie, Jezu! Chcę być coraz bardziej piękniejsza dla Ciebie! I coraz bardziej Twoja!!!”
Wtuliłam się w Jezusa jeszcze bardziej. A On zanurzał mnie w Sobie…
Autor: Maleńka
WPATRYWAĆ SIĘ…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością! Leżałam u Niego na rączkach tańcząca bardzo. Wpatrywalam się w umiłowanego mojego z lubością. Myślałam o wczorajszej rozmowie…
„Widzisz, maleńka Moja, jeśli ktoś nadmiernie wpatruje się w siebie, w swoje wady, słabości, grzechy, nadmiernie skupiać się na sobie i swej niedoskonałości, z czasem jest nimi przytłoczony. Zniechęcony sobą. Ugięty pod ciężarem swoim i swych słabości!”
„Wiem to po sobie, kochany! Gdy za bardzo skupiam się na sobie i swoich wadach, przygniata mnie… Ale gdy zaczynam wpatrywać się w Ciebie, Jezu, to wszystko inne staje się nieważne, małe, a nawet znika! Giną w Twojej miłosiernej miłości! Uwielbiam się wpatrywać w Ciebie. I wiem, że kochaszv mnie taką jaką jestem. I, że dla Ciebie jestem najważniejsza!”
Jezus skinął głową twierdząco i cudnie się do mnie uśmiechnął!
„Zabiłaś ćwieka swojej Córeczce! Nie wiedziała co ci odpowiedzieć.”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie.
„I bardzo dobrze! Chciałam ją zachęcić do zastanowienia się nad swoim myśleniem o sobie. Że Ty myślisz o niej inaczej. Z miłością i zachwytem…. Ona troszczy się o innych, modli się za nich, pomaga. Nie widzi swojej miłości i dobroci, tylko wady. I takie rzeczy opowiada… Martwię się o moją kochany Córkę i pragnę żeby więcej, bardziej wpatrywała się w Ciebie. Wtedy będzie szczęśliwa i wolna!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z tkliwością… Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości…
DUŻO MUSZĘ SIĘ NAUCZYĆ!
„Wszystko się odmieniło!!! W sekundę!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Siedziałam u Niego na kolankach, otulona Miłością. Umiłowany mój obejmował mnie czule i uśmiechał się do mnie słodko.
„Jak mówiłem!” – wyszeptał z ogniem.
„W ogóle nie czekałam! Telefon zadzwonił o 7.30! Zaskoczona byłam, że tak szybko! I baaardzo zaskoczona byłam nastawieniem. Pozytywnie zaskoczona! Bo już zaczynałam wątpić. Nie w Ciebie. W tę grupę ludzi…”
Jezus patrzył we mnie głęboko, z czułością niezwykłą…
„A Ty byś nie zwatpił, na moim miejscu?! – wyrwało mi się z głębi serca – Szczególnie po tym co mnie wcześniej spotkało? Nie zwątpił byś?!”
Patrzyłam w oczy Jezusowi ze smutkiem. On zbliżył Sbwą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie ogniście!
„Ja nigdy nie wątpię w człowieka, Monisiu!” – wyszeptał z naciskiem.
Zrobiło mi się głupio i wstyd… Spuściłam głowę.
„No widzisz… A ja zaczynałam wątpić. Muszę się jeszcze dużo od Ciebie kochany nauczyć!”
Jezus delikatnie, ale stanowczo podniósł moją głowę do góry.
„Baaaaaardzo się cieszę, maleńka Moja, że to widzisz! Bardzo się cieszę!” – wyszeptał z ogniem. I uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo! I ja uśmiechnęłam się do mojego ślicznego Jezusa radośnie!
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego…
DZIAŁAJ!
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo. Umiłowany mój tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie z miłością i poruszeniem. Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego od ucha do ucha!
„Wiem jak bardzo tańczysz, Monisiu kochana! A tak pięknie się do Mnie uśmiechasz…”
„Kocham Cię Jezu.”
„Cierpisz bardzo!”
Kiwnęłam głową, że tak.
„Pozwól Mi działać, maleńka!” – wyszeptał Jezus z ogniem w oczach.
„Działaj, mój Jezu! Działaj!”
Umiłowany mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący.
„Dziś wszystko się odmieni, zobaczysz najmilsza. Dziś wszystko się odmieni!”
Leżałam w objęciach Jezusa, a On podsunął moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Tańczylismy bardzo w intymności bez granic! Mój Jezus i ja.
JEST SZCZĘŚLIWA!
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała.
„A Ty, mój Jezu, po Wniebowstąpieniu, jako syn i Człowiek tęskniłeś na pewno za MAMĄ?” – spytalam z uśmiechem.
Jezus rozpromienil się bardzo!
„Tęskniłem, Monisiu! Jako Człowiek i Syn tęskniłem niezmiernie! A jako Bóg wziąłem MAMĘ do Nieba!”
„Taaak!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
„Ona była bardzo piękna! Jej pokora i to, że zawsze pełniła tylko Bożą wolę czyniły JĄ piękną! Niczego nie robiła po Swojemu, wszystko po Bożemu. Piękno Jej wnętrza odbijało się na zewnątrz. Nie chciałem, żeby to piękno uległo zniszczeniu. Dlatego wziąlem Ją do Siebie, z duszą i ciałem!”
„Na pewno była bardzo szczęśliwa, że może być z Tobą, przy Tobie i w Tobie!”
I zaraz się poprawiłam:
„Nie była! Jest! Jest szczęśliwa!”
Jezus uśmiechnął się do mnie od ucha do ucha!
„Jest szczęśliwa, Monisiu!”
Trwaliśmy w uśmiechu i szczęściu bez granic! Mój Jezus i ja.
WIELKA PERŁA
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z zachwytem.
„Jakaś ty piękna, maleńka Moja! Jakaś ty piękna!” – szeptał umiłowany mój z ogniem.
„No, w końcu podobna do Ciebie, kochany!” – zaśmiałam się perliscie.
„Chodź! Coś ci pokażę!”
Jezus chwycił mnie za rękę i pobiegliśmy śmiejąc się radośnie! Biegliśmy chwilkę!
I stanęliśmy przed wielką, ogromną perłą! Wielką jak góra! Do perły przymocowany był łańcuszek. A raczej łańcuch! Także ogromny!
Na ten widok od razu przestałam się śmiać! I stałam z rozdziawioną gębusią! Jezus uśmiechał się do mnie cudownie!
„Pamiętasz Monisiu tę maleńką perłę, którą dałem tobie w w jeziorze o zachodzie słońca? I którą potem Mi oddałaś na przechowanie?”
„Pamiętam! A jakże!” – szepnęłam zdumiona.
„Oto ona! Ukryłem ją w SERCU, a ona rosła wraz z twoim pięknem!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością, rozpromieniony cały.
A ja patrzyłam na tę ogromną perłę… Zagubiona byłam. Przytłoczona wielkością. I pomyślałam że nawet jej teraz nie nałożę, gdybym chciała.
„Nałożysz! Nałożysz bez problemu, Monisiu kochana!” – zaśmiał się Jezus lekko.
„A niby jak? Ona taka wielka, ogromna, a ja maleńka. Nawet jej nie uniosę. Nigdy!”
„Nigdy nie mów 'nigdy’!”
Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko…
„W Moim Królestwie mały jest wielki! Maleńka jest największa! Uniesiesz i nałożysz!”- wyszeptał mój śliczny. Spojrzał we mnie głęboko…
„Jak piękna jest Moja Perla! Jak piękna!” – wyszeptał Jezus ogniście.
OTWARTA NA CIERPIENIE
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo. Umiłowany mój wisiał na Krzyżu. Cierpiący był bardzo…
„Cierpisz bardzo, mój Jezu…” – szepnęłam z bólem.
„Bardzo, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus z trudem.
„Daj mi trochę Twojego cierpienia! Podziel się ze mną, proszę!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością niezwykłą.
„Już i tak cierpisz bardzo i sprawiasz Mi ulgę i radość. Ale gdybym dał ci trochę Mego cierpienia, zaraz przyjdzie nowe.”
„Podziel się ze mną… Proooszę!” – szepnęłam błagalnie.
„Dostaniesz, jeśli chcesz!”
Jezus spojrzał we mnie głęboko i dodał:
„Kochasz, Monisiu!”
„Kocham!”
„Więc musisz być gotowa na cierpienie. Nie ma miłości bez cierpienia!”
Kiwnęłam głową twierdząco, a Jezus wyszeptał:
„Musisz być otwarta na cierpienia, maleńka Moja!”
„Jak TY!”
„Jak Ja.”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko… Z miłością i czułością. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
BO KOCHAM
„’Nie wiem czy to cos zmienia ale odnosnie notki ja tez cie potrzebuje… Nikt inny by sie nie znalazl bo ja nie chce nikogo innego i kropka.’ – Tak napisała wczoraj moja Duchowa Córeczka. Bardzo mnie to wzruszyło… Ja też jej potrzebuję! Bardzo! I Córeczki i Synka… Potrzebuję. Potrzebuję wszystkich moich Duchowych Dzieci! I tych, które sprawiają mi ból. Wszystkie Dzieci są dla mnie ważne i nie wyobrażam sobie, że mogłoby ich nie być!”
Siedziałam u Jezusa na kolankach. A On słuchał mnie z wielką uwagą. Cały był słuchaniem…
„Kochasz swe Dzieci, Monisiu!”
„Kocham! I dlatego tak mnie boli, gdy mnie ranią… Gdybym nie kochała to by mnie nie bolało.”
Jezus spojrzał we mnie z czułością i zachwytem wielkim!
„To masz podobnie jak JA.”
„Taaak…”
Jakaś ty podobna do Mnie! Jakaś podobna!”
W oczach umiłowanego mojego widziałam zachwyt… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja wtuliłam się w Niego jeszcze bardziej…
JEDNO CIAŁO I JEDNA DUSZA
Byłam przy Krzyżu Jezusa. Umiłowany mój wisiał na nim rozpostarty jak Sokół na Niebie… Cierpiący był bardzo! Mój Jezus kochany! I ja cierpiałam bardzo. Objęłam mojego ślicznego, z miłością i uwielbieniem. Delikatnie, a jednocześnie mocno bardzo. Przylgnęłam do Niego całą sobą. I Jezus objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie. Trwaliśmy razem policzek przy policzku, Ciało przy ciele, SERCE przy sercu. Nie wiadomo było gdzie się kończy Jezus, a zaczynam ja. Byliśmy jednym Ciałem, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi. Byliśmy jednym Ciałem i jedną duszą… Mój słodki wiedział co mnie boli.
„Jesteś Mi potrzebna, Monisiu! Potrzebuję cię!”
Nie odpowiedziałam.
„Gdyby nie ty, kto by otulał i ogrzewał Moje obolałe Ciało?”
„Znalazłby się ktoś inny…”
„Czy oprócz nas widzisz tu jeszcze kogoś?” – spytał Jezus ze smutkiem.
„Nie. Ale to, że nie widzę, nie znaczy że tu nikogo nieee…”
Jezus przerwał mi gwałtownie!
„Potrzebuję ciebie, maleńka! Potrzebuję! A jeszcze bardziej pragnę! Pragnę cię! Pragnę!” – wyszeptał Jezus poruszony wielce. Patrzył we mnie. Oczy Mu płonęły!
„I ja Ciebie pragnę! Bardzo! Pragnę Cię Jezu, mój piękny! Pragnę!”
Jezus patrzył we mnie słodko… Z Jego SERCA wyszła Hostia i weszła do mojego serca.
Trwaliśmy razem. Jedno Ciało i jedna dusza…
PROSTE I OCZYWISTE
„Mówisz, że nie rozumiesz, maleńka Moja. A to przecież bardzo proste. Ja wydaję plon w tobie, a ty wydajesz plon w innych ludziach!” – wyszeptał Jezus z czułością.
Siedziałam u Niego na kolankach a On obejmował mnie z wielką Miłością.
„No… jak teraz tak mówisz, kochany, to rzeczywiście jest proste!” – szepnęłam z mocą.
„Bardzo proste, Monisiu!”
„Po Twojemu, po Bożemu to proste. A po ludzku to trudne. Bo my, ludzie lubimy wszystko komplikować, utrudniać…”
„Skoro ktoś pozwala Mi w swym sercu wydawać plon to i wydaje go w sercach innych ludzi.”
Jezus, umiłowany mój spojrzał we mnie głęboko….
„W tobie, maleńka, nie ma już nic twojego. Wszystko w tobie jest Moim!”
„To dla mnie oczywiste!”-szepnęłam.
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
„I wszystko we Mnie jest twoim, Monisiu!”
„I to także jest dla mnie oczywiste!” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy z bezczelną ufnością.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Czule i słodko i ogniście…