Byłam cała w Jezusie. W Głębinach Jego SERCA… Umiłowany mój trzymał mnie w objęciach. Na rączkach… leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z lubością.
„Zasiewam ziarno w sercach ludzkich, Monisiu!” – wyszeptał z cudnym uśmiechem.
Kiwnęłam głową, że tak. I przypomniałam sobie przypowieść o ziarnie.
„Ty jesteś Moim ziarnem, maleńka. Ziarnem Miłości, który zasiewam w sercach twoich Duchowych Dzieci! I juz wydaje Ono plon!”- wyszeptał Jezus z ogniem w oczach.
„Ziarnem Miłości…?! Wydaje plon?! Ale przecież ziarno musi najpierw obumrzeć, żeby wydać plon!” – szepnęłam zdumiona.
Jezus patrzył we mnie głęboko. Płonący cały!
„Obumarłaś i plon wydajesz. Obfity!”
„A co to za plon?”
„Wiara, Nadzieja i Miłość, maleńka Moja!”
Patrzyłam w mojego Jezusa zdezorientowana, zaskoczona i zdumiona do głębi!
„Nic z tego nie rozumiem! Nic nie rozumiem…” – szepnęłam bezradna.
Jezus uśmiechał się do mnie promiennie! I patrzył z tak wielkim przekonaniem, że…
„Nic z tego nie rozumiem, mój Jezu! Ale skoro Ty tak mówisz – przyjmuję!”
Jezus otulał mnie Sobą… A ja czułam się taka bezradna, bezbronna… wobec Miłości. I w Miłość zanurzona.
Autor: Maleńka
TONĘŁAM…
Byłam przy Krzyżu. Przy Krzyżu, który wczoraj widziałam. Wisiał na nim Jezus… Rozpostarty jak ptak. Jak Sokół na Niebie! Otwarty dla wszystkich! Spojrzałam na Jego twarz… Umiłowany Jezus uśmiechał się do mnie cudownie. Rozpromieniony był cały i cały szczęśliwy! Najszczęśliwszy! I ja rozpromieniłam się cała… choć cierpiałam bardzo.
„Pójdź do Mnie, miła Moja! Pójdź do Mnie, Moja radości!” – wyszeptał Jezus z ogniem i czułością niezwykłą.
Objęłam mojego ślicznego Jezusa z miłością. Objęłam Je go całego. I Krzyż objęłam. Objęłam Jezusa, a On zanurzał mnie w Sobie… Bardziej i bardziej i bardziej. I bardziej.
„Pójdź do Mnie, Monisiu kochana!” – szeptał z ogniem.
Tonęłam w umiłowanym moim.
„Uwielbiam Ciebie, mój śliczny! Uwielbiam Cię mój najsłodszy! Uwielbiam Cię!” – szeptało moje serce.
ZANURZENI W MIŁOŚCI
Byliśmy razem. Mój umiłowany Jezus i ja! Byłam w Nim. I nie interesowało, nie obchodziło mnie nic więcej. Nie obchodziło mnie w tym sensie, że wiedziałam, że jestem w Nim, w Jego SERCU, w Głębinach. I to mi wystarczyło. Nie potrzebowałam niczego więcej. Tylko Jego, mojego umiłowanego ślicznego Jezusa. Tylko Jego potrzebowałam. Tylko Jego pragnęłam. Nie potrzebowałam ani słów, ani obrazów…
Położyłam głowę na SERCU Jezusa. A Jezus położył Swą głowę na moim ramieniu… Trwaliśmy w bliskości, bez słów.
Nagle zobaczyłam obraz: Jezus wisiał na Krzyżu! Rozpostarty na nim jak sokół na niebie… Spojrzałam na Jego twarz! Była uśmiechnięta! Jezus był rozpromieniony cały! I cały szczęśliwy! Patrzyłam zaskoczona i zachwycona cała!
„Dzięki tobie, Monisiu, nie cierpię! Sprawiasz Mi ulgę!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Jaaa…?” – szepnęłam zdumiona do głębi.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie. I obraz zniknął!!
Odpoczywałam na SERCU umiłowanym. Mój śliczny, umiłowany Jezus spoczywał na moim ramieniu. Jak Pieczęć!
Z SERCA Najdroższego wyszła Hostia i weszła do serca mego.
Trwaliśmy zanurzeni w Miłości!
W MIŁOŚCI BEZ GRANIC!
Trwaliśmy w bliskości i intymności… Mój słodki, umiłowany Jezus i ja. Jezus obejmował mnie całą i tulił mocno do Siebie… I ja obejmowałam mojego ślicznego. Położyłam głowę na SERCU umiłowanym.
„Bądź uwielbiony! Bądź pozdrowiony! Bądź pochwalony! Bądź wywyższony! Mój umiłowany… mój słodki, mój śliczny, mój maleńki Jezu!” – szeptałam z miłością.
„Bądź uwielbiona, Monisiu kochana!” – szeptał Jezus z ogniem.
Nasze serca objęły się i przytuliły do siebie nawzajem. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do mojego biednego, małego serca…
Tańczylismy bardzo w miłości bez granic!
NORMALNE
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie…
„Bardzo Mnie wzruszyłaś i pocieszyłaś i ucieszyłaś, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Ja?! Kiedy??!” – zdziwiłam się bardzo.
Umiłowany mój spojrzał we mnie głęboko… I od razu sobie przypomniałam.
„Wczoraj oglądałam film. Nieważne teraz jaki, może kiedyś o nim opowiem, teraz nie mam siły. Więc oglądałam film. Był w nim pokazany przez chwilę mały krzyż. Krzyż był czarny, a na nim wisiała alabastrowa figura Chrystus sa. I gdy zobaczyłam mojego ślicznego, umiłowanego Jezusa z rozpiętymi szeroko ramionami… Serce mi zadrżało, z oczu popłynęły łzy.
’Aż tak mnie kochasz! Aż tak!!!’ „
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim.
„I to nie pierwszy raz! Nie pierwszy raz gdy porusza cię Moja miłość, maleńka!”
„Gdy pomyślę jak bardzo mnie kochasz, albo po przyjęciu Komunii świętej, albo gdy przeczytam, lub usłyszę jakieś słowa o Tobie, które mnie dotkną… Porusza się, podskakuje ze szczęścia moje serce a z oczu płyną łzy.”
Jezus patrzył we mnie z tkliwością…
„Czy to… normalne?” – spytalam niepewnie.
„Jeśli się bardzo, bardzo kocha to normalne!” – wyszeptał Jezus.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienicę… Czule, słodko i ogniście…
PUZZLE
„Układasz mi w sercu, na nowo!” – szepnęłam z mocą.
„Jak puzzle układam!” – zaśmiał się Jezus perliscie.
Posmutniałam…
„Ejże! Moje serce to nie zabawka!”
Jezus dotknął z czułością mego policzka, a potem zaczął dotykać i pieścić moje serce…
„Żartowałem, Monisiu! Jest bardzo czułe i delikatne… Żartowałem…” – Jezus patrzył we mnie przepraszająco. A co ja pomyślałam, że znów robię się nadwrażliwa na swoim punkcie. I postanowiłam nie zwracać na to uwagi.
„To mówisz, kochany, że puzzle układasz?” – spytalam z uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus rozpromienił się bardzo nade mną!
„Luuuubię!!!” – wyszeptał z ogniem.
„Pewnie trudno układać takie puzzle… Moja siostra jak miała naście lat układała 'Mona Lisę’ Leonarda. Miała 2000 elementów! Siedziała nad puzzlami tygodniami. I prawie ułożyła… Mówię 'prawie’, bo ułożyła cały obraz, bez jednego puzzelka. Jeden puzzel jej został. Nie pasował! I była 'Mona Lisa’ z dziurką w środku. W obrazie było dużo czerni i wystarczyło tylko raz gdzieś się pomylić, żeby jeden puzzel na końcu został.
A ja też układałam puzzle! Wodospad. 500 elementów. Dla mnie to było jak 2000! Też siedziałam tygodniami i układałam. Układałam powoli, bo takimi rękami było mi ciężko. Ale ułożyłam! I wszystkie elementy były na swoim miejscu. A mama powiedziała, że naklei na tekturę i powiesi jako obraz!”
Umilkłam na moment i zaraz dodałam:
„A Tobie, mój Jezu, ciężko, trudno układać puzzle mojego serca?”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„A jak myślisz, maleńka?”
„Myślę, że trudno. Uparte takie…”
Jezus zaśmiał się perliscie!
„Teraz nie trudno. Z początku było troszkę trudno. Teraz już nie!”
Uśmiechnęłam się radośnie.
„Cieszę się, mój śliczny!”
Jezus objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Trwaliśmy w miłości i intymności…
ZWYCIĘŻYŁ!
„Bardzo mi wczoraj pomogłeś, przez moją Duchową Córeczkę…” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Z czułością. Szeptałam dalej:
„Już myślałam, że jestem zła, nie kochającą, wyrodna, mściwa… Męczyło mnie bardzo. Tłukło do głowy i serca. Z drugiej strony coś mi szeptało, że to nie prawda. Że to nie jest moja wina. I wczoraj ta druga… Opcja wygrała. Zwyciężyła!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„Ja zwyciężyłem! Ja zwyciężyłem w tobie, Monisiu!” – wyszeptał z ogniem.
„Ty! Dziękuję Tobie, mój Jezu! I dziękuję mojej Córeczce!”
Umiłowany mój Jezus wciąż patrzył we mnie głęboko…
„Coś jeszcze chcę ci Monisiu powiedzieć.”
„Tak? Słucham, kochany?”
„Powiedziałaś, że gdy czujesz ulgę i niepamięć to bardzo cię to boli…”
Przerwałam Jezusowi gwałtownie!!!
„Tak! Bardzo boli! Bardzo! Bardzo…” – szepnęłam spuszczając głowę.
„Gdybyś nie kochała, ta ulga i niepamięć w ogóle by cię nie obchodziły. Nie przejmowałabys się nimi. A ciebie boli!”
„Bardzo!”
„I właśnie ten ból ukazuje jak wielka jest twoja miłość! Ten ból jest odbiciem twojej miłości!”
Szybko podniosłam głowę i spojrzałam w oczy Jezusowi.
„Taaak…??”
„Tak!” – wyszeptał Jezus z naciskiem.
Czułam się tak jakby znów Jezus we mnie zwyciężył! Wszystkie wątpliwości w sekundę uciekły!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja patrzyłam tylko w Niego. Z zachwytem i uwielbieniem…
O MIŁOŚCI I CIERPIENIU
„Dziękuję mój Jezu za ostatnie trudności. Za trudności, które pojawiły się wczoraj wieczorem też!”
Jezus trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością. Poruszony był cały…
„Będziesz wiele cierpieć, najmilsza Moja…” – wyszeptał łagodnie.
„Będę, kochany! Jednak prosiłam, żebyś nie mówił mi o cierpieniu, ale o Twojej miłości…”
Jezus uśmiechnął się do mnie smutno.
„Kiedy miłość Moją objawiłem przez cierpienie, maleńka.”
„To prawda!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach i szeptałam:
„Pamiętasz, mój Jezu, jak mówiłam Ci, że patrząc na Krzyż, widzę przede wszystkim Twoją miłość? Cierpienie oczywiście, też widzę. Ale miłość przede wszystkim!”
Jezus skinął głową twierdząco. A ja szeptałam dalej:
„Teraz świat odrzuca cierpienie. W telewizji co chwilę reklamują leki przeciwbólowe. Ludzie często boją się cierpienia, nie chcą go przyjąć. A gdy już na nich spadnie, buntują się przeciw Bogu. Mają do Niego pretensje, żal. Tymczasem Ty, Bóg – Człowiek przyjąłeś na Siebie nasze cierpienia. Umarłeś na Krzyżu, a po Zmartwychwstaniu zostawiłeś Rany na Ciele. Zostawiłeś Je, aby każdy kto cierpi mógł się do Nich przytulić… By wiedział, że nie jest sam!”
” Właśnie tak, Monisiu! Właśnie tak!”
Jezus patrzył we mnie głęboko. Oczy Mu błyszczały! I mnie oczy błyszczały Jego Miłością…
PIĘKNI
„Wiesz mój Jezu kochany, wczoraj była pielgrzymka Apostolatu Maryjnego do Mamy na Jasną Górę. I mój Duchowy Syn też tam pojechał. Ja byłam z nim duchowo. Włączyłam YouTube i zobaczyłam, że jest transmisja z pielgrzymki na żywo. Oglądałam. I w pewnym momencie zobaczyłam swojego Synka! Księdza Radka! Chodził z aparatem fotograficznym i zdjęcia robił. To świetny fotograf, piękne zdjęcia robi! A pod koniec Mszy świętej zobaczyłam przepiękny widok: Obraz Madonny z Synem, a przy nim klęczał mój Syn!”
Jezus patrzył we mnie z czułością i cudnie się do mnie uśmiechał…
„Wiedziałem jak się ucieszyłaś, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Aż mi serce podskoczyło do góry, z radości!”
„I co wtedy pomyślałaś?” – spytał Jezus rozpromieniony cały.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Pomyślałam, że to piękny Człowiek! Bardzo piękny…”
„Piękny Syn pięknej duchowej Mamy!”
„Klęczał przy najpiękniejszej MAMIE i Jej przecudnym SYNU…”
Urwałam na moment i dodałam nieśmiało:
„Piękni powinni się trzymać razem, prawda?”
„Piękni trzymają się razem, Monisiu!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Taaak!” – szepnęłam z mocą.
Trwaliśmy w bliskości i intymności… Mój słodki Jezus i ja.
JAK RYBA W WODZIE
Tańczyliśmy bardzo! Mój Jezus i ja!
„Wiesz mój Jezu, w Twoim SERCU czuję się jak ryba w wodzie! Jak u siebie! Jak w domu!” – szepnęłam rozpromieniona cała,
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
„Cieszę się niezmiernie, maleńka Moja! A w sercu pustkę jeszcze czujesz?”
„Nie! Już nie!”
Spojrzałam w oczy Jezusowi i szepnęłam onieśmielona:
„Czuję w sercu Ciebie! Nie wiem jak to opisać… Mowę jak czuję! W sercu czuję Ciebie!”
„Bo serce twe wypełniłem Sobą. Miłością.”
Mój słodki umiłowany patrzył we mnie głęboko… bardzo głęboko…
„W sercu twym, Monisiu, czuję się jak ryba w wodzie! Jak w domu!”
Spojrzałam w Jezusa zdumiona do głębi! Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Skinął głową, jakby chciał potwierdzić Swoje słowa.
„Tak, Monisiu! Jak ryba w wodzie!”
Potem nakarmił mnie Swoim Ciałem. Tańczyliśmy bardzo… Patrzyłam w mojego słodkiego Jezusa onieśmielona Jego miłością i szczęśliwa cała!