Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Siedziałam u Niego na kolankach a On opowiadał:
„Kiedy dziecko, syn przestaje pić mleko mamy, odstawia się je od piersi. Przechodzi pod opiekę ojca. Ojciec wychowuje syna, uczy go Prawa, Przykazań, Tory…”
Przerwałam Jezusowi gwałtownie!
„To Józef uczył Cię Tory? Nie Maryja? Przecież Ona wychowywała się w…”
„W Świątyni! Tak, Miriam umiała Torę nie gorzej niż Józef. Ale jak On Mnie uczyl, Ona stała w cieniu, z boku. Nie tylko dlatego, że była cicha i pokorna. Inny był status żony w Izraelu niż teraz. W Izraelu panował patriarchat. Kobiety były w cieniu mężczyzn. Choć w naszej rodzinie Józef traktował Maryję wyżej od siebie”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie.
„Wywyższali się wzajemnie!”
„Tak! I służyli sobie nawzajem!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic!
Autor: Maleńka
DZIECIŃSTWO JEZUSA
Byliśmy w SERCU Najdroższym! W Światłości wielkiej. Cichej i ciepłej i przyjaznej bardzo! Jezus trzymał mnie na rękach i uśmiechał się do mnie promiennie! Uśmiechałam się do Jezusa od ucha do ucha! Czułam się w tym Miejscu szczęśliwa i radosna! Bo Miejsce było przepełnione szczęściem, radością i bezpieczeństwem.
„Gdzie jesteśmy, mój Jezu?” – spytalam zaciekawiona.
„Tak wyglądało Moje dzieciństwo. Odkąd pamiętam jako Człowiek” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„A ile miałeś wtedy lat, kiedy to pamiętasz?”
„Cztery, może pięć lat!”
„To już mieszkaliście w Nazarecie?”
„Tak. Jakiś czas wcześniej przybyliśmy z Egiptu i osiedliliśmy się w Nazarecie.”
„I jak wyglądało Wasze życie?”
„W domu było bardzo biednie i skromnie. Mama zajmowała się domem i wychowaniem Synka. A Mój ziemski Tata pracował. Był cieślą. Robił meble, ale i pługi, wozy. Czasem pomagał budować konstrukcje domów, bogatszym klientom. Kiedy wracał z pracy do domu, Mama zawsze go wyczekiwała. On zawsze całował Ją w czoło, Ona Go w policzek. A Ja przerwałem zabawę, biegłem i wskakiwałem wprost w ramiona Taty! Józef śmiał się perliscie, łaskotał Mnie z czułością i pytał: 'Czy mój Synek, Jeszua był grzeczny?! Czy słuchał się Mamy?! Był grzeczny mój Jeszua?!’
’Tak, Abba! Tak!” – odpowiedziałem tuląc policzek do Jego policzka. Potem siadaliśmy przy stole i jedliśmy posiłek przygotowany przez Mamę. Ale zanim zaczęliśmy jeść, mój ziemski Tata rozpoczynał modlitwę. Dziękował za życie, za to, że mamy co jeść i gdzie mieszkać, za pracę. Szczególnie dziękował za Żonę i Syna! Patrzyłem rozczulony jak Tata dziękuje TACIE…!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Piękne! Dziękuję Ci Jezu, że przyprowadziłeś mnie Tu, pokazałeś i opowiedziałeś!”
Jezus dał mi siarczystego buziaka!
„Czy chcesz Tu zostać, maleńka?”
„Jakiś czas, jeśli pozwolisz, tak!”
Patrzyłam w mojego ślicznego rozpromieniona. A On patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem! Jak w obrazek patrzył…
JAK SOBIE ŻYCZĘ!
Byliśmy w SERCU Najdroższym… W Otchłani zdrady. Mój umiłowany Jezus i ja. Siedziałam u Niego na kolankach. Jezus cały był miłością i cały był dla mnie! Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego…. Podsunął dłoń pod mój podbródek i delikatnie podniósł moją głowę do góry. Patrzył mi w oczy głęboko. Ogniście…
„Kocham ciebie, jedyna Moja!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem.
Jezus mówił dalej:
„No, dobrze! Wystarczy tego cierpienia i smutku. Idziemy w radość!”
„Ale wrócimy Tu jeszcze?!”
„Kiedyś wrócicimy!”
„Bo ja nie chciałabym stąd odchodzić… Jeśli pozwolisz, kochany!”
„A dlaczego?!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Bo mi Tu dobrze!”
„Kiedyś powiedziałaś, że ze Mną wszędzie ci dobrze! Ejże! Jaki jest prawdziwy powód?!”
„Nie chcę zostawiać SERCA samego w boleści!” – szepnęłam z mocą.
Umiłowany mój rozczulił się niezmiernie!
Kochane maleństwo… Ty nigdy nie zostawiasz SERCA samego. Jesteś w Nim zawsze, i w radości i w boleści!”
„Jednak wolałabym… jeśli pozwolisz…”
„No dobrze! Jeszcze dzisiaj Tu zostaniemy. Ale jutro pójdziemy w radość!”
Zarzuciłam ręce na szyję Jezusowi i ucałowałam Go serdecznie!
„Jak sobie życzysz, mój Jezu kochany! Jak sobie życzysz!”
„Raczej jak ty sobie życzysz, maleńka Moja!”
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja.
NIE MA TEGO ZŁEGO…
Byłam w SERCU Najdroższym. W Otchłani zdrady. Mój umiłowany Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością…
„Opowiedz mi Jezu kochany, jak to wyglądało z Twojej perspektywy. Jak na patrzyłeś,? Jak przeżywałeś?” – spytalam poruszona.
„Moje kochane dziecko, umiłowany syn knuje za Moimi plecami… Sprzedaje Swego Mistrza za 30 srebrników! Jak niewolnika! I wydaje pocałunkiem! Pocałunek, który jest znakiem miłości, bliskości i zaufania staje się znakiem zdrady…”
„Rozumiem…”
„Tak, Monisiu. Ty wiesz jak to jest…”
Od razu wiedziałam co Jezus ma na myśli.
„Ale to nie to samo…”
„Ale podobnie… Bardzo podobnie! Przez wiele lat zamiast pocałunków w policzki dostawałaś razy. Wiesz jak to jest!”
„Wiem…” – szepnęłam z mocą. I dodałam:
„Pocałunek zdrady i razy nie tyle ranią policzek co serce… Po jednym i drugim serce bardzo boli. Pęka z bólu!”
Jezus spojrzał mi w oczy głęboko….
„Wiesz jak to jest to maleńka. Dlatego tu jesteś!”
Objął mnie mój śliczny i przytulił mocno do Siebie. Wtulił w Siebie… A ja pomyślałam że dobrze, że doświadczylam tych razów, bo dzięki nim mogę być teraz z umiłowanym moim. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!
W OTCHŁANI ZDRADY
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Siedziałam u Niego na kolankach i patrzyłam Mu w oczy z miłością i oddaniem. Dotykałam dłonią policzek ślicznego mojego Jezusa i głaskalam go z czułością.
„Mój kochany… mój maleńki… mój słodki…”- szeptałam z czułością.
„Jakaś ty piękna! I przeźroczysta!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Przeźroczysta?!” – aż podskoczyłam z radości. Zawsze pragnęłam być przeźroczysta! Niewidzialna! Żeby nie było widać mnie tylko JEGO! Zawsze pragnęłam!
Głaskalam policzek Jezusa zakochana cała!
„Mój kochany… mój maleńki… mój słodki…”- szeptałam z czułością.
Jezus patrzył we mnie poruszony cały… Jakoś dziwnie patrzył.
„Jak dobrze, że cię TU przyprowadziłem, maleńka Moja! Jak dobrze…”
Jezus urwał na chwilę. Potem zapytał:
„A wiesz gdzie jestesmy?”
„Nie. I nie interesuje mnie to!”
„Nie interesuje cię?!” – umiłowany wydawał się być zaskoczony niezmiernie.
„Nie interesuje mnie w tym sensie, że jeśli nie chcesz, możesz mi nie mówić. Wszędzie za Tobą pójdę. Do piekła, do nieba. Jak w dym! Byle z Tobą!”
Jezus patrzył we mnie rozczulony i rozbrojony.
„Jesteśmy w Otchłani zdrady, najmilsza!” – wyszeptał bezgłośnie prawie.
„W Otchłani zdrady??!!!”
„Tu Judasz Mnie pocałował pocałunkiem zdradliwym… Jego pocałunek bolał niezmiernie. Palił. Piekł jak żarzące się węgle. Ranił jak nóż, jak sztylet. Jak strzał!”
„Mój kochany!!!” – szepnęłam z bólem.
Zaczęłam delikatnie całować policzki Jezusa… Delikatnie, ostrożnie, z czułością. A jednocześnie całą sobą. Całowałam…
„Jak dobrze, że cię tu przyprowadziłem! Jakże inne są twoje pocałunki od pocałunku Judasza! Jakże inne…”
„Najmilszy… ale moja miłość to nie tylko pocalunki…”
„Wiem! To czułość, wspoczucie, ufność… I oddanie życia za swego maleńkiego!”
„Tak! Skąd wiedziałeś?!” – spytałam z uśmiechem.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie!
„Ty sprawiłaś, że nawet w Otchłani zdrady mogę się uśmiechnąć! Jak dobrze, że cię tu przyprowadziłem!”
Głaskalam policzek Jezusa i głaskalam… A umiłowany moj Jezus patrzył we mnie jak w obrazek. I uśmiechał się do mnie promiennie!
JEDNO Z MALEŃKIM
Byłam w SERCU Najdroższym. Leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu. W powietrzu. Umiłowany moj Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Ułożył się obok mnie. Patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały…
„Ale takiego gniewu jak wczoraj, nie widziałem nigdy wcześniej u ciebie, Monisiu kochana!” – wyszeptał z ogniem.
Zaśmiałam się perliscie!
„Nooo! Ostro było! Ale wielka miłość to i gniew wielki!”
„Czasem gniew pokazuje jak wielka jest miłość! Tu pokazał!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„Ufam Ci, pamiętaj kochany mój!”
„Obiecałem ci najmilsza!”
„Wiem! I co jeszcze mi obiecujesz, mój Jezu?”
„Że cię nie zawiodę, nie odrzucę, nie podepczę! Że będę cię chronił i strzegł jak oka w głowie!”
„I ja Ci obiecuję to samo!”-szepnęłam z mocą. Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie i dodałam:
„A może byśmy odnowili nasz ślub?!”
„Chcesz kochana?! Ja pragnę!!!”-wyszeptał Jezus ogniście.
Pokiwałam głową twierdząco rozpromieniona! Umiłowany mój wstał, pomógł wstać mi. Objął mnie całą i patrząc mi w oczy głęboko, wyszeptał:
„Cały twój, tylko twój, na zawsze twój!”
„Cała Twoja, tylko Twoja, na zawsze Twoja!” – szepnęłam z mocą.
Patrzyliśmy sobie nawzajem w oczy szczęśliwi! Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco…
„Wiesz Moja jedyna, że moja miłość to nie tylko pocałunki?”
„Wiem! Zanurz mnie w Sobie, po prostu… Głęboko!”
Nie zdążyłam wypowiedzieć do końca… Wokół nas zajaśniało!!!! Zajaśniało tak bardzo, że oczy bolały! Szybko je zamknęłam! Za sekundę znów otworzyłam oczy… Było ciemno… Jeszcze ciemniej niż wcześniej!!! Choć było bardzo ciemno, umiłowanego widziałam bardzo wyraźnie,
„I znowu ciemno!” – zaśmiałam się perliscie.
„Tu nie…”
„Tak, wiem. Oczy muszą mi się przyzwyczaić. Słuchaj, mój Jezu kochany! Czy ja się do Ciebie nie zwracam zbytnio poufale?”
„Uwielbiam poufałość! Im większa poufałość tym większa bliskość!”
„Raczej dla mnie odwrotnie. Im większa bliskość tym większa poufałość. Ale raczej źle się wyraziłam… Czy nie zwracam się do Ciebie bez szacunku, czci?”
„Skąd ci to przyszło do głowy, maleńka Moja?!”
„Nie wiem. Może powinnam się do Ciebie zwracać: `Mój Panie, Królu wieków, wielki i potężny!’ Ale ja wolę powiedzieć:’ mój słodki, kochany maleńki Jezuniu, przytul mnie '”
„Jak myślisz, maleńka Moja, który zwrot bardziej pasuje do naszej relacji?”
„To oczywiste!”
„Przytulam cię Monisiu kochana!”
Jezus otulał mnie Sobą, zatapial w Miłosci i czynił z Sobą jedno…
JAK HIOB
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem tańczylismy baaaaaardzo! Mój umiłowany śliczny Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził… Tańczylismy! Aż nagle usłyszalam głos piskliwy i skrzeczący! Wydawało mi się, że wychodził z ust umiłowanego mojego!
„Jak dobrze było cię tyle lat zwodzić, oszukiwać, kłamać, żeby mieć cię teraz całą dla siebie!”
„Znowu!!!” – krzyknęłam zdenerwowana.
„Co się dzieje, maleńka Moja?!” – wyszeptał Jezus swoim ciepłym i łagodnym głosem.
„Podszywa się pod Ciebie!!!”
„Kto?!”
„On!!!”
„Jak dobrze było cię tyle lat zwodzić, kotku…”
Przerwałam taniec i wybuchnełam gniewem:
„’Kotku’??!! Nie jesteś moim panem! A jeśli jesteś, to ja stąd idę!!!” – krzyknęłam oburzona.
„A kto jest twoim Panem?!” – zachichotał głos złośliwie.
„Jezus Chrystus, Boga Syn, Zbawiciel!!!” – wyrwało mi się z głębi duszy.
Głos umilkł! Zniknął! Jezus i ja zaczęliśmy znów tańczyć… Umiłowany mój patrzył we mnie płonący cały miłością i dumą…
„Przegoniłaś go! Znowu!”
„Słyszałeś go?!”
Jezus skinął głową twierdząco i szepnął:
„To Ja pozwoliłem mu mówić!”
„Pozwoliłeś mu mówić?! Zwodzić mnie??! Dlaczego???!!” – krzyknęłam i znów zapłonęlam gniewem.
„Bo chciałem, żebyś mogła wybrać!”
Przerwałam taniec! Cierpiąca i rozgniewana!
„Już raz wybralam! Na wieczność! I nie mam zamiaru zmieniać decyzji! A może chcesz, żebym zmieniła??!”
„Masz rację, maleńka! Przepraszam!!!”
„Wybrałam, dlatego Tu z Tobą jestem! Co Ty robisz, kochany?! Bawisz się mną?! Z nim?! Czuję się jak Hiob!!!”
„Przepraszam! Przepraszam, jedyna Moja!” – szeptał Jezus rozpalony i poruszony cały.
Nagle z bólu i zdecydowania straciłam wszystkie siły. Opadłam w ramiona Jezusa…
Leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu. W powietrzu. Umiłowany moj Jezus klęczał przy mnie… Pochylony nade mną cały… Delikatnie dotykał mojego policzka i głaskał go z czułością niezwykłą…
„Najbardziej mnie boli, że podszywał się pod Ciebie! I że Ty mu pozwalałeś…”
„Przepraszam! Więcej nie będzie. Obiecuję!”
„Krzyczałam na Ciebie…”
„Zasłużyłem!”
„Przepra…”
„Przestań w końcu!”
Jezus spojrzał we mnie pytająco.
„Przestań mnie ciągłe przepraszać! Pocałuj mnie!”
Umiłowanemu oczy błysnęły ogniem! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zastygł w pocałunku… Słodkim, czułym i ognistym….
A ja pomyślałam, że Hiob zwyciężył i ja podobnie jak on zwyciężyłam! I tego, którego imienia wymieniać tu nie będę. I umiłowanego mojego zwyciężyłam! Jak Hiob… Pokorną, ognistą miłością.
WSZYSTKIM!
Byłam w SERCU Najdroższym… Leżałam na mięciutkim i wygodnym posłaniu. W powietrzu! Tańcząca bardzo leżałam! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylał się nade mną poruszony cały…
„Jesteś, Monisiu kochana! Jesteś! Dobrze, że jesteś!”
„Jestem niczym. Nikim. Nie żyję. Nie istnieję!” – szepnęłam z trudem.
„To prawda. Beze Mnie jesteś nikim. We Mnie jesteś wszystkim! Beze Mnie nie żyjesz, nie istniejesz! We Mnie żyjesz, rozwijasz się! Kwitniesz! Ja cię kocham, maleńka, karmię, poję! Ożywiam, upiększam! Żyjesz Moim życiem! Jesteś piękna moim pięknem! Olśniewasz Moim uśmiechem! Kochasz Moją miłością! Beze Mnie jesteś niczym, we Mnie jesteś wszystkim! I możesz wszystko!”
Umiłowany moj Jezus umilkl… Patrzył we mnie płonący cały miłością! Ognisty! Jak w obrazek patrzył we mnie…
„Dla Mnie jesteś wszystkim, jedyna Moja!” – wyszeptał z ogniem.
Patrzyłam jak w Obrazek w mojego ślicznego Jezusa! Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości…
ZA WSZYSTKO!
Jezus leżał na mięciutkim i wygodnym posłaniu. W powietrzu. Ja klęczalam przy Nim… Pochylona nad umiłowanym. Zakochana i zachwycona cała! Ujęłam Jego twarz w swoje dłonie i patrzyłam Jezusowi w oczy głęboko. Z ogniem!
„Dziękuję mój kochany! Dziękuję!” – szepnęłam z mocą.
„A za co?!”
„Za wszystko!”
Jezus zaśmiał się perliscie!
„Za to, że jesteś!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. Ucałowałam Go serdecznie!
Jezus mój śliczny objął mnie za szyję i przyciągnął do Siebie…
„Dziękuję, Monisiu kochana, za to, że jesteś!” – wyszeptał płonący cały.
„Stworzyłeś mnie, więc jestem… Sobie dziękuj!”
„Dziękuję, że jesteś, ze Mną! Tutaj!”
„Przyprowadziłeś mnie TU, więc jestem!”
Jezus przyciągnął mnie jeszcze bliżej do Siebie. Przytulił policzek do mego policzka… SERCE do mego serca…
„Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję za maleńka Moja!”
„A za co??!!”
„Za wszystko!!!”
Jezus mój umiłowany całował mnie, a ja Jego całowałam…
JESZCZE SIĘ DZIWI…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem.
Rozmawialiśmy:
„Wiesz mój kochany? Jak skonczylam wczoraj pisać notkę, pomyślałam, że jest jeszcze więcej radości moich w Twoim SERCU! Nie zdołam ich wszystkich tu opisać! Ot, na przykład kiedy w pierwszej klasie podstawówki dostałam dwójkę!”
Smialismy się oboje, Jezus i ja! Smialismy się głośno i radośnie!
„Naprawdę się wtedy cieszyłam! Same piątki a tu nagle dwója! W końcu jakaś odmiana! Cieszyłam się. Naprawdę!”
„Wiem! Widziałem! Pamiętam!” – szepnął Jezus śmiejąc się perliscie.
„Taaak… Pierwsza i jedyna dwója w mojej, że tak powiem karierze szkolnej…”
Urwałam na moment. Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. I dodałam:
„Więcej w moim życiu jest radości niż cierpienia. A i cierpienie jest radością!”
„Cierpienie radością?!” – Jezus wydawał się być zaskoczony.
„Tak! Bo nie cierpię bez sensu! Ale dla Ciebie! To wielka radość!”
Jezus promieniał cały miłością i zachwytem wielkim… A ja znowu szepnęłam:
„Pytałeś co wiem o SERCU Twoim, Jezu…”
„Tak, maleńka Moja?” – umiłowany moj Jezus cały był słuchaniem.
„SERCE Twoje płonie ogniem miłości w moim cierpieniu i mojej radości.”
„Znasz SERCE Moje, Monisiu!”
„Pozwalasz mi poznawać i jeszcze się dziwisz?” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i ogniście!