Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Leżałam na SERCU Maleńkiego mojego leżałam. Najdroższy patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie… On dotykał mojego policzka i głaskał go z miłością… Był taki bliski… Najbliższy!!!
„Najdroższy, Maleńki mój… jak mogę Cię uszczęśliwić?” – spytalam uśmiechając się do mojego Ślicznego.
On patrzył mi w oczy głęboko… Milczal chwilę, promieniejąc bliskościa, a po chwili wyszeptal:
„Uszczęśliwiasz Mnie niezmiernie, Maleńka Moja! Jesteś ze Mną w Otchłani Męki, jesteś w Mojej pustce i samotności Mojej! Uszczęśliwiasz Mnie!”
Patrzyłam Mu w oczy uszczęśliwiona ogromnie!!!
Maleńki i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości…
„Cierpisz teraz bardzo, prawda, Maleńka Moja? Bardzo Cię boli?”
“Bardzo, bardzo, Maleńki mój.”
„I nie powiedziałabyś Mi o tym gdybym nie zapytał, prawda?”
„Tak. Nie powiedziałabym!”
„A dlaczego?”
„Żeby Cię nie martwić, Maleńki mój…” – wyszeptalam z bezbronna szczerością.
Najdroższy pochylil się nade mną z tkliwoscia i wziął mnie na ręce. W objęciach Maleńkiego mojego leżałam tańcząca bardzo. On nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił mnie do Siebie mocno. Przytulał. Był taki bliski. Najbliższy…
” Maleńki mój… czy mogę Cię o coś prosić…?” – spytalam zbierając się na odwagę.
„O co tylko chcesz, Moja Śliczna!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach. Jakby tylko na to czekał!
„Wczoraj powiedziałeś że do Swojej pustki i samotności dopuszczasz tylko dusze CI najbliższe… Ja też mam takie miejsce. Pełne pustki i samotności. I chcę Ciebie do niego wpuścić… Zaprosić! Bo jesteś mi najbliższy. Zechciałbys…?”
Najdroższy rozpromienil się ogromnie nade mną! Rozświetlił!!!
„Pragnę, Najdroższa Moja!!! Jak bardzo pragnę!!!” – wyszeptal Najdroższy płonący cały!
Pochylił się i zaczął całować moje serce… Słodko. Intymnie.
„Jesteś mi najbliższy…” – szeptalo moje serce.
„Jaki?”
„Najbliższy!”
„Jaki?”
„Najbliższy…. Najbliższy!!!”
Maleńki całował moje serce… Obsypywał pocałunkami. I wypełniał moją pustkę i samotność MIŁOŚCIĄ.
Autor: Maleńka
W PUSTCE I SAMOTNOŚCI
Byłam w ramionach Najdroższego. W objęciach Maleńkiego mojego leżałam tańcząca bardzo. Najdroższy pochylal się nade mną i cały był Miłością i czułością wielką.
„Zabieram Cię tam dokąd chciałaś, Maleńka Moja! Będziesz Mi towarzyszyć.”
I w jednej chwili znaleźliśmy się na morzu. Nad nami zwisały ciężkie i czarne chmury. Morze było szkliste stalowe i zimne jak tafla lodu. Nieruchome. Koloru nie mogłam określić. Raz było czarne, raz granatowe, a raz purpurowe, krwiste. Jednak to nie morze budziło grozę i przerażenie… Tylko wszechobecna pustka. Pustka, nicość, samotność. Przejmująca i dojmujaca. Dotkliwa niezmiernie. Przenikala, przeszywała na wskroś moje serce i duszę…
„Tak… w cierpieniu to nie ból fizyczny jest najtrudniejszy, najgorszy. Tylko samotność i poczucie opuszczenia w cierpieniu…”
Najdroższy spojrzał mi w oczy głęboko.
„Wiesz coś o tym, prawda, Maleńka Moja?”
Kiwnęłam głową twierdząco. Szliśmy razem w milczeniu. Nagle Najdroższy zastąpil mi drogę. Stał przede mną bezbronny. Poruszony bardzo. Ujął moją twarz w obie dłonie i wyszeptal z ogniem w oczach:
„Bądź ze Mną w Mojej pustce i osamotnieniu! Maleńka Moja, proszę, bądź ze Mną!”
„Pragnę! Maleńki mój, pragnę!!!”
Najdroższy przytulił mnie z wielką tkliwoscia do Siebie. A moje serce zalała fala miłości! Wielkiej, poteznej miłości…
„W to miejsce dopuszczam tylko dusze Mi najbliższe…”
„Dziękuję, mój Słodki…” – szeptało moje serce.
Najdroższy tulil mnie do SERCA Swego, z czułością bezgraniczna… Zanurzal w Sobie. Jestem z Najdroższym moim w Jego pustce i samotności. Jestem.
NA ZABÓJ!!!
Tańczylismy bardzo bardzo. Najdroższy mój i ja. Na jednym ze stoków górskich. Najdroższy obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą i w tańcu prowadził. Kręcilam się wokół Maleńkiego mojego. Patrzyłam w Niego z miłością i uwielbieniem i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Dzisiaj w Niebie wielkie święto!” – szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego.
Rozpromienil się ogromnie nade mną.
„To również i Twoje święto, Maleńka Moja! – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
„Moje? „-zaśmiałam się z lekkością, nie rozumiejąc o chodzi. Maleńki uśmiechał się do mnie cudnie.
„Powiedz Mi, Maleńka Moja kim dla Ciebie jest człowiek święty?”
„Święty…? – zastanawiałam się głośno – To człowiek, który mimo swoich słabości i grzechów pragnie tylko Ciebie, kocha Ciebie całym sercem, tęskni tylko za Tobą, pragnie się tylko Tobie podobać, tylko z Tobą być. To Twój przyjaciel po prostu.”
„A Ty, Maleńka, jesteś Moją przyjaciółką?” – spytal Najdroższy z zachwytem.
„Myślę że tak, że jestem.”
„Sama więc widzisz, że to też i Twoje święto!” – Najdroższy teraz zaczął wirowac wokół mnie.
„To święto tych, którzy żyją w Tobie!” – szepnęłam.
„I Ty żyjesz we Mnie, Moja Śliczna!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach. Nie mogłam temu zaprzeczyć… Najdroższy wirowal wokoło mnie, wirowal coraz szybciej i szybciej. A wirujac oddalal się to się do mnie zbliżal. Az w końcu padł na trawę jak martwy… Wyskoczylam szybko do Niego!!! Przypadłam do Niego, do mojego Ślicznego… Pochyliłam się nad Nim i dotykając z czułością Jego policzka szeptałam:
„Najdroższy… Maleńki mój… Co Ci?!! Co Ci…???!!!”
Patrzył we mnie Swymi dużymi pięknymi oczami. Płonący…
„Zakochany jestem! Zakochany do szaleństwa!!!”
„Ja też!!! Na zabój!!!”
Najdroższy ujął moją głowę i przytulił do Swego policzka. Trwaliśmy w Miłości i bliskości bez granic. W intymnej bliskości…
ODCHODZĘ
Siedzieliśmy na półce skalnej, przed wejściem do szczeliny. Najdroższy mój i ja. To znaczy Umiłowany mój siedział, a ja leżałam w Jego objęciach, w ramionach. Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Spojrzeniem z Krzyża. I choć cierpiał niezmiernie, cudnie się do mnie uśmiechał. Promienial cały uśmiechem. I ja choć cierpialam bardzo, choć bolało mnie całe ciało, uśmiechałam się do Niego radośnie! Od ucha do ucha! Milczeliśmy. Zapatrzeni w siebie nawzajem. Zakochani do szaleństwa! Leżałam w ramionach Najdroższego jak niemowlę w ramionach najczulszej matki. Bezpieczna i bardzo szczęśliwa. Wiedziałam że odchodzę. Odchodzę do Niego. Codziennie bardziej i bardziej. Głębiej. Może niezauważalnie dla kogoś obok. Ale ja wiedziałam. Coraz mniej fizycznie mogę sama zrobić. Ot, choćby ręka. Nawet na Mszy znaku Krzyża nie mogę zrobić, albo bić się w pierś, żałując za grzechy. Ręka boli i ciężka jak kamień. Nie mogę podnieść. A pisać mogę tylko jak oprę o stół. To jakoś piszę. To tylko przykład.
Najdroższy zanurza mnie w Sobie. Zamyka w Sobie i jednocześnie na Siebie otwiera. Pociąga mnie ku Sobie, zachęca, zaprasza do Siebie. Idę do Niego z ufnością i tęsknotą. Z radością idę do Umiłowanego mojego. Oblubienica wstępuje w progi Oblubienca swego.
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i szepnął mi wprost do serca:
„Wisisz teraz ze Mną na Krzyżu, Moja Śliczna! Potem czeka Cię śmierć, zmartwychwstanie i życie wieczne!”
„W Tobie, Najdroższy mój!” – szepnęłam zachwycona cała.
„We Mnie, Maleńka Moja!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego i patrzyłam Mu w oczy z miłością.
„Będę dla Ciebie tańczyć! Obiecałeś!”
„Obiecałem!!!”
Tańczylismy bardzo. W Miłości. Najdroższy zamykal mnie w Sobie bardziej i bardziej.
ZANURZA MNIE W MORZU BOLEŚCI
Tańczylismy bardzo bardzo! Najdroższy trzymał mnie w objęciach i w tańcu prowadził. Tańczylismy ponad szczytami mojej modlitwy. W chmurach! Maleńki patrzył we mnie Swym Spojrzeniem Miłości i zachwytu… Tańczylismy długo. Potem Najdroższy usiadł na górskim stoku na trawie. Ja ukleklam przy Nim. Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca… Objęłam Go bardzo czule i uśmiechając się do Niego radośnie, delikatnie położyłam na trawie Umiłowanego mojego. Najdroższy nie protestował, podawał mi się. Położyłam Najdroższego mojego, pochyliłam się nad Najdroższym moim. I już chciałam całować JEGO Rany, kiedy Maleńki patrząc mi w oczy głęboko, spytał:
„Dlaczego to robisz, Maleńka Moja?”
„Chcę Ci dziękować, Najdroższy…”
„Nie musisz Mi dziękować, Najmilsza!”
„Pragnę Cię adorować, wielbić…”
„Adorujesz i wielbisz Mnie swoim tańcem. Nie musisz inaczej…”
Popatrzyłam w Maleńkiego mojego uważnie. A ON patrzył we mnie rozpromieniony uśmiechem.
„Jestem Twoją oblubienica, prawda?! Oblubienica pragnie całować Rany swego Oblubienca! Nie pozwolisz mi?! Zabronisz?! Jeśli nie pozwolisz, ostrzegam że nie uslucham! Oblubienca pragnie całować swego Oblubienca…”
Najdroższy patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach.
„Oblubieniec pragnie pocałunkow Swej oblubienicy!”
Pochyliłam się i zaczęłam całować JEGO Rany, Rany Maleńkiego mojego. Całowalam z uwielbieniem i miłością. Delikatnie całowalam z czułością… Pocałunek przy pocałunku. Całowalam… A SERCE Najdroższego i moje serce szeptaly:
„Twe pocałunki są Mi odpocznieniem i ukojeniem w bólu, Maleńka! Nawet nie wiesz jak bardzo cierpię z powodu ludzkich grzechów…”
„To prawda, nie wiem… Nie próbuję nawet sobie wyobrazić jak bardzo Cierpisz z powodu naszych grzechów…”
„Moje cierpienie to morze boleści!”
„Zanurz mnie w tym morzu… Proszę!!!”
Całowalam Rany Najdroższego mojego. Pocałunek przy pocałunku… Pocałunek przy pocałunku. Całowalam. A Maleńki zanurzal mnie w morzu boleści… Wciąż zanurza.
DZIELI
Byłam w szczelinie skalnej. Na kamieniach leżałam. Cierpiąca i zmęczona niezmiernie. Choć byłam w szczelinie skalnej, to miałam poczucie, że jestem w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Że wiszę na Krzyżu, a zimny przenikliwy wiatr smaga moje obolałe ciało. Byłam w szczelinie, a jednocześnie w Otchłani Męki. A może szczelina skalna i Otchłań Męki Umiłowanego to jedno i to samo miejsce? Nie wiem…
W każdym razie leżałam w szczelinie na kamieniach cierpiąca bardzo. Najdroższy pochylal się nade mną… Rozpościeral się nade mną jak Pelikan. Okrywal Sobą. Przytulał i otulał mnie Sobą. Miłością bezgraniczna. Zamykal w Sobie. Byłam w Najdroższym moim ukryta. Schowana. Zanurzona w Miłości. Leżałam bez sił. Nieruchomo. A Maleńki mój dotykal delikatnie moje bolące ciało i je całowal. Całowal z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna, z namaszczeniem wielkim… Całowal i całowal. Pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku. Leżałam nieruchomo. Jak kłoda. Bez sił. Nie miałam siły zaprotestować, że to ja powinnam Go tak całować. Całować JEGO Rany. Nie miałam siły…
„Najdro… Piiiić…” – szepnęłam z wielkim trudem.
Maleńki natychmiast wziął mnie w objęcia i przytulił do SERCA. Usta moje przystawil do Rany SERCOWEJ. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam aż zaspokoiłam pragnienie. Potem spojrzałam w Maleńkiego mojego z wdzięcznością.
„Dzięku…” – nie dokończylam. Najdroższy zamknął mi usta pocalunkiem.
„Ciiii, Maleńka Moja… Odpocznij…”
Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Tańczyliśmy bardzo. W bliskości bez granic. Najdroższy dzieli ze mną MĘKĘ.
ZE SZCZĘŚCIA!
Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Maleńki trzymal mnie w objęciach i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Ile od Ciebie otrzymuję, Najdroższy mój!!! Ile mi dajesz miłości, szczęścia, radości!!! Dajesz mi Swoją Obecność!!! Siebie Samego mi dajesz!!! A co ja Ci daję w zamian?! Nic…”,,
Najdroższy uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Co Ty Mi dajesz, Maleńka? Dajesz Mi miłość, uśmiech na Krzyżu, radość, swój czas, cierpienie, całą siebie mi dajesz! I uszczęśliwiasz Mnie bardzo!!!”
„Tak wiele mi dajesz, Maleńki mój…”
„Im więcej Mi dajesz, tym więcej mogę Ci dać, Moja Śliczna!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
I porwał mnie do tańca! Płomiennego! Szalonego! Intymnego! Tańczyliśmy po całej szczelinie skalnej! A ona wyglądala jak piękna królewska komnata! Jak jasna, świetlista sala balowa! Tańczyliśmy i tańczyliśmy bardzo!!! Nagle Najdroższy przerwal taniec. Pochylil się nade mną, przytulił Swój policzek do mego policzka.
„Kocham Ciebie, Moja mała Pięknotko!” – wyszeptal z miłością bez granic.
„Kocham Ciebie moj Pięknisiu!” – szepnęłam. A moje małe, biedne serce szalalo ze szczęścia!
ON NIGDY!!!
Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Leżałam na kamieniach tańcząca bardzo i bardzo zmęczona. Maleńki mój klęczał przy mnie. Położył moją głowę na Swoich kolanach, a Sam pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. I ze zdziwieniem.
„Najdroższy mój, dlaczego nie jestem w Otchłani Twojej Męki?? I dlaczego nie tańczę dla Ciebie?!” – szepnęłam z trudem.
Maleńki spojrzał we mnie z wielką czułością.
„Jesteś w Otchłani Mej Męki i tańczysz dla Mnie, Maleńka Moja. Ale jednocześnie jesteś tu. Zamieszkalas tu i pragnę mieć Cię tu przy Sobie!
Nic z tego nie rozumiałam. Nie miałam jednak siły dopytywać. Tańczyłam bardzo intensywnie. Maleńki dzielił ze mną Swoją MĘKĘ. Doświadczalam samotności. Samotność była bardzo dojmujaca. Dotkliwa niezmiernie. Przenikala mnie do szpiku kości. Czułam się opuszczona, zapomniana, zostawiona… Sama. Samotna. Ale to nie była zła samotność. Przeciwnie. Była to samotność wyzwalajaca, oświecajaca. Ustawiajaca moją teraźniejszość i przyszłość we właściwym kierunku, świetle. Wiedziałam że ostatecznie mogę liczyć tylko na Najdroższego mojego, tylko w Nim pokładac nadzieję, tylko Jemu ufać. On, Najdroższy mój nigdy mnie nie opuści, nie zostawi, nie zapomni o mnie…
Najdroższy mój pochylił się jeszcze bardziej, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal:
„Gdyby Twoja matka zapomniała o Tobie, Ja nigdy o Tobie nie zapomnę, Moja Śliczna! Gdyby Twoja matka…. Ja nigdy!”
Patrzyłam w Maleńkiego. Te słowa były jakby cios w serce! Jakby uderzenie mieczem! Ujęłam w obie dłonie twarz Maleńkiego mojego. A w moich oczach pojawiły się łzy. Trzymałam twarz Ukochanego w dłoniach. Łzy ciekły mi po policzkach.
„Wiem, mój Najdroższy… Wiem!” – szeptałam przez łzy.
I uśmiechałam się do Niego. Przez łzy. A Maleńki mój zaczął całować moje łzy. Całowal i całowal… Gdy łez już na moich policzkach nie było, mój Słodki wziął mnie w objęcia i przytulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tulił mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Milczeliśmy, bo nie potrzeba było słów. Uśmiechałam się do mojego Ślicznego, do Najdroższego mojego. A ON cały był dla mnie odpocznieniem i ukojeniem. Cały promienial Miłością.
WYMAGANIA MIŁOŚCI
Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach i trzymal mnie w objęciach. Leżałam w Jego ramionach, przy Ranie SERCOWEJ i piłam. Piłam! Napój Życia! Piłam!
„Jakie to niesamowite, niepojęte, a jednocześnie jakie naturalne, wręcz oczywiste że mogę pić…!!!”- pomyślałam poruszona do głębi serca. Gdy się napilam, spojrzałam w oczy Maleńkiemu mojemu. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką… I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i czułością…
„Jakiś Ty bliski… mój Pięknisiu… Jak mi z Tobą dobrze…!”
„Zatańczymy, Maleńka Moja?” – spytal Najdroższy z niezwykłą tkliwością.
Przytaknelam. I od razu znalazłam się na Krzyżu z Umiłowanym moim. Wisieliśmy na Krzyżu. A wokół nas było ciemno i szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką i smutkiem. Znałam to miejsce. Już tu byłam. Otchłań Męki Maleńkiego mojego. Najdroższy cierpial niezmiernie. Ogromnie… I ja cierpialam bardzo. Nagle zewsząd zaczął wiać zimny przenikliwy wiatr. Najdroższy, Maleńki mój drżał na całym ciele…
„Ogrzeje Cię Maleńki…!!!” – wyszeptalam i przylgnęłam do Niego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem… Tuliłam Go do siebie najczulej jak potrafilam. W pewnej chwili Najdroższy znikł. Wisiałam sama na Krzyżu. Zimny wiatr przewiewal mnie na wskroś. Wisiałam tańcząca bardzo, bardzo..
I znów byłam w ramionach Najdroższego mojego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia.
„Odtąd tak będziesz ze Mną dzielić Moje cierpienia i w ten sposób tańczyć dla Mnie, Moja Śliczna!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach.
Kiwnęłam głową, że dobrze. Maleńki mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałował jak Oblubieniec Swą oblubienice.
A ja pomyślałam że Najdroższy stawia mi wymagania. Wymagania Miłości. A skoro stawia to znaczy że mi ufa. I bardzo się ucieszyłam!
OREMUS – MÓDLMY SIĘ
„Wiesz, mój Najdroższy, układam te modlitwy wiernych…”
Najdroższy stał przede mną w szczelinie skalnej i uśmiechał się do mnie promiennie bardzo!
„I jak Ci idzie, Maleńka Moja? Pewnie bardzo trudno?” – spytal śmiejąc się perliscie. I ja zaśmiałam się wesoło! Zarzuciłam ręce na szyję Najdroższego mojego i szepnęłam wpatrzona w Niego:
„Nie! Przeciwnie! Łatwo! Bardzo łatwo! Przecież wiesz! Bo to dzięki Tobie, mój Pięknisiu! Tylko dzięki Tobie! A Ty, Maleńki mój żartujesz Sobie!”
„Lubię pożartować, Moja Śliczna!”-wyszeptal Najdroższy z uśmiechem.
„Nie wiedziałam! Teraz wiem!”
Najdroższy promienial cały Miłością i czułością niewyobrażalna. Wziął mnie w objęcia w ramiona. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Leżałam szczęśliwa bezpieczna i zakochana po uszy w moim Pięknisiu. Rozmyślalam…
Kiedy zgodziłam się układać modlitwy wiernych dla Oremusa na wrzesień 2019, myślałam że będzie mi łatwiej układać bo przecież już układałam już na lipiec tego roku. Jednak na początku, gdy powoli przygotowywalam się do układania modlitw, okazało się że mam pustkę w głowie. Pustkę całkowitą! Nie wiedziałam nic! Zupełnie nic! Pomyślałam sobie że może to i dobrze, bo nie chciałam, żeby to były moje modlitwy, ale JEGO, Najdroższego mojego. I prosiłam, żeby te pustkę we mnie wypełnił. I tak zaczęłam czytać czytania mszalne. Przeczytałam je kilka razy, wieczorem i na drugi dzień parę razy. I nie wiem jak, ale wezwania modlitwy wiernych układały mi się same. Same! Niby układałam je ja, a jakby nie ja… Jakby ktoś układal we mnie. Często kiedy wieczorem przeczytałam czytania i poszłam spać to rano już miałam modlitwy wiernych ułożone. W głowie, umyśle w sercu? Nie wiem… W każdym razie miałam ułożone. Potem tylko je spisywałam. Ułożone modlitwy pokazuję mojemu Duchowemu Synowi i Ojcu jednocześnie. Księdzu. Jest dla mnie autorytetem i pokazuję mu, żeby przeczytal,, doradził, poprawił jeśli by było trzeba. A Duchowy Syn czyta i jak do tej pory ani razu nie poprawił, nie zmienił żadnego wyrazu w tekście. „Dla mnie super! 😊” – pisze za każdym razem. Napisał też, że zauważył że zrobiłam duży krok do przodu układaniu modlitw. I że „to piękne jak człowiek otwiera się na Słowo”.
„Zgodzilam się ułożyć modlitwy wiernych na wrzesień 2019, bo ufam Ci, że mi pomożesz układać. Ale nie spodziewałam się, że będziesz układać je za mnie!” – wyszeptalam wpatrzona w Najdroższego z uwielbieniem. Najdroższy wstał i trzymając mnie na rękach wyszedł z szczeliny i stanął na półce skalnej. Przed nami rozpościeral się widok przecudny na zielone, skąpane w słońcu szczyty gór…
” Nie bez przyczyny zaproponowalem Ci, Maleńka Moja, żebyś tu zamieszkała. Nie bez przyczyny…”-szepnął Najdroższy mój. Patrzył na góry mojej modlitwy z zachwytem. Patrzyłam i ja. Patrzyłam zamyślona…
Pewnie powiecie, że powinnam być z siebie dumna i chodzić z podniesiona dumnie głową. Może i powinnam, ale nie chodzę. A jeśli jestem dumna to nie z siebie. Ale z NIEGO, z Najdroższego mojego jestem dumna! A ja… jestem bezbronna, obezwladniona, przygnieciona Jego Miłością… Nawet modlitwy za mnie /we mnie układa! Aż tak bardzo mnie kocha!!! Najdroższy mój! Słodki mój…. Słów mi brakuje!