Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój Piękniś i ja. Tańczylismy bardzo! Po całej szczelinie tańczylismy. Było w niej jasno i ciepło i dobrze. Skały błyszczaly jasnością i złotem i wydawało się, że tańczymy w wielkiej i kapiącej złotem i perłami sali balowej, a nie w skalnej szczelinie. Maleńki mój obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Wiesz, mój Najdroższy? Nie mogę się nadziwić że takiemu nic jak ja dajesz tak wiele…” – szepnęłam oniesmielona.
Najdroższy rozpromienil się ogromnie nade mną.
„Ciebie Sobie wybrałem, Maleńka Moja!”
„A nie mogłeś wybrać kogoś bardziej godnego, większego? Ja taka nędzna, mała, słaba i grzeszna… “
„Upodobalem Sobie, Moja Śliczna! I koniec!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia i złożył na moim policzku siarczysty i slodki pocałunek. A ostatnie słowa 'i koniec!’ wyszeptal z wymownym uśmiechem. Zaśmiałam się zaskoczona! W dzieciństwie było to moje ulubione powiedziano kończące wg mnie dyskusje. Tańczylismy… Najdroższy patrzył we mnie z zachwytem i szeptal do mojego serca:
„Ja mam upodobanie w małych i słabych, w ubogich i prostego serca. Mam upodobanie!”
Patrzyłam w Maleńkiego mojego…
„Małego wywyzszasz, słabego podtrzymujesz, biednego ubogacasz! I rozkochujesz w Sobie! I czynisz Swoją miłością i Swoim Pragnieniem i Swoją tęsknotą…”
„To prawda, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem. Patrzyłam Mu w oczy zawstydzona.
„Ja się nie znam na teologii… Mówię o tym, czego doświadczam.”
„Nie trzeba się znać na teologii, żeby być blisko Mnie!” – szepnął Najdroższy z cudnym uśmiechem.
„I wiesz, Maleńki mój… Często się martwię, że wypisuje jakieś herezje na blogu…”
„Nie martw się, Moja Słodka. Gdzie Ja króluje tam nie ma herezji.”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Przytulił mnie mocno do Siebie, a moją głowę na SERCU Najdroższym położył.
„Moje SERCE do Ciebie należy, Najmilsza Moja! I do takich jak Ty.”
„I koniec?!”
„Tak. I koniec, Maleńka. I koniec!”
Tańczylismy w wielkiej miłości i bliskości wielkiej. W wielkiej intymności. W przytuleniu.
Autor: Maleńka
NIE MA GRANIC!
Byliśmy na zboczu, na stoku górskim. Na wielkiej łące. U podnóża potężnej góry. Najdroższy usiadł na trawie a ja usiadłam obok Niego. Najdroższy obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. A przed nami rozpościerały się zielone szczyty gór… Było ciepło i cicho i dobrze. I pięknie… Mnie szczerze mówiąc nie obchodzily piękne widoki. Nic mnie nie obchodzilo. Nic oprócz Najdroższego mojego. Tylko w Niego patrzyłam. Z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie. Dotykałam z czułością Jego policzka i głaskalam go delikatnie.
„Mój Słodki Pięknisiu…” – szeptałam szczęśliwa.
Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości. Patrzył we mnie jak w obrazek…
„Mów tak do Mnie często, Moja mała Pięknotko. Proszę. Pragnę tego!”
„Dobrze, będę! Mój Pięknisiu…!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego najpiękniej jak potrafilam. Od ucha do ucha! Najdroższy patrzył we mnie uszczęśliwiony i uśmiechnięty cały. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i zapytał:
„Zatańczymy, Moja Pięknotko?”
Przytaknelam z radością. I chwilę później tańczyliśmy ponad szczytami gór mojej modlitwy! W chmurach tańczylismy! Maleńki mój obejmował mnie z Miłością i w tańcu prowadził.
„Mój Słodki Pięknisiu!” – szepnęłam wpatrzona w Niego. A Umiłowanego mojego! Patrzył we mnie rozpromieniony uśmiechem. Tańczylismy bardzo! Nagle znalazłam się pod Krzyżem Najdroższego… Maleńki mój wisiał na nim i cierpiał niezmiernie! Bardzo!!! Ogromnie!!! Podeszłam do Niego blisko… Bardzo blisko. Objęłam Maleńkiego mojego cala! I przytuliłam do siebie. Mocno…
„Mój Słodki…” – wyszeptalam nieśmiało.
„Dokończ, proszę, Moja Pięknotko!”
Słodki Pięknisiu!” – szeptałam szczęśliwa. Czułam że kolejna bariera dzieląca mnie od Najdroższego mojego pękła. Jak bańka mydlana! Że Najdroższy zburzyl kolejny niewidzialny mur dzielacy mnie od Siebie. Przekroczyl granicę Swoją prośba. Pokazał mi tym samym po raz kolejny, że Jego bliskość i Miłość do mnie nie ma granic!
NIEBO
Leżelismy w szczelinie skalnej. Leżeliśmy na kamieniach. Najdroższy mój i ja. Umiłowany obejmował mnie z Miłością i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Uśmiechał się do mnie cudnie. W szczelinie było jasno i ciepło i cicho i dobrze. Skały błyszczaly jasnością i złotem, jakbyśmy byli w królewskiej komnacie. Patrzyłam w Maleńkiego mojego z miłością i uwielbieniem.
„Wiesz, mój Najdroższy? Czuję się tu jak u siebie! Zresztą z Tobą zawsze jestem u siebie. I wiesz? Dobrze mi z samą sobą. Lubię siebie! Więcej… Kocham. I nie znaczy to, że nie widzę swoich grzechów i wad i słabości. Widzę i staram się z nimi walczyć. Ale… kocham siebie z nimi. Zauważyłam że jestem wobec siebie bardziej łagodna i cierpliwa… ”
Najdroższy mój patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie.
„Ale dlaczego nic nie mówisz, Najdroższy mój?”
„słucham Twojego świadectwa, Maleńka! Bo mówiąc o sobie, dajesz świadectwo o Moim działaniu w Tobie! Mów dalej, proszę!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie i mówiłam dalej:
„Zauważyłam też, że inaczej traktuję modlitwę i ofiarowanie cierpienia. Do niedawna myślałam że modląc się i tańcząc, nic nie robię dla innych, dla moich Dzieci. Teraz myślę że robię dla nich dużo…”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzyłam w Najdroższego mojego… Patrzyłam… i zapatrzylam się… I dalej nie wiem co się działo… Nie potrafię tego opisać. Spróbuję, ale to wszystko co napiszę będzie małe… Najdroższy mój piękny niezmiernie patrzył we mnie… Patrzył jak nigdy dotąd. Piękny! Cudny! Wspaniały! I bliższy niż kiedykolwiek… Patrzył we mnie! Świetlisty! Jasnial cały niezwykłym światłem!!! Jasnial Miłością i czułością wielką! Ogromną! Potężną! Bezbrzezna… Patrzyłam oczarowana, oszolomiona… Zachwycona i zakochana cała!!! Myślałam że to sen!!! Ze śnie! Maleńki patrzył we mnie… A moje serce zalewala fala Miłości i bliskości i Światła!!! I szczęścia bez granic!!! Jeśli to był sen to pragnęlam żeby się nie kończyl!!! Żeby trwał wiecznie… Ale myślę że to było Niebo!!!
JAK GÓRA
Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Maleńki trzymal mnie w objęciach i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna…. Patrzył we mnie… Miłość i bliskość sama! Leżałam w ramionach Najdroższego mojego. Jak w kołysce. Było mi tak dobrze, że nie jestem w stanie tego opisać. Słów brakuje… Otulona Miłością. Zanurzona w Miłość… Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. Patrzył we mnie nieruchomy. Pomyślałam że jest jak wielka góra , skala. Potężny, surowy twardy, niewzruszony jak opoka. Mocna i ogromna skalista góra. Która ma rysę, pęknięcie, szczelinę. A że tej szczeliny, z wnętrza góry tryska źródło. Źródło Miłości i czułości… Źródło Życia!!! Najdroższy… nieruchomy i twardy, a jednocześnie najczulszy i najlitosciwszy… Słodki…
Tak rozmyślalam. A Najdroższy wpatrywal się we mnie z zachwytem. Promienial cały uśmiechem i szczęściem wielkim.
„Ty też, Maleńka Moja jesteś taką górą, z zewnątrz kamienista, skalista, szorstka i twarda, a wewnątrz pełna życia, miłości i czułości dla innych.”
Patrzyłam w Maleńkiego oczarowana i poruszona do głębi duszy… Ukryta w Jego objęciach…
„Daj mi pić, mój Słodki…” – szepnęłam z trudem. Najdroższy przytulił mnie jeszcze bardziej do SERCA, przyłożyl moje usta do Rany SERCOWEJ. I piłam… Piłam. I czułam się jak niemowlę przy sercu matki… Piłam. Zamknelam oczy i słyszałam bicie SERCA. Ukołysana i szczęśliwa bardzo, zasnęłam…
DAJ MI!
Leżelismy w szczelinie skalnej. Leżeliśmy na kamieniach. Najdroższy mój i ja. Umiłowany miał zamknięte oczy i wyglądało jakby spał. Uśmiechał się do mnie cudnie przez sen. W szczelinie było jasno i ciepło i cicho i dobrze. Skały błyszczaly jasnością i złotem, jakbyśmy byli w królewskiej komnacie. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie.. Dotykałam delikatnie Jego policzka i głaskalam go z czułością….
„Najdroższy mój… jesteś mi tak
bliski… Bardzo bliski. Bliższy niż kiedykolwiek wcześniej…” -szeptałam.
Najdroższy otworzył oczy i patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie.
„To Ty, Maleńka Moja, zbliżasz się do Mnie. Czynisz postępy w bliskości. Otwierasz się na Mnie.”
Milczałam wpatrzona w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. A ON patrzył we mnie i szeptal mi wprost do serca:
„Stoje przed duszą i pukam. Czekam aż Mi otworzy. Gdy otworzy Mi choć troszkę, wchodzę do niej ostrożnie i delikatnie, żeby jej nie wystraszyc. Kiedy otworzy się bardziej i Ja mogę w niej działac bardziej. A gdy otworzy się na Mnie całkowicie, Ja działam w niej z radością, bez granic i bez oporów. Niestety wiele dusz jest zamkniętych na Mnie i Moje łaski… ”
Najdroższy posmutnial bardzo,… Chciałam Go jakoś pocieszyć, ale nie wiedziałam jak… Gładzilam Jego włosy i policzek najczulej jak potrafilam.
„Jesteś taki bliski… mój Słodki…”
Maleńki spojrzał we mnie z ogniem Miłości w oczach.
„Mogę być jeszcze bliższy. Chcesz?!”
„Tak!” – szepnęłam bez chwili wahania.
Maleńki nagle rozczulil się niezmiernie…
„Ale nie wiesz, Maleńka Moja co to oznacza…”
„Nie wiem, ale domyślam się Maleńki mój. Więcej bólu, cierpienia? Chcę. Daj mi!”
„Dużo więcej cierpienia! Całkowite Zjednoczenie ze Mną”
„Chcę. Daj mi!” – szepnęłam stanowczo.
Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem z Krzyża. Wyglądało jakby się wahal.
„Daj mi! Proszę Cię!”- szepnęłam wręcz ostro. W
„Dam Ci, Maleńka. Dostaniesz!”
„Dzięku…” – nie dokończylam. Osłabiam nagle.
Najdroższy natychmiast wziął mnie na ręce, w objęcia. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Wchodzil we mnie. Zamykal w Sobie. W Jego objęciach zakochana do szaleństwa leżałam. Odpoczywalam w Maleńkim moim. W Miłości.
SŁODKO I LEKKO
Byliśmy na zboczu, na stoku górskim. Na wielkiej łące. U podnóża potężnej góry. Najdroższy usiadł na trawie a ja usiadłam obok Niego. Najdroższy obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. A ja patrzyłam na rozpościerające się przed nami zielone szczyty gór… Było ciepło i cicho i dobrze…
„Wiesz, mój Najdroższy? Zauważyłam że im większe burze i huragany na zewnątrz, im trudniej, im silniejszy wiatr w oczy, tym większy w moim sercu pokój i szczęście i radość!” – wyszeptalam wpatrzona w dal.
„Im bardziej ufasz, im większa Twoja ufność, Maleńka Moja, tym większy masz pokój w sercu!” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Ty znów o mnie i mojej ufności!” – zaśmiałam się cicho. I spoglądając w oczy Najdroższemu wyszeptalam zamyślona:
„Ale tak. Ufam Tobie! A wiesz dlaczego Ci ufam?”
Najdroższy nie odpowiedział. Patrzył we mnie pytająco. A ja wiedziałam że zna odpowiedź.
„Bo nigdy się na Tobie nie zawiodłam! Nigdy! Co prawda nie zawsze wysłuchiwales mnie tak jak ja chciałam. Dawales po Swojemu i więcej. Ale nigdy mnie nie zawiodłes, Najdroższy mój!!!”
Maleńki mój promieniał cały Miłością!
„A teraz jesteś cała Moja! Dla MNIE cała!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
„Tak mój Maleńki! Jestem w Twojej niewoli!” – uśmiechałam się do Niego radośnie.
„A źle Ci Maleńka w tej Mojej niewoli?” – spytal Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie. Zaśmiałam się wesoło!!!
„A czy wyglądam tak jakby mi było złe?! Bardzo dobrze! Lekko i słodko!”
Uklękłam przed Nim, przed Maleńkim moim. On patrzył mi w oczy głęboko…
„Bo Moje jarzmo jest słodkie, a brzemię lekkie…”
Aż podskoczylam do góry z radości i klasnelam w dłonie!
„Tak! Tak!!! Nic dodać nic ująć, Najdroższy mój!!!”
Najdroższy zaśmiał się perliscie!
Objęłam Go delikatnie i położyłam na trawie. Nie bronił się. Przeciwnie, poddawał mi się i wydawał się być tym uszczęśliwiony… Pochyliłam się nad Najdroższym moim z tkliwością…
„Teraz Ty, mój Maleńki jesteś w mojej niewoli!” – szepnęłam zachwycona całal! I pocałowałam Najdroższego mojego jak oblubienica całuje swego Oblubienca… I zaczęłam całować JEGO Rany. Całowalam z uwielbieniem i czułością. Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku….
„Ach! Jak słodka ta niewola! Jak słodka!!!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem w głosie.
A ja całowalam i całowalam… Pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku…
Potem położyłam głowę na SERCU Najdroższego, przyłożyłam usta do Rany SERCOWEJ. I piłam… Piłam Krew Maleńkiego mojego. Piłam. Najdroższy zalewal, otulal mnie Sobą MIŁOŚCIĄ. A ja czerpałam ze Źródła Życia pełnymi garściami!!!
NIEWZRUSZENIE
Byłam w ramionach w objęciach Najdroższego mojego. Maleńki pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Spojrzeniem z Krzyża. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem… Zakochana do szaleństwa!!! Podziwialam w milczeniu Umiłowanego mojego serca i rozmyślalam…
Odkąd jestem z Najdroższym w szczelinie skalnej, w górach mojej mojej modlitwy doświadczam czegoś dla mnie niezwykłego… Jest to doświadczenie bardzo dojmujace, przejmujące, porażajace, przenikające mnie do szpiku kości. To doświadczenie bezradności, bezsilności, bezbronnosci… wobec ogromu MIŁOŚCI Najdroższego do mnie. Miłość mnie przytłacza! Przygniata! Miażdży!!! Ale ja pragnę tego!!! Pragnę!!! Bardzo!!! Na zewnątrz w moim życiu przetaczaja się huragany i tornada. Właściwie nie ma dnia bez huraganu. A ja często ze zranionym, obolałym sercem, stoję prosta. Wyprostowana. Przy Umiłowanym moim. Stoję. Niezachwiana. Niewzruszenie. W Maleńkim moim zapuścilam korzenie. I stoję. Wytrwale. Odważna i dzielna. Twarda. Kiedyś nigdy bym nie napisala w ten sposób o sobie. Nie pomyślała bym. Piszę, bo wiem że to dzięki Niemu, dzięki Najdroższemu mojemu taka jestem. On mnie taką uczynił. Wciąż czyni. Przez MIŁOŚĆ!!!
Lezalam w ramionach Najdroższego. Uśmiechałam się do Niego radośnie. On nakarmił mnie Swoim Ciałem tulil do SERCA Swojego. Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Mój Przecudny… Mój Słodki…!” – szeptałam z miłością. Najdroższy jasnial niezwykłym blaskiem, Światłością. Byłam w tej światłości! Byłam Jego dzieciątkiem, maleństwem, niemowlęciem! Maleństwem Maleńkiego byłam… A Najdroższy obejmował mnie z Miłością i obsypywal pocałunkami…
ŹRÓDŁO ŻYCIA
Byłam w szczelinie skalnej. Najdroższego mojego nie było. A ja klęczałam przed źródłem… Patrzyłam jak tryska ze skały. Chciało mi się pić. I przypomniałam sobie słowa Najdroższego, że mogę przyjść i nabierać i pić kiedy tylko chcę. Pochyliłam się więc, zanurzylam dlonie w cieczy i zaczerpnelam. Podnioslam dłonie do ust, żeby się napić… I w jednej chwili znalazłam się pod Krzyżem. Przy Umiłowanym, Ukrzyżowanym! Przy SERCU Jego. Przy Ranie w SERCU! Piłam z z Rany SERCOWEJ Najdroższego mojego!!! Piłam Napój słodki i ożywczy! Ożywiający! Piłam Krew Maleńkiego mojego!!! Nie wiem jak długo piłam. Piłam aż zaspokoilam pragnienie. Potem podnioslam głowę i spojrzalam w oczy Najdroższemu mojemu. Poruszona do głębi serca i szczęśliwa bardzo bardzo bardzo!!!
„Dziękuję, Maleńki mój… Bardzo dziękuję…” – szepnęłam wzruszona.
Najdroższy mój patrzył we mnie z czułością ogromną. Już nie wisiał na Krzyżu. Ale trzymał mnie w objęciach i tulil do SERCA. Był świetlisty, rozpromieniony Miłością i tkliwoscia niesamowitą i cudnym uśmiechem.
” Przychodz do Źródła i nabieraj i pij kiedy tylko chcesz, Maleńka Moja!”
„Dobrze, będę przychodzić…”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie promiennie.
A ja dodałam cicho:
„I nie będę się bać…”
Najdroższy aż otworzyl szeroko oczy ze zdumienia!!!
„Bać się??!!!” – spytal patrząc mi w oczy głęboko.
„Że Cię boli jak piję, Maleńki mój…”
Najdroższy patrzył we mnie… rozczulony i roztkliwiony niezmiernie.
„Słodka Moja! Mnie to nie boli gdy pijesz! Uszczęśliwiasz Mnie ogromnie gdy przychodzisz do Mnie i pijesz! To dla Ciebie Mój bok jest otwarty!”
I zaczął się mną cieszyć!!! Jak bardzo się mną cieszyl!!!! Jak bardzo!!! Najdroższy mój! Maleńki! Mój Piękny! Życie moje i Szczęście moje! Miłości moja jedyna! I ŹRÓDŁO Życia!!!!
W INTYMNOŚCI I BLISKOŚCI WIELKIEJ
Na wielkiej górze przed szczelina skalna jest występ, półka. Nie za szeroka i nie za wąska. W sam raz żeby na niej siedzieć. I na niej siedzieliśmy, Najdroższy mój i ja. Tzn Maleńki mój siedział na półce skalnej, a ja siedziałam u Niego na kolanach. Maleńki mój obejmował mnie z czułością i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie poruszony bardzo. Ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie
„Odpoczęłam troszkę, Maleńki mój. Dziękuję, że mogłam. Że mi pozwoliles, mój Słodki.”
„Nie opuściłas Mnie, nie zostawiłaś, nie odeszłas ode Mnie, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy ze wzruszeniem.
„I nie zostawię Cię, Najdroższy mój.”
Najdroższy dotykał dłonią mojego policzka i głaskał go z czułością i delikatnością ogromną. I tym czułym dotykiem Miłości uzdrawial moje wspomnienia z dzieciństwa. Kiedy to częściej niż dotyku czułości doświadczalam uderzeń w policzek. Najdroższy to wspomnienie uzdrawial,
„Kochany mój…”- szepnęłam wpatrzona w Najdroższego i obezwladniona Jego Miłością.
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i wyszeptal z jeszcze większym wzruszeniem:
„Nie zostawiłaś Mnie!!!”
„Nie zostawię!”
I Maleńki mój zaczął we mnie wchodzić… Otulać Sobą, zamykac w Sobie. I ja wchodzilam w Maleńkiego mojego. Znalazłam się pod Jego Krzyżem. Najdroższy wisiał na nim i cierpiał niezmiernie. Oczy miał spuszczone a usta sine. Złożyłam na nich pocałunek. Objęłam Maleńkiego mojego. Przylgnęłam do Niego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem. Tańczylismy bardzo. W wielkiej intymności i bliskości wielkiej.
NIE OPUSZCZĘ
Byłam w szczelinie skalnej. Leżałam na kamieniach. Cierpiąca i zmęczona niezmiernie! Bardzo! Ogromnie! Najdroższy, Maleńki mój był przy mnie. Klęczał przy mnie. Pochylał się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Spojrzeniem z Krzyża. Leżałam bez sił. Jak kłoda. Bolało mnie całe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczka. Ale najbardziej bolały mnie jelita. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. I zaczął dotykać te miejsca, które bolały mnie. Dotykal delikatnie i z namaszczeniem wielkim. Z nabożeństwem…. Ze czcią. A ja cała obolała leżałam. Nie miałam siły żeby się odezwać, ani ruszyć. Leżałam tańcząca bardzo. Naszla mnie myśl że gdybym tylko poprosiła, Najdroższy sprawil by, żeby bolało mnie troszkę mniej. Gdybym tylko poprosiła… Najdroższy wysłuchal by mnie od razu. I niemal natychmiast odrzuciłam te myśl.
„Nie poproszę. Gdybym poprosiła i Najdroższy by mnie wysłuchal… To tak jakbym zostawila Go samego! Jakbym Go opuściła!!! Nie zostawię mojego Najdroższego mojego Słodkiego… Nie opuszczę Maleńkiego mojego! Nie opuszczę!” – pomyślałam.
I sila woli wyszeptalam:
„Maleńki mój, bądź uwielbiony w moim cierpieniu! W tańcu!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal z ogniem:
„Jestem!”
„Bądź uwielbiony!”
„Jestem, Moja Śliczna!”
I tańczyliśmy na szczytach mojej modlitwy! Ponad szczytami! Tańczyliśmy bardzo! Najdroższy mój i ja!