Leżałelismy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany obejmował mnie z Miłością i tulil do SERCA Swego. W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo. W szczelinie było jasno i ciepło i cicho i dobrze. Skały błyszczaly jasnością i złotem, jakbyśmy byli w królewskiej komnacie. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Najdroższy mój… wiele razy chciałam Cię o coś zapytać. Ale potem zapominałam. Czy mogę teraz, póki pamiętam?”
Maleńki uśmiechał się do mnie cudnie.
„Oczywiście, Maleńka Moja. Pytaj o co tylko chcesz!”
„Na zewnątrz nie mogę chodzić. A tu mogę. Dlaczego? I dlaczego tu mnie wszystko bardziej boli niż na zewnątrz? Na zewnątrz boli bardzo bardzo,, bardzo, ale tu jeszcze bardziej.”
Najdroższy mój patrzył we mnie poważnie, ale z czułością wielką.
Dotknął mnie delikatnie.
„To jest Twa dusza i w niej możesz wszystko! Możesz chodzić, skakać, latać, możesz chodzić po wodzie. Tu możesz wszystko! A boli Cię bardziej, bo dzielisz ze Mną Moją MĘKĘ, Maleńka Moja. Tu i na zewnątrz.”
„A w Niebie będę mogła chodzić, tańczyć? Chciałabym tańczyć dla Ciebie!”
„Będziesz tańczyć! I będziesz setki tysięcy bardziej szczęśliwsza niż teraz!”
„Setki tysięcy bardziej??!!! Teraz jestem bardzo, bardzo szczęśliwa!!! A setki tysięcy bardziej???!!! Nie wyobrażam sobie!!!!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego uszczęśliwiona niezmiernie!!! Najdroższy usiadł i wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA. A ja byłam znów Jego dzieciątkiem, maleństwem, niemowlęciem. Najdroższy promienial cały Miłością i czułością. Odpoczywalam w Jego objęciach.
Autor: Maleńka
Z DUCHEM I W DUCHU
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Maleńkim moim byłam. Najdroższy trzymał mnie w objęciach i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic!!! Patrzyłam w Maleńkiego oczarowana! Z zachwytem i uwielbieniem. Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Mój Przecudny Pięknisiu…” – szeptałam z miłością.
Najdroższy rozpromienil się ogromnie!!!
„Moja Śliczna Pięknotko!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca i odpoczywalam w Maleńkim moim. Tymczasem Najdroższy dokądś mnie niósł. Gdzieś szedł. Nie wiedziałam gdzie. Ale z Najdroższym wszędzie!
Znaleźliśmy się na zboczu, na stoku górskim. Na wielkiej łące. U podnóża potężnej góry. Najdroższy usiadł na trawie i mnie posadzil obok Siebie. Spojrzałam przed siebie. Z potężnej góry spływała woda i tworzyła lazurowe jezioro.
„Jak tutaj pięknie…”-szepnęłam zachwycona.
Obrocilam się za siebie i… aż krzyknęłam z oszolomienia!!!
„Och!!! Jak dużo!!!”
Łąka stokrotek!!!
„Zaraz wracam, Maleńki mój!”- krzyknęłam do Najdroższego.
Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam na łąkę. W tyle słyszałam perlisty śmiech Umiłowanego mojego. Nachylilam się i zaczęłam zrywać stokrotki i układać w bukiet. Chciałam dać go Najdroższemu. Narwalam już spory bukiet. Gdy nagle zerwał się bardzo silny wiatr!!! I porwał mnie do góry!!!
„Najdroższy mój!!!!” – zawołałam przestraszona. Wiatr porywal mnie coraz wyżej i wyżej…
„Nie bój się Maleńka! To Duch pragnie z Tobą zatańczyć!”
„Duch??! TEN Duch?!!!”
„Tak!”
I Wiatr zawirowal wesolo!!! Wirowalam z Nim i w Nim! Szczęśliwa i uśmiechnięta! A Wiatr wirowal i wirowal! Opadal i wznosil się… I ja opadalam i wznosilam się. Płynęłam… Bukiet kwiatów, który trzymałam w dłoni rozsypał się w powietrzu i teraz kwiaty wirowaly wokół mnie! Tańczyły!!!
„Uwielbiam CIEBIE, Duchu!” – wyszeptalam zachwycona cała.
„Uwielbiam Ciebie, Moja Mała…” – zaszumial Wiatr. Hulal! wirował! I przytulał mnie z czułością. Głaskał moje włosy i laskotal w policzek. Było cudownie!!! Nagle Wiatr ucichł a ja znalazłam się w ramionach Najdroższego mojego! Uśmiechałam się do Niego szczęśliwa bardzo bardzo! A ON patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie! Spostrzeglam że trzymam w dłoni bukiecik stokrotek, który dla Niego narwałam. Podałam Mu go z uśmiechem i miłością. W milczeniu. Najdroższy wziął bukiet i wąchał go z zachwytem! Tańczylismy bardzo. W milczeniu, intymności i bliskości wielkiej…
OTWARTE SERCE
Leżałelismy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany obejmował mnie z Miłością i tulil do SERCA Swego. W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo. W szczelinie było jasno i ciepło i cicho i dobrze. Skały błyszczaly jasnością i złotem, jakbyśmy byli w królewskiej komnacie. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie. Rozmyślalam… Wczoraj Najdroższy mój pokazał mi jak bardzo przez wiele lat miałam zamknięte serce. I jak bardzo ON mi je otworzyl. Wieczorem telefon. Dzwoniła do mnie znajoma, żona kolegi. Nie będę opisywać rozmowy. Napiszę tylko że znajoma prosiła, żebym zmieniła moje ustawienia na FB. „Dobijam się do ciebie i dobijam! Zmień ustawienia, bo wszystko zamknięte u ciebie.” W pierwszej chwili nie wiedziałam o jakich ustawieniach mówiła. Ale potem mnie „oswiecilo”! Chodziło jej o ustawienia prywatności. Ustawiłam je dawno temu, gdy zakładałam profil na Facebooku. Od tamtej pory tam nie zaglądalam. Po telefonie od znajomej od razu zajrzałam. Zajrzałam… i zaniemowilam ze zdumienia!!! Rzeczywiście wszystko było zamknięte! Pozamykane na cztery spusty!!! Zaczęłam zmieniać, odblokowywać, otwierać. I naszla mnie myśl że te ustawienia to obraz mojego serca sprzed lat. To obraz mnie samej! Zamkniętej, ukrytej, schowanej. Obraz biednej szarej myszki, która tylko szuka dziury, żeby się w niej ukryć. Zmieniłam ustawienia. Prawie wszystkie! Potem pomyślałam że może zmienilam za dużo, za bardzo się otworzyłam. „Eee, niech już tak zostanie!” I zostawilam. I niemal od razu pojawili się nowi znajomi. Nie tylko z Polski, ale z całego świata!!!
Patrzyłam w Maleńkiego mojego z uwielbieniem i zachwytem!
„Ten telefon był od Ciebie, prawda, Najdroższy mój?” – wyszeptalam uśmiechając się do Niego radośnie. To nie było pytania, raczej stwierdzenie faktu. Najdroższy mój promienial cały Miłością i uśmiechem.
„Jak bardzo mnie kochasz i jak bardzo otworzyłes moje serce… Wciąż otwierasz!!!”
„Pozwalasz Mi więc działam! – wyszeptal Najdroższy z czułością – zobacz jak bardzo Mi pozwalasz, Maleńka Moja!”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Serca Swojego.
„Twe serce jest bardzo podobne do SERCA Mojego. Moje SERCE jest otwarte. I Twoje się otwiera!” – wyszeptal Najdroższy tuląc mnie do SERCA. Tańczylismy bardzo, w wielkiej Miłości!
I TO WYSTARCZY!
Byłam w szczelinie skalnej. Najdroższy mój leżał na kamieniach i wyglądało jakby spał. W szczelinie było jasno i ciepło i dobrze. Postanowiłam trochę się po niej rozejrzeć. Zobaczyć co w niej jest. Zaczęłam chodzić i rozglądać się. Szczelina przypominała grotę, jaskinie. Ze wszystkich stron były ściany ze skał. Natomiast moją uwagę zwróciła ciecz. Jakby strumień, mały strumyk. Wypływal on z głębi szczeliny. Postanowiłam pójść jego nurtem. Szłam, ale nie zbyt długo. Właściwie zaraz znalazłam źródło! Ukleklam i patrzyłam jak ze skały tryska źródło! Wyciągnęłam rękę i już miałam zamiar zanurzyć dłoń w cieczy by się jej napić gdy w tej chwili pojawił się przede mną Najdroższy mój!
„Zaczekaj Moja Śliczna! – wyszeptal Najdroższy z czułym uśmiechem – Posil się najpierw!”
Klęczałam przed Nim, a On nakarmil mnie Swoim Ciałem. Potem ukląkł przy mnie i zanurzyl dłonie w źródelku. Nabrał cieczy w dłonie, która w Jego dłoniach zmienila kolor na czerwony. I dał mi pić. Od razu poznałam! To te ciecz podał mi Najdroższy wczoraj! Była bardzo dobra, słodka jak miód. I od razu dodawala sil!!!
„Możesz pić ją do woli, Maleńka Moja! Przychodz i nabieraj kiedy tylko chcesz!”
„Dziękuję, Najdroższy mój!” – szepnęłam poruszona do głębi serca.
Położyłam głowę na ramieniu Najdroższego, a ON przytulił mnie mocno do Siebie. Uwielbialam Go z całego serca!
Maleńki ujął moją twarz w obie dłonie i spojrzał mi w oczy z miłością.
„Zatańczymy?” – spytal uśmiechając się do mnie promiennie.
„Tak mój Maleńki!”
I chwilę później tańczyliśmy ponad szczytami gór mojej modlitwy! Ponad nimi i między nimi! Najdroższy obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził. Patrzyłam w Najdroższego poważna i zamyślona. Poruszona byłam bardzo. I czułam się bezradna, bezbronna, obezwladniona wobec….
„Maleńka, źle Ci jest w szczelinie skalnej?” – spytal z troską Najdroższy.
„Nie, Maleńki! Przeciwnie! Dobrze! Bardzo dobrze!”
„Zimno Ci, czy może ciemno i niewygodnie?”
„Nie! Skąd! Bardzo mi tam dobrze, Najdroższy mój!!!” – zapewnialam.
„Skoro Ci dobrze, to dlaczego jesteś smutna?!” – dopytywal Najdroższy.
„Ja smutna??! – zdziwiłam się – Nie jestem smutna, mój Słodki!!!”
Ujęłam Jego twarz w swoje ręce ,dłonie i patrząc Maleńkiemu w oczy szeptałam:
„Nie jestem smutna, Najdroższy! Jestem bezradna, bezbronna, obezwladniona Twoją Miłością. I chciałabym Ci podziękować, odwdzięczyć Ci się jakoś. Ale brak mi słów… żeby Ci dziękować! Nie znajduje słów. A i odwdzięczyć się nie mam jak…”
Najdroższy mój patrzył we mnie poruszony moim wyznaniem.
„Nie musisz Mi dziękować, ani nie musisz się odwdzięczyć! Tylko Mnie kochaj!”-szeptał Najdroższy z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna.
„Kocham Ciebie!!!”
„I to wystarczy!”
I Maleńki mój zawirowal w tańcu tak radośnie, że musiałam się rozesmiać!
Smialam się głośno i wesoło! Najdroższy mój śmiał się ze mną!!! Tańczyliśmy w wielkiej radości!!!
ŻEBY DOŚWIADCZYĆ
Byłam w szczelinie skalnej. Leżałam obolała i zmęczona bardzo. Najdroższego nie było. W szczelinie było zimno, ciemno i pusto. Leżałam na kamieniach. Samotna do szpiku kości, ze zbolałym sercem i co chwilę napadały mnie jakieś lęki i strachy, poczucie odrzucenia. Udręka. Było mi zimno. Jednak najbardziej dojmująca była samotność i ból serca… Tęsknilam… I wiedziałam że gdybym tylko poprosiła Najdroższego mojego, On w jednej chwili by był przy mnie. Wziąłby mnie w objęcia i tulił by mnie do SERCA. Wiedziałam że gdybym tylko poprosiła…. On by przyleciał do mnie na skrzydłach… Dlaczego nie poprosiłam? Dlaczego nie chciałam Go poprosić, choć tęsknilam za Nim jak szalona? Właśnie dlatego, że od razu by mnie wysłuchal. A ja cała pragnęlam doświadczyć tego co Najdroższy mój doświadczał. Pragnęlam doświadczyć choć trochę… Choć troszkę… Pragnęlam… Leżałam w pustce i samotności dojmujacej, z bolacym sercem. W zimnie i pragnieniu. Tęsknilam… Najdroższy mój przyszedł. Ukląkł przy mnie. Patrzył we mnie cały poruszony… Poruszony do głębi SERCA. Pochylil się nade mną i dał mi pić. Poczułam w ustach słodki płyn, po którym od razu odzyskiwalam siły.
„Maleńka Moja… Czekałem!”
„Wiem, Najdroższy mój! Tęsknilam…!”
„Wiem!!!!”
I wziął mnie w objęcia w ramiona i tulil do SERCA Swego! Z tkliwoscia i czułością bez granic…
„Umiłowana Moja… Moja Lilio… Słodka Moja… Śliczna Moja…” – szeptal Maleńki mój z Miłością bezgraniczna.
A w skalnej szczelinie nagle zrobiło się jasno i ciepło i dobrze.
„Jestem bardzo dumny z Ciebie, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia.
Podniosłam rękę i przyłożyłam palec do ust Najdroższego.
„Nie zrobiłam tego, żebyś był ze mnie dumny, tylko żeby doświad…”
Najdroższy ujął moją dłoń ze Swoich ust i ją ucalowal. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal:
„Tym bardziej jestem z Ciebie dumny, Śliczności Moja!”
I zaczął mnie całować. Jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. Czule i słodko. W wielkiej bliskości i intymności.
OBEZWŁADNIONA MIŁOŚCIĄ
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie… z zachwytem… Jak w klejnot przecudny! Jak w bezcenny skarb! Tak we mnie patrzył mój Maleńki mój Najdroższy!!! Uwielbialam Go z całego serca. A Najdroższy patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach!
„Pragnę Ciebie, Śliczna Moja!”
„Pragnę Ciebie, mój Maleńki!”
I Najdroższy zaczął we mnie wchodzić. I ja wchodzilam w Niego… I znalazłam się przy SERCU Maleńkiego mojego.
„Jak mogę Cię uszczęśliwić, mój Najdroższy?” – spytalam głośno.
„Pragnę Cię ukryć w Ranie SERCA Mojego i dzielić z Tobą Moją MĘKĘ, bardziej. Zgadzasz się, Maleńka Moja?”
„Pragnę Najdroższy mój!”
Wtedy dwie zranione dłonie ujęły mnie delikatnie i włożyły do Rany SERCOWEJ… Ukryly mnie w Niej! Byłam w objęciach Miłości!!! W objęciach Ognia Miłości!!! Palił mnie! Paliły mnie płomienie Miłości! Ale nie spalały! Po chwili sama zaczęłam płonąć!!! Zaczęłam płonąć Miłością!!!
I zobaczyłam siebie siedzącą w szczelinie wielkiej góry. I usłyszałam głos Najdroższego mojego:
„Piękna Moja! Słodka Moja! Umiłowana! Gołąbko Moja Maleńka! Ukryta w skalnej szczelinie! W rozpadlinie skalnej! W Ranie SERCA Mojego… Jakaś Ty piękna!!! Uwielbiam Ciebie!”
Siedziałam… W milczeniu i poruszeniu wielkim. Brakowało mi słów żeby odpowiedzieć na tak ogromną, tak potężną Miłość do mnie. Siedziałam. Przede mną rozciągał się przepiękny widok na góry. Na szczyty gór mojej modlitwy. Siedziałam bezradna, obezwładniona MIŁOŚCIĄ… A moje serce płonęło Miłością Najdroższego mojego!
Z ANIOŁAMI
Na wielkiej górze, na półce skalnej, przed skalna szczelina siedział Najdroższy mój. Siedział i trzymal mnie w Swych ramionach. W Jego objęciach leżałam. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca. I byłam Jego dzieciątkiem, maleństwem, niemowlęciem! Tulil do SERCA Swego! Potem posadzil mnie na Swoich kolanach i wskazał dłonią przed Siebie.
„Patrz, Maleńka Moja! Zaraz się zacznie!”
Wokół nas było ciemno. Wieczór albo noc. Patrzyłam tam gdzie pokazywał mi Maleńki mój, ale nic nie widziałam. Patrzyłam, patrzyłam… I nagle pośród nich pojawiła się jasna, świetlista postać! Potem druga i trzecia i czwarta… Jaśniejace niezwykłą światłością postaci! I zaczęły tańczyć! Tańczyły pięknie!!! Cudnie! Nieziemsko pięknie!!! Postaci były przezroczyste i tańcząc przenikaly się wzajemnie i mienily się wszystkimi kolorami tęczy…
Patrzyłam zachwycona i oczarowana!!!
„Jak pięknie tańczą!!! Cudnie!!! Zatańczymy razem z nimi Najdroższy mój??!!”-wyszeptalam z zachwytem.
„Zatańcz sama z nimi, Maleńka Moja! A Ja popatrzę!
Kiwnęłam głową, że dobrze. I poleciałam do tańczących postaci. A one od razu mnie przyjęły. I tańczyłam z nimi! Starałam się tańczyć najpiękniej jak potrafilam. Bo dla Najdroższego mojego tańczyłam. Tańczyłam i tęskniłam! Pragnęlam! I tańczyłam! Tańczylam i pragnęlam… I przerwałam taniec! Spojrzałam w Najdroższego mojego, który siedział na półce skalnej i obserwował nasz taniec.
„Chodź do nas, Najdroższy mój!!! Chodź potańczyć z nami!!! Proszę Cię!!!”-wołałam.
Swietliste postaci także przerwaly taniec i też zaczęły wołać:
„Nasz Królu i Panie chodź do nas! Prosimy Cię i zapraszamy!”
Ich głosy brzmiały jak muzyka.
„Maleńki mój, no nie daj się prosić! Chodź do nas!!!”
I Najdroższy przyszedł do nas! Wszystkie świetliste postaci pokłonily się przed Nim twarzą do ziemi! On je z tkliwoscia podnosił.
„Moje kochane Anioły… Tańczcie! Tańczcie dalej dla Mnie!” – szeptal Najdroższy mój z promiennym uśmiechem. I postaci dalej tańczyly!
A Maleńki podszedł do mnie, objął mnie z wielką Miłością i czułością. I zaczęliśmy tańczyć! Tańczyliśmy bardzo! Lekko, zwiewnie! Z Aniołami tańczylismy!!!
JAK W BEZCENNY KLEJNOT…
Obudziłam się. Obolała i zmęczona bardzo. Obudziłam się i od razu poczułam że jestem w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach. Leżałam z zamkniętymi oczami. Nie mogłam ich otworzyć. Nie miałam siły. Powieki były ciężkie jak kamienie.
„Najdroż…”
„Ciiii, Maleńka. Odpocznij sobie.”
Odpoczywalam więc. Wtulona w Miłość – Najdroższego mojego. Sluchałam bicia Jego SERCA. Odpoczywalam i nabieralam sil.
W końcu mogłam bez trudu otworzyć oczy. Otworzyłam i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego… Patrzył we mnie… Ale jak ON we mnie patrzył!!! Z miłością i czułością nie do opisania słowami! Z zachwytem i uwielbieniem jakby patrzył w skarb najdrogocenniejszy! Jakby w najpiękniejszy klejnot! Tak we mnie patrzył!!! Uśmiechnęłam się do Umiłowanego najpiękniej jak potrafilam. A ON rozpromienił się nade mną ogromnie!
„Odpocznij dzisiaj Moja Śliczna. Od jutra zaczynamy.”
„Zaczynamy? Co, Najdroższy mój?”
„Dalszą drogę Maleńka. I nową przygodę!”.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!!! A Maleńki patrzył we mnie wciąż jak w bezcenny klejnot…
W ROZPADLINIE SKAŁY
Spacerowaliśmy nad morzem kwiatów. Umiłowany, Najdroższy mój i ja. Morze kwiatów cudnie falowalo, zamek na skale iskrzyl się w promieniach słońca. A my spacerowaliśmy pod rękę. Najdroższy uśmiechał się do mnie cudnie i ja uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Jeszcze nie tak dawno czułam się tu obco, nieswojo. A kiedy się tu zadomowilam, mam to miejsce opuścić” – szepnęłam z lekką nostalgia.
„Nie musisz, jeśli nie chcesz, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy patrząc we mnie łagodnie.
„Mogę i chcę, Najdroższy mój! Stwierdzam tylko fakt. Ty nie miałeś gdzie odpocząć ani gdzie głowy złożyć. I ja chcę jak Ty!”
„Ale…” – zaczynał Maleńki. Nie skończył. Szybko wyjęłam rękę spod Jego ręki, zastąpiłam Mu drogę i przyłożyłam palec do Jego ust.
„Żadnego 'ale’, Najdroższy mój! – wyszeptalam i wpatrzona w Maleńkiego dodałam stanowczo – zabierz mnie tam teraz! Już! Jestem gotowa. Chcę! Pragnę! Dla Ciebie, Śliczny mój!”
I położyłam głowę na Jego ramieniu. Wtulona w Najdroższego z zamkniętymi oczami czekałam… Umiłowany objął mnie z czułością i przytulił do SERCA Swego. Mocno tulil…
I od razu znaleźliśmy się w górach. Na szczycie góry staliśmy, a przed nami rozpościerał się ten sam przecudny widok co wczoraj. Zielone szczyty gór skąpane w słońcu i ukryte w chmurach. Najdroższy uśmiechnął się do mnie tajemniczo, ujął mnie pod rękę i polecielismy w chmury. Lecielismy w milczeniu. Patrzyłam na chmury, z których co i rusz prześwitywaly promienie słoneczne i wyłanialy się górskie stoki. W końcu chmury ustąpiły i przed nami ukazała się wieeelka góra! Potężna! Ogromna! Właściwie widziałam jej tylko kawałek bo od dołu i góry osłanialy ją chmury. Ale juz fragment który widziałam wyglądał imponująco! Spojrzałam w Najdroższego pytająco, zdziwiona. Ale Maleńki mój milczał uśmiechając się do mnie promiennie i tajemniczo bardzo. Gestem dłoni zapraszal mnie do tej góry. Polecilismy więc bliżej. Teraz zauważyłam że góra ma jakby półkę skalna, a za nią długą rysę, pęknięcie. Podlecielismy jeszcze bliżej i zobaczyłam że to pęknięcie to jest raczej szczelina, szpara, wejście do góry. Gdy tylko tę szczelinę zobaczyłam, serce zabiło mi mocniej. Szpara wydała mi się znajoma, zdawało mi się że widziałam ją wiele razy… Choć te górę widziałam pierwszy raz. Stanęliśmy na półce skalnej. Najdroższy spojrzał mi w oczy głęboko i wyszeptał:
„Tu zamieszkasz, Moja Śliczna! W rozpadlinie skały.”
Kiwnęłam głową, że tak, że dobrze. I w tym momencie zobaczyłam że z głębi szczeliny wypływa jakaś ciecz…
Nie dawało mi to wszystko spokoju… Wielka góra, szczelina, ciecz… zamyslilam się…
Najdroższy mój wziął mnie na ręce i usiadł na półce skalnej.
„Odpocznij, Maleńka Moja!” – szepnął tuląc mnie do Siebie z miłością. Kiedy wyjmowal z SERCA Hostie, żeby mnie Nią nakarmić, spojrzałam na Ranę SERCOWA… Przypominala… Już wiedziałam co to za Góra, Szpara i Ciecz!!!
Patrzyłam w Maleńkiego mojego z uwielbieniem i zachwytem. Z wdzięcznością wielką patrzyłam!
„Zawsze jesteś w SERCU Moim Słodka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z Miłością i bliskością bez granic. Odpoczywalam w Jego objęciach. W Ranie Jego SERCA. W rozpadlinie Skały
UWIELBIAM!
Siedzieliśmy na jednym z górskich stoków Najdroższy mój i ja. Maleńki mój obejmował mnie z Miłością. Siedzieliśmy na trawie i podziwialiśmy widoki. Wokół nas piętrzyły się góry. Zielone szczyty gór, oświetlone blaskiem słońca. Wiele ze szczytów ukryte było w chmurach. Siedziałam przy Najdroższym moim i miałam chmurkę na wyciągnięcie ręki. Odetchnelam pełną piersią.
„Jak tu pięknie…”- wyszeptalam szczęśliwa.
Najdroższy spojrzał mi w oczy głęboko i spytał:
„Chciałabyś tu zamieszkać, Maleńka Moja?”
Patrzyłam w Maleńkiego zaskoczona!
„Zamieszkać?! Nie zastanawiałam się nad tym jeszcze. Ale jeśli Ty Najdrozszy chcesz to mogę!”
„Gdzie Ty Maleńka Moja, tam Ja!” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Nie, Maleńki mój! Gdzie TY tam ja!”
Najdroższy popatrzył we mnie tak, jakby między tym co mówil On, a co mówiłam ja nie było różnicy.
„A moglibyśmy póki co, mieszkać jeszcze w zameczku, a tu byśmy przychodzili kiedy tylko będziemy chcieli?”
Najdroższy mój wciąż się do mnie cudnie uśmiechał.
„Oczywiście, Moja Śliczna. Kiedy tylko będziemy chcieli! I nie martw się, nie ma pośpiechu!”
Patrzyłam w Maleńkiego z wdzięcznością, że ma do mnie tak wielką cierpliwość. Zaskoczyło mnie pytanie, ta propozycja i chciałam się nie tyle zastanowić się nad tym czy chcę tu zamieszkać, co się z tą propozycją „przespać”, oswoić. A że było to ważne dla Najdroższego, znaczy fakt że poczeka. I czułam się przy Nim swobodnie, byłam sobą i mogłam Mu wszystko powiedzieć.
Położyłam się na trawie i wyszeptalam:
„Wiesz, mój Najdroższy, co mnie zastanawia?”
Umiłowany natychmiast pochylil się nade mną i patrzył mi w oczy z miłością.
„Co takiego, Maleńka?”
„Że nie mogłeś mi po prostu powiedzieć: 'twoja modlitwa wygląda tak, tak i tak’, a nie pokazywać mi obrazy gór. Co prawda bardzo pięknych, ale… nie mogłeś mi po prostu powiedzieć?
Najdroższy uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Gdybym Ci tylko powiedział, nie uwierzyła byś, Maleńka Moja. Potrzebowałas zobaczyć, doświadczyć.”
„To prawda…- westchnęłam smutno – jeszcze teraz nachodza mnie myśli, że to wszystko jest na wyrost. Choć wiem że nie…”
I znów po chwili szepnęłam:
„Najpierw pokazywałes mi obrazy. Ogrody, altanki, fontanny, wodospad… Potem widziałam tylko CIEBIE. A teraz znowu pokazujesz mi obrazy…”
Najdroższy patrzył we mnie poważnie i tłumaczył cierpliwie:
„Śliczna Moja, te pierwsze obrazy były bardziej Twoje, niż Moje. Potem gdy je odrzuciłas, a wybrałaś tylko Mnie, tylko Mnie widziałaś. A teraz pokazuję Ci MOJE obrazy. Dlatego tak Cię zaskakują!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie i patrzył we mnie z wielką Miłością i łagodnością. Wiedziałam że mnie rozumie, bardziej niż ja sama siebie. Objęłam Go za szyję i patrząc Mu w oczy wyszeptalam z mocą:
„Nie potrzebuję zamków, morza kwiatów, nie potrzeba mi szczytów modlitwy! Potrzebuję Ciebie, tylko Ciebie! Pragnę Ciebie!!! Mój Najdroższy! Mój Śliczny! Mój Słodki!! I nie muszę nic mówić. Tylko się w Ciebie wpatrywac! Ciebie podziwiać! Tobą zachwycać! Do Ciebie uśmiechać! Być z Tobą. Po prostu! Być z Tobą… Uwielbiam…”
Najdroższy patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach.
„I to są właśnie szczyty modlitwy, Maleńka Moja!”
I mnie pocałowal. Pocałowal jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. Słodko.