Byłam pod Krzyżem Najdroższego mojego. Najdroższy, Maleńki mój wisiał na nim i cierpiał niezmiernie… Wisiał z rozpostartymi szeroko ramionami jakby chciał przyciągnąć wszystkich do Siebie. Wisiał nagich, odarty ze wszystkiego… Objęłam Go z miłością i przytuliłam do siebie, do serca swego. Maleńki mój spojrzal mi w oczy z miłością. Głęboko w oczy, w serce… Przenikal mnie niemal fizycznie.
„Oblubienica musi być podobną do swego Oblubienca!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach.
„Oblubienica nie musi. Oblubienica pragnie być podobną do swego Oblubienca!”
„Pragnie?!” – głos Najdroższego rozlegal się szerokim echem.
„Pragnie!”
W jednej chwili znalazłam się na Krzyżu. Przybita do Krzyża. Przygwozdzone ręce i nogi. Nie mogłam zrobić żadnego ruchu. Wisiałam nieruchoma. Maleńki mój obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Patrzył we z zachwytem. Dotykal delikatnie i z namaszczeniem wielkim mojego ciała i z czułością całował… I całowal… Nie broniłam Mu, nie broniłam Najdroższemu mojemu. Nie miałam sił. Ale nie chciałam się bronić. Byłam cała
JEGO i cała dla NIEGO. Mógł ze mną zrobić co chciał! A ON wciąż całował… Potem znów spojrzał w moje oczy i wyszeptal:
„Oblubienica musi być podobną do swego Oblubienca!”
„Nie musi. Pragnie! Bardzo! Bardzo! Bar…” – nie skończylam, Najdroższy mój zamknął mi usta pocalunkiem.
„Jesteś do Mnie podobną, Moja Śliczna! Bardzo podobną do swego Oblubienca jesteś!”
I znów całował moje obolałe i zmęczone ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczke. Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku… pocałunek przy pocałunku. W końcu mój Słodki zdjął mnie z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Z czułością i zachwytem we mnie patrzył. Promienny i piękny niezmiernie!
„Moja Śliczna! Słodka Moja! Umiłowana Pięknotka, Moja Mała… Maleńka Moja!” – szeptał z miłością, powagą i namaszczeniem wielkim.
Lezalam w ramionach Najdroższego mojego, w objęciach Maleńkiego mojego. Najszczęśliwsza pod słońcem!!!
Autor: Maleńka
SERCE DZIECKA
Spacerowaliśmy nad morzem kwiatów. Umiłowany, Najdroższy mój i ja. Zbliżylismy się do ławeczki. Ja jeszcze zatrzymałam się wąchając jakiegoś kwiatka, a Najdroższy usiadł na ławeczce. I czekał na mnie. Spojrzałam na Niego z miłością i uśmiechem. Zostawiłam kwiaty i śmiejąc się radośnie wskoczylam wprost na kolana Maleńkiego mojego! Najdroższy zaśmial się głośno, uszczęśliwiony bardzo! Objęłam Go za szyję i ucalowalam w policzek.
„Na Twoich kolankach najlepiej!” – wyszeptalam Mu wprost do ucha. Najdroższy mój rozpromieniony uśmiechem, patrzył we mnie z zachwytem.
„A wiesz, Maleńka Moja, kto jeszcze siedział u Mnie na kolanach?”
Nikt nie przychodził mi do głowy.
„Nie, Najdroższy mój!”
„A co mówi Pismo? Co można z niego wyczytać?” – spytal uśmiechając się do mnie cudnie.
„Siostra Marty, Maria siedziała u Twoich stóp… Jan położył głowę na SERCU Twoim. Ale kto siedział Ci na kolanach… Nie wiem!”
Maleńki spojrzał we mnie z wielką Miłością i czułością i objął mnie obiema rękami i tulil do Siebie mocno.
„Dziecię Moje Umiłowane!” – wyszeptal.
„Dziecię?! No jasne! Dzieci! Jest napisane że brałeś je w objęcia i błogosławiles! A skoro brałeś w objęcia, to na kolana też musiałeś brać! Może nawet same Ci wchodziły na kolana! Wdrapywaly się. Albo wskakiwaly!”
Uśmiechnęłam się do Najdroższego i On uśmiechał się do mnie promiennie.
” 'Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa’, pamiętasz?”
Kiwnęłam głową twierdząco. A Najdroższy mówił dalej:
„Trzeba mieć serce dziecka, żeby wejść do Królestwa. Dziecko jeśli kocha, kocha całym sobą. Jeśli ufa, ufa całym sobą. Jeśli prosi, prosi całym sobą. Jeśli dziękuje, dziękuje całym sobą! Jeśli się cieszy, cieszy się całym sobą. Jeśli płacze, płacze całym sobą! A jeśli uśmiecha się, to też całym sobą! Są ludzie o dorosłych sercach. Ci trzymają się z dala ode Mnie, są nieufni, o sercach oziębłych i oschlych. Wydaje im się, że są samowystarczalni. Nie podchodzą do Mnie, bo uważają że nie wypada, albo że się nie godzi…”
„No! Gdybym ja patrzyła na to czy wypada, czy nie wypada, to bym na pewno Tobie na kolanka nie wskoczyla!” – zaśmiałam się wesoło.
„Bo masz serce dziecka, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
„Dzieki Tobie, Najdroższy mój! Ty zabrales moje serce z kamienia i dałeś mi serce z ciała!”
Patrzylismy w siebie nawzajem z Miłością i zachwytem. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Siebie. A ja obsypywalam mojego Słodkiego Pięknisia pocałunkami.
GŁĘBIEJ I GŁĘBIEJ…
Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic!!! Spojrzeniem z Krzyża. Maleńki mój pochylil się nade mną jeszcze bardziej, objął mnie i zaczął dotykać i całować miejsce w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Całowal i całowal…. A we mnie rosło pragnienie…
„Najdroższy mój…!” – szepnęłam w końcu.
„Tak, Moja Słodka?”- Maleńki już był przy mojej twarzy i patrzył we mnie z ogniem Miłości w dużych i łagodnych oczach.
„Pozwól mi… proszę! Proszę!!! Pozwól mi całować Twoje Rany, tak jak Ty moje całujesz! Proszę!”
„Najmilsza Moja, Ty Mi nie odmówilas i Ja Tobie też nie odmówie!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem i uwielbieniem.
I natychmiast wszystko się zmieniło! Najdroższy mój leżał na ołtarzu Krzyża, a ja klęczałam przed Nim i całowalam Jego Rany. Całowałam z miłością, uwielbieniem i czcią… I wielkim wzruszeniem. Całowalam i całowalam… Każdą Ranę, każdy siniak na Ciele Maleńkiego mojego. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam… A im dłużej całowalam tym głębiej wchodzilam w Jego Cierpienie, w Jego MĘKĘ. Głębiej i głębiej… Aż w końcu zmęczona, położyłam głowę na SERCU Najdroższym. Maleńki mój był cały dla mnie!!! Od razu znalazłam się na SERCU Maleńkiego mojego. Cała w Jego Miłości! Otulona Miłością. Maleńki pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i szepnął promienny bardzo:
„Uszczęśliwilas Mnie, Moja Mała!”
„To TY mnie uszczęśliwiles Maleńki mój!!!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Trwaliśmy w Miłości i cierpieniu. W tańcu. Wciąż trwamy.
OBUDZIŁAM SIĘ…
Obudziłam się. I od razu poczułam że jestem w ramionach Najdroższego. W objęciach mojego Słodkiego Pięknisia. Otulona Miłością i wtulona w Miłość. Byłam bardzo zmęczona i obolała bardzo. Po przespanym kawałku nocy powinnam być wypoczęta. A ja cała obolała i zmęczona. Leżałam w ramionach Najdroższego z zamkniętymi oczami leżałam. Rozbudzalam się powoli… Wyciągnęłam rękę przed siebie i trafiłam na policzek Maleńkiego mojego. Gładzilam go z czułością i uśmiechałam się do mojego Ślicznego radośnie. Z zamkniętymi oczami się do Niego uśmiechałam.
„Witaj, Moja Śliczna!” – w głosie Jego słychać było miłość, radość i zachwyt.
„Witaj, mój Słodki!” – szepnęłam szczęśliwa. Czułam się jak niemowlę, z tego obrazu, który widziałam w oczach Najdroższego, w Łódeczce życia . Bezpieczna i… Jego. Po prostu! Objęłam za szyję Maleńkiego mojego i przytuliłam swoją twarz do Jego twarzy.
„Najdroższy mój, Maleńki mój… Kocham Ciebie!!!” – szepnęłam wtulona w Miłość.
„Kocham Ciebie, Moja Śliczna!”
Otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego. Promienial cały Miłością i uśmiechem.
„Pragnę Cię, Maleńki mój!!!”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil mnie w objęciach. Uwielbialam Go modlitwą serca i odpoczywalam w Nim.
MOJE RĘCE
Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy, Maleńki mój był ze mną. Był przy mnie. Pochylal się nade mną z czułością i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Spojrzeniem z Krzyża. Patrzyłam w mojego Ślicznego z miłością i uwielbieniem. Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością. Najdroższy ujął moją dłoń i zaczął całować. Całowal moją lewą, pokrzywiona, powykrecana rękę. Ale całowal inaczej niż zwykle. Do tej pory całowal jak Oblubieniec. Teraz całowal… brak mi słów, żeby określić. Jedyne słowa, które przychodzą mi do głowy to, że całowal jak sługa, jak poddany, jak niewolnik swoją panią. Nie mogłam na to pozwolić!!! Wyrwalam gwałtownie rękę z Jego dłoni i położyłam daleko od NIEGO.
„To ja powinnam Ciebie po rękach w taki sposób całować, a nie Ty mnie, Najdroższy mój!!!” – szepnęłam z bólem serca.
Maleńki pochylil się nade mną jeszcze bardziej i patrzył we mnie spojrzeniem pełnym ogromnego niewypowiedzianego bólu, ale i takiego wielkiego pragnienia…
” Pozwól Mi… Proszę…!”- wyszeptal Najdroższy z bólem i pragnieniem tak wielkim, że… nie mogłam Mu odmówić. Bez słowa podnioslam rękę i położyłam obok dłoni Najdroższego mojego… W Jego oczach pojawila się nagle wielka radość i szczęście! Ujął znowu moją dłoń bardzo delikatnie i zaczął całować… Bardzo, bardzo uniżenie, w intymności wielkiej i bliskości wielkiej… Najdroższy mój całował, a mi na sercu robilo się miękko… Miękko??!! Nie!!! W każdym razie nie tylko! Czułam się rozdzierana! Wstrząsana! Miłością bezgraniczna! I poruszona do głębi duszy!!! Najdroższy całowal bardzo delikatnie i słodko… Nie wytrzymalam!
„Dlaczego to robisz…?” – spytalam bezglosnie.
„Bo kocham!”
„Az tak??!!!”
„Jeszcze bardziej!!! – wyszeptal Najdroższy z ogniem i spytał wpatrzony w moją lewą dłoń:
„Drętwieje i boli bardzo, prawda, Maleńka Moja?”
„Tak. Wyczytałam że to może być przez zwyrodnienie kręgosłupa. I chyba to prawda bo kręgosłup też boli. Czytałam też, że można całkowicie stracić czucie przez to drętwienie…”
„Nie stracisz. Obiecuję!”
„Dziękuję!”
„Nie dziękuj Maleńka Moja! Potrzebuję Twej ręki, więc robię to też dla Siebie!” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie. Wiedziałam że się ze mną droczy. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego i wyszeptalam wskazując na rękę:
„Lewa i pokręcona!”
„Lewa i pokręcona, a zobacz ile dzięki niej robię!”
Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem i zaczął całować drugą, prawa rękę.
„A ta całkowicie niewladna” – szepnęłam.
„I dla Mnie drogocenna. Przybita do Krzyża jak Moje!”
Patrzyłam w Maleńkiego mojego rozbrojona Miłością. A ON całowal wciąż moje ręce.
W ŁÓDECZKE ŻYCIA
Byłam na SERCU Maleńkiego mojego. Leżałam szczęśliwa bezpieczna i zakochana po uszy. Leżałam wtulona w Miłość. Otulona Miłością! Najdroższy mój pochylal się nade mną i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem promienial cały uśmiechem i zachwytem i bliskością bez granic!
„Odpocznij dzisiaj, Maleńka Moja. Wiem że jesteś bardzo zmęczona” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach.
„Bardzo…”
„Odpocznij, Moja Śliczna!”
Maleńki mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałowal mnie jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje… Potem patrzył we mnie głęboko. Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś. Spojrzenie Miłości!
W oczach Najdroższego mojego zobaczyłam wielkie wzburzone morze. Sztorm na nim szalał ogromny! Straszny! Budzący trwogę! Gdzieś na nim dostrzeglam maleńką, niepozorna łódeczkę. Była rzucana, miotana falami. Kolebala się to w jedną, to w drugą stronę. W łódeczce siedział Najdroższy mój. Wyglądał jak skala, jak opoka w maleńkiej łódeczke. Siedział niewzruszenie, nie zważając na sztorm szalejący w wokół. Siedział pochylony. A w Jego objęciach, w ramionach Jego spało niemowlę. Spało słodko i uśmiechało się przez sen. Najdroższy uśmiechał się z tkliwoscia do niego. Był wpatrzony w dziecko z zachwytem!
Patrzyłam na ten obraz długo poruszona…
„To niemowlę…” – zaczęłam… Najdroższy przerwał mi pocałunkiem.
„To Ty, Maleńka Moja!” – wyszeptal.
Patrzyłam w Najdroższego z uwielbieniem i wzruszeniem… Maleńki promienial cały bliskością.
TSUNAMI
Burza w moim życiu, o której pisałam niedawno przeradza się w huragan, tornado i tsunami w jednym! W nocy rozmyślalam o tym huraganie, tsunami. I nagle napadły mnie myśli. Czarne jak noc!!! W sercu zrobiło się ciemno… Już widziałam to tsunami jak niszczy, zalewa morze kwiatów! Jak zalewa je czarną mazią. Już widziałam, jak niszczy zamek na skale… Jak się topie w tej mazi…
„Jezu ufam Tobie!!!” – wyrwalo mi się z głębi serca.
I nagle zrobilo się jasno!!! Znów w sercu świeciło Słońce, zamek na skale stał niewzruszenie. Morze kwiatów cudnie falowalo… A ja byłam w ramionach Najdroższego mojego, w Jego objęciach. Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił mnie do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i ufnością. Z uśmiechem w Niego patrzyłam.
„Jestem z Tobą Kochana Moja! Maleńka Moja jestem z Tobą!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna.
„Ufam Tobie, Maleńki mój!” – szepnęłam wpatrzona w Niego i szczęśliwa bardzo bardzo bardzo!
Byłam Jego dzieciątkiem, Jego maleństwem, Jego niemowlęciem!!! A ON tulil mnie w objęciach, w ramionach. Całowal i pieścil Swoje maleństwo… W moim sercu znów jest Jego pokój, szczęście i radość!!!
CAŁA W MIŁOŚCI
Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie. Czuwał przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem.
Maleńki mój dotykał miejsca w moim ciele, które zwykle bolał mnie najbardziej.
„Bardzo Cię bolą, Śliczna Moja?” – spytal z troską.
„Dziś w miarę, Maleńki mój. Ale… całe ciało mnie boli bardzo.”
I dodałam patrząc Mu w oczy:
„Dziękuję że mogę cierpieć z Tobą Maleńki! Bardzo dziękuję!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal z ogniem w oczach:
„Kocham Ciebie, Moja Słodka!”
„Wiem, mój Najdroższy!!! Widzę to!!! Doświadczam Twojej Miłości każdego dnia, każdej minuty… Każdej sekundy!!!”
Najdroższy objął mnie delikatnie. Z wielką delikatnością i Miłością… Wchodził we mnie. I ja w Niego wchodzilam… głębiej i głębiej. Znalazłam się na SERCU Najdroższym moim. Na SERCU Maleńkiego mojego leżałam. Wtulona w Miłość. Otulona Miłością. Cała w Miłości.
„Dzielisz ze Mną Moją MĘKĘ, Maleńka Moja!”
Tańczylismy bardzo. Najdroższy mój i ja. W MIŁOŚCI!
WYNALAZEK NAJDROŻSZEGO
Leżałam na ołtarzu Krzyża. Uśmiechałam się do Najdroższego promiennie! On pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Promieniał bliskością i zachwytem.
„Napiszę o tym, dobrze? Niech inni wiedzą jak się mną opiekujesz, jak troszczysz się o mnie! Jakie wynalazki dla mnie wymyślasz! Napisze o tym, jeśli pozwolisz, Najdroższy mój!”
„Napisz, Maleńka Moja!”
Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Tańczylismy bardzo.
Otóż jak wiecie maluję ustami. Trzymam pędzel w ustach, a mówiąc konkretnie w zębach. Pędzle są z reguły krótkie i żeby je wydłużyć używam przedłużaczy. Do jakiegoś czasu tato robił mi przedłużacze z mazaków. Wyjmował wkład, a wkładal pędzel. Jednak jakiś czas temu mazaki przestały się sprawdzać jako przedłużacze do pędzli. Dlaczego? Dowiecie się z tekstu wiadomości, który ulozylam i powysylalam do różnych hurtowni papierniczych, sklepów, a nawet firm produkujacych mazaki. Oto ta wiadomość: „Jestem niepełnosprawna, na wózku. Jestem malarką. Maluję ustami. Mazaków (wkłady są wyjmowane) używam jako przedłużaczy do pędzli. Kiedyś mazaki wykonane były z takiego plastiku, który się wyginał, dobrze mi się malowało. Teraz przeważnie są z takiego twardego plastiku, który pęka i rani mi szczękę. Czy mają Państwo może takie mazaki, które mają choć trochę giętką obudowę, które się wyginają? Ja wiem, że to kłopot sprawdzać, ale byłabym naprawdę bardzo wdzięczna…” Wysyłalam go wszędzie, odpowiedzi, jeśli przychodziły były w stylu: „Bardzo nam przykro, ale takich mazaków nie posiadamy.” Pomagaly moje Duchowe Dzieci. Syn wysłał wiadomość do szefa hurtowni papierniczej, tato szukal w sklepach, ja w internecie. Jednak odpowiednich mazakow nie było. Tato pozakladal wężyki silikonowe na mazaki, żebym miała miękko. Jednak i one nie zdały egzaminu. Między wężyk a mazaki dostawala się ślina i kapala na obraz. Poza tym wężyki były delikatne i szybko je przegryzalam. Także szukalam dalej. W sklepie internetowym dla artystów znalazłam nasadki na węgiel, żeby gdy się nim maluje, nie pobrudzić sobie rąk. Dowiedziałam się też że są specjalne nasadki na ołówek gdy jest krótki. Znalazłam nawet takie, które wydaly się dobre. I napisałam do sklepu pytanie o wymiary. Napisalam, wysłałam, wyłączyłam komputer. I zawołałam tatę, żeby mnie zawiózl do kuchni. Zawiózl. Na stole już stała moja kolacja. Stało też kilka kubków i leżała łyżka z plastikowym uchwytem. Jak to w kuchni 😁 Zaczęłam jeść. Ale zaraz przerwałam… Spojrzałam na łyżkę… I naszla mnie myśl! „Taaak… to odłączyć, rozdzielić, a tu wywiercic otwór… I byłoby super!”
-Jedz. Dlaczego nie jesz? – z rozmyślań wyrwał mnie głos taty.
-Bo… tak mi przyszło do głowy że ten uchwyt od łyżki mógłby być dobry… jako przedluzacz…
Tato wziął łyżkę do ręki, zaczął ją obracać i badać wzrokiem.
-Myślisz? A nie będzie za twarde?
-Właśnie dobrze, że twarde. I pełne. Nie będą się lamaly jak mazaki i nie będę ich tak szybko przegryzac.
-Tak? To idę wywiercic otwór na pędzel.
-Teraz?! Mógłbyś?
-A dlaczego nie? Jasne! Tylko szkoda, że nie mam imadła, byłoby łatwiej. Bo otwór trzeba wywiercić idealnie równo i idealnie na środku. Żeby wiertło bokiem nie wyszło. Chirurgiczna precyzja potrzebna!- zaśmiał się tato i wyszedł z łyżką na dwór.
A we mnie już wszystko śpiewało Najdroższemu: „Dziękuję!!!”
Tato wrócił po chwili z wywierconym w uchwycie otworem. Włożył do niego pędzel i dał mi do wypróbowania. Uchwyt w zębach trzymał się… idealnie!
-I jak? – spytał zaciekawiony tata.
-Suuuper!!!
-Jutro zobaczysz jeszcze jak będzie ci się malowało, a jak będzie dobry to zrobię więcej takich przedłużaczy!
-A łyżki?!- spytałam śmiejąc się.
-Nie martw się o łyżki! – tata też się śmiał- zawsze można je kupić. A dobrych mazaków, jak widzisz, nie ma.
Wieczorem napisałam o tej przygodzie Duchowemu Dziecku. „Jak pomysł okaże się dobry to go
opatentuję! 😀 ” – dodalam.
Na drugi dzień wypróbowałam nowy przedłużacz „w praniu”, w czasie malowania. Był dobry… to mało powiedziane! Idealny! Super! Ekstra!!!
Tato porobił mi ich więcej.
-Zobacz jakie przedłużacze Monika wymyśliła!- tata pokazał je mamie.
-Wydziwia! – skomentowała krótko.
-Wcale nie! To bardzo dobry pomysł. Moja krew! To ja ją natchnąłem!- śmiał się tata.
Uśmiechnęłam się i pomyslałam, że sukces to zawsze ma wielu ojców!
Doskonale wiedziałam CZYJ to pomysł i KTO mnie natchnął! Taki oryginalny, niekonwencjonalny, dziwny a jednocześnie genialny pomysł mógł mieć TYLKO Najdroższy mój!!!

W ŚWIATŁOŚCI
Siedziałam na ławeczce w morzu kwiatów. W ramionach trzymałam Najdroższego mojego. Tuliłam Go do serca swego. Maleńki patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem… Szczęśliwa! Uśmiechałam się do Niego radośnie. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i też się do mnie cudnie uśmiechał. W pewnej chwili zawial lekki wietrzyk. Podnioslam głowę. Było cudownie! Na niebie świeciło wielkie jasne Słońce, morze kwiatów falowało wydając piękne zapachy… Podnioslam głowę jeszcze wyżej, zamknęlam oczy i wdychalam… Pomyślałam że jestem najszczesliwsza na świecie! Trwałam chwilę z zamkniętymi oczami. Gdy nagle poczułam, że ktoś rzuca mi się na szyję i obsypuje pocałunkami, na policzkach! Na całej twarzy!!! Otworzyłam oczy i zobaczyłam klęczace na moich kolanach Dzieciątko, które obejmowało mnie za szyję i obsypywalo mnie pocałunkami!
„Moja Słodka Pięknotka!” – szeptalo czule. Zaśmiałam się wesoło! A Dzieciątko zeskoczylo z moich kolan, chwycilo mnie za rękę.
„Chodź!” – zawołało.
„Chcesz iść na spacer? Dobrze!”
Wstałam z ławeczki i trzymając Dzieciątko za rączke szłam nad morzem kwiatów. Nagle znalazłam się w całkowitej ciemności!!! Całkowitej! Ciemno było bardzo. Czarno! Nic nie widziałam. Nawet Dzieciątka! Czułam tylko ciepło Jego rączki w swojej dłoni.
” Nie bój się Moja Słodka. Jestem przy Tobie!”
„Wiem, mój Maleńki!”
Czułam, że dokądś Maleńki mój mnie prowadził. Choć wokół wciąż widziałam tylko ciemności, byłam pewna że idziemy. W pewnej chwili w oddali zobaczyłam jasny punkt. Wyraźnie szliśmy w jego kierunku. Jasny punkt stawal się większy i większy. Aż przybrał kształt. Krzyża! Wielki świetlisty Krzyż jasnial w ciemności… Szliśmy Niego, Maleńki mój i ja. Nie wiem jak długo szliśmy. W każdym razie po jakimś czasie stanęłam przed ogromnym Krzyżem. Najdroższego mojego nie było… Gdzieś zniknął. A Krzyż okazał się być wielką bramą. Do Światłości. Stałam na jej progu, gdy wyszła z niej do mnie jasna Postać. Poznałam ją od razu! Po uśmiechu! To był mój Anioł Stróż, ks Piotr. Położył swą dłoń na moim ramieniu i poprowadzil w Światłość. Znalazłam się w ogromnej jasności. Zobaczylam kilka rzędów jakby ławek. Anioł przyprowadził mnie do jednej z nich i gestem dłoni zapraszal żebym usiadła. Usiadłam. Aniol usiadł obok mnie. Wtedy zobaczylam że w zławkach siedzi wiele osób podobnych do mnie, a obok nich świetlistych Postaci.
Zagrały trąby. I jakiś donośny głos zaczął wyczytywać:
” Moja Piękna Perła!”
I z ławki wyszła na środek piękna postać. Rzeczywiście przypominała cudną perłę!
„Moja Zwinna Iskierka!”
I na środek wybiegła postać przypominająca iskrę!
„Moja Gołąbka!”
Na środek wyleciała postac przypominająca gołębia!
„Moja Słodka Pięknotka!”
I na środek wyszłam… ja.
Donośny głos długo jeszcze wyczytywał, a na z ławek wychodziły co rusz to nowe postaci.
Trąby zagrały uroczyście!
„Prosimy zrobić przejście dla Oblubieńca!”- zabrzmiał ten sam głos, który wcześniej wyczytywał.
Postaci, w tym ja, rozstąpiły się robiąc szerokie przejscie.
I wtedy zjawił się On!!! Najdroższy!!! Przecudny i promienny bardzo! Jaśniał przedziwnym blaskiem!!! Podchodził do każdej postaci i obdarzał kazdą cudnym usmiechem i pocałunkiem. Podszedł i do mnie. Uśmiechnął się cudnie i mnie pocałował. Jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice…
A potem zaczęły się tańce!!! Najdroższy tanczył z kazdą postacią oddzielnie i ze wszystkimi naraz. Jednocześnie! I kazda z nas była pewna, przekonana do głębi, ze jest dla Niego jedyną. Że jest cały jej i dla niej. A ona Jego i dla Niego! I że Najdroższy tańczy tylko z nią. Maleńki tańczył ze mną… Patrzył we mnie głęboko… z ogniem Milości i zachwytem… Tanczył i patrzył… i patrzył… A ja nie wiem kiedy zorientowałam sie, że znów siedzę na ławeczce nad morzem kwiatów i tulę Najdroższego do serca.
Uśmiechał się do mnie cudnie…