Siedzieliśmy na ławeczce w morzu kwiatów. Najdroższy mój siedział na ławeczce a ja na Jego kolanach. Siedziałam i obejmowałam Najdroższego z miłością i czułością za szyję. A ON tulil mnie do SERCA Swego i Swój policzek do mego policzka. Trwalismy w miłości i bliskości bez granic… Rozmyślalam…
„Dlaczego Pan Bóg wziął Maryję do Nieba z ciałem i duszą? Bo nigdy Mu nie powiedziała „nie!”. Zawsze mówiła Bogu „Tak!” Zawsze była na TAK!!! Od poczęcia! I kiedy Bóg przez Anioła przyszedł spytać czy zostanie Matką Jego Syna, Ona to „Tak” wypowiedziala. I całe życie tym TAK żyła. A pod Krzyżem je ostatecznie potwierdzila. Po ludzku miała bardzo trudne życie. Można by powiedzieć że przegrane. Była bardzo biedna, uboga. Owdowiala w młodym wieku. A wiadomo jaki był status społeczny wdowy w tamtym czasie… Samotnie wychowywała jedynego Syna. I ten Syn w pewnym momencie od NIEJ odszedł. I został wędrownym nauczycielem. Jej sąsiedzi pewnie się dziwili i mówili: 'Ot, synalek! Zamiast założyć warsztat stolarski, na wzór ojca, miał przecież fach w ręku, zarabiać i pomagać Matce, to On sobie odszedł! Poszedł w sina dal. A Ona pozwoliła Mu odejść! Dziwna Ta Miriam! A Jej Syn jeszcze dziwniejszy! Chodzi teraz i głosi jakąś nową naukę! Źle skończy!’ Tak pewnie mówili sąsiedzi. A ich zdziwienie było jeszcze większe gdy Miriam zostawiła swoją malenka, uboga lepianke i poszła za Synem. Żeby Go słuchać. Stała się Jego uczennica. A potem Jej Syn uznany został za wywrotowca i skazany na śmierć. Na ukrzyżowanie. Miriam stała pod Krzyżem. Widziała Męke i śmierć ukochanego Synka… Cierpiala z Nim. A kiedy umarł i został zdjęty z Krzyża, tuliła Jego martwe Ciało do SERCA… Widziała jak Go pochwali i zatoczyli u wejścia do grobu wielki kamień. A na trzeci dzień GO zobaczyla!!! Żywego, pięknego i odmienionego! Jakaż była Jej radość!!! A potem Syn odszedł do Nieba, ale Ona wiedziała że z Nią jest zawsze. Stala się Matką Jego Kościoła. A potem po ludzku znikla. Bóg widząc miłość, unizenie, całkowite oddanie Miriam, zachwycił się Nią tak bardzo, że wziął Ją do Nieba z ciałem i duszą! Widząc piękno Jej duszy, które promienialo na Nią całą, nie chciał, żeby Jej ciało uległo zepsuciu, zniszczeniu, zabrał Ją całą!
Cale życie Miriam było jednym wielkim TAK!
Miriam teraz siedzi po prawica Syna. I króluje, Miłością!”
Tak rozmyślalam… I prosiłam Maleńkiego mojego, że uczył mnie zawsze mówić Jemu „Tak!”
Żeby być na TAK!!! Jak Miriam.
Autor: Maleńka
POKORNIE
Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był ze mną. Czuwał przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem pełnym Miłości i bliskości bez granic…
„Przytul Mnie, Maleńka… Tęsknię!”- wyszeptal Najdroższy z czułym uśmiechem.
„Chodź mój Maleńki… Utule Cię, ukołysze… Ja też tęsknię!”
Nakarmił mnie Swoim Ciałem i już Maleńki leżał w moich ramionach, w objęciach moich. A ja tuliłam Go do serca. Pochylalam się nad Najdroższym moim z miłością, patrzyłam w Jego jasne, dobre, pokorne oczy i rozmyślalam… Rozmyślalam o mojej tęsknocie. Od jakiegoś czasu zauważyłam że moja tęsknota zmienia się. Naszła mnie kiedyś nawet myśl że już nie tęsknię. Ale odpędziłam tę myśl od razu. Oczywiście, że tęsknię, tylko inaczej! Ale jak…? Nie umiałam powiedzieć…
Najdroższy uśmiechnął się do moich myśli.
„Tęsknisz, tęsknisz, Maleńka Moja! Znam Twoją tęsknotę! Powiem Ci jak tęsknisz. Kiedyś Twoja tęsknota była niecierpliwa, łapczywa. Chciałaś umrzeć ” już! teraz!”, żeby Mnie zobaczyć w pełni. Teraz tęsknisz dojrzale, bardziej cierpliwie. Pokornie.”
Najdroższy uśmiechnął się widząc moje zdziwienie na twarzy. A ja dziwiłam się dlatego że Maleńki powiedział tak prosto i zwyczajnie to czego ja nie umiałam wyjaśnić.
„I to nie jest tak, że nie czekam na Ciebie, Maleńki mój. Czekam! I jeśli byś przyszedł po mnie teraz, poszłabym do Ciebie! Od razu! Poleciałabym na skrzydłach!!! Ale czekam…”
„Pokornie” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia.
„Pokornie” – szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego.
Rozpromienil się ogromnie! Najdroższy mój! Cały był Miłością i uśmiechem…
„Tęsknię!” – szepnął Maleńki mój.
„Tęsknię!” – szepnęłam z ufnością.
Tuliłam do serca swego, Ślicznego mojego. Kołysalam…. I tęskniłam, pokornie.
JEGO MIŁOŚĆ…
Leżałam na ołtarzu Krzyża. Obolała i zmęczona. Tańcząca bardzo! Leżałam. Maleńki mój był przy mnie… Pochylał się nade mną z czułością, którą nie potrafię opisać słowami… i patrzył we mnie Cudownym Spojrzeniem Miłości… Cały był Miłością, bliskością i Światłem. Jasnością niesamowitą… niezmierną… Rozlewał ją we mnie…! Patrzyłam w Maleńkiego zakochana i zachwycona ogromnie! I choć ciało bolało bardzo, uśmiechałam się do Niego radośnie! Nie myślałam o bólu. Patrzyłam w Maleńkiego mojego… Myślałam… Nie! Nie myślałam! Patrzyłam w Niego i trwałam w Nim. A On, Maleńki mój uśmiechał się do mnie promiennie… Wyciągnęłam do Niego ręce. Wziął mnie natychmiast! W objęcia! W ramiona! Wziął i tulił do SERCA… Nakarmił mnie Swoim Ciałem i… patrzył we mnie z czułością bezbrzeżną… Jak w obrazek patrzył! Wtuliłam się w Maleńkiego jeszcze bardziej i uszczęśliwiona wyszeptałam:
„Jak dobrze mi w Tobie, Maleńki! Jak dobrze!!!”
Maleńki pochylił się ku mnie jeszcze bardziej i patrzył we mnie Swymi pięknymi, łagodnymi, dobrymi, dużymi oczami…
„Jestem z Tobą, Maleństwo Moje! I kocham Ciebie!”
„Wiem, mój Maleńki! Dziękuję Ci baaaaaaardzo!!!!”
I uśmiechnęłam się do Niego całą sobą! Potem zamknęłam oczy. I leżałam w ramionach Maleńkiego, z zamkniętymi oczami i uśmiechnięta od ucha do ucha.
Słyszałam bicie Jego SERCA:
„Kocham Cię, Maleńka! Kocham Cię, Maleńka! Kocham Cię, Maleńka!”
Biło dla mnie…
Maleńki dawał, daje mi tyle Miłości… Wraz z Miłością wlewa we mnie szczęście, poczucie własnej wartości, odwagę i wiarę w siebie. I pewność, że potrafię kochać. A gdy tak patrzy we mnie z Miłością i zachwytem, sprawia, że pragnę być coraz bardziej podobną do Niego. I Jemu się podobać!
Mój Słodki Piękniś… kocham Go nad życie…
NIE CHCĘ PANOWAĆ!
Byłam stanowcza. Krzyknęłam nawet. Pierwszy raz w życiu… Fragment rozmowy między moim Duchowym Dzieckiem a mną:
Dziecko:
-Widziałaś co one wyrabiały?!! Nie mogłam tego wytrzymać!!!
Ja:
-Widziałam, że nie mogłaś. Kochanie to są małe dzieci… To prawda że rozrabiały. Ale ty tylko na nie krzyczysz, szkolisz, straszysz. A potem się dziwisz że nie chcą do ciebie przychodzić. Tak nie można. Trzeba je przytulić, ukochac, wytłumaczyć jak robią źle, pobawić się z nimi. A ty krzyczysz i straszysz. To są twoje wnuki…
-Ja wiem że to moje wnuki, wiesz??! Wiem!!!! Ale one to, to, to, To, TO!!!
I moje Duchowe Dziecko zaczęło się rozkręcac i nakręcać. Coraz bardziej i bardziej…. Z jego ust zaczęły wypływać słowa wyolbrzymione, nieadekwatne do sytuacji, przesadzone, złe. Jego usta przypominały karabin maszynowy a słowa, pociski. Nie mogłam tego wytrzymać! Nie mogłam tego słuchać! Krzyknęłam.
-Cicho!!! Przestań już…!!!
Dziecko umilkło od razu! Było widać że jest zdumione do głębi! Natsala sekunda ciszy. Po której Dziecko krzyknęło prawie:
-Ty do mnie tak mówisz?! Do mnie w ten sposób się odnosisz?!!
-Tak – odpowiedzialam patrząc Duchowemu Dziecku w oczy.
-No! Bardzo ładnie się do mnie odnosisz! Bardzo ładnie!!!
Nie odpowiedziałam. Milczałam. Nie broniłam się. Nie widziałam sensu się bronić. Więcej. Nie widziałam powodu, żeby się bronić. Bronią się winni, a ja winna nie byłam. Nie czułam się winna. Patrzyłam Dziecku prosto w oczy z miłością… I ono spojrzalo mi w oczy… Po chwili spuscilo wzrok i natychmiast zmienilo temat rozmowy.
Siedzieliśmy na ławeczce w morzu kwiatów. Najdroższy mój i ja. Maleńki trzymal mnie na Swoich kolanach i tulil do SERCA. Patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Uśmiechał się do mnie promiennie bardzo.
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Maleńka Moja. Czasem nawet trzeba krzyknąć, żeby zło umilklo.”
„Tak…” – szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego – wiesz, mój Maleńki, ja już siebie nie poznaję…”
„Rozkwitasz jak kwiat!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia wielką.
Spojrzałam w morze kwiatów i zaśmiałam się wesoło. Potem spojrzałam w Maleńkiego mojego z uśmiechem. On jednak patrzył we mnie poważny, dostojny i uroczysty. Patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach…
” Pragnę Ciebie, Moja…”
Przerwałam Mu!
„I ja pragnę Ciebie!!!”
Wchodzilam w Najdroższego mojego… I od razu znalazłam się na SERCU Maleńkiego mojego. Objęłam JE i ucałowałam z miłością i tkliwością. I usłyszałam dźwięczny głos Najdroższego:
„Czego sobie życzysz, Moja Pani?”
Rozejrzałam się w koło. Oprócz mnie nie było nikogo… Wyglądało na to że mówił do mnie…
„Nie jestem Twoją panią! Nie mów tak do mnie, Najdroższy, proszę!”
„Pragnę Cię uszczęśliwiać i służyć Tobie, Moja Pani!”
„Kiedy tak do mnie mówisz, sprawiasz mi ból, cierpienie a nie szczęście! Nie jestem Twoją panią!”
„Moja Pani…”
„To TY jesteś moim Panem! Ja nie jestem! Nie jestem Twoją panią! Nie chcę nią być! Nie chcę nad Tobą panować, tylko Cię kochać!”
Wtedy ujrzalam nad sobą uśmiechnięte Oblicze Najdroższego mojego! Byl bardzo piękny! Promieniał bliskością. Dotknęłam Jego policzka i głaskalam go z czułością…
„Mój Panie!” – szepnęłam.
„Nie mów tak do Mnie, Maleńka Moja! Nie chcę nad Tobą panować, tylko Cię kochać!”
„Mój Maleńki! Mój Słodki!” – szepnęłam uszczęśliwiona bez miary!!! Ciągle głaskalam policzek Maleńkiego mojego. A ON patrzył we mnie z czułością niewyobrażalna… Zanurzal w czułości. Był Miłością i czułością… Maleńki mój…
Z MIŁOŚCIĄ DLA MIŁOŚCI
Byłam w ramionach Najdroższego mojego, w objęciach Maleńkiego mojego leżałam. Tańczylismy bardzo! Umiłowany trzymał mnie z czułością w ramionach. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Leżałam bez sił prawie. Ale szczęśliwa bardzo bardzo! Szczęśliwa bez miary!!! Najdroższy, Maleńki mój cały był dla mnie!!! Cały był Miłością, czułością tkliwością! Cały był Światłością! Bliskością! Cały był mój! A ja Jego cała! Zakochana na zabój! Patrzyłam Mu w oczy w milczeniu. I On patrzył we mnie…. Mój Maleńki mój Słodki, mój Piękniś… Piekniutki mój…. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil mnie w Swych ramionach. Do SERCA tulil… Ja tańczyłam dla NIEGO. Dla Miłości mojego życia tańczyłam! Z miłością dla Miłości…!
ŁATWE!
Znalazłam się pod Krzyżem Najdroższego mojego. Maleńki wisiał na nim i cierpiał niezmiernie… Ja też cierpialam bardzo. Ale chciałam jakoś ulżyć Umiłowanemu mojemu. Objęłam Go z czułością i zaczęłam całować JEGO Rany. Całowalam z tkliwoscia… Pocałunek przy pocałunku. Pomyślałam że może gdy ucałuje to będzie Go mniej bolało. Całowalam i całowalam… Przebite ręce i SERCE i stopy. Całowalam z uwielbieniem, namaszczeniem wielkim. Całowalam Jego stopy…. Najdroższy mój podniósł mnie delikatnie i zbliżył Swą twarz do mojej twarzy.
„Dlaczego Mi służysz, Maleńka Moja?”-spytal patrząc mi w oczy głęboko.
„Bo Cię kocham!”
„A nie boisz się Mnie? Nie służysz Mi ze strachu?”
Uśmiechnęłam się do Niego z miłością i poblazliwie…
„Najdroższy, Maleńki mój… wiesz przecież że się Ciebie nie boję, więc dlaczego pytasz?”
Najdroższy rozpromienil się cały ogromnie. Krzyż znikł. A ON promienial cały szczęściem i zachwytem… Wziął mnie w objęcia w ramiona i tulil do SERCA Swego.
„Pamiętasz jak kiedyś spytałas młodego człowieka, który dopiero co został księdzem: „czy Boga trzeba się bać?”?”
” Tak, odp że trochę trzeba.”
Najdroższy uśmiechał się do mnie cudnie.
„A Ty mu napisałaś że się Mnie nie boisz, bo Ciebie kocham i jestem bardzo dobry i miłości nie trzeba się bać. I spytałas jeszcze: „to źle, że się Go nie boję?” ”
„Odp że co innego miał na myśli, ale nie powiedział co i w ogóle zamilkł.”
„Bo nie wiedział co ma Ci odpowiedzieć. Twoje słowa wywarły na nim wrażenie. Teraz mogę Ci, Maleńka powiedzieć że to Ty odpowiedziałaś na jego pytanie.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Serca Swojego…
„Wielu ludzi się Mnie boi, Maleńka Moja. I służy Mi tylko ze strachu…”
„I co im doradzić?”
„Żeby Mi zaufali, a doświadcza Mojej Miłości i przekonają się, że jestem dobry!”
„Niektórzy powiedzą że to jest za trudne i, że łatwo powiedzieć… ”
Maleńki spojrzał mi w oczy ze smutkiem…
” To łatwe. Bardzo łatwe. Tylko wy ludzie utrudniacie, komplikujecie… ”
” A Ty Cierpisz, Maleńki mój… ”
Nie odpowiedział. Ale widziałam, że tak…
Tańczyliśmy… wciaż tanczymy. Bardzo!
ZAKOCHANY W SERCU MOIM…
Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo i zmęczona leżałam. Najdroższy mój był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem Miłości i bliskości. Spojrzeniem z Krzyża. Patrzyłam Mu w oczy z miłością. I rozmyślalam… Rozmyślalam o osobach, które skrzywdziły moje Duchowe Dziecko… Serce mnie wczoraj bolało. Bo kto krzywdzi któreś z moich Dzieci, krzywdzi mnie. W pierwszej chwili chciałam nawet odpowiedzieć, zareagować na te krzywdę. Ale potem naszla mnie myśl że gdybym odpowiedziała na te krzywdę, byłabym podobna do osób które moje Duchowe Dziecko skrzywdziły. Nie chciałam tak… Nie chciałam być jak one… I odstąpiłam od reakcji. Czułam się potem z jednej strony tak jakbym nadstawiala drugi policzek i mówiła tym osobom „bijcie w drugi!”, a z drugiej strony mi ulżylo. Teraz leżałam na ołtarzu Krzyża i rozmyślalam o tych osobach, które skrzywdziły…
Maleńki spojrzał we mnie z wielką Miłością… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Potem patrząc mi w oczy głęboko, przenikliwie, wyszeptał:
„Adoptuj je, Maleńka Moja!”
„Obie?!”
„Tak! Więcej!!! Adoptuj całe ich rodziny!”
Patrzyłam w Maleńkiego z szeroko otwartymi ustami! Zaczęłam liczyć… 15 osób!
„Oni są daleko od Ciebie, Maleńki mój… Serce mnie boli z tego powodu…”
„Właśnie dlatego że są daleko ode Mnie, je adoptuj. Aby przez Twój taniec się do Mnie nawróciły. A jeśli nawet się nie nawrócą będę mógł je usprawiedliwić!”
„Dlatego że będą moimi Duchowymi Dziećmi?!”
„Tak , Maleńka Moja!”
Ujęłam twarz Najdroższego mojego w obie dłonie i patrząc w Niego szepnęłam:
„Adoptuję je teraz. W tej chwili. A Ty, Maleńki mój jesteś tego świadkiem!”
Najdroższy patrzył we mnie głęboko…
„Jakaś Ty podobna do Mnie! Jak bardzo podobna!!!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I mnie pocałowal. Jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Obsypywal mnie pocałunkami… I położył głowę na moim sercu. I je całowal.
„Zakochany jestem w sercu Twoim, Maleńka Moja! Jak bardzo zakochany!”
Tonęlam w Maleńkim moim…
O SŁOŃCU, PROMIENIU, CIEPLE I DESZCZU
Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie. Pochylal się nade mną i patrzył we Swym pełnym Miłości i bliskości bez spojrzeniem…
„Nie masz siły, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy ze współczuciem.
„Nie mam siły. Ale mam Ciebie, Maleńki mój!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha. Najdroższy rozpromienil się ogromnie, wziął mnie na ręce i za chwilę byliśmy już nad morzem kwiatów. Najdroższy trzymał mnie pod rękę i obejmował z troską.
„Zobacz jak tu pięknie, Maleńka!!!”
Rzeczywiście! Było cudownie! Zameczek na skale iskrzyl się w Słońcu, a morze kwiatów falowalo w Jego promieniach.
„Tak…. I to słońce takie wielkie i jasne! Tyle ciepła daje! I w ogóle nie razi! Dziwne!”
Maleńki spojrzał we mnie Swymi dużymi jasnymi oczami.
„To Abba! Tatko!” – wyszeptal patrząc z uwielbieniem w Słońce.
„Tatko??!!!” – zawołałam z zachwytem. A po chwili szepnęłam:
„A możemy tam, bliżej?! Do Niego??”
„Oczywiście!!!”- zaśmiał się perliscie Najdroższy mój! Wziął mnie na ręce i zaczął się wznosić! Frunąć! Lecieć do góry! Wyżej i wyżej! Do Słońca! Do Tatki! I wznosząc się tańczył! Tańczył! I w tańcu wirowal! Wznosil się wyżej i wyżej!!! I tańczyl w Słońcu! W Jego promieniach tańczył!!! Więcej!!! Sam stał się Promieniem! Promieniem Słońca!!!
„Tatko jest Słońcem! Ty Promieniem! A Duch?!”
„Duch jest Ciepłem! Ciepłem na Twoim policzku, Pięknotko Moja!”
„Duch jest OSOBĄ, a Go nie widać!”
„Jego nie widac, ale czuć Jego działanie! Ciepła nie widzisz, podobnie jak wiatru. Ale czuje się jak wieje!”
Uśmiechnęłam się do Maleńkiego mojego. Najdroższy skończył tańczyć i natychmiast usiadł na ławeczce w morzu kwiatów. Siedziałam na Jego kolanach.
„A jak w sercu jest wielka radość i szczęście i światło to… – szepnęłam dotykając serca mojego.
„To dzieło całej naszej Trójki – wyszeptal Najdroższy z pięknym uśmiechem.
” A!”- uśmiechnęłam się cała.
Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja położyłam głowę na Jego ramieniu. Zamknęłam oczy i uwielbiałam Najdroższego mojego. Nagle poczułam coś mokrego na policzku! Potem na całym ciele. Otworzyłam oczy i zobaczyłam deszcz! Z nieba padał deszcz!
„To chyba nie Duch?!”- zaśmiałam się wesoło.
Maleńki zaśmiał się serdecznie!
„Nie Maleńka Moja! To Łaska!”
„Łaska?!”
„Tak Moja Słodka! Odkąd zanurzylem Ciebie w Zdroju Miłosierdzia Mojego, jesteś w Łasce. Jesteś w Niej zanurzona! Jak w deszczu!”
Zeskoczylam z kolan Najdroższego i chwyciłam Jego dłoń. I śmiejąc się ciągnęłam Maleńkiego mojego!
„Chodź, chodź! Zatańczymy! Proszę! Chodź, Najdroższy mój!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie! Skoczyl i wziął mnie z Miłością w ramiona. Objął mnie i zaczęliśmy tańczyć!!! Tańczyliśmy w deszczu! W deszczu Łask tańczyliśmy bardzo! Maleńki mój i ja… Szczęśliwi i zakochani na wieczność!
MIARA MIŁOŚCI
Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo i zmęczona bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie, był ze mną. Pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia niesamowitą i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Promienial cały bliskością. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy z wyszeptal z ogniem w oczach:
„Mama? Mama?”
Patrzyłam Mu w oczy z ufnością… Przypomniałam sobie jak pierwszy raz spytal czy jestem JEGO matką. Zaprzeczylam wtedy. A ON powiedział że jestem, bo rodzę Go w sercach innych ludzi. Teraz patrzyłam w oczy Najdroższego głęboko…
„Tak mój Maleńki, jestem Twoją mamą.”
W jednej chwili znalazłam się przy Krzyżu Najdroższego mojego. Wisiał ON na nim cierpiący niezmiernie…
„Zrodzilas Mnie znów w jednej duszy, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia.
„Zrodzilam? Ciebie?! Przecież ja tylko…”
„Najmilsza…. Zły próbuje umniejszac Twoje czyny, ich wartość. Próbuje wmówić Ci, że nie potrafisz kochać i że Ja mówię na wyrost. Tymczasem Ja nigdy nie umniejszam i nigdy nie mówię na wyrost. Ja mówię jak jest. Widzę Twoje czyny takimi jakimi są. We właściwym wymiarze i rozmiarze. Widzę ich prawdziwą wartość, miarę!”
” Maleńki mój… ja dla Ciebie wszystko!!!!”- wyrwało mi się z głębi serca.
” Właśnie, wszystko. To jest miara Twoich czynów. Miara Twej miłości do Mnie. Wszystko. Taką miarą i Ja Ci odmierze!”
Przylgnelam do Ukrzyżowanego, do Maleńkiego mojego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem… Najdroższy przytulił mnie mocno do SERCA Swego.
„Jestem z Tobą jedno, Śliczna Moja!”
Trwalismy zjednoczeni w miłości i cierpieniu. Najdroższy mój i ja.
NIEWYSŁOWIONA MIŁOŚĆ
Siedziałam na ławeczce w morzu kwiatów. Siedziałam, trzymałam w ramionach Najdroższego mojego. Pochylalam się nad Nim z miłością i czułością i tuliłam do serca swego. Maleńki mój promienial cały Miłością i zachwytem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I w tej samej chwili potężna, ogromna, niewysłowiona Fala Miłości zalała me serce… Nie tylko serce! Zalała mnie całą!!! Napełnila mnie Światłościa… Fala była tak silna i wielka, że zdawało mi się, że upadne i zemdleje,.. Ale Maleńki mój natychmiast wziął mnie na ręce!!! Wziął mnie w objęcia w ramiona i przytulił do SERCA! I trzymając mnie na rękach zaczął tańczyć nad morzem kwiatów!!! Tańczył pięknie! Lekko jak wiatr!!! Szybko odzyskalam siły w ramionach Najdroższego! I byłam przekonana że i ja tule Go w moim sercu… Czułam niemal fizycznie… że tule mojego Maleńkiego… Choć to ON mnie trzymał w ramionach i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie z zachwytem niewyslowionym. Spojrzalam w Maleńkiego pytająco. Rozpromienil się cały!
„Pamiętasz, Maleńka co wczoraj Mi powiedziałaś po przyjęciu Komunii Św?”
Teraz ja rozpromienilam się cała w uśmiechu!
„Oczywiście, Maleńki mój! Powiedziałam że z moje serce to Twoja kołyska. Prosiłam żebyś się w nim wygodnie ułożył, a ja będę Ciebie tulić!”
„Tulisz Mnie teraz, Maleńka Moja!”
Rozplywalam się ze szczęścia…
Najdroższy skończył tańczyć i znów usiadł na ławeczce w morzu kwiatów. Trzymał mnie w objęciach i tulil do SERCA. Usiadłam na Jego kolanach, objęłam za szyję i ucalowalam Go z czułością. I wyszeptalam Mu wprost do ucha:
„Kocham Ciebie, mój Słodki Pięknisiu!”
I znów Fala niewysłowionej Miłości zalała me serce…