Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja Wokół nas było ciemno i szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką i smutkiem… Umiłowany cierpial ogromnie, bardzo. Ja też cierpialam. Najdroższy obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą…. Cierpiący był bardzo… Strasznie! Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy. I wyszeptalam ze współczuciem:
„Najdroższy mój… Maleńki mój, jak mogę Ci usłużyć? Pomoc? Ulżyć Ci choć trochę?”
Umiłowany spojrzał mi w oczy z czułością.
„Bądź przy Mnie, Maleńka Moja!”
„Jestem, Ukochany! Ale czy mogę zrobić coś jeszcze?”
„Zatańcz dla Mnie!” – szepnął Umiłowany uśmiechając się do mnie cudnie.
„Z radością, Najdroższy mój!”
I zaczęłam tańczyć! Przed Nim, przed Maleńkim moim. Tańczyłam bardzo intensywnie. I pięknie. Dla Najdroższego! Tańczyłam! Umiłowany dołączył do mnie. Objął mnie i tańczyliśmy razem! Umiłowany tańczył cudnie! Lekko i zwiewnie! Jak motyl! Jak wiatr! Patrzyłam w Najdroższego z zachwytem!!! Zapatrzylam się… Nagle w Otchłani Męki Umiłowanego rozbyslo światło jasne i ciepłe, zaroilo się od kwiatów, ptaków i barwnych motyli!!! Trwało to kilka sekund i znikło… Znów było ciemno i szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką i smutkiem. Spojrzałam w Umiłowanego zdumiona do głębi serca. Pytająco. Najdroższy mój uśmiechnął się do mnie, pochylil się i szepnął mi do ucha:
„Wiosna idzie!”
„Aaaa…” – uśmiechalam się do Niego radośnie. Tańczylismy bardzo. Najdroższy obejmował mnie i otulal mnie Sobą. Wchodziłam w Najdroższego mojego. Wchodziłam… Głębiej i głębiej… I znalazłam się przy SERCU Ukochanego. Z Rany JEGO wyszła Hostia i weszła we mnie. A ja zachwycona cała wtulilam się w SERCE Najdroższe… I tańczyłam dla NIEGO!
Autor: Maleńka
NIE WSTYDŹ SIĘ, MALEŃKA!
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja
Umiłowany cierpial niezmiernie… ogromnie… I ja cierpialam bardzo. Miejsce w moim ciele, które zwykle bolało mnie bardzo, dzisiaj bolało mnie jeszcze bardziej. Najdroższy wiedział o tym. I pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia wielką. Wielką! Nie do opisania słowami… Sam cierpiący niezmiernie pochylal się nad moim cierpieniem. Dotykal delikatnie i z namaszczeniem miejsca, w które bardzo mnie bolało.
„Cierpisz bardzo, Maleńka Moja…”
Przytaknelam i wyszeptalam z trudem:
„Tańczę. Z Tobą i dla Ciebie, Najdroższy mój. To dla mnie zaszczyt cierpieć z Tobą, Najdroższy mój! Wielki zaszczyt!”
Nagle zabolało mnie tak bardzo, że aż jęknelam. Zawstydzilam się. Umiłowany cierpial o wiele, wiele bardziej, a cierpial w milczeniu. Zawstydzona patrzyłam Mu w oczy. Najdroższy patrzył we mnie z czułością.
” Nie wstydź się Maleńka Moja. Ja rozumiem. Wszystko.”
„Dzięku…”
Umiłowany nie pozwolil mi dokończyć. Zamknął mi usta pocałunkiem. Całował mnie słodko… Jak Oblubieniec całuje oblubienice. Całowal i całowal. Otulal mnie Sobą. Przytulał do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA. Tańczylismy bardzo. Najdroższy mój i ja. Przy SERCU Jego. W światłości wielkiej. Najdroższy całowal miejsce w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Całowal jak
MOGĘ WSZYSTKO, Z UMIŁOWANYM MOIM!
W Najdroższym moim byłam. W JEGO Ramionach radośnie tańczyłam! Umiłowany patrzył we mnie…. Promienial Miłością i czułością i zachwytem nie do opisania słowami. Jasnial piękny mój niezwykle… I ja patrzyłam w Najdroższego zakochana, uśmiechnięta i szczęśliwa bardzo!
„Z Tobą,, Najdroższy mój mogę wszystko! Wszystko!!! Wiesz?! Wczoraj głośno powiedziałam do siebie 'kocham cię!’ Pierwszy raz w życiu!!! Wczoraj też pewna osoba która mnie dawno nie widziała, gdy mnie zobaczyla była bardzo zaskoczona! Zdumiona i… zachwycona! „Moniko! Jak ty ładnie wyglądasz!!!” – szepnęła calujac mnie na powitanie. W jej głosie i oczach słyszałam i widziałam niekłamany zachwyt i zdumienie. Uśmiechnęłam się do niej, podziękowalam i od razu pomyślałam o Tobie!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Wiem, Maleńka! Widziałem!”
„A wiesz? W środę mam zamiar iść do fryzjera. Obciąć włosy i pofarbowac. Na rudo. Lubię
rudy. I zrobię taką małą przyjemność, dla siebie.”
„I dla Mnie!” – szepnął Umiłowany wciąż promieniejąc zachwytem.
Rzuciłam Mu się na szyję i ucalowalam Go serdecznie!!!
„Oczywiście! Przede wszystkim dla Ciebie, Najdroższy mój!!! Chcę Ciebie też chwalić tym, że ładnie wyglądam. Wyglądem zewnętrznym. Uczyniłes we mnie piękne wnętrze i chcę pokazywać je na zewnątrz. Też wyglądem!”
Najdroższy mój patrzył we mnie w milczeniu, wciąż promieniejąc, jaśniejąc zachwytem.
„Najdroższy… a Ty dlaczego nic nie mówisz i patrzysz we mnie tak…”
„Słucham z zachwytem i podziwiam Piękność Moją Maleńka!”
Patrzyłam w Najdroższego i uśmiechałam się do Niego rozpromieniona cała. Dziękowałam Najdroższemu i uwielbialam Jego Miłość do mnie. Rozplywalam się w Nim, w Umiłowanym moim. Znikalam w Nim.
ZWYCIĘSTWO!
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja Umiłowany patrzył we mnie z Miłością i czułością nie do opisania słowami. I ja w Umiłowanego mojego z miłością i czułością.. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i zaczął dotykać najbardziej czulego miejsca w moim sercu. Czulego punktu. Dotykal delikatnie i z namaszczeniem wielkim… Dotykał i odkrywal to miejsce przede mną. Do wczoraj jeszcze nie wiedziałam że ono we mnie istnieje. Było ono ukryte w głębokości mego serca. Umiłowany odkrywal je przede mną. I już wiedziałam że to rana. Rana poczucia niekochania i poczucia odrzucenia. Sięgająca czasów mojego dzieciństwa. I Najdroższy mój dotykał tę ranę… Dotykal… A ja Mu na to pozwalam. Nie odsunęłam się ani się nie oparłam, choć wiedziałam że mogę to zrobić w każdej chwili. Że Najdroższy to uszanuje. I właśnie dlatego Mu pozwoliłam. A ON posuwal się dalej. Zaczął całować tę ranę. Całowal x tkliwością niesamowitą, wręcz z czcią…
„Najdroższy mój…. Najdroższy mój!” – szeptałam.
Całowal i całowal słodko… W ranę poczucia niekochania i odrzucenia wlewal Miłość i akceptację. Pozwalałam Najdroższemu… Całował i całowal… Całowal… Potem spojrzał we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Jasnym kochającym i czystym.
” Masz ranę w sercu, Maleńka Moja. Ranę w sercu, jak Ja. Boli, wiem… Od Ciebie jednak tylko zależy co z tą rana i bólem zrobisz. Tylko od Ciebie zależy.”
Patrzyłam w oczy Umiłowanemu mojemu…
„Chcę, żeby zakwitło z niej dobro. Oddaję ją Tobie, Najdroższy! Zrob z nią co chcesz!”
Umiłowany patrzył mi w oczy przenikliwie i promiennie bardzo.
” Jesteś pewna?”- spytal stanowczo i delikatne zarazem.
” Tak, jestem pewna.”
Umiłowany znów pocałowal ranę w moim sercu i wyszeptal:
” Niech wytrysnie z niej Miłosierdzie MOJE!”
I rana zaczęła mnie piec, palić niezmiernie!!! Chciałam tego! Pragnęlam!!! I nagle przeniknęła mnie swiatłość wielka! Błyskawica światła!!!
A po chwili siedziałam pod Krzyżem. Siedziałam i… trzymałam w ramionach…. siebie!!!! Samą siebie tuliłam do serca… Z miłością tuliłam…. Samą siebie tuliłam…. Przytulałam, obejmowałam z czułością… Patrzyłam sobie samej w oczy. I uśmiechałam się do siebie.
„Jesteś piękna w moich oczach! Kocham Ciebie!” – szeptałam i uśmiechałam się do siebie ciągle… Cieszyłam się sobą!!!
Najdroższy mój klęczał przy mnie i pochylal się nade mną z zachwytem!!! Promienial Miłością!
„To Twoje zwycięstwo, Maleńka Moja!”
Spojrzałam Umiłowanemu w oczy rozpromieniona cała!
„To zwycięstwo Twojej Miłości, Miłosierdzia, zwycięstwo Twojej dobroci i cierpliwości, Najdroższy mój!!!”
Patrzył we mnie… Miłość sama. Patrzył i otulal, przytulal, przenikal Sobą. A ja w Umiłowanym moim tuliłam siebie do serca…
JUŻ NA NICZYM NIE STOJĘ
Chodziliśmy po Morzu Cierpienia. Najdroższy mój i ja. Spacerowalismy pod rękę. Po powierzchni Morza. Fale były duże, Morze stalowe i szklste. A nad nami wisiały ciężkie, czarne chmury….Najdroższy mój trzymał mnie pod rękę i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością, ale byłam jakaś niepewna. W moim sercu działo się… Nie wiem jak to opisać. Opiszę jak czuję.
Czułam jakby w moim sercu hulal wiatr. Dziwny Wiatr. Hulal i ustawial wszystko po Swojemu. I w moim sercu kłębily się pytania:
„Czym jest miłosierdzie? Miłosierdzie to więcej niż szacunek, prawda? To więcej niż nawet miłość? Ale miłosierdzie wobec siebie nie oznacza pobłażania sobie i pozwalać sobie na wszystko?!”
Takie i wiele innych pytań kłębilo się w moim sercu. Najdroższy trzymał mnie pod rękę i patrzył we mnie nic nie mówiąc. Tylko patrzył we mnie z Miłością, uśmiechajac się do mnie pięknie. Spacerowalismy pod rękę po Morzu Cierpienia. W moim sercu wciąż hulał wiatr i ustawial wszystko po Swojemu. W pewnej chwili Najdroższy zatrzymal się i stanął naprzeciw mnie. Bardzo blisko. Ujął moją twarz w Swoje dłonie i patrzył we mnie promienny i czuły ogromnie…. Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś. Dotykalo serca…. Dotykalo najczulszego, najbardziej czułego, najbardziej zranionego miejsca w moim sercu. Patrzył we mnie pełen Miłości i tkliwosci…
„Być miłosiernym wobec siebie samej to przyjąć siebie taką jaką się jest. Ze wszystkimi słabościami, grzechami, błędami. Przyjąć, przytulić do serca, ukochac, a potem próbować zmieniać na lepsze. Ale najpierw przyjąć, przytulić do ser…”
Stałam przed Najdroższym z otwartymi ustami i łzami w oczach.
” Ja mam siebie samą przytulić do serca??!! ”
Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem… I dotykał miejsca najbardziej czułego w moim sercu. Dotykal delikatnie bardzo…
” Jak?! Przecież znam siebie. I mam siebie… taką do serca przytulać?!”
Umiłowany wciąż patrzył we mnie przenikliwie bardzo. I wyszeptal rozczulony:
„Maleńka Moja Umiłowana… Ja znam Ciebie bardziej niż Ty znasz samą siebie. I tulę Cię do SERCA Swego. Z Miłością.”
Patrzył we mnie. W Jego spojrzeniu nie było ani trochę osadu, czy oskarżenia. Tylko Miłość. Patrzyłam w Najdroższego i nie wiedziałam co powiedzieć…. Zabrakło mi słów. Stałam przed Nim bezbronna, a On wciąż dotykał najbardziej zranionego miejsca w moim sercu. Dotykal… A nie cofnęłam się, ani się nie oparłam. Znałam tylko jedno przytulenie. Jedno. Przytulenie Umiłowanego mojego. Innego nie pamiętam. Nie przypominam sobie. Tylko Jego przytulenie…. Kochające piękne i dobre. Czułe…
Patrzyłam w Najdroższego. On wziął mnie pod rękę i znów spacerowalismy pod rękę po powierzchni Morza. Najdroższy mój i ja.
Niepewna….
„Jestem z Tobą Kochana!” – wyszeptal Najdroższy słodko.
Teraz ja zatrzymalam się i stanęłam przed Nim. Ujęłam Jego twarz w swoje dłonie i patrzyłam Mu w oczy.
„Tak, bądź ze mną, Najdroższy mój! Bądź ze mną, bo… ja już nie wiem na czym stoję!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Ty juz na niczym nie stoisz, Maleńka. Ty chodzisz ze Mną po wodzie!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie…. Promienie! Od ucha do ucha. To prawda. Ja już na niczym nie stoję!
„Ufam Tobie, Jezu!” – szeptałam trzymając Jego twarz w swoich domach. Wiatr w sercu ucichl i wiedziałam że już wszystko jest na swoim miejscu. Patrzyłam w Najdroższego z miłością. A ON otulal mnie Sobą. Ogarnial mnie zamykal w Miłości. Wchodziłam w Niego… Głębiej i głębiej. I nagle zalała mnie swiatłość wielka. Cała byłam w światłości. A Umiłowany pochylal się nade mną z Miłością i czułością nie do opisania słowami. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i położył Swą głowę na sercu moim. Byłam taka szczęśliwa! Nic już nie mialo znaczenia. Tylko mój Najdroższy! Był przy mnie. Blisko. Gładzilam Jego włosy i policzek. Nic innego się nie liczylo. Byłam dla Umiłowanego najdroższa i jedyna. I On dla mnie.
Spacerowalismy pod rękę. Po powierzchni Morza Cierpienia. Najdroższy mój i ja.
I już na niczym nie stoję. Chodzę po wodzie, pod rękę z Umiłowanym.
ODKRYCIE W OTCHŁANI MĘKI
Wisieliśmy na K w Otchłani Męki Umiłowanego z. Najdroższy mój i ja. Cierpielismy razem. Umiłowany patrzył we mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie i patrzylam w Niego z miłością.
„Zatańcz dla Mnie, Maleńka!” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Z radością, Najdroższy mój!” – patrzyłam w Najdroższego z zachwytem i dotykając Jego SERCA, wyszeptalam:
„A mogę TU?”
Najdroższy rozpromienil się nade mną!
„Podobało Ci się… Maleńka?!”
„Podobało! Bar…. Podobało!!!”
„Mi bardziej, Maleńka!!!”
Zaśmialismy się, Umiłowany i ja. Spojrzałam Mu w oczy. Jasnialy Miłością… Ucalowalam Go. Zaczęłam wchodzić w Najdroższego mojego. A ON otulal mnie Sobą, zamykał w Miłości… I znów znalazłam się pod SERCEM Najdroższym, w świetle, w jasności! I znów tańczyłam bardzo! Dla Najdroższego, dla Maleńkiego mojego tańczyłam!!!
A tańcząc… układałam plan. Plan wychowawczy wobec siebie samej. Przypomniałam sobie grzech, który popelnialam często i spytałam sama siebie: „Czy chcesz nim ranić Najdroższego?! Oczywiście że nie chcę!!! A więc walka. Sama ze sobą! Będę walczyła. I będę wychowywać siebie z cierpliwością i miłością!” Tak mówiłam. Ale… jakoś nie było to dla mnie wiarygodne… Mówiłam o miłości i cierpliwości, ale miłości i cierpliwości we mnie do mnie samej było wciąż za mało… Tańczyłam dla Najdroższego mojego.
Nagle usłyszałam cichy ciepły głos:
” Bądź wobec siebie bardziej miłosierna niż sprawiedliwa!”
Stanęłam. Przestałam tańczyć. Stałam i patrzyłam w SERCE Najdroższego. Biło wielkie, Żywe i piękne. Stałam jak wryta!
„Miłosierna??! Wobec siebie?!!”
„Tak. Ja jestem Miłosierny wobec Ciebie, Maleńka. A Ty przecież pragniesz być do Mnie podobna.”
„Prawda! Być miłosiernym to kochać, po prostu!!!”
Olśnienie! Wielkie olśnienie!!!
„Być miłosiernym to kochać po prostu!” – powtarzałam sobie. Odkrycie!!!!
Stałam. Patrzyłam w SERCE. A wszystko we mnie wywracało 'do góry nogami’. Nie wiedziałem już nic. Mój 'plan wychowawczy’ runął. Legl w gruzach. A ja stałam oszołomiona, zaskoczona i przestraszona. I powoli… powoli budził się we mnie zachwyt….
Znów wisieliśmy na Krzyżu z Najdroższym moim. Spojrzałam Mu w oczy. Płonęły Miłością. Patrzyłam i wiedziałam On Ukrzyżowany i cierpiący otwiera przede mną nowe horyzonty, nowe światy. Byłam zachwycona, oszołomiona i wystraszona jednocześnie.
„Wysoko postawiona poprzeczka… Nie doskocze chyba…” – patrzyłam Mu w oczy nieśmiało.
Najdroższy mój uśmiechał się do mnie cudnie.
„Doskoczysz, Maleńka Moja, doskoczysz. Przeskoczysz ją nawet! Razem przeskoczymy!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej patrzył we mnie z wielką Miłością. I ja w Niego patrzyłam.
„Ufam Tobie, mój Najdroższy! Być miłosiernym to kochać, po prostu! Jak Ty!!! Ufam że mi pomożesz!”
Patrzył we mnie promienny ogromnie.
'Tak. Ufam Jemu. Nie wiem dokąd mnie poprowadzi. Ale idę za Nim. Za Umiłowanym moim idę. Dźwigajac swój Krzyż. Idę, a przed sobą widzę Jego poorane ranami plecy’. Kiedy tak rozmyślalam, naszla mnie myśl jasna jak błyskawica. Pomyślałam że te poorane ranami plecy Najdroższego to właśnie Jego miłosierdzie wobec mnie! Idę za NIM patrząc w Jego miłosierdzie!
„Być miłosiernym to kochać, po prostu!”
Ile można odkryć w niby pustej, szarej, smutnej i przepełnionej bólem Otchłani Męki Umiłowanego!!! Ile można odkryć!!!
Jakiś czas później zaczęła dręczyc mnie pokusa. Zaczęła necic, kusić, nie dawała mi spokoju. Wtedy pomyślałam o pooranych plecach Najdroższego mojego. Zobaczylam je przed sobą. Zaczęłam wpatrywac się w nie. Iść za Ukochanym, za Miłosiernym. I pokusa gdzieś się rozplynela, ulotniła, uciekła. W sercu usłyszałam cichy, ciepły głos:
„Właśnie przeskoczylas poprzeczkę, Moja Maleńka!!!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego całą sobą! I byłam szczęśliwa! Bardzo szczęśliwa!!!
'Być miłosiernym to kochać, po prostu! ”
Odkrycie! Wielkie odkrycie!
TRWAMY W MIŁOŚCI
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością. Ja też patrzyłam w Najdroższego z miłością, ale byłam smutna, przygnębiona…
Nagle usłyszałam dziwny trzask… Dobiegal on z dołu, spod Krzyża. Schylilam głowę i zobaczyłam, że ziemia pod Krzyżem jakby pękala. Znowu usłyszałam trzask i pod Krzyżem wytrysnela woda. Źródełko jakby. Było ono coraz większe i tryskalo do góry jak fontanna…
„Co to?!” – spytałam zdziwiona.
„Z Krzyża wytryska Źródło Miłości, Przebaczenia i Życia!”
„Zanurz w Nim moje Duchowe Dzieci i… mnie… Proszę, Najdroższy mój!” – szepnęłam niewiele myśląc, wpatrzona w Umiłowanego.
„Z radością, Maleńka Moja!”
Umiłowany wziął mnie na ręce i zanurzyl w Zrodelku.
„Wraz z Tobą Maleńka, zanurzam wszystkie Twoje Dzieci.”
Woda w Źródle była bardzo orzeźwiająca. Najdroższy zanurzyl mnie całą. Potem wyciągnął mnie z wody i postawił ostrożnie na ziemi. Byłam cała mokra, woda spływala po mnie. Uklękłam przed Umiłowanym moim, wciąż przygnębiona. Najdroższy uklęknął przy mnie i pochylal się nade mną z tkliwoscia i troską… Dotknął z miłością mojego policzka i głaskal go czule.
„Co Cie trapi, Maleńka?” – spytal uśmiechając się do mnie cudnie.
„Jestem taka słaba… Upadam co chwila…” – szepnęłam patrząc Najdroższenu w oczy.
„Ale zawsze przychodzisz do Mnie, przepraszasz a Ja Ci wybaczam. Zawsze, Maleńka!”
„Tak mój Najdroższy. Ale…”
Umiłowany patrzył we mnie z Miłością.
„Wiesz co, Maleńka? Jeśli chcesz, jeszcze raz oddaj Mi wszystko co Ci ciąży na sercu. Nie pozwól by tak dobre i piękne serce było choć troszkę zabrudzone.”
„Dobrze, Najdroższy mój!”
I oddałam Mu wszystko, co mi na sercu leżało. Najdroższy patrzył teraz we mnie promienny, świetlisty i piękny niezmiernie. Uśmiechał się do mnie cudnie. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Patrzyłam Mu w oczy… Potem położyłam głowę na Jego ramieniu i wyszeptalam:
„Pragnę Cię tak kochać jak Ty mnie… Nie wyliczać jak bardzo Cię kocham.Tylko kochać. Jak Ty. Po prostu. I siebie też kochać, po prostu.”
„Niewiele Ci do tego brakuje, Maleńka Moja. Bardzo niewiele!”
I przytulił mnie do Siebie, Najdroższy. Mocno przytulił. Z czułością. A ja przylgnelam do Niego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem. Trwaliśmy w Miłości. Trwamy w Miłości.
KOCHAJĄC I CIERPIĄC
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie. Ogromnie bardzo… Niewymownie. Zamknięte miał oczy i co chwilę jęczał cicho… Ja też cierpialam bardzo. Miejsce w moim ciele, które zwykle bolało mnie bardzo, teraz bolało mnie jeszcze bardziej. Bolały też mięśnie i stawy. Ale najbardziej bolało mnie serce, że Najdroższy mój cierpi tak ogromnie, a ja nie mogę Mu pomóc…
„Najdroższy mój…. jestem z Tobą …” – wyszeptalam z trudem.
Najdroższy na chwile otworzył oczy i spojrzał we mnie z Miłością i tkliwością niesamowitą… I znów zamknął oczy i jęknął cichutko…
„Czekaj, Maleńki… spróbuję.”
I z ogromnym wysiłkiem, siłą woli, zaczęłam zdejmować Umiłowanego z Krzyża. Z trudem zdjęłam jedną Jego rękę i założyłam ją sobie na szyję. Potem pochyliłam się i stękając z wysiłku zdejmowalam stopy Umiłowanego. I w końcu drugą rękę. Myślałam że już nie dam rady, ale jakoś zdjęłam. I po chwili siedziałam pod Krzyżem zmęczona i bez sił trzymałam Najdroższego mojego w ramionach i tulilam Go do siebie. Umiłowany już nie jęczał. Leżał z zamkniętymi oczami. Na chwilę je otworzył, spojrzał we mnie z wielką Miłością i wdzięcznością. Potem zamknął oczy i…. zniknął!!!
„Najdro…!!!” – próbowałam wołać.
Cierpienie jednak rosło i rosło…. Bardziej i bardziej. Tak, że nie mogłam już siedzieć. Położyłam się pod Krzyżem. Leżałam z zamkniętymi oczami leżałam i tańczyłam dla Umiłowanego mojego… Natychmiast znalazłam się w małym i ciemnym kościele. Na ołtarzu stała monstrancja, a w niej błyszczala wielka biała Hostia. Klęczałam przed ołtarzem i uśmiechałam się do Najdroższego, uwielbialam Go. Patrzyłam w Niego i patrzyłam…. Nagle Hostia wyszła z monstrancji i zbliżała się do mnie. I we mnie weszła.
Znowu leżałam tańcząca bardzo, z zamkniętymi oczami leżałam. W pewnym momencie poczułam na moim policzku pocałunek…. Jeden, drugi… trzeci. Dotykaly mnie Czyjej dłonie i wzięły w objęcia, w ramiona… Znałam te pocałunki, te dłonie i te ramiona. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Najdroższego mojego pochylonego nade mną z Miłością i tkliwoscia nie do opisania słowami… Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie i ja próbowałam się do Niego uśmiechnąć. Ale nie mogłam…
„Najdro…”
„Ciiii, Maleństwo Moje… Ciiii…. Piękności Moja kochana. Pomoglas Mi dzisiaj ogromnie mimo że sama niezmiernie cierpisz!!! Odpocznij teraz, Maleńka, przy SERCU odpocznij!”
Zamknęłam oczy, a Umiłowany otulal mnie Sobą. Zamykal w Sobie. Słyszałam bicie JEGO SERCA. Biło dla mnie… Odpoczywalam tańcząc z Najdroższym moim.
PO PROSTU
Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego. W JEGO Ramionach tańczaca leżałam. Najdroższy mój pochylal się nade mną z czułością i tkliwością niesamowitą. Patrzył we mnie piękny z Miłością i dobrocią nie do opisania słowami… Uśmiechał się do mnie cudnie. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i zachwytem.
Zaczęłam rozmyślać o swojej słabości, grzesznosci i nędzy… Patrzyłam w Najdroższego, taki był piękny, kochający i czuły
I nie mogłam się skupić na swojej słabości i nędzy. Przestalam. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego i zaczęłam rozmyślać o Jego Miłości, dobroci i pięknie. Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Mój Przecudny… Mój Piękny…” – szeptałam.
Umiłowany ujął moją dłoń w Swoją i ucalowal ją. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylil się i ucalowal miejsce w moim ciele, które bolało mnie bardzo, najbardziej.
„Cierpisz bardzo, Maleńka Moja…” – szepnął Umiłowany.
Pokiwalam głową twierdząco i uśmiechałam się do Niego.. On rozpromienil się ogromnie nade mną!
„Zatańcz dla Mnie, Maleńka!”
I zacząl otulac mnie Sobą. Otulal mnie mocno i czule. Wchodziłam w Umiłowanego. Bez żadnego problemu. Wchodziłam…. Znalazłam się pod SERCEM Umiłowanym. W wielkim świetle, w jasności. I nagle jakbym się rozdwoilam. Widzialam samą siebie stojącą pod SERCEM w świetle. Widziałam wielkie, Żywe, bijące SERCE i siebie stojącą pod NIM.
„Zatańcz dla Mnie, Maleńka Moja Umiłowana!” – usłyszałam cichy głos Najdroższego mojego. Ukłoniłam się SERCU i zaczęłam tańczyć. Jak pięknie tańczyłam!!! Jak pięknie!!! Widziałam samą siebie w oddali i nie mogłam się nadziwić, że to ja jestem….że tak pięknie tańczę. A jednocześnie tańczyłam bardzo. Najpiękniej jak potrafilam!!! Dla Najdroższego, dla Maleńkiego mojego tańczylam! Pod SERCEM Jego! Ubrana byłam w szkole białą od Najdroższego, która, gdy tańczyłam mienila się wszystkimi kolorami tęczy. Na głowie miałam biały welon, na szyi perle od NIEGO. I tańczyłam bardzo. Pięknie!
Nagle zobaczyłam inny obraz. Zobaczylam przed sobą węża! Wielkiego! Podobnego do kobry… Pełzł do mnie…. Już otwierał paszcza!!! Ale ja byłam szybsza od węża! Chwyciłam go za szyję i… padl od razu!! Tańczyłam dla Najdroższego mojego…. Cudnie tańczyłam!!!
I znów leżałam w ramionach Najdroższego mojego. Było mi tak dobrze jak w ramionach najlepszej i najczulszej matki… Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie i pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia nie do opisania słowami…. Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z miłością i czułością.
„Najdroższy mój, kocham Ciebie!”
„Wiem, Maleńka! Bardzo kochasz!”
Kiwnęłam głową.
„Bardzo, bardzo Mnie kochasz!”
Zaśmiałam się wesoło.
„Tak! Bardzo, bardzo!”
„Bardzo, bardzo, bardzo kochasz Mnie, Maleńka Moja!”
„Bardzo, bardzo! Bardzo!”
Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie.
„I Ja Ciebie kocham!” – wyszeptal Najdroższy promieniejac bliskościa.
„Wiem….i nie potrafię sobie wyobrazić jak bardzo!!!!”
„Kocham Cię. Po prostu. Kocham Cię, Maleńka Moja!”
W moich oczach pojawily się łzy. Łzy szczęścia. Leżałam tańcząca bardzo i uśmiechnięta w ramionach Najdroższego. A ON otulal mnie Miłością…
OTCHŁAŃ MIŁOŚCI
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja Umiłowany cierpial dzisiaj jakby mniej. I ja mniej cierpialam. Patrzyłam w Najdroższego mojego z miłością i uwielbieniem i uśmiechałam się do Niego radośnie. Najdroższy patrzył we mnie z czułością i zachwytem. Promienial cały uśmiechem. W Jego oczach widziałam ogień miłości.
„Zatańczymy, Perlo Moja?”
„Tak! Najdroższy, tak!”
Umiłowany zaśmiał się radośnie. Objął mnie i zaczęliśmy tańczyć!!! Tańczyliśmy najpierw wokół Krzyża, a potem po całej Otchłani Męki. Umiłowany tańczył i mnie w tym tańcu prowadził . Piękne tańczyl ! A gdzie tańczył tam iskrzylo się, zapalalo, płonęlo!!! Ogniem! Znałam ten ogień. Widziałam go w oczach Umiłowanego mojego. Był to ogień Miłości! Otchłani Męki płonela ogniem Miłości!!!
„Ach!!! Jak cudnie!!!!” – zawołałam z zachwytem.
Najdroższy pochylil się nade mną uśmiechnięty i wyszeptal mi wprost do ucha:
„Te dla Maleńkiej Mojej!”
„Dla mnie??!! Dziękuję Najdroższy!!! Dziękuję!!!”
Tańczylismy. Najdroższy mój i ja. A wszędzie wokół nas iskrzyl się, palił, plonal ogień. Patrzyłam na ten płonący ogień i zapragnęłam… Najdroższy, który znał moje myśli i pragnienia, patrzył we mnie z uśmiechem.
” Już od dawna palisz się, płoniesz, Maleńka Moja! I teraz to zobaczysz!”
I tchnął we mnie lekko. A ja cała zaczęłam płonąć! Płonąć ogniem Miłości Najdroższego mojego!!! Płonęło moje serce ogniem Jego Miłości. Płonęła moja dusza ogniem Jego Miłości! Plonelo moje ciało ogniem Jego Miłości! Cała płonęlam ogniem Miłości Najdroższego mojego!!! Tańczyliśmy!!! Tańczyliśmy w Otchłani Męki. W Otchłani Męki, która teraz była nie tylko Otchłanią Męki. Była Otchłanią Miłością!!! Tak! Otchłanią Miłości Najdroższego mojego!!!