Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie… Ogromnie… Ja też cierpiałam. Bardzo. Bolało mnie tylko całe ciało, każdy mięsień, nerw, kosteczka. Ale bolało mnie serce. Wczoraj rozpętała się w nim wielka burza. I choć Najdroższy mój te burzę uciszyl. Ale pozostały po niej w sercu bałagan. Bezsilnośc,, bezradność, bezbronność, niepokój, lęk jakieś dziwny, niezrozumienie i opuszczenie, samotność… Patrzyłam w Umiłowanego mojego. Cierpiący niezmiernie… Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką.
Zbliżyłam twarz do Jego twarzy i zaczęłam całować JEGO Rany. Całowalam Jego czoło, poorane przez ciernie. Pocałunek przy pocałunku… Całowalam Jego policzki, opuchniete, pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam Jego usta nabrzmiałe, sine. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam z nabożeństwem i czcią. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam.,. I z pocałunkami oddawalam Mu lęk i niepokój. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam Jego zakrwawiona brodę. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam Jego pokryte ranami i siniakami ciało. Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku… Pocałunek przy pocałunku. Całowalam. A z każdym pocałunkiem Umiłowany zabierał Łęk i niepokój. Bezradność, bezsilność i opuszczenie moje łączył ze Swoimi Cierpieniami. A ja całowałam Jego przebite dłonie i stopy. Pocałunek przy pocałunku. Chciałam całować JEGO SERCE. Wchodziłam w Najdroższego mojego… Coraz głębiej i głębiej…. Pocałunek przy pocałunku…. I głębiej. Pocałunek przy pocałunku. I znalazłam się przy SERCU Ukochanego. Tuliłam JE do siebie i całowalam… pocałunek przy pocałunku. Przylgnelam do SERCA Najdroższego, pocałunek przy pocałunku…. Całowalam. A z Rany SERCA wyszła Hostia i weszła we mnie. Pocałunek przy pocałunku…. Pocałunek przy pocałunku…
„Jesteś bardzo podobna do Mnie, Maleńka Moja Umiłowana!”
„Pragnę być…”
„Jesteś!”
Pocałunek przy pocałunku… pocałunek przy pocałunku. Tańczylismy bardzo. Najdroższy mój i ja…
Wciąż tańczymy.
Pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku… pocałunek przy pocałunku.
Autor: Maleńka
NA FALACH CIERPIENIA
Tańczyłam w ciemności. Bardzo. Umiłowany mój był ze mną, był przy mnie. Nie widziałam Go. Ciemność była czarna. Nie widziałam Najdroższego mojego, ale czułam Jego oddech na twarzy i słyszałam bicie JEGO SERCA Swego. Tańczyłam bardzo intensywnie. Nagle usłyszałam trzask i to co przytwierdzalo moje ręce i nogi do chropowatej ściany puścilo. Byłam wolna!!! Jednak moje ręce i nogi były obolałe, drętwe i omdlale. Nie byłam w stanie stać, a co dopiero iść…. Osuwalam się w dol i na pewno bym upadła gdyby nie chwyciły mnie silne i czule ramiona Najdroższego mojego. Umiłowany wziął mnie na ręce i wyszedł z ciemności. Najdroższy niósł mnie na rękach i szedł przed Siebie. A wokół nas było coraz widniej, jaśniej. Umiłowany doszedł do Krzyża. Położył mnie pod Nim bardzo ostrożnie i delikatnie. I pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia wielką i patrzył we mnie ze współczuciem i troską. Leżałam obolała bardzo. Bolały mnie nadgarstki i kostki. Z trudem podnioslam rękę do góry i zobaczyłam że wokół nadgarstka jest odcisnieta sina pręga. Na drugim nadgarstku i na kostkach u stóp też były sine pregi. Umiłowany dotykał ich z czułością i boleścią…
„Najdroższy mój, będziemy chodzić po Morzu?” – spytałam z trudem.
Umiłowany patrzył we mnie rozczuulony…. Bardzo.
„Mieliśmy dzisiaj chodzić, Maleńka Moja… Ale jesteś taka obolała i zmęczona, że chyba nie dasz rady.”
„Nie dam rady??!! I Kto to mówi ??! Ty, który jesteś mi Podporą i Siła??!”
I ucalowalam dotykając z czułością Jego policzka, wyszeptalaam:
„Z Tobą zawsze dam radę, Najdroższy!!!!”
Umiłowany spojrzał mi w oczy z ogniem w oczach. Patrzył mi w oczy i ja patrzyłam Mu w oczy…. Patrzyłam…. I znalezlismy się na morzu. Umiłowany i ja chodziliśmy pod rękę po Morzu Cierpienia. Morze było strasznie wzburzone, tak, że trudno było chodzić po jego powierzchni. Ale chodziliśmy z Umiłowanym. W pewnej chwili Najdroższy zatrzymał się i stanął naprzeciw mnie. Uśmiechnął się do mnie cudnie, objął. I zaczęliśmy tańczyć! Tańczyliśmy! Po falach cierpienia!!! Jak Umiłowany mój pięknie tańczył!!!! Jak pięknie!!! Zwiewne i lekko unosi się nad falami. Jak barwny motyl. Jak pięknie tańczył mój Umiłowany! I ja w Jego ramionach!!! Tańczyliśmy po wzburzonych falach cierpienia…
I znów leżałam pod Krzyżem. Obolała bardzo i zmęczona bardzo. Najdroższy pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia nie do opisania słowami.. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go. Ujął mnie bardzo ostrożnie i delikatne w ramiona i tulil do SERCA Swego. Byłam jak dziecko w ramionach MAM. Tańczylismy bardzo. Na falach cierpienia. Wciąż tańczymy.
W CIEMNOŚCI
Byliśmy w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i, boleścią i smutkiem… Patrzyłam w Maleńkiego mojego z radością i współczuciem.
„AZ tak bardzo cierpisz….Najdroższy mój…?” – spytalam dotykając z czułością Jego policzka i głaskalam go.
„Maleńka Moja…. musisz niestety TAM iść.. Ja byłem, więc i Ty musisz…”
„Gdzie mam iść, Najdroższy?”
Umiłowany wskazał w ciemność i pustke.
„Tam!” – wyszeptal Najdroższy z wielkim bólem i współczuciem.
„Gdzie Ty tam i ja, Najdroższy! Nie martw się. Pójdę dokądkolwiek mnie poprowadzisz.”
„Chodźmy więc!”
Najdroższy wstał i podając mi rękę pomógł wstać mi.
„Pójdź za Mną, Maleńka!”
I poszedł w ciemność.
„Idę, Najdroższy!”
I poszłam za Nim.
Szliśmy. Umiłowany szedł pierwszy, a ja za Nim. Dokoła robiło się coraz ciemniej i coraz bardziej pusto. Ból był wszędzie… Im dalej szliśmy, było ciemniej i ciemniej. Umiłowany podał mi rękę. Chwyciłam za nią. I szliśmy dalej w milczeniu. Zrobiło się tak ciemno, że nie widziałam już przed sobą Najdroższego mojego. Czułam tylko w swojej dłoni Jego dłoń. Ona mnie prowadziła….
Nagle usłyszałam jakiś głośny trzask. I zostałam uwięziona. Poczułam że coś chwyta moje ręce i nogi i przymocowuje do jakiejś zimnej, chropowatej ściany. Nie mogłem ruszyć ani ręką, ani noga! Byłam uwięziona! Bolało mnie całe ciało, każda próba ruchu sprawiała ogromny ból. A nade wszystko bolalo mnie serce, że Umiłowany mój musiał tak cierpieć…
„Najdroższy, odejdź! Zostaw mnie!” – zawołałam.
„Mam zostawić Ciebie tu samą, Maleńka Moja??!” – wyszeptal z wielkim bólem w głosie.
„Tak!”
„Ale dlaczego, Najmilsza?! Jeśli chcesz, to oczywiście, zostawię Cię, choć sprawi Mi to wielki ból!!! I muszę wiedzieć dlaczego!!!”
„Najdroższy mój…. Ty cierpiałeś Sam. Byłeś Sam, nie miałeś nikogo! Cierpiałeś w osamotnieniu. I ja chcę podobnie jak TY!!!”
Umiłowany zbliżył się do mnie
Czułam to, choć nic przed sobą nie widziałam. Ciemność była czarna… Ale czułam Jego oddech na mojej twarzy i bicie JEGO SERCA.
„Nie cierpialem sam, Maleńka Moja! Miałem MATKĘ! Moja Mama była ze Mną i ze Mną cierpiala!”
Olśnienie!!! W ciemności. Olśnienie!!!
„Miałeś MATKĘ!”
„Pozwól Mi zostać przy sobie, Maleńka Moja!! Pozwol Mi zostać, proszę!!!”
Czułam oddech Umiłowanego na mojej twarzy.
„Zostań, Najdroższy mój!!! Zostań ze mną! Proszę!!!i Zostań! I bardzo, bardzo Cię przepra….”
Najdroższy nie pozwolił mi dokończyć. Zamknął mi usta pocałunkiem…. Całowal mnie słodko i czule. Jak Oblubieniec oblubienica całowal… Potem całował moje cierpiące ciało. Pocałunek przy pocałunku. Oblubieniec oblubienice całowal…
Tańczylismy bardzo. W ciemności.
IDĘ ZA NAJDROŻSZYM MOIM
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swego. Tańczylismy. Maleńki mój cierpiał niezmiernie. Ja też, bardzo.
„Idziesz za Mną, Maleńka Moja!” – szepnął Umiłowany. patrząc mi w oczy z miłością.
„Staram się, ale….” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego.
„Idziesz!” – powtórzyl z ogniem w oczach.
Patrzyłam w oczy Umiłowanemu, patrzyłam….. I zobaczylam w nich jak idę za Nim. On szedł pierwszy, dzwigać na plecach Krzyż. A ja za Nim, dzwigalam swój. Szłam za NIM. Za Najdroższym… Za Umiłowanym moim.
I przyszły mi na myśl moje Duchowe Dzieci. Ale nie te, które ze mną są, tylko te, które z jakichś powodów mnie zostawiły, odeszły ode mnie, zapomniały o duchowej mamie. Mam je szczególnie w sercu i za nie tańcze, czekam na nie i tęsknie….
Najdroższy mój wciąż patrzył mi w oczy z miłością.
„Możesz choć trochę doświadczyc co JA czuję, jak Mnie SERCE boli gdy Moje dzieci ode Mnie odchodzą!”
„Tak mój Najdroższy! Tylko Ciebie SERCE boli tysiąc, milion razy bardziej niż mnie!!! Jak mam pocieszyć Twe SERCE, Najdroższy mój??!!”
Patrzyłam w Umiłowanego z bólem serca… On patrzył we mnie z czułością i tkliwoscia niesamowitą.
„Pocieszasz Mnie bardzo, Maleńka Moja! Pocieszasz idąc za Mną, tańcząc dla Mnie. Pocieszasz kochając, po prostu.”
Najdroższy tulil mnie do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańcujemy!
NIE MUSZĘ TĘSKNIĆ
Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Sama. Najdroższego nie było. Zniknął gdzieś. Nie mówiąc dokąd idzie ani tym bardziej kiedy wróci. Klęczałam więc pod Krzyżem i czekałam. I tęskniłam!!! Bardzo tęsknilam! Miałam spuszczona głowę, ale gdy tylko usłyszalam jakiś dźwięk, podnosilam ją szybko w nadziei że zobaczę Umiłowanego mojego serca. Niestety gdy podnosilam głowę wokół mnie widziałam tylko szarość i smutek a zewsząd zionelo dojmujacym bólem i pustką. Opuszczałam więc znowu głowę. I czekałam. I tęsknilam…
Zaczęłam rozmyślać. O mojej tęsknocie. Zauważyłam że jest ona inna niż kiedyś. Naszla mnie nawet myśl że tęsknię mniej. Ale od razu te myśl przegonilam.
„Nie tęsknię za Najdroższym mniej, tylko inaczej!” – szepnęłam, jak mi się wydawalo, sama do siebie.
„Tak, tęsknisz inaczej niż kiedyś, Maleńka Moja!” – usłyszałam w głębi serca.
„Najdroższy mój?!”
Szybko podnioslam głowę, ale nikogo nie było… To ból i przejmująca pustką. Ale nic to, byłam u siebie. Opuscilam znów głowę. I znów w głębi serca usłyszałam cichy głos Umiłowanego.
„Kiedyś chciałaś, żebym po Ciebie przyszedł natychmiast, teraz, już! Ale oddalas Mi swoją tęsknotą. I teraz tęsknisz cierpliwie.”
„Bardziej cierpliwie – uśmiechnęłam się sama do siebie (tak mi się wydawalo) – I gdybyś przyszedł po mnie teraz, poszła bym od razu. Jak stoję! Nie oglądała bym się na nic. Wstała bym i poszła do Ciebie. Staram się być zawsze gotowa jak przyjdziesz, nie zawsze mi wychodzi. Ale sie staram.”
” Widzę Twoje starania, Perełko Moja!” – tym razem głos Umiłowanego nie wydobywal się z głębi mojego serca. Ale z zewnątrz mnie…
Podniosłam szybko głowę. I na mojej twarzy pojawił się uśmiech! Od ucha do ucha!!! Przede mną klęczał Umiłowany!!! W dłoni trzymał Hostie i uśmiechał się do mnie cudnie, promiennie bardzo! Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trwalam w uwielbieniu. A potem wyszeptalam z czułością:
„Tęsknilam Najdroższy…”
„Wiem, Maleńka Moja! Widziałem!”
I ucalowal mnie z tkliwoscia wielką… A po chwili dodal:
„Nie musisz tęsknić, Maleńka. Ja zawsze jestem z Tobą. O, tu!” – i dotknął dłonią mojego serca.
Ja dotykając swoją dłonią Jego SERCA, szczęśliwa, szepnęłam:
„A ja jestem TU!”
„Zawsze, Maleńka!”
„Najdroższy…” – szepnęłam wzruszona i położyłam głowę na Jego ramieniu. Najdroższy mój objął mnie z wielką Miłością i czułością. Przytulał do Siebie. Tańczylismy bardzo. W Miłości.
ODWAŻNA I DZIELNA
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z ogniem w oczach. I ja w Niego tak patrzyłam….
„Pragnę Cię, Maleńka!” – szepnął Umiłowany.
„I ja Ciebie, Najdroższy mój!”
Umiłowany zacząć mnie przenikać, przeswietlac… Przytulał mnie. Otulal Sobą. Wchodziłam w Umiłowanego mojego. A ON zamykal mnie, zatapiał w Sobie… Znalazłam się w wielkiej swiatłości. W jasnym, ciepłym świetle. W oddalił stał jakby złoty tron. Nie widziałam dokładnie z powodu tego jasnego światla. Nie widziałam też czy na tym tronie ktoś siedział. Wszystko było przeniknięte niezwykłym światłem. Nagle usłyszałam głos wydobywajacy się ze światla:
„Daj Mi swe serce, Maleńka Moja!” – był to głos Umiłowanego. Ale potężniejszy, bardziej dźwięczny, uroczysty jakiś. Królewski.
Natychmiast wyciągnęlam moje serce z ciała, położyłam je sobie na dłoni. I rękę wyciągnęlam przed siebie. I tak stałam z wyciagnieta ręka, a na jej dłoni leżało moje bijące serce.
„Uczyń serca nasze według SERCA Twego” – szepnęłam wpatrzona w światłość.
Z światłości odezwał się głos:
„Tak?! A czyje serca mam uczynić?!”
„Moich Duchowych Dzieci i…. moje.”
„Twoich Duchowych Dzieci i Tobie, powiadasz? A czym sobie na to zasłużyliscie?!”
„Czym? Niczym!!! Uczyń to proszę ze względu na Swoją Miłość i Miłosierdzie. Proszę!”
„Ze względu na Miłosierdzie Moje? A co z Moją Sprawiedliwością?!”
„Teraz jest czas Twego Miłosierdzia. Sam tak powiedziałeś! A przy końcu świata przyjdziesz i osądzisz nas sprawiedliwie.”
„To prawda. Stanie się tak jak chcesz. Wierzysz w to?!” – spytal głos uroczyście i bardzo dźwięcznie.
„Tak!”
„Dlaczego?!”
„Ty tak powiedziałes. Tobie wierzę!”
„Niech stanie się jak chcesz!”
Moje serce samo wrócilo do ciała. Ukleklam twarzą do ziemi i dziękowałam. Dziękowałam i dziękowałam…
Nagle zorientowalam się że całuję czyjeś stopy. Podniosłam głowę i zobaczyłam Umiłowanego mojego uśmiechajacego się do mnie cudnie. Byliśmy w Otchłani Męki Umiłowanego. Pomógł mi wstać. Kiedy wstałam, spytałam Najdroższego zdumiona:
„Co to znaczy, Najdroższy? Co to było? Gdzie byłam?… Sprawdzasz… mnie??!”
Ostatnie słowa wyszeptalam z bólem.
Umiłowany patrzył we mnie z czułością…
„Nie muszę Cię sprawdzać, Maleńka Moja, gdyż znam Ciebie.”
„Znasz mnie, prawda. To dlaczego…?”
„Chciałem pokazać Ci jaka jesteś odważna i dzielna jak rozmawiałaś z Majestatem Moim!”
„Rozmawiałam z… Majestatem Twoim??!!” – szepnęłam zdumiona do głębi serca.
„Tak. I przekonalas JE!” – Umiłowany promienial cały szczęściem i uśmiechem.
„I wysłucha mnie?!”
„A jak myślisz?!”
„Że tak!!!”
Rzuciłam się Najdroższemu na szyję i ucalowalam Go!!! A ON zaśmiał się radośnie, chwycił mnie w pół i zawirowal wokoło.
„Już nie możesz zaprzeczyc, że jestes bardzo odważna i dzielna!!!” – cieszył się jak dziecko.
„Nie mogę, Najdroższy mój! Jestem odważna i dzielna!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie! Najdroższy przytulił mnie do SERCA Swego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką…. Tańczylismy bardzo.
W POCAŁUNKACH MALEŃKIEGO MOJEGO
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie… Ja też cierpialam. Bardzo. Tańcowalismy. On cierpiący i ja cierpiąca. Umiłowany pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie z wielką Miłością… I ja w Niego patrzyłam…
„Najdroższy mój! Kocham Ciebie…”
Umiłowany rozpromienil się ogromnie!
„I żyjesz w Mojej bliskości, Maleńka Moja!”
„Żyje!”
Umiłowany wziął mnie na ręce w ramiona. Wielkie i delikatne. I przytulił mnie z Miłością do Siebie. Do SERCA Swego. Objęłam Go i przylgnelam do Umiłowanego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem. Tańczylismy bardzo. Milczałam. Tańczyłam bardzo intensywnie. Dla mojego Maleńkiego!
„Przepraszam że nic nie mówię, Najdroższy…” – wyszeptalam z trudem.
Najdroższy patrzył we mnie poruszony…
„Nie przepraszaj, Maleńka Moja…. Tańczysz bardzo pięknie dla Mnie! Bardzo pięknie!”
I zaczął mnie całować. Słodko i z czułością. Jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Całowal i całowal. Obsypywal mnie pocałunkami. A ja tańczyłam w JEGO pocałunkach. W pocałunkach Maleńkiego w tańczyłam!
CZY W RADOŚCI, CZY PRZEZ MĘKĘ…
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy bardzo. Umiłowany patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem promienial cały uśmiechem i zachwytem. I ja patrzyłam w Niego z zachwytem i uśmiechem.
„Powiedz Mi, proszę Maleńka to co wczoraj dla Mnie ułożyłas” – wyszeptal Najdroższy z pięknym uśmiechem.
„Ale… to nie doszlifowane jeszcze!” – zaśmiałam się cicho.
„Powiedz, no proszę…” – Najdroższy pocałowal mnie w czoło i wciąż się cudnie uśmiechał.
„Nooo dooobrze!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego z uśmiechem.
I zaczęłam mówić:
„Mój Maleńki, kocham Ciebie!
Z Tobą dobrze mi jak w Niebie.
Tyś mym Niebem, Tyś mym Słońcem!
Tyś Początkiem mym i Końcem.
Moim Życiem i Pragnieniem!
I w cierpieniu ukojeniem.
Czy w radości, czy przez mękę,
Z Tobą ja idę pod rękę!
Ty mnie kochasz i szanujesz
Z cierpliwością wychowujesz!
W moim życiu czynisz cuda,
Dobroć Twa to nie ułuda!
Ciebie pragnę uszczęśliwiać
I piękność Twoją podziwiać!
Krzyczeć chcę o Twej miłości,
Miłosierdziu i bliskości! ”
Mówiłam to patrząc w oczy Najdroższemu . Rozpromieniony był cały. Tkliwością i zachwytem….
” Cudnie!!! Maleńka Moja, pięknie!”
” Podoba Ci się, Najdroższy?! Wczoraj na szybkiego ulozylam. Pół jak ćwiczylam na dywanie, a resztę wieczorem w łóżku.”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie słodko.
„Bardzo Mi się podoba, Maleńka!”
„Szczerze mówiąc mi też się podoba. Tylko… jeden wers nie bardzo mi się widzi.’
” Który? I dlaczego?!” – dopytywal Umiłowany.
„’ Czy w radości, czy przez mękę… ’ bo tak myślę że i w męce i w cierpieniu może być radość. U mnie jest. A tu chodzi o to czy jest dobrze czy źle,… O! ’ Czy jest dobrze, czy to jest źle ja z Tobą pod rękę idee” Eee… Tak być nie może przecież!” – roześmiałam się wesoło.
Najdroższy też się śmiał.
„Pierwsza wersja najlepsza. Ja bym zostawił tak jak jest!”
„Myślisz? A sylaby i rymy. Częstochowskie!!” – śmialam się.
Najdroższy mój patrzył we mnie z czułością.
„Pięknie jest, Maleńka!”
Objęłam Umiłowanego i Ucalowalam Go. Bolescwy był bardzo…. Dotknęłam z czułością Jego policzka i głaskalam Go delikatnie.
„Cierpisz bardzo, moj Maleńki…”
Umiłowany ujął moją dłoń i uc
ucalowal ją.
„Ty także bardzo cierpisz, Maleńka Moja!”
Nie odpowiedziałam. Maleńki wiedzial.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I mnie do Siebie przytulał. Mocno tulil. Do SERCA Swego. Z tkliwoscia bezdenna.
„Odpocznij, Maleńka. Przy SERCU odpocznij. Będziesz wiele jeszcze cierpieć dla Mnie.”
„Będę, Najdroższy mój! Będę!”
Obejmowałam Najdroższego mojego. A ON mnie mocno tulil do SERCA. Tańczylismy bardzo.
OTULONA MIŁOŚCIĄ
Byłam w Otchłani Męki. Z Umiłowanym moim byłam. Tańczylismy bardzo. Maleńki mój i ja. Najdroższy pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem rozpromienionym zachwytem. Patrzyłam w Najdroższego mojego zakochana i zachwycona cała!
Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Kocham Ciebie, mój Maleńki! Mój Piękny, kocham Cię!”
I ucalowalam Go.
Najdroższy pochylil się nade mną jeszcze bardziej. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Czule i słodko. Potem spojrzał mi w oczy z miłością..
„Piękna Moja! Ślicznosci Moja Maleńka!”-szeptal Umiłowany,. Uśmiechnęlam się do Niego radośnie. A On się do mnie uśmiechnął. Nagle zrobiło mi się bardzo zimno! Przenikliwie, dojmujaco! Zaczęłam drzeć na całym ciele. Trząść się…
„Zzzimno mi, Najdro…!”
Najdroższy mój patrzył mi w oczy. W Jego oczach widziałam ogień…
„Ogrzeje Cię, Maleństwo Moje!”
Byłam cała obolała i drżąca… Umiłowany okrywal mnie miłością, otulal mnie Sobą. Całowal mnie. Pochylal się nade mną i całowal słodko. Całował moje obolałe, zmęczone i zmarznięte ciało. Całowal jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. I ogrzewal miłością.
Znalazłam się na Morzu Cierpienia. Z Najdroższym. Szliśmy razem pod rękę po jego powierzchni.
A Umiłowany całowal… Zamykal mnie w Sobie…
Morze Cierpienia było stalowe, zimne i szkliste a nad nami wisiały ciężkie, czarne chmury. Chodzilam z Najdroższym moim pod rękę. Morze na początku spokojne, nagle zaczęło falowac i burzyć się.
A Ukochany całował… Ogrzewal mnie pocałunkami. Otulal mnie…
Objęłam Umiłowanego. I nagle wielka straszna fala stanęła przed nami. Wtulilam się w Umiłowanego mojego. A ON podniósł rękę wysoko, wysoko i gestem dłoni zatrzymał wielką falę. Morze Cierpienia znów było spokojne. Chodziliśmy po nim z Najdroższym pod rękę.
A ON wciąż mnie czule całowal. Jak Oblubieniec oblubienice. Całowal moje serce. A mi było ciepło i dobrze. Bardzo byłam szczęśliwa!!! Otoczona Miłością. Otulona Miłością. Tańczylismy z Najdroższym moim. W Otchłani Jego Męki. Tańczylismy. W Miłości.
OKUP
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja Umiłowany cierpial niezmiernie. Ogromnie…. I ja cierpialam bardzo, bardzo. Nie tylko fizycznie. Bolało mnie serce. Najdroższy wiedział dlaczego. Patrzył we mnie z Miłością i czułością wielką. I ja w Niego tak patrzyłam.
„Zatańczymy, Maleńka Moja?”
„Tak mój Najdroższy!”
Umiłowany objął mnie i wziął w ramiona.. Tańczylismy..patrzył mi w oczy głęboko… I ja patrzyłam w oczy Najdroższemu. Nagle wszystko wokół mnie zaczęło wirować…. I zobaczylam Maleńkiego mojego przywiązanego do słupa i… biczowanego. Pochylony, obnażony i bity…. Strasznie, okrutnie. Patrzyłam z rozerwanym sercem. Na plecach Najdroższego pojawiły się sine i czerwone pregi. Oprawcy bili Go bardzo. Nie widziałam ich twarzy, tylko dłonie. Bili Najdroższego bardziej i bardziej… A ON osunął ale na ziemię. Jedna wielka krwawiaca rana… Spojrzal mi w oczy i wyszeptal z trudem wielkim:
„To za Ciebie, Dziecię Moje…”
W słowach i spojrzeniu Najdroższego nie było ani trochę oskarżenia, czy też osądu. Jedynie Miłość.
„Tak, Najdroższy mój… To ja powinnam być przywiazana do tego słupa, nadstawić grzbiet i być biczowana za moje zdrady, odejścia, grzechy.. To ja powinnam!!! A Ty poszedłes za mnie. Oddałes Swoje życie na okup za mnie… Stałeś się za mnie okupem!!! Okupem!”- szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego z rozerwanym sercem.
I znów wokół mnie wszystko zaczęło wirować. I znów tańczyłam z Umiłowanym w Otchłani Męki. Najdroższy patrzył mi w oczy z miłością. I ja w Jego oczy patrzyłam. Zapatrzylam się…. Miłość sama.
W sercu moim zrodziła się pewna myśl. Potem pragnienie….
„Najdroższy… aaa czy ja,czy moje życie też może być okupem za moje Duchowe Dzieci?” – wypowiadałam każde słowo powoli obawialam się czy nie wypowiadam jakiejś herezji.
Umiłowany patrzył we mnie z wielką Miłością. I poważnie bardzo.
„Tak, Maleńka Moja. Może.”
„To pragnę, żeby było!”
„Dobrze, Maleńka!”
„Dziękuję Umiłowany!”
Najdroższy pochylal się nade mną. Otulal mnie Sobą. Wchodził we mnie. I ja w Niego wchodzilam. Zamykal mnie w Sobie. Byłam w Nim. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Byłam w Maleńkim moim. W MIŁOŚCI.