Kilka dni temu wróciłam z Częstochowy i Krakowa. Byłam tam z rodzicami. To były dni pełne niesamowitych przeżyć i wrażeń. Najpierw Apel Jasnogórski. Przyszliśmy na niego trochę wcześniej. Akurat zaczynała się Msza Św. dla pielgrzymów z Węgier. Nie było za dużo ludzi więc mama zawiozła mnie pod prezbiterium. Po Mszy podszedł do nas paulin i zaprosił (!), żeby mama podwiozła mnie jeszcze bliżej. Zawiozła mnie więc pod sam ołtarz. Patrzałam Madonnie w oczy. Nie prosiłam o nic. Tylko tak trwałam….
Potem zaczął się Apel.
Słowa „Bogurodzicy”, apelu. Potem rozważania i jeden dziesiątek różańca. Do mamy podszedł paulin z mikrofonem. Modliła się. Zmówiła jedno pozdrowienie Anielskie.
Po Apelu – zasłonięcie Obrazu.
Potem był Kraków. Cały rozkopany ale i tak cudny. Byliśmy na Wawelu, w kościele franciszkanów, na Skałce, w muzeum Wyspiańskiego, w sukiennicach, w kościele Mariackim. Na cmentarzu Rakowickim i w Łagiewnikach.
Dużo czasu spędzaliśmy na krakowskim rynku.
Najbardziej lubię spacery uliczkami Krakowa. Wtedy można poczuć atmosferę miasta. Jego klimat, nastrój.
Piękne stare kamienice z bogato zdobionymi fasadami i figurami świętych umieszczonymi na rogach budynków.
Stałym motywem Krakowa są gołębie. Było ich dużo,szczególnie na rynku.
Rynek krakowski jest zawsze pełen ludzi, turystów, z kraju i zagranicy. Wycieczek.
Były tłumy. Momentami wydawało się ciasno :).
Kocham to miasto z jego zabytkami muzeami, kościołami.
Może uda nam się tam jeszcze kiedyś pojechać… 🙂
Autor: Maleńka
UFAM
Panie…nie wiem co będzie jutro ale wiem jedno. Przyjmę wszystko cokolwiek dla mnie przygotowałeś.
Codziennie ograniczasz moją samodzielność, resztki samodzielności,
odbierasz mi ją. Kawałek po kawałku. Dzień po dniu…
Ograniczasz,doświadczasz cierpieniem, bezradnością… zamykasz mnie.
Nie wiem dlaczego to robisz. Nie muszę.
Wystarczy mi, że Ty wiesz. Ty wiesz lepiej.Skoro to robisz musi być w tym głębszy sens. Wiem to.
Wierzę Ci. Ufam Tobie.
Tylko Tobie wierzę.
Zabierając wiele dajesz mi niepomiernie więcej…
To ograniczanie mnie tak naprawdę nie jest ograniczaniem
Tylko otwieraniem,
Otwieraniem na Ciebie, na Twoją Miłość
Zamykanie nie jest zamykaniem.
owszem,zamykasz mnie przed światem i ludzi
Lecz
otwierasz na Siebie, pokazujesz mi Siebie. To otwarcie sprawia, że widzę więcej i patrzę głębiej.
Dajesz mi Wolność
Prawdziwą Wolność w Tobie.
Obdarzasz mnie wielką Miłością i zaufaniem. Pociągasz mnie ku sobie.
Zachwycasz mnie Sobą. Wtedy nic się nie liczy… tylko Ty i ja.
Uwielbiam Cię za wszystko czym mnie obdarzasz.
Za radość, pokój, szczęście. Rozpiera mnie radość wewnętrzna i siła.
Tak!Jestem szczęśliwa!
Wiem,że zawsze jesteś przy mnie,
We mnie.
Kiedy przyjdą trudne dni bezradność
Wtedy także będziesz.
Dlatego pójdę gdzie mnie poprowadzisz
Bo Ci ufam.
CZARNA MADONNA
Najstarszym i najdawniejszym dokumentem informującym o cudownym obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej, jest łaciński rękopis z archiwum klasztoru, który w tłumaczeniu brzmi:
„Przeniesienie obrazu Błogosławionej Maryi Dziewicy ,który własnymi rękami namalował św. Łukasz”.
Dokument ten pochodzi z XV wieku. Być może został on przepisany z dokumentu wcześniejszego. Co w tym dokumencie jest prawdą?
Obraz mógł powstać w Konstantynopolu i stamtąd dotrzeć na Ruś. W czasie wojny, prowadzonej na Rusi przez Ludwika Węgierskiego, obraz ukryto w zamku bełskim.
Po poddaniu się zamku Ludwikowi, namiestnik króla, książę Władysław Opolczyk zabrał obraz i podarował go sprowadzonym właśnie z Węgier paulinom, którzy przejęli drewniany kościół parafialny w Starej Częstochowie 23 czerwca 1382r. Paulini z biegiem czasu wybudowali nowy kościół, umieszczając w nim obraz Najświętszej i Najczcigodniejszej Dziewicy, Pani i Królowej świata i naszej Matki, rzadkim i przedziwnym malowaniem ozdobiony, o przesłodkim spojrzeniu…
Obraz od początku ściągał tłumy pielgrzymów, doznających na tym miejscu wielu łask. Pobożna legenda głosi, że obraz namalował św. Łukasz Ewangelista na desce stołu, przy którym Najświętsza Rodzina modliła się i spożywała posiłki.
Najnowsze badania oraz analiza rentgenogramu pozwoliły na stwierdzenie, że obraz Matki Jasnogórskiej pochodzi z XIII wieku i pierwotnie znajdował się w bałkańskim ikonostasie. Technologia obrazu i wspomniane badania wskazują na cechy ikonowego malarstwa bizantyjskiego i pozwalają stwierdzić, że pod obecnym XIII-wiecznym malowidłem istnieją ślady pierwszej, wczesnochrześcijańskiej ikony.
W samą Wielkanoc 1430 roku dwaj panowie polscy: Nadobny z Rogowa, herbu Dziadosza i Jan Kuropatwa z Łacuchowa, herbu Szreniawa, wraz z księciem ruskim, Fryderykiem, posługując się grasującymi na Śląsku bandami husyckimi, napadli na kościół paulinów, rabując go, zabijając pięciu zakonników. Zniszczyli też obraz Matki Bożej, rozbijając go na trzy części. Śladem tego zdarzenia są szramy, celowo podczas dokonanej renowacji pozostawione na obrazie.
Na prośbę paulinów król Polski, Władysław Jagiełło, pozwolił zabrać zniszczony i zbezczeszczony przez rabusiów obraz do Krakowa i powierzył jego odnowienie nadwornym malarzom. Przypuszcza się, że byli to wyspecjalizowani w sztuce bizantyjskiej malarze z Rusi. Praca ta zabrała im dwa lata, lecz stworzyli obraz jak nowy, zachowując część starego.
Obraz jest namalowany na trzech deskach lipowych, sklejonych, na które położona została zaprawa kredowa 2-3 mm gruba. Samo malowidło jest na Płotnie, namalowane temperą. Matka Boża ma na sobie suknię czerwoną, na nią zaś narzucony niebieski płaszcz w ozdobach lilii andegaweńskich. Lewą dłonią obejmuje siedzące na Jej ręku Dzieciątko, a prawą przyciska Je do swojej piersi. Dziecię Jezus ma sukienkę czerwoną, bogato złoconą ozdobami, z rękawami szczelnie zapiętymi u dłoni, podobnie jak u Maryi. Prawą ręką Pan Jezus wskazuje na Maryję ( gest bardzo wymowny i teologicznie głęboki), lewą zaś dłonią trzyma księgę Ewangelii. Całe pole nimbu Maryi i Jezusa jest złocone. Tło obrazu jest zielone, co w symbolice obrazów bizantyjskich wyraża często pełnię łask Ducha Świętego. Jezus ma bose stopy, co dziwnie kontrastuje z bogactwem Jego szaty. Matka Boża ma na twarzy jedną bliznę poziomą i dwie znacznie większe, pionowe- znaki cięć szabli podczas profanacji. Płaszcz przykrywa także głowę Najświętszej Panny jakby naturalnym welonem. Nad czołem, na płaszczu widać złotą gwiazdę. Obramowanie szaty Jezusa i płaszcza Maryi ma szeroką złotą lamę. U płaszcza Maryi znajduje się dodatkowo ozdoba w postaci artystycznej koronki. Na to wszystko, na obie postaci są nałożone artystyczne i ozdobne w drogie kamienie szaty i korony.
Dominująca w przedstawieniu Częstochowskiej Hodometrii jest twarz Maryi, na której koncentruje się spojrzenie widza. Twarz ta, przesycona wyrazem łagodnego smutku, skupionego głównie w niespotykanych, przenikających oczach, w pełni oddaje godność Jej Bożego macierzyństwa, bezgraniczne miłosierdzie i troskliwą opiekę.
Suchy opis konserwatorski nawet nie udaje, że jest w stanie oddać to, czym dla Polaków jest wizerunek Czarnej Madonny. Jan Paweł II powiedział:
„Pani Jasnogórska! Od sześciu stuleci weszłaś w naszą historię i pomagasz nam ją tworzyć…, pomagasz nam zachować ciągłość i tożsamość”.
Do Maryi na Jasną Górę pielgrzymowali królowie, hetmani, rycerze, poeci, dostojnicy z całego świata i zwykli prostaczkowie. Księga cudów, założona z polecenia biskupa krakowskiego, kardynała Jerzego Radziwiłła w 1593r., wskazuje że łącznie do roku 1948 zanotowano około 1300 wypadków niezwykłych, szczegółowo opisanych.
Papież św. Pius X, na prośbę paulinów i biskupa kujawsko- kaliskiego dnia 13 maja 1904 roku zezwolił na obchodzenie święta Matki Bożej Częstochowskiej w całej diecezji jako uroczystość pierwszej klasy z oktawą. Papież Pius XI dekretem z dnia 23 grudnia 1931r. święto to rozszerzył na całą Polskę i dołączył osobny formularz liturgiczny. Papież Pius XII w 1956r. podniósł rangę tego święta do stopnia pierwszej klasy. Od roku 1969Polska obchodzi dzień 26 sierpnia jako uroczystość patronalną najwyższej klasy.
O KOŚCIOŁACH – SUBIEKTYWNIE :)
W sobotę byłam na parafialnej pielgrzymce w Licheniu. Pielgrzymka bardzo mi się podobała, Bazylika w Licheniu nie……..
Architektoniczne pomieszanie stylów z zewnątrz. Wewnątrz…owszem robi wrażenie ogromem i bogactwem ale i brakiem umiaru.
Za dużo elementów, ornamentów, wzorów…itp. Przytłaczały mnie te wszystkie ozdoby, ozdóbki, fikuśne świeczniki (lampy), wieczne lampki, i złoto, złoto, złoto… „dawało ” po oczach…
Wszystkie te ozdoby powodowały to, trudno było się skoncentrować. Nie mogłam się skupić, spokojnie pomodlić…a jechałam własnie po to. Obraz Matki B. ginął w tych wszystkich ozdobach a uważam, że właśnie on powinien być wyeksponowany.
Byłam w wielu sanktuariach i kościołach w Polsce i nie tylko. Najbardziej podobają mi się kościoły romańskie, gotyckie i renesansowe. Barokowe też ale trochę mniej.
Bardzo podoba mi się kościół franciszkanów w Krakowie. Szczególnie St. Wyspiańskiego freski zdobiące cały kościół. A także jego witraże. Uwielbiam witraż „Bóg Ojciec. Stań się”.
Ze współczesnych kościołów odpowiada mi bazylika Miłosierdzia B. w Łagiewnikach. Tam widać umiar. A obraz Jezusa M. w ołtarzu robi wrażenie. A po za tym to bardzo oryginalna budowla. Z zewnątrz przypomina kształt łodzi.
Wspomnę bazylikę św. Piotra w Rzymie.
Byłam pod jej wrażeniem. Tam można się spokojnie pomodlić ale chyba tylko wtedy kiedy nie ma turystów. Ja byłam jesienią ,kilka lat temu, było bardzo dużo ludzi. Atmosferę modlitwy psuli właśnie turyści. Chodzili, rozmawiali bardzo głośno, śmiali się. Zachowywali się tak jakby nie byli w kościele….
Uważam, że z reguły każdy kościół odzwierciedla epokę w której jest budowany.
Licheńska bazylika odzwierciedla naszą epokę.
WNIEBOWZIĘCIE
nikt nie przymknął Twych oczu nie zasłonił twarzy
ani w bramie nie szeptał rozebranym głosem
o tym co za głośno słyszy się w milczeniu.
Pan uchronił do końca i zdrową zostawił
Tylko kiedy pukano Ciebie już nie było
Nie śmierć ale miłość całą Cię zabrała…?
/ks. Jan Twardowski /
DZIADEK I WNUK
Domenico Ghirlandaio, właściwie Domenico di Tommaso Bigordi (ur. 1449 we Florencji, zm. 11 stycznia 1494 we Florencji), włoski malarz z okresu quattrocento, przedstawiciel szkoły florenckiej.
Dominik Ghirlandaio urodził się w rodzinie Tomasza, znanego florenckiego złotnika, którego przydomek Ghirlandaio, znaczył twórca girland, ozdoby kobiecej głowy, którą wymyślił. Uczył się za namową ojca złotnictwa, które porzucił na rzecz malarstwa i nauki u Alessio Baldovinettiego i Andrei del Verrocchio. Współpracował ze swymi młodszymi braćmi, Benedetto i Davide. Warsztat Ghirladaio był najbardziej znanym i najlepiej prosperującym warsztatem malarskim we Florencji, który zyskiwał wiele intratnych zleceń. Jego najważniejsze dzieła to freski chóru kościoła Santa Maria Novella, freski w Pizie, San Gimignano i w rzymskiej Kaplicy Sykstyńskiej, obraz Starzec i wnuczek.
Jego najsłynniejszym uczniem był Michał Anioł, a jego syn Ridolfo Ghirlandaio był znanym malarzem włoskiego renesansu.
Starzec i chłopiec – obraz włoskiego mistrza Domenico Ghirlandaio, namalowany około 1490. Obecnie jest wystawiony w Luwrze.
Obraz przedstawia starszego mężczyznę, florenckiego arystokratę (charakterystyczne cappuccio na jego ramieniu), przytulającego się do małego chłopca, prawdopodobnie jego wnuka. Nie zdołano określić tożsamości mężczyzny. Jego nos jest zniekształcony przez rhinophyma prawdopodobnie w przebiegu trądzika różowatego .
Bardzo lubię ten obraz.Artysta pięknie ukazał wzajemną miłość. Starzec z dobrotliwym uśmiechem i czułością spogląda na malca. Chłopczyk ufa dziadkowi.
Widać to w jego spojrzeniu. Stara się objąć dziadka swoją małą rączką.
Jak rozpoznać Chrystusa?
Można powiedzieć, że miłość w życiu człowieka zajmuje najważniejsze miejsce. Wydaje się, że nie ma na świecie człowieka, który by nie pragnął miłości. Dla zdobycia miłości jesteśmy gotowi dokonać niezwykłych czynów. Otóż człowiek poszukuje miłości dlatego, że miłość jest wpisana w jego istotę, gdyż został on stworzony na „obraz i podobieństwo” Boga, który jest Miłością. Dlatego też serce człowieka szukające miłości, nie zazna spokoju, dopóki nie spocznie w Bogu.
Przyjrzyjmy się zatem, jak wygląda nasza miłość do Chrystusa? Na podstawie obserwacji zachowania między ludźmi, możemy powiedzieć, że miłość do Chrystusa kształtuje się w podobny sposób, jak miłość mężczyzny i kobiety. Jeśli chłopak i dziewczyna kochają siebie nawzajem, to pragną jak najczęściej przebywać w swojej obecności. Nie potrzebują wówczas wielu słów, gdyż wystarcza im zwykłe bycie ze sobą. Nawet jeśli zakochani są od siebie oddaleni, to nadal pozostają blisko siebie, ponieważ jedno myśli o drugim, ukochana osoba pozostaje cały czas w pamięci. W analogiczny sposób przedstawia się nasza miłość do Chrystusa. Jeśli jest to prawdziwa miłość, to sprawia ona, iż chcemy być blisko Chrystusa, chcemy doświadczyć Jego obecności. Na modlitwie przejawia się to w ten sposób, że samo powtarzanie pewnych formuł już nam nie wystarcza i modlitwa zaczyna przeradzać się w owo miłosne trwanie przy Chrystusie. Dzięki miłości chrześcijanin może cały czas pozostawać w obecności Chrystusa, podobnie jak zakochani, którzy chociaż są od siebie oddaleni, jednak myślą o sobie, dzięki czemu ukochana osoba jest jakby cały czas przy naszym boku.
Miłość przejawia się również w tym, iż zakochani pragną się ze sobą jak najczęściej spotykać. Spytajmy się jednak , gdzie my możemy spotkać się z Chrystusem? Otóż Chrystusa możemy spotkać w Piśmie Świętym. Czytając Pismo Św. prowadzimy niewymowny dialog z Oblubieńcem naszej duszy, gdyż Pismo Św. jest listem miłosnym napisanym przez Boga do człowieka. Poza tym, wiemy również, że nie można kogoś pokochać, jeśli się go najpierw nie poznało. Pismo Św. daje nam właśnie taką znajomość Chrystusa, dzięki czemu możemy pokochać Go z "całego serca, z całej duszy, ze wszystkich sił swoich".
Trzeba jednak podkreślić, że nie jest to jedyny sposób poznania Chrystusa. Mianowicie, Jezus wiele razy utożsamiał się z ludźmi ubogimi i chorymi. Dlatego, jeśli chcemy pokochać Chrystusa, musimy najpierw pokochać naszych ubogich braci. Prawdziwą miłość możemy poznać po tym, iż pragnie ona dobra drugiego człowieka, nie oglądając się na własne korzyści. Nasza miłość będzie zatem doskonała, jeśli będziemy miłowali słabych i ubogich, którzy nie będą mogli się nam odwdzięczyć. Zapłatę otrzymamy dopiero przy zmartwychwstaniu umarłych.
Oprócz wymienionych tu sposobów Chrystusa można spotkać również - i to w najpełniejszy sposób - w Eucharystii, kiedy przychodzi do nas pod postacią chleba i wina. Z samej istoty Eucharystii, która jest miłosnym spotkaniem Boga i człowieka, wynika, że powinna ona być przeżywana w sposób radosny, podobnie jak to czynili pierwsi chrześcijanie, którzy: "przyjmowali chleb z radością i prostotą serca". Sami wiemy przecież, że nikt nie jest smutny, ale raduje się, jeśli odwiedzi go ukochana osoba.
Pragnienie miłości, aby kochać i być kochanym jest czymś naturalnym, ponieważ zostało złożone w sercu człowieka przez samego Boga. Pamiętajmy jednak, że prawdziwej miłości nie odnajdziemy w świecie doczesnym, lecz tylko w Bogu, który "jest Miłością". Aby doświadczyć tej Bożej miłości, potrzeba abyśmy rozważali słowo Boże, abyśmy trwali na modlitwie, oraz byśmy rozpoznali Chrystusa w drugim człowieku, a nade wszystko przy "łamaniu chleba", w Eucharystii. Czuwajmy zatem, abyśmy mogli rozpoznać Pana, kiedy do nas przychodzi, aby nasze oczy nie były w tym momencie "na uwięzi".
/ kl. Adam Lis. ADONAI.PL /
KRZYŻ cd……
Po raz pierwszy brakuje mi słów…. Do tej pory nie mogę się otrząsnąć po tym co wczoraj zobaczyłam. Chodzi mi o to wszystko co się działo wczoraj pod Pałacem Prezydenckim.
Wczoraj miała odbyć się uroczystość przeniesienia krzyża spod Pałacu do kościoła Św. Anny w Warszawie. Zgodzili się na to przedstawiciele rządu, Kościoła i harcerstwa.
Nie odbyła się. Przeszkodzili a właściwie uniemożliwili jej przeprowadzenie tzw. „obrońcy” krzyża. Pod krzyż przyszło setki ludzi z różańcami, krzyżami, transparentami. Z ich ust wydobywały się wyzwiska i obelgi. Pod adresem rządzących i duchownych, którzy rzekomo chcieli zabrać krzyż.
Duchownych, którzy w uroczystej procesji przyszli aby przenieść krzyż, powitały gwizdy i wyzwiska.
” Kim jesteś?! – wrzeszczał mężczyzna do księdza, szarpiąc duchownego za rękaw. – I wy nazywacie siebie księżmi?! – wykrzykiwała młoda kobieta. Judasze, hańba, targowica, zdrajcy, precz z Komorowskim, harcerze do domu, nie oddamy krzyża…”
Apelującego o zachowanie spokoju i poszanowanie chrześcijańskiego symbolu księdza obrażono. ” Ręka mu uschnie! To nie jest polski ksiądz! Różaniec mu się pali ! Gestapowcy! Zdrajcy!” – krzyczą zgromadzeni.
W ten sposób ” broniono” krzyża, „broniono ” Boga.
Tymczasem ja tam Boga nie widziałam. Widziałam ludzi z różańcami w rękach i z nienawiścią w oczach, wyzywających, rzucających obelgami w innych ludzi.
Był krzyż – znak Bożej Miłości ale w okół niego nie było miłości- przeciwnie była nienawiść. Morze nienawiści…
Ja wierzę w Boga, który jest dobry, miłosierny, łagodny, sprawiedliwy, wspaniałomyślny, wybaczający. Boga, który nikogo nie odrzuca, nie ocenia.
Boga, który jest Miłością. Krzyż jest znakiem dobroci, miłosierdzia, wybaczenia.
Znakiem Miłości.
Tam była nienawiść i zło.
Żal tych ludzi…Nie wiedzą, że to wszystko co robią, jest złe. Potrzebują katechezy, ewangelizacji.
Wczoraj widziałam klęskę władzy i klęskę Kościoła. Bezradność.
Nie może być tak, że katolicy nie słuchają swoich pasterzy.
Władze Kościelne i świeckie porozumiały się w sprawie krzyża. Powinno się to uszanować.
Z drugiej strony krzyż nie może być przedmiotem walki religijnej jak i politycznej. Jakiejkolwiek walki. Nie może być narzędziem manipulacji w rękach polityków .
Nam wszystkim potrzeba katechezy. Musimy na nowo odkryć sens naszej wiary.
Sens krzyża.
Papież Benedykt XVI będąc jeszcze kardynałem powiedział, że w chrześcijaństwie, w katolicyzmie nie jest najważniejszy człowiek ani Kościół. Najważniejszy jest Bóg.
Odniosłam wrażenie, że wczoraj w tym całym chaosie zapomniano o tym.
Wczoraj w imię Boga zapomniano o Bogu.
PRAWDA cd.
1W owym czasie doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie.2I rzekł do swych dworzan: „To Jan Chrzciciel. On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze w nim działają”.3Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wrzucić do więzienia. Powodem była Herodiada, żona brata jego,Filipa.4Jan bowiem upomniał go: „Nie wolno ci jej trzymać”.5Chętnie też byłby go zgładził, bał się jednak ludu, ponieważ miano go za proroka.
6Otóż, kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady wobec gości i spodobała się Herodowi.7Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi.8A ona przedtem już podmówiona przez swą matkę: „Daj mi – rzekła – tu na misie głowę Jana Chrzciciela!”9Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać.10Posłał więc [kata] i kazał ściąć Jana w więzieniu.11Przyniesionogłowę jego na misie i dano dziewczęciu, a ono zaniosło ją swojej matce.12Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je; potem poszli i donieśli o tym Jezusowi.
/ Mt 14, 1-12/
————————————————————————————-
Na podstawie dzisiejszej Ewangelii chciałabym rozważyć jeszcze raz aspekt prawdy.
Co to jest prawda? – pytał Piłat Jezusa.
Klasyczna definicja prawdy mówi że prawda jest zgodnością myśli z rzeczywistością. Jest to zgodność pomiędzy tym co myślimy, mówimy i robimy.
Święty Jan Chrzciciel głosił Prawdę i dla niej oddał swoje życie. Nie tylko głosił i umarł za nią ale przede wszystkim według niej żył. Nie chciał, nie mógł na to pozwolić by jego bliźni żył w kłamstwie. Upominał Heroda. A ten go nie posłuchał. Nie przyjął prawdy, wolał żyć w kłamstwie, hipokryzji, w grzechu. Wolał zabić Jana Chrzciciela. Zagłuszyć prawdę.
W dzisiejszym świecie mówienie i życie w prawdzie jest źle widziane. Ośmieszane. Nie traktowane poważnie.
Jednak właśnie teraz w świecie kłamstwa i obłudy trzeba mówić Prawdę.
Jak dzisiaj mówić prawdę? Mówienie komuś prawdy może go zranić, skrzywdzić. Jednak ją trzeba mówić. Jak?
Po pierwsze trzeba żyć zgodnie z tym co się głosi. Jeśli się kogoś poucza, że źle robi a samemu robi to samo jest się niewiarygodnym. „Dlaczego widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku własnym nie dostrzegasz? Albo jak powiesz bratu swemu: Pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twoim? Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego” /Łuk 6,36-42/.
Trzeba zacząć od siebie. Potem można pouczać innych.
Po drugie prawdę trzeba mówić z miłością. Trzeba oceniać czyn a nie człowieka. Jeśli powiemy ” to co robisz jest złe”,ocenimy czyn – jeśli: „jesteś zły ” -człowieka.
My już nie musimy jak Piłat pytać „Co to jest prawda. My wiemy, że Prawdą jest Jezus. Znamy Ewangelię.
Musimy tylko i aż chcieć ją dobrze poznać, odważnie głosić. Przede wszystkim musimy według niej żyć
Żyć w Prawdzie, bez względu na to co powiedzą inni. Odważnie.
Żyć w Bogu . Według Jego zasad.
Czy potrafimy dawać świadectwo?
Czy chcemy?
KRZYŻ
Katastrofa,szok, niedowierzanie… Śmierć prawie 100 osób w jednym momencie,minucie… Żałoba narodowa.Ludzie zbierają się pod Pałacem Prezydenckim. Zapalają znicze, setki, tysiące zniczy… Płaczą ,modlą się. Harcerze stawiają krzyż. Z potrzeby serca w atmosferze silnych emocji, w chwili powszechnej żałoby narodowej. Nikt nie negował sensu tego spontanicznego odruchu. Był on wtedy potrzebny, ważny.
Minęła żałoba, minął szok. Zniczy pod Pałacem jest co raz mniej. Krzyż stoi. Jeszcze. Pojawiły się sugestie,żeby go przenieść w inne, odpowiedniejsze dla niego, godniejsze miejsce. Jedni uważają, że powinien zniknąć stamtąd jak najszybciej. „Polska jest krajem świeckim i przed budynkiem administracji publicznej,który należy do wszystkich obywateli tego kraju, nie tylko katolików, nie powinno być postawionych żadnych symboli religijnych . Krzyż jest symbolem religijnym, który wymaga szacunku. To nie jest miejsce dla krzyża. Nie jesteśmy państwem wyznaniowym inie wszystkim musi to odpowiadać ”. „Cała Polska broni krzyża” krzyczą inni. Zwykły prosty krzyż stał się sprawą polityczną. Na jego temat bardzo chętnie wypowiadają się posłowie i senatorowie . Przywódcy partii politycznych, różnych opcji. Kłócą się, obrażają, wyzywają jedni drugich. Co więcej, krzyż stał się przedmiotem niewybrednych żartów i kpin. Kościół też długo milczał w tej sprawie… W końcu wypowiedział się „7 lipca na Jasnej Górze prymas Polski abp Józef Kowalczyk zaapelował o wyeliminowanie niezrozumiałych konfliktów politycznych w kraju i „budowę Polski, która będzie autentycznie bronić krzyża, nie upolityczniając go”. Rozmowy w Kancelarii Prezydenta RP ws.przeniesienia krzyża rozpoczęły się 13 lipca. „ 3 sierpnia krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego, upamiętniający ofiary katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, zostanie przeniesiony do akademickiego kościoła św. Anny w Warszawie’’ – poinformował rzecznik Metropolitarnej Kurii.Jednak w Kościele pojawił się dwugłos. Pojawiły się komentarze, że Kościół dzieli ludzi.Kościół jest jeden i powinien mówić jednym głosem zawsze. Krzyż , który jest pięknym konkretnym znakiem miłości i jedności podzielił katolików.
Czy tak powinno być? Oczywiście, że nie.Krzyż powinien być przedmiotem szacunku wszystkich wierzących. Jeśli już podjęto decyzję o jego przeniesieniu tonie powinno się tego robić po cichu, ze strachu przed kimś. Przeniesienie go powinno odbyć się w uroczystej procesji połączonej z Mszą w intencji wszystkich ofiar katastrofy. Chrystus umarł na krzyżu za wszystkich. On nie dzielił ludzi, przeciwnie– jednoczył. Kościół to my , nie dajmy się podzielić. Zacznijmy mówić jednym głosem.
Głosem miłości.