„Śniło mi się kochany, że Cię malowałam! Twój portret. Ikonę. Na początku nie za bardzo mi wychodziło, ale potem zaczęło wychodzić. Nie wiem czy do końca wyszło, bo się obudziłam!”
Jezus uśmiecha się do mnie z czułością. Dotyka dłonią mego serca i szepcze żarliwie:
„Tu znajdziesz mój najważniejszy i najpiękniejszy mój portret, maleńka Moja Moniczko. W twym sercu. Ty Mnie w nim malujesz.”
„I mi wychodzi?”
„Wychodzi, wychodzi Moja artystko!”
„Nie lubię gdy ktoś nazwa mnie artystką. Jestem malarką. Po prostu.”
Nagle przez moją głowę i serce przebiega myśl jak błyskawica!
„Zaraz, zaraz! Przecież to TY we mnie malujesz! Malujesz Swój Autoportret! Ja Ci tylko użyczam miejsca. A nawet nie! Ty sam bierzesz i malujesz!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie!
„I wychodzi Mi?” – pyta przekornie.
„A jak myślisz, mój Boski Artysto?
Daję umiłowanemu siarczystego buziaka!
Autor: Maleńka
WIECZNIE
Trwamy wtuleni w siebie nawzajem. Zjednoczeni w miłości i cierpieniu. Zanurzeni w sobie nawzajem, zatopieni w siebie wzajemnie. Oblubieniec i Jego oblubienica. Najsłodszy i Jego jedyna. Najcudowniejszy i Jego słodka. Malusieńki i Jego milusia. Mój Jezus i ja. Wtuleni w siebie nawzajem trwamy w miłosnym milczeniu… W błogiej bliskości i intymności bez granic.
Widzę obraz: Jezus trzyma mnie na rączkach i podrzuca w górę! Wysoko, wysoko! Ja robię w górze fikołki, kręcę piruety… I bezpiecznie ląduję w objęciach Jezusa jak na mięciutkiej podusi. Śmiejemy się przy tym radośnie!
Nachodzi mnie myśl, że umiłowany Jezus się mną bawi! Tak bardzo pragnę, aby się mną bawił! Pragnę być Jego zabawką! I jestem. Jestem maleńką zabaweczką w Jego dłoniach.
„Uświadomiłam sobie, kochany, a raczej Ty mi uświadomiłeś, że każde nasze spotkanie mogłoby trwać wiecznie!”-szepczę radośnie.
Jezus uśmiecha się do mnie z czułością.
„Masz rację, maleńka Moja. Każde nasze spotkanie trwa wiecznie!” – szepcze żarliwie.
„Piękne to bardzo!”
Wtulam się jeszcze bardziej w mojego Oblubieńca. Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic!
OCZKO W GŁOWIE
Jezus mnie obejmuje z miłością i mocno tuli do Siebie. Przytula i otula Sobą. Zanurza w Sobie bardziej i głębiej… Zatapia w miłości. I czyni z Sobą jedno.
„Mój piękny… Prześliczny!”
„Moja słodka! Najsłodsza!”
Nasze serca rozmawiają ze sobą nawzajem. Szepczą słowa miłości.
Widzę obraz: Idziemy z umiłowanym drogą, przez pola i łąki. Przed nami rozciągają się piękne widoki.
Ale my nie zwracamy na nie uwagi. Nie interesujemy się pięknem krajobrazu. Interesujemy się sobą nawzajem. Jezus mną, a ja Jezusem. Cieszymy się sobą wzajemnie. Oblubieniec i oblubienica. Mój Jezus i ja.
„Jesteś Moim oczkiem w głowie, maleńka Moja Moniczko!” – słyszę ciepły i czuły szept umiłowanego.
„I Ty moim, kochany mój Jezu! I Ty moim. Świata poza Tobą nie widzę!”
Trwamy w miłości i intymności bez granic! Malusi i Jego Milusia.
ROZPIESZCZAM UMIŁOWANEGO
Daję umiłowanemu, ślicznemu Jezusowi siarczystego buziaka i patrzę Mu w oczy głęboko.
„Powiedziałeś kochany, że życie mnie nie rozpieszcza. To prawda. Nie rozpieszcza mnie. Przeciwnie! Ciężki, chropowaty, twardy krzyż przygniata mnie do ziemi…”
„Ale dźwigając ten krzyż idziesz za Mną. Idziesz z sercem zanurzonym we Mnie i oczami we Mnie utkwionymi.”
Patrzymy w siebie nawzajem ogniście. Milczymy długo.
„Ty, mój Jezu kochany, mnie rozpieszczasz. I ja pragnę rozpieszczać Ciebie!”
Zbliżam twarz do twarzy Jezusa i Go całuję. Całuję jak oblubienica całuje swego Oblubieńca. Słodko, ogniście i namiętnie.
„Rozpieszczasz Mnie maleńka Moja Moniczko! Rozpieszczasz Mnie miłością, ufnością, pokorą. Rozpieszczasz ofiarowaniem cierpienia – tańcem i uśmiechem. Rozpieszczasz Mnie swą miłością, Moniko!” – szepcze żarliwie umiłowany.
Całuję SERCE Jezusa i Jego Rany. A mój śliczny uśmiecha się do mnie z lubością…
NIE GROZI MI
Jezus całuje mnie… Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, ogniście i namiętnie. Całuje moje usta, całuje moje chore, obolałe i zmęczone ciało. Całuje moje biedne serce. Całuje, dotyka i głaszcze je z czułością i namaszczeniem niezwykłym.
Rozpływam się w Jego pocałunkach…
„Rozpieszczasz mnie, mój słodki Jezuniu!” – szepczę szczęśliwa cała.
„Życie cię Moniko nie rozpieszcza, więc Ja cię rozpieszczam!”
„Tak… życie mnie nie rozpieszcza… Ale Ty bardzo!!!” – szepczę.
I po chwili pytam:
„A nie sądzisz, mój Jezu słodki, że od Twych pieszczot stanę się rozwydrzonym bachorkiem?”
„Nie grozi to tobie, Moja Moniczko”- szepcze umiłowany z cudnym uśmiechem.
„Nie? A dlaczego?”
„Bo kto bierze codziennie swój własny krzyż na swe ramiona i idzie za Mną, jak ty, Moniko, temu bycie rozwydrzonym nie grozi!”
„Tak myślisz, kochany?”
Spuszczam głowę zawstydzona… Mój kochany, słodki Jezus delikatnie, lecz stanowczo unosi ją do góry.
„Nie grozi ci to, Moniko najmilsza Moja!” – szepcze żarliwie. Ogniście i namiętnie mnie całuje.
„Uwielbiam Twoje pieszczoty, Twe rozpieszczanie, mój Jezu kochany!”
„A Ja uwielbiam cię rozpieszczać, maleńka Moja!”
„Rozpieszczaj więc mnie do woli, mój Jezu!”
NIE ZMUSZA
Jezus głaszcze moj policzek… Z miłością i czułością niezwykłą.
„Moja mała, maleńka… Moja malusia milusia… Jedyna Moja…” – szepcze tkliwie.
Uśmiecham się do mojego Oblubieńca radośnie!
Wyciągam rękę i dłonią dotykam i głaszczę twarz umiłowanego mojego. Z czułością i uwielbieniem.
„Mój Maleńki, Malusieńki… Słodki, Słodziusieńki… Malusi Słodziusi…”-szepczę pieszczotliwie.
Jezus promienieje cały miłością i szczęściem!
Kładę głowę na SERCU Najdroższym. Słucham JEGO bicia.
„Uwielbiam słuchać bicia Twego SERCA, kochany mój Jezu…”
„Więc słuchaj, Moniko. Ono bije dla ciebie.”
Jezus kładzie głowę na sercu moim i słucha jego bicia.
„Uwielbiam słuchać bicia twego serca!” – szepcze żarliwie.
Więc słuchaj, mój Jezu. Ono bije dla Ciebie.”
Słuchając bicia SERCA umiłowanego zamyślam się…
„Mój kochany Jezus do niczego mnie nie zmusza, niczego nie narzuca, nie wywiera presji. Z Nim, w Nim jestem wolna i przeźroczysta jak mgiełka pod woalką… Mogę widzieć, mogę nie widzieć, mogę czuć, lub nie. Wszystko mogę, nic nie muszę. Zachęca mnie, zaprasza, prosi… Nie zmusza.”
SERCE Jezusa i serce moje biją w jednym rytmie:
„Ko – cham Cie – bie! Ko – cham cie – bie!”
PLON
„Napisałam list do mojego Duchowego Synka. Nie czekam na odpowiedź. Chcę tylko, by o mnie wiedział i chciałam go na duchu podnieść.”
„Na taki list nie można nie odpowiedzieć, maleńka Moja.”
„Tak? Dlaczego, kochany mój Jezu?”
„Jest w nim wiara, nadzieja i miłość. Jest też siła ducha.”
„Dajesz mi to wszystko, więc się dzielę!”
Jezus uśmiecha się do mnie tkliwie.
„Więc już nie mówisz, Moniko, że nic nie robisz?”
Śmieję się perliście!
„Moja Duchowa Córeczka napisała do mnie taki elaborat, że sama już nie wiem!”
Patrzę umiłowanemu w oczy głęboko i dodaję:
„Nie widzę, no naprawdę nie widzę, żebym coś robiła. No… Co ja na to poradzę? Nie widzę. Ale wiesz, mój Jezu słodki? Myślę, że to nie pochodzi od Złego, ale od Ciebie. Pozwalasz mi nie widzieć, abym nie popadła w pychę!”
Jezus patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały! Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś! Zdaje mi się, że odkryłam Jego Tajemnicę.
„Kiedy rolnik sieje zboże, nie widzi jak i kiedy rośnie. Widzi plon. I tobie, Moniko pozwalam widzieć część twojego plonu.”
„Widzę plon, ale nie przypisuję go sobie, lecz Tobie, mój Jezu słodki.”
Jezus obejmuje mnie ramionami i mocno tuli do SERCA.
„I niech tak zostanie, najmilsza Moja! U Mnie na rączkach będzie wszystko przed tobą odkryte. I całe twe działanie i cały plon.”
MASZ MNIE!
Dotykam włosów umiłowanego mojego i patrzę Mu w oczy z miłością i uwielbieniem…
„Jakiś Ty piękny, mój słodki Jezu! Jak piękny…” – szepczę z zachwytem wielkim.
Jezus patrzy we mnie rozpromieniony cały miłością!
„Zatańczymy, najmilsza Moja?” – pyta słodko.
„Z Tobą zawsze, umiłowany!”
Tańczymy. W pewnej chwili tracę siły i lecę z nóg…
„Mój kochany nie mam siły… Wybaaa!”
Jezus przerywa mi gwałtownie!
„Nie masz siły, ale masz Mnie, Moniko kochana!” – szepcze żarliwie.
Bierze mnie w objęcia i kładzie na SERCU Najdroższym. Tuli, zanurza, ogrzewa… Kołysze jak mama dziecko. Jestem jak niemowlę w objęciach najczulszej mamusi. Umiłowany zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje moje czoło, policzek, usta. Całuje obolałe i zmęczone ciało. Całuje, a moje serce śpiewa:
„Miłości moja! Ogrodzie mój! Oceanie! Rozkoszy i szczęście moje! Niebo moje! Uwielbiam Cię Jezu słodki!”
Tańczymy razem, mój śliczny Jezus i ja. Wtuleni SERCE przy sercu. Tańczymy w miłości i intymności bez granic!
NIE MA ALE!
Głaszczę policzek słodkiego mojego Jezusa. Głaszczę delikatnie, z czułością. Uśmiecham się do Niego od ucha do ucha. Oblubieniec patrzy we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem wielkim…
„Dziś w Niebie wielkie Święto!”
Jezus jakby nie słucha co do Niego mówię, patrzy we mnie ogniście.
„Jakaś ty piękna, Moniko najmilsza! Święci to ludzie piękni. Jak ty!”
„Na pewno dużo mi jeszcze do nich brakuje!”
„Nic ci nie brakuje, Maleńka Moja! Świętość to dojrzałość i owocowanie. Ty jesteś dojrzała i owocujesz.”
Patrzę w oczy mojemu Oblubieńcowi.
„A czy można zostać Świętym nic nie robiąc?”
Jezus śmieje się perliście i słodko!
„Chodzi ci o to maleńka Moja, że według ciebie nic nie robisz tylko cierpisz dla Mnie?” – pytam ogniście.
„No, tak. O to mi chodzi!” – szepczę uradowana, że umiłowany mnie rozumie.
„Maleńka Moja Moniczko posłuchaj więc co ci powiem: mówiąc po twojemu, 'nic nie robiąc’ tylko cierpiąc dla Mnie!”
„Alll…”
Jezus zamyka mi usta słodkim i ognistym pocałunkiem. Całuje mnie mój słodki. A Jego SERCE szepcze:
„Nie ma 'ale’, maleńka Moja! Nie ma żadnego 'ale’!”
JA JESTEM
Nie widzę, nie słyszę, nie czuję Jezusa. Widzę ciemność… Ale uśmiecham się do mojego Oblubieńca promiennie. Wiem bowiem, że mimo, że Go nie widzę, nie słyszę, nie czuję, On jest przy mnie. Jest i tuli mnie do SERCA Swego.
„Zatańcz dla Mnie Moja słodka Moniczko!” – słyszę ciepły i czuły głos umiłowanego.
Uśmiecham się do Jezusa od ucha do ucha.
Zaczynam tańczyć! Tańczę leciutko i zwiewnie. Jak mgiełka, jak wietrzyk. Tańczę, a moje serce śpiewa:
„Uwielbiam Ciebie, mój Jezu! Kocham Cię! Wywyższam! Wychwalam Cię! Pozdrawiam i błogosławię Ciebie, kochany mój Jezu! Uwielbiam Cię!”
I nagle widzę Umiłowanego mojego Oblubieńca! Trzyma mnie w objęciach i patrzy we mnie ogniście i słodko.
„Ja Jestem, maleńka Moja! Ja Jestem!”
Przytulam policzek do policzka Maleńkiego mojego…
„Wiem, że Jesteś, mój Jezu! Wiem” – szepczę z miłością.
Tańczymy razem w intymności bez granic! Mój Oblubieniec i ja.