Znów nie widziałam, ani nie czułam mojego Oblubieńca. Lecz pamiętając Jego słowa, że zawsze jest przy mnie uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha.
I zobaczyłam mojego umiłowanego! Wisiał na Krzyżu i cierpiał niemiłosiernie… Uśmiech natychmiast znikł z mej twarzy i serca. Mój słodziutki Jezus wiszący na Krzyżu był taki maleńki, bezbronny, ogołocony, pokorny i cichy… Objęłam ślicznego mojego Oblubieńca i przytuliłam do siebie.
„Pragnę Cię, Jezu! Pragnę Cię takiego! Pragnę Cię kochać, wielbić, pragnę z Tobą cierpieć!”
„Przytul Mnie do siebie jeszcze mocniej, maleńka Moja Moniczko!”
Przytuliłam umiłowanego do siebie mocno! Z całych sił!
Jezus znikł we mnie…
I znów Go zobaczyłam! Wielki, potężny, wszechwładny, pełen chwały. Świetlisty i jaśniejący cały.
Wziął mnie na ręce. Patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem wielkim.
„Moniczko kochana, jak masz udział w Moim cierpieniu, tak też będziesz miała udział w Mej potędze i chwale!”
Trwaliśmy w miłosnym milczeniu. Mój Oblubieniec i ja.
Autor: Maleńka
TANIEC MIŁOŚCI
Dałam mojemu ślicznemu Jezusowi siarczystego buziaka!
„Zatańczysz, Maleńki, mój słodziusieńki?” – spytałam z entuzjazmem.
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
„Z tobą zawsze, Miłości Moja!” – wyszeptał Jezus żarliwie i zaraz dodał:
„Nie będzie to jednak taniec cierpienia, lecz miłości.”
Otworzyłam oczy ze zdumienia!
Mój kochany Jezus wziął mnie na ręce i zaczął mnie kołysać jak mama kołysze dziecko do snu. Kołysał i kołysał… A mi było dobrze i błogo i słodko… Czułam się jak niemowlę w objęciach najczulszej mamusi. Jak maleńka owieczka, jagniątko w objęciach najlepszego Pasterza.
„To kołysanka, nie taniec, mój śliczny!”
„Nie podoba ci się, maleńka Moja?”
„Podoba! Bardzo!”
Jezus zaczął się do mnie zbliżać. Zbliżał się wielki, potężny Bóg do mojej maleńkości… Nie wiedziałam, że jest tak odległy, i że może aż tak się zbliżyć! Zbliżał się, a zbliżając otulał Sobą, zanurzał w Sobie. Wciąż bardziej i głębiej i mocniej… I czynił z Sobą jedno.
Tańczyliśmy! Mój Oblubieniec tańczył we mnie rozpromieniony cały miłością! Ja w Nim tańczyłam! Wolna i zakochana cała! Tańczyliśmy w sobie nawzajem. Był to taniec miłości…
TERAZ
Umiłowany leżał na sercu moim. Odpoczywał. W pewnej chwili podniósł się i spojrzał mi w oczy głęboko. Żarliwie.
„Odpocząłeś choć troszkę, mój śliczny Jezu?”
„Bardzo!” – wyszeptał Jezus z lubością.
„To co robimy, kochany?”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Teraz pragnę z tobą pobyć!”
Wzruszyła mnie ta odpowiedź. Przecież u Boga nie ma przeszłości, ani przyszłości. Nie ma ani wczoraj, ani jutro, ani potem. Jest wieczne TERAZ. I Jezus w tym wiecznym TERAZ pragnie być ze mną!
Położyłam głowę na SERCU Najdroższym i wsłuchiwałam się w Jego bicie. Umiłowany objął mnie ramionami i mocno przytulił do Siebie. Trwaliśmy razem SERCE przy sercu. Zjednoczeni w miłości i intymności. W wiecznym TERAZ.
W SOBIE NAWZAJEM
„Powiedziałeś kochany, że rozpieszczasz mnie bo cierpię dla Ciebie. A dla kogo innego mam cierpieć? Ty jeden cierpiałeś najbardziej. Za mnie! I ja pragnę dla Ciebie cierpieć!” – szepnęłam z mocą i entuzjazmem. Dałam umiłowanemu siarczystego całusa.
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem. Trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA Swego.
„Wygodnie ci, maleńka Moja Moniczko?” – spytał umiłowany z czułością.
„Baaaaaardzo wygodnie, kochany mój słodki Jezu! A Tobie wygodnie we mnie?”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
„Wygodnie, jedyna Moja. Najwygodniej!”
„Ale jakby było coś nie tak, to…”
„Nie martw się, maleńka. Powiem od razu.”
Nagle Jezus wydał mi się potwornie zmęczony…
„Mój kochany, mój śliczny Jezu odpocznij we mnie!”
Mój Oblubieniec położył głowę na sercu moim i wtulił się we mnie. Odpoczywał…
Głaskałam Jego włosy i policzek delikatnie i czule. Z miłością.
W pewnej chwili zaczęłam opowiadać Jezusowi o bólu i niepokoju serca, o tym, że się zawiodłam. Umiłowany brał moje cierpienie, niepokój i zawód na Siebie.
Odpoczywaliśmy w sobie nawzajem. Oblubieniec i oblubienica. Mój Jezus i ja. Wtuleni w siebie i zakochani w sobie nawzajem.
WYGODNIE CI?
Leżałam w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Z zamkniętymi oczyma leżałam. Nie miałam sił, żeby podnieść powieki. Mimo, że oczy miałam zamknięte widziałam umiłowanego mojego Jezusa! Mój Oblubieniec patrzył we mnie ogniście i głęboko. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś. Odgarnął mi włosy z czoła i obdarzył mnie słodkim pocałunkiem.
„Zmęczo…”
„Odpocznij maleństwo Moje. Odpocznij we Mnie”-wyszeptał Jezus z tkliwością i wtulił mnie w Siebie. Przytulał i otulał Sobą. Zanurzał w Sobie bardziej i głębiej. Odpoczywałam w umiłowanym moim.
„Wygodnie ci, Moja słodka?”
„Bardzo wygodnie, kochany mój Jezu!”
„Wszystko dobrze?”
„Tak. Dziękuję!”
„W każdym razie gdyby coś było nie tak to mów Mi od razu!”
„Wszystko jest TAK, mój kochany!” – szepnęło moje serce.
Pomyślałam, że bolą mnie tylko mięśnie, stawy, głowa i jelita, a On tak mnie rozpieszcza!
Mój Oblubieniec, który znał moje myśli, wyszeptał ogniście:
„Nie rozpieszczam cię dlatego, że cierpisz, Moniko. Ale dlatego, że cierpisz dla Mnie. Tańczysz dla Mnie! Jak pięknie dla Mnie tańczysz!”
Jezus ucałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. I zapytał:
„Wygodnie ci, Moja słodka Moniczko?”
Uśmiechnęłam się do umiłowanego od ucha do ucha!
WIERZĘ I UFAM!
Leżałam w… Nie wiedziałam gdzie jestem. Jezus wydawał się daleki, odległy…
Nagle poczułam delikatny pocałunek na mym policzku.
„Jesteś!!!”
„Maleńka Moja, gdy ci się wydaje, że jestem daleko, JA JESTEM blisko. Najbliżej!”
„Serce moje nie czuje!”
„Nie szkodzi! Miłość nie polega na odczuciu, ale na obecności, Ja jestem. A obecność na wierze, zaufaniu. Wierzysz Mi? Ufasz?”
„Wierzę! Ufam!” – szepnęłam z mocą i przekonaniem.
„Więc posłuchaj…” – w głosie Jezusa słyszałam uśmiech.
Zaczęłam słuchać… Z początku nic nie słyszałam. A potem zaczęłam słyszeć! Coraz głośniej i głośniej i głośniej… Uśmiechnęłam się do mojego Oblubieńca od ucha do ucha! Co słyszałam? Słyszałam bicie SERCA Umiłowanego. Tuż pod moją głową!
Leżałam na SERCU umiłowanym!!!
„Wierzę i ufam Ci, mój kochany Jezu!”
„Dlatego jestem tak blisko! Najbliżej…”
I zobaczyłam mojego Oblubieńca! Przytulał policzek do mojego policzka…
W BLISKOŚCI BEZ SŁÓW
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony głęboko. Dotykałam Jego policzek i brodę. Głaskałam Jego włosy i policzek, a z brody robiłam loczki.
„Wiesz mój Jezu kochany… Ostatnio zauważyłam, że irytuje mnie odmawianie słów modlitw. Odpycha, odrzuca wręcz… Wolę w duchu powtarzać Twoje słodkie Imię, albo modlić się bez słów. Obecnością. Trwać w miłosnym milczeniu. Gdy trzeba, odmawiam modlitwy. Ale uwielbiam bez słów…”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„To zrozumiałe, maleńka Moja!”
„Zrozumiałe?! A ja myślałam, że coś ze mną nie tak! Byłam na siebie zła!”
„W bliskości słowa są zbędne. W bliskości liczy się obecność.”
Mój Oblubieniec zbliżył twarz do mojej twarzy i złożył na mych ustach ognisty pocałunek.
„A u Mnie na rączkach słowa już nie będą potrzebne!”
Jezus uśmiechał się do mnie promiennie. A ja głaskałam Jego włosy i policzek…
UŚMIECH TRÓJCY
Trwaliśmy razem. Umiłowany mój i ja. Wtuleni w siebie nawzajem. Policzek przy policzku i serce przy SERCU. Jezus obejmował mnie z czułością niezwykłą…
„Wiesz Monisiu, że TATA i DUCH ŚWIĘTY są z nami?”
„Oczywiście! Nigdzie byś się bez NICH nie ruszył!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie i błogo.
„Ja i TATA jedno jesteśmy, a DUCH Święty jest Miłością między NAMI. Gdy cię tulę, tuli cię cała Trójca Święta, gdy cię całuję, całuje cię Trójca. Gdy cię zanurzam, zanurza cię Trójca, kiedy tańczysz, tańczysz z Trójcą!”
„Codziennie błogosławię moje Duchowe Dzieci w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. I sama zaczynam dzień w Imię Trójcy Świętej.”
I za chwilę wyrwało mi się prosto z serca:
„Trójca Święta jest cała uśmiechnięta!”
Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i złożył na mych ustach ognisty i słodki pocałunek.
„Trójca Święta uśmiecha się nad tobą, kochane maleństwo Moje! Powiem ci więcej. Ty jesteś uśmiechem Trójcy!”
„Ja…?” – szepnęłam zdumiona i uszczęśliwiona zarazem.
„Bardzo, Moja słodka!” – wyszeptał Jezus żarliwie.
Głaskał mój policzek z czułością…
NA WIECZNOŚĆ
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały.
Dotknęłam Jego policzek z czułością i wyszeptałam wzruszona:
„Mój prześliczny Jezu! Miłości moja! Ty jesteś mój, ja jestem Twoja!”
Jezus patrzył we mnie głęboko…
„Jakże ci pięknie w tej Koronie, maleńka Moja Moniczko!”
Mówił o Koronie Cierniowej, którą podarował mi w Wielkim Poście.
Uśmiechnęłam się do umiłowanego radośnie!
„Ona jest jak wianuszek ślubny, jak wieniec weselny!” – szepnęłam z mocą.
Jezus rozczulił się ogromnie, rozrzewnił się!
„Ty jesteś oblubienicą Moją. Panną Młodą, Moniko najmilsza. Jesteś dla Mnie, a Ja dla ciebie jestem. Wszystko Moje jest twoim, a twoje Moim!”
Tu Jezus umilkł na moment. Patrzył we mnie płonący cały miłością. Oczy Mu błyszczały.
„Pragnąłem cię, Moja mała czekałem, tęskniłem… I cię mam! Na zawsze, na wieczność!!!”
„A ja mam Ciebie, kochany mój Jezu! Na zawsze, mój śliczny! Na wieczność!”
Jezus przytulił policzek do mojego policzka. Trwaliśmy w miłosnym milczeniu. W błogości i intymności bez granic! Mój Oblubieniec i ja. Wtuleni w siebie nawzajem. Na wieczność!
PRZYJŚĆ I ZAPRAGNĄĆ
Leżałam na SERCU umiłowanym. Pieściłam Je, całowałam, głaskałam… Nagle wyczułam, że SERCE Jezusa jest smutne! Że cierpi niezmiernie!
„Co Ci, Serduszko najmilsze? Co Ci?” – spytałam z bólem serca.
„Jestem smutne, bo Moje kochane dzieci nie chcą do Mnie przyjść. Ignorują Mnie, odrzucają. A Ja pragnę każde dziecko przytulić, utulić. Jak ciebie, maleńka Moja.”
Poczułam wielki smutek, ból serca i wielka łza spłynęła na SERCE Najdroższe.
„Rozumiem Serduszko!” – wyrwało mi się prosto z serca.
„Pocieszyłaś Mnie, Moniko kochana! Pocieszyłaś miłością i cierpieniem. A przede wszystkim łzą czułości, która spłynęła na SERCE Moje!” – wyszeptał Jezus żarliwie.
Potem jeszcze bardziej zanurzał mnie w Sobie. Wciąż bardziej i głębiej.
„Mój kochany Jezu, mam takie poczucie, że jestem dla Ciebie jedyna na świecie! Świata poza mną nie widzisz! Wiem, że każdy człowiek jest dla Ciebie jedyny na świecie i świata poza nim nie widzisz. Z każdym chcesz być tak blisko. Każdy może być z Tobą najbliżej!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Każdy. Wystarczy tylko przyjść i zapragnąć!”
Jezus trzymał mnie na rączkach i tulił do SERCA. A mi było słodko, rozkosznie i błogo. Tańczyliśmy bardzo w miłości i intymności! Najbliżej.