Jezus tuli mnie w objęciach i pieści moje biedne serce. Dotyka, głaszcze, całuje…
„Mój kochany Jezuniu!”
„Moja słodka Moniczko!”
Wtulam się w mojego Oblubieńca i pytam Go z mocą:
„Jak mogę Ci usłużyć, ucieszyć, uszczęśliwić Ciebie, mój śliczny?”
„Uśmiechnij się do Mnie, najmilsza.”
Uśmiecham się do Jezusa od ucha do ucha!
„Masz przepiękny uśmiech, Moniko!”
„Ty go stworzyłeś, więc musi być przepiękny!”
„Ale ty go używasz maleńka. Uśmiechaj się jak najczęściej!”
„Wiesz mój śliczny, kiedy boli, gdy cierpię, trudno mi się uśmiechać… Ale się staram.”
„Wiem, maleńka Moja. Widzę!”
„Mój słodki i Ty uśmiechnij się do mnie. Ja tak uwielbiam Twój uśmiech! Uśmiechnij się! Uśmiechnij się!”
Jezus uśmiecha się do mnie! Rozświetla się! Rozpromienia! Jaśnieje! Roztacza nade mną Swój uśmiech! Zanurza w nim, zatapia. A w moim biednym sercu jest błogo i ciepło i jasno… Jak w Niebie.
Autor: Maleńka
CISZA
Tańczymy razem. Mój umiłowany, śliczny Jezus i ja. Jezus trzyma mnie w objęciach i w tańcu prowadzi. Patrzy we mnie głęboko, poruszony i wzruszony cały.
„Boli cię bardzo, maleńka Moja!”
„Boli.”
„Cierpię razem z tobą maleńka Moja. Z tobą i w tobie.”
„Wiem, mój kochany, słodki Jezuniu! Dziękuję Ci!”
Rzucam się na szyję mojemu umiłowanemu. A On zanurza mnie w Sobie. Jesteśmy jedno. Nasze serca biją w jednym rytmie:
„Kocham ciebie!”
„Opowiedz mi o Sobie, kochany mój Jezu.”
„Jam jest Ciszą…”
I w tej chwili zapada we mnie błoga i niczym nie zmącona cisza…
PRÓBA
Dotykam policzek umiłowanego mojego. Głaszczę go z czułością.
„Mój słodki, mój kochany!”-szepczę z mocą.
„Jedyna Moja! Najmilsza Moja!” – szepcze Jezus ogniście.
„Zatańczymy?” – pytam.
Jezus patrzy we mnie głęboko…
„Już ze Mną tańczysz, Moniko!”
Wtuliłam się w mojego Oblubieńca, zamknęłam oczy i zobaczyłam obraz:
Wisiałam wraz z Jezusem na krzyżu. Nagle napadły mnie dziwne, straszne głosy i zaczęły jątrzyć mi w sercu i głowie:
„On cię opuścił! On cię nienawidzi! Nie kocha cię!”
Wtuliłam się w mojego słodkiego Jezusa. Milczałam. Wiedziałam, że to wszystko nieprawda.
Spojrzałam na Jezusa.
„Nienawidzę cię!” – wyszeptał nie swoim głosem.
„Możesz sobie nienawidzić. Ja Cię kocham!” – szepnęłam z mocą.
Obraz znikł.
Otwieram oczy. Jezus patrzy we mnie Swym pięknym, niebiańskim spojrzeniem. W Jego oczach widzę miłość i zachwyt.
„Wytrzymałaś próbę, miłości Moja! Słodka Moja! Najmilsza! Rozkoszy Moja! Wytrzymałaś!”
„Dzięki Tobie, mój kochany Jezuniu!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje w czoło. I patrzy we mnie z uwielbieniem…
ROZMAWIAMY
Jezus tuli mnie do Siebie i patrzy we z lubością. Poruszony i wzruszony cały dotyka mój policzek i pieści go z czułością niezwykłą.
„Nie mam siły gadać, kochany… Poza tym nie chce mi się…” – szepczę z trudem.
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie.
„Nie musimy rozmawiać, maleńka Moja. Możemy pomilczeć”-szepcze ogniście.
I po chwili dodaje:
„W naszej relacji nie są najważniejsze słowa. Najważniejsza jest miłość, bliskość, zaufanie, wzajemne oddanie.”
Jezus patrzy we mnie ogniście! Po chwili szepcze:
„Ważne, że cierpisz dla Mnie!”
„To jest takie ważne, że dla Ciebie? Dlaczego?”
„Gdy cierpisz dla Mnie, Ja nadaję twemu cierpieniu Sens. Sens ofiary. Sama mówisz, że jestem Sensem twego cierpienia.”
„No, tak” – szepczę tak jakby to była oczywista oczywistość.
Uśmiecham się do mojego ślicznego, słodkiego Jezusa od ucha do ucha!
„Jednak rozmawiamy!”
„Rozmawiamy. Odpocznij teraz, najmilsza Moja!”
Umiłowany kładzie moją głowę na SERCU Swoim. Wsłuchuję w Jego bicie.
SERCE bije w jednym rytmie:
„Kocham ciebie! Kocham ciebie! Kocham ciebie!”
PYCHAAA!
Leżę w objęciach umiłowanego mojego. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie Swym pięknym, niebiańskim spojrzeniem. Jak w obrazek. Czuję się jak niemowlę w ramionach najczulszej Mamy. Jezus przytula policzek do mego policzka i czule szepcze:
„Jak Mi z tobą dobrze, maleńka Moja!”
Uśmiecham się do Jezusa od ucha do ucha!
„Mi z Tobą też, kochany!”
„Opowiem ci bajkę, maleńka!”
„Opowiedz!” – klaszczę radośnie w dłonie.
„Było sobie małe ziarenko. Przez wiele lat błąkało się po świecie, unoszone przez wiatr, smagane deszczem. Aż w końcu wpadło w żyzną, urodzajną ziemię. Było podlewane, nawożone. Z ziarenka wyrosło wieeelkie i piękne drzewo. Miało rozłożyste konary. Można było usiąść w jego cieniu i odpocząć od skwaru słonecznego. A owoce! Jakież ono miało owoce! Zresztą sama spróbuj.”
Jezus podaje mi owoc. Otwieram usta, gryzę. Owoc sam rozpływa się w ustach. Jest soczysty, jędrny i słodki.
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście.
„Tym ziarenkiem i drzewem jesteś ty, Moniko, a owoce to owoce twojego życia!”
„Pychaaa!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje, błogo namiętnie i słodko…
SENS
Tańczę bardzo w objęciach umiłowanego! Jezus patrzy we mnie poruszony i wzruszony cały. Głaszcze z tkliwością mój policzek.
„Jakaś ty śliczna, maleńka Moja! Prześliczna!” – szepcze ogniście.
„Dzięki Tobie, mój Przepiękny!” – uśmiecham się do Jezusa z trudem.
„Cierpisz bardzo, maleńka Moja!”
Nie odpowiadam, milczę. Zresztą to nie było pytanie, ale stwierdzenie faktu.
Wtulam się w mojego Oblubieńca. Zamykam oczy. Nasze serca biją w jednym rytmie:
„Kocham ciebie! Kocham Ciebie!”
A ja szepczę do umiłowanego:
„Uwielbiam Cię, mój Jezu! Uwielbiam! Ty jesteś Sensem! Sensem mojego życia i mojego cierpienia!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, ogniście i namiętnie.
„Ty jesteś Moim sensem, Moniko. Ja jestem Sensem dla ciebie, a ty dla Mnie.
Tańczymy w miłości i intymności bez granic!
W BLASKU SPOJRZENIA
Jezus patrzy we mnie Swym pięknym, niebiańskim spojrzeniem… Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś. Dotyka i pieści moje obolałe i zmęczone ciało. Rozjaśnia, ogrzewa moje biedne serce… Wlewa w nie otuchę i nadzieję. Spojrzenie Jezusa nie więzi, nie szpieguje, nie kontroluje. Daje szczęście i wolność.
Patrzę umiłowanemu w oczy z miłością.
„Pragnę żyć w blasku Twojego spojrzenia, kochany mój Jezu!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie.
„Żyjesz, maleńka Moja. Żyjesz!” – szepcze z lubością.
SZCZĘŚCIE JEZUSA
„Jak mogę Cię Jezu mój słodki, uszczęśliwić, ucieszyć?”
Jezus głaszcze mój policzek z czułością niezwykłą.
„Uszczęśliwiasz Mnie, maleńka i radujesz wielce!” – szepcze ogniście i pyta:
„Jak mogę cię uszczęśliwić i ucieszyć, maleńka Moja?”
„Bądź ze mną, po prostu”- uśmiecham się do mojego ślicznego radośnie.
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście.
„Ja Jestem, Moniko. Ja zawsze jestem z tobą, przy tobie i w tobie! Zawsze!”
Nagle Jezus wzrusza się ogromnie! W Jego oczach widzę łzy…
„Nie chcesz, Moniko, bym cię uzdrowił, ulżył w cierpieniu!”
„Bądź wola Twoja, nie moja, kochany! Poza tym chcę cierpieć z Tobą, dla Ciebie, byś nie był samotny, sam w cierpieniu.”
„Niewiele dusz chce cierpieć, cierpieć dla Mnie… Jeśli już cierpią, cierpią dla siebie!”
„Ja chcę dla Ciebie…”
Jezus wzrusza się jeszcze bardziej. Łzy płyną po Jego policzkach.
„Tak bardzo Mnie kochasz, że chcesz cierpieć dla Mnie?”
Kiwam głową, że tak!
„Dla Ciebie i z Tobą, kochany!”
Jezus tuli policzek do mego policzka. Zanurza mnie w Sobie.
„Moja kochana, jedyna! Miłości Moja! Rozkoszy! Słodka Moja!” – szepcze żarliwie SERCE Najdroższe.
Po policzkach umiłowanego płyną łzy coraz bardziej i bardziej.
„To ze szczęścia, maleńka Moja! Ze szczęścia!”
Całuję łzy Jezusa szczęśliwa cała…
PRZYJMUJE
Leżę w objęciach umiłowanego cierpiąca i tańcząca bardzo. Jezus patrzy we mnie poruszony i wzruszony cały…
„Mój słodki, daj buzi”- szepcze moje serce.
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Czule, słodko i namiętnie.
„Miłości Moja, jedyna Moja!”
Cierpię tak bardzo, że nie potrafię myśleć o niczym innym…
„A Ty o czym myślałeś kiedy Cię bolało, kiedy cierpiałeś? O czym wtedy myślałeś, mój Jezu kochany?”
„Myślałem o Moich dzieciach, że je zbawiam, że w końcu będą mogły do Mnie bez przeszkód przyjść, że otwieram im Niebo. Niezmiernie tego pragnąłem.”
„Ja tak nie potrafię…”
„Potrafisz, potrafisz maleństwo Moje! O, teraz twoje serce śpiewa:
’Zaprowadź mnie tam skąd powrotu nie ma. Gdzie ustaje wiara, spełnia się nadzieja. Gdzie światłością pachnie każdy skrawek nieba, bo ją na swój obraz Miłość wylewa.’ Śpiewasz o Niebie. Ja jestem twoim Niebem, Moniko. Tańcz! Ofiaruj MI cierpienia! Jak do tej pory! A Ja przyjmuję je i będę przyjmował.
Jezus wyciąga rękę i dłonią delikatnie głaszcze mój policzek.
„Pięknie tańczysz, maleńka Moja!”
„Za moje Duchowe Dzieci tańczę!”
„A Ja twój taniec z radością przyjmuję!”
TO MIŁOŚĆ
Jezus patrzy we mnie jak w obrazek. Ogniście, namiętnie…Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś. Nie wytrzymuję tego spojrzenia i speszona spuszczam głowę. Umiłowany delikatnie, ale stanowczo podnosi ją do góry.
„Pragnę ciebie, Moniko!”
„Masz mnie, kochany! Bierz mnie!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Czule, słodko i namiętnie.
„Pragnę Ciebie, Jezu!”
Masz Mnie. Bierz Mnie!”
Umiłowany całując zanurza mnie w Sobie. Zatapia w miłości. Widzę obraz:
Jezus jest daleko. Wisi na krzyżu. Chcę do Niego biec, ale coś, jakaś siła mnie zatrzymuje. Przeszkadza mi. Stawia opór. Walczę z tą siłą. I w końcu udaje mi się dobiec do umiłowanego.
Jezus wisi na krzyżu i cierpi niezmiernie… Serce mi pęka…
„Co ja Ci zrobiłam, kochany!!!” – krzyczę z bólu.
„To nie ty, maleńka. To Miłość!” – szepcze Jezus z ogniem.
„Ale ja też!”
Obejmuję mojego ślicznego i mocno tulę do siebie.
Tańczymy bardzo w miłości i intymności. Mój Jezus i ja.