„Mój słodki Jezuniu, a Ty jak przyszedłeś na świat, kiedy się narodziłeś to byłeś głodny, czy syty?”
Jezus głaszcze mój policzek z czułością. I pyta:
„A jak myślisz, maleńka Moja?”
„Myślę, że byłeś głodny. Głodny przede wszystkim miłości. Miałeś miłość Miriam i Józefa. Ale chciałeś, by wszyscy ludzie Cię pokochali, przyjęli. Chciałeś wszystkich przytulić do łona…”
„Miłość syci się jedynie miłością, Moniko. Dziś tylu ludzi jest głodnych. Głodnych miłości. Szukają różnych jej namiastek. I są głodni. Pragnę ich wszystkich nakarmić, przytulić. Ale wcześniej muszą do Mnie przyjść! Przyciągam ich do Siebie na różne sposoby. Pragnę ich nasycić, i nasycić się ich miłością.”
„Ja też się kiedyś błąkałam, szukałam różnych namiastek miłości. I byłam głodna. Teraz jestem syta!”
„Znalazłaś Miłość jedyną, prawdziwą i wierną!”
Patrzę w oczy umiłowanemu mojemu i pytam nieśmiało:
„A Ty, mój słodki Jezuniu jesteś przy mnie syty?”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie!
„Jestem syty. Karmisz Mnie swoją maleńką ufną i wierną miłością!”
Autor: Maleńka
ROZMOWA SERC
Leżę w objęciach umiłowanego mojego tańcząca bardzo. Z zamkniętymi oczyma leżę. Nie mam siły, by podnieść powieki. Mimo, że oczy mam zamknięte, widzę umiłowanego mojego. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Zbliża twarz do mojej twarzy i całuje mnie w policzek.
„Odpocznij, maleńka Moja. We Mnie odpocznij!” – szepcze ogniście.
„Taaak…”
Otwieram oczy i uśmiecham się z trudem do ślicznego mojego Oblubieńca.
„Nie mam siły rozmawiać…”
„Pomilczmy więc, Moja słodka.”
Milczymy, a nasze serca rozmawiają:
„Kocham ciebie!”
„I ja kocham! I ja!”
„Uwielbiam ciebie!”
„I ja Ciebie uwielbiam! Pragnę Cię!”
„I ja ciebie pragnę!”
Milczymy, a nasze serca rozmawiają…
WYDANA
Leżę w objęciach umiłowanego mojego tańcząca bardzo. Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i przytula policzek do mego policzka.
„Jestem z ciebie bardzo dumny, maleńka Moja!”
„A ja nie…”
„Jestem z ciebie dumny! Nie żalisz się nigdy na swoją chorobę, na swój krzyż. Nie marudzisz, nie narzekasz. Opowiedz Mi teraz o nim, wyżal się. Proszę!”
Zaczynam opowiadać, żalić się.
„Jestem fizycznie uzależniona od innych ludzi, od najbliższych. Ubezwłasnowolniona fizycznie, można powiedzieć. Muszą mnie myć, ubierać, przebierać, kłaść do łóżka, podnosić, sadzać na wózek. Gdy mi się chce do toalety, muszę wołać, gdy chcę podjechać do biurka, lub do stołu, muszę wołać. Gdy mi coś upadnie na ziemię, sama sobie nie podniosę, muszę wołać. Gdy trzeba mi nałożyć okulary, muszę wołać, gdy trzeba mnie poprawić na wózku, muszę wołać. Itp, itd, itp…”
Jezus patrzy we mnie głęboko. Ogniście.
„Jakaś ty podobna do Mnie, Moniko! Jaka podobna!” – szepcze z mocą.
„Ja? Podobna?”
„Wisisz wraz ze Mną na krzyżu i jesteś wydana. Wydana w ręce ludzi. Jak Ja.”
„Jak Ty, mój słodki Jezuniu!”
TAŃCZĘ!
Tańczę! Tańczę dla umiłowanego. W Jego objęciach tańczę. Tańczę lekko, leciutko, zwiewnie i powiewnie. Jak motyl, jak ptaszek, jak letni wietrzyk! Tańczę i płonę. Spalam się jak świeca.
Jezus patrzy we mnie głęboko. Zakochany i zachwycony cały. Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś! Prześwietla! Rozświetla! Umiłowany zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje słodko, ogniście, namiętnie. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Całuje całym Sobą! Obsypuje pocałunkami jak deszczem! Obsypuje, zanurza, zatapia w miłości! Deszcz pocałunków zmienia się w ulewę, a ulewa w ogień. Tańczę w płomieniach Bożej Miłości! Otulona miłością, wypełniona i przepełniona Miłością! Tańczę dla umiłowanego!
BAWI SIĘ MNĄ
Bawię się brodą umiłowanego mojego. Głaszczę, pieszczę, kręcę loczki… W pewnym momencie pomyślałam, że może Jezusowi to przeszkadza, denerwuje Go. Przerywam więc zabawę.
Jezus patrzy we mnie głęboko… Z wielką miłością. Ujmuje moją dłoń w Swe dłonie i kładzie na brodzie.
„Baw się Mną, baw się, maleńka Moja!”
Uśmiecham się do umiłowanego mojego nieśmiało. Jezus mówi dalej:
„Bawiąc się Mną, wiesz, że jestem cały twój!”
„Wiem, mój słodki Jezuniu!”
„Wiesz, że jestem cały dla ciebie!”
„Wiem, mój słodki Jezuniu!”
„Wiesz, że możesz zrobić ze Mną wszystko!”
Odruchowo cofam rękę z brody Jezusowej!
Wtulam się w mojego Oblubieńca i szepczę z mocą:
„Ja też jestem cała Twoja i cała dla Ciebie. Możesz zrobić ze mną wszystko!”
Głaszczę policzek umiłowanego i szepczę dalej:
„Jestem Twoją zabawką! Twoją zabaweczką! Baw się, baw się mną, mój słodki!”
„Bawię się, maleńka Moja!”
DAJĘ
Leżę w objęciach umiłowanego mojego. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko…
„A kochasz ty Mnie, maleńka Moja?”
„A jak myślisz, mój słodki Jezuniu?” – pytam i daję Jezusowi siarczystego buziaka.
„Myślę, że tak!” – szepcze Jezus ogniście i uśmiecha się do mnie z lubością.
„Pamiętasz jak mówiłam, że gdybym Cię nie kochała to by mnie tu nie było? I chciałam zniknąć, żebyś wiedział, jak to jest kiedy mnie nie ma przy Tobie!”
Jezus zamyślił się jakby…
„Gdyby cię tu nie było, maleńka, byłoby ciemno, zimno, smutno i ponuro. Byłbym samotny i opuszczony!”
Biorę twarz Jezusa w obie dłonie i patrzę Mu w oczy ogniście.
„Ale jestem! Kochany, jestem!”
„Jesteś. Dajesz Mi maleńka miłość, ogień, światło i ciepło, radość i szczęście!”
Zarzucam umiłowanemu ręce na szyję i przytulam policzek do Jego policzka.
„Tyle daję?”
„Tyle dajesz i tyle Ja daję przez ciebie!”
Jezus głaszcze mój policzek z czułością niezwykłą. Tańczymy w miłości i intymności bez granic!
GÓRA MIŁOŚCI I TAŃCA
Widzę wieeelką górę złota i drogich kamieni. Góra błyszczy się, jaśnieje, świeci w słońcu. I ciągle rośnie! Staje się większa i większa!
„A co to takiego, kochany mój Jezu?!” – pytam zaciekawiona.
„Góra twej miłości i tańca, maleńka Moja!”-szepcze Jezus z cudnym uśmiechem.
„Góra mojej miłości i tań…??!! Taka wielka?!”
„I ciągle rośnie, jak widzisz.”
Obraz znika. Jezus trzyma mnie w objęciach i patrzy we mnie głęboko.
„To łaski, które zdobywasz kochając i ofiarowując cierpienia. Tańcząc. Co z nimi zrobisz?”
„Rozdawaj moim Duchowym Dzieciom, mój słodki Jezuniu! Ty najlepiej wiesz kto ile potrzebuje! Rozdawaj, proszę!”
Umiłowany patrzy we mnie z lubością i zachwytem.
„A sobie nic nie zostawisz, maleńka?”
„Mam Ciebie – mam wszystko. Ty, mój kochany Jezu jesteś dla mnie wszystkim. Oprócz Ciebie nie mam nic.”
Jezus przytula mnie do SERCA. Wtula w Siebie. I czyni z Sobą jedno.
CAŁY DLA MAŁYCH!
Jezus patrzy we mnie głęboko. Patrzy Swym pięknym, niebiańskim spojrzeniem miłości. Patrzy we mnie i mnie dotyka… Dotyka delikatnie, namiętnie, ogniście! Dotyka mój policzek. Głaszcze dłonią, łaskocze. Spojrzenie i dotyk umiłowanego sprawia, że się uśmiecham! Radośnie i promiennie! Od ucha do ucha… Uśmiecham się pomimo bólu i cierpienia. Uśmiecham się mimo wszystko! Uśmiecham się do umiłowanego! Do mojego ślicznego, do mojego słodkiego Jezusa! Uśmiecham się…
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy. Przytula policzek do mego policzka i szepcze z czułością:
„Moja mała, malusieńka! Moja miła, milusieńka!”
Uśmiecham się do umiłowanego jeszcze bardziej…
Jezus patrzy we mnie głęboko i mnie dotyka. Dotyka moje obolałe i zmęczone ciało. Dotyka moje biedne, maleńkie serce. Dotyka. I jest cały dla mnie.
„Tak, Moniczko. Jestem cały dla małych!”
Jezus wciąż patrzy we mnie i mnie dotyka… Miłość mnie dotyka!
HEROIZM
Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z lubością. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do umiłowanego mojego od ucha do ucha. Dotykam Jego policzek, delikatnie, z namaszczeniem. Mój Oblubieniec głaszcze moje włosy. Otwiera się przede mną, na mnie. Wchodzę głębiej i głębiej…
„Uwielbiam cię, Moja maleńka Moniczko!”
„Uwielbiam Cię mój słodki Jezuniu!”
Po chwili dodaję:
„Krzyż coraz cięższy, przygniata do ziemi. Ale idę za Tobą, kochany.”
„Idziesz za Mną uparcie, wytrwale, gorliwie i heroicznie, Moniko!”
„Heroicznie?”
„To, że dźwigasz swój krzyż, że idziesz za Mną, to, że cierpisz dla Mnie, to, że tańczysz, to twój mały, codzienny heroizm.”
„Ja tego w ten sposób nie postrzegam. Po prostu idę za Tobą, kochany. A za kim innym mam iść?”
Jezus uśmiecha się szeroko, promiennie!
„Za to także cię uwielbiam, Moniczko!”
Wchodzę w mojego Oblubieńca głębiej i głębiej…
Wtulona w MIŁOŚĆ, otulona MIŁOŚCIĄ tańczę dla umiłowanego mojego!
WIELKOŚĆ MALEŃKOŚCI
Leżę w objęciach umiłowanego. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko… Zbliża twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje moją twarz, całuje moje biedne maleńkie serce, całuje moje pokręcone i bezwładne ręce i nogi, całuje moje chore jelita…
„Cierpisz bardzo, maleńka Moja!” -szepcze ogniście.
„Tańczę. Tańczę dla Ciebie, mój słodki Jezuniu!” – szepczę z trudem.
„Jesteś wielka, Moniko!”
„Ja wielka?! Ja jestem maleńka!!!” – szepczę z mocą i oburzeniem.
„Jesteś wielka w swej maleńkości, Moniko. Wielka w cierpieniu, wielka w tańcu. Wielka w miłości.”
„To Ty jesteś wielki, mój kochany Jezu! I byłeś wielki na krzyżu. Choć odrzucony, opuszczony i totalnie ogołocony ze wszystkiego! Byłeś wielki!”
Umiłowany uśmiecha się do mnie z czułością.
„I ty jesteś wielka, Moniko. Ty tego nie widzisz, ale Ja widzę.”
„Jestem maleńka i słaba…”
„Jak moc w słabości, tak wielkość w maleńkości się doskonali”-szepcze Jezus ogniście i patrzy mi w oczy głęboko.
Tańczymy bardzo w bliskości i intymności. Mój umiłowany, słodki Jezus i ja.