Leżałam z zamkniętymi oczyma. Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i przytulił policzek do mojego policzka. Czułość, miłość, delikatność… Bliskość i adoracja.
„Odpocznij Moja mała… Odpocznij jeszcze…” – wyszeptał Jezus z tkliwością.
„Mój kochany Jezu!”
Jezus zaczął dotykać, głaskać, pieścić moje biedne, chore z miłości serce. Serce gdy tylko poczuło dotyk Oblubieńca aż podskoczyło ze szczęścia i radości! I ja zaczęłam dotykać, głaskać, pieścić SERCE Jezusa. SERCE gdy tylko poczuło dotyk oblubienicy aż podskoczyło ze szczęścia i radości! Nasze serca zbliżyły się do siebie. Objęły się i ucałowały. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Serca wtuliły się w siebie nawzajem. Przytulały się tak mocno, że już nie widziałam dwu, ale jedno wielkie SERCE! Trwaliśmy razem, serce w SERCU. W intymności i bliskości bezgranicznej. Miłość mnie otulała… I wtedy wypowiedziałam imię. Imię człowieka, którego mój duchowy Syn polecił mi do omadlania. I to imię, ten człowiek stał się naszą wspólną troską, Jezusa i moją. Stał się naszym obowiązkiem. Stał się moim duchowym Dzieckiem. W ten sposób przyjmowałam wszystkie moje duchowe Dzieci w opiekę.
Autor: Maleńka
JAK NAJLEPIEJ!
„A dobrze Ci we mnie, kochany?”
„A jak myślisz, maleńka Moja?”
„Nie wiem… Ale staram się, żeby Ci było we mnie jak najlepiej…”
Jezus rozpromienił się nade mną!
„Bardzo dobrze jest mi w tobie, Moniko kochana! Jak najlepiej!”
Po chwili zapytał:
„A dobrze Ci we Mnie, kochana?”
„A jak myślisz, mój Jezu słodki?”- spytałam z uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus jakby się zawstydził, spoważniał.
„Nie wiem… Ale staram się, żeby Ci było we Mnie jak najlepiej…”
„Jak to nie wiesz?! Wiesz!!!”
„Nie ww…”
Jezus nie dokończył. Zamknęłam Mu usta słodkim pocałunkiem.
„Zanurzasz mnie w Sobie! Zatapiasz w miłości! Pociągasz mnie coraz bardziej i głębiej. Zachwycasz mnie, mój słodki Łobuziaku! Fascynuję i ekscytuję się Tobą!” – szepnęłam ogniście.
Ujęłam twarz Jezusa w swe dłonie.
„Kocham Cię Jezu!!!”
Jezus objął mnie ramionami i mocno przytulił do Siebie. Przytulał i otulał Sobą. Miłością.
„Moja kochana!!! Moja kochana!!!” – wyszeptał żarliwie.
Umiłowany nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
TERAZ
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały! Zakochany i zachwycony! Patrzył tak, jakby nie mógł się na mnie napatrzeć i mną nacieszyć.
„Tyś Moja!” – wyszeptał żarliwie.
„Twoja. Niczyja inna! Tylko Twoja!” – szepnęłam z mocą.
Wtedy Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować! Całował ogniście, słodko i namiętnie. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Potem położył głowę na sercu moim.
„Odpocznę sobie teraz na twoim serduszku!” – wyszeptał Jezus z lubością.
„Odpocznij, kochany. Odpocznij…” – szepnęłam łagodnie, z czułością.
Zaczęłam głaskać Jego policzek i włosy. I pomyślałam, że przecież może odpoczywać na milionach serc, a wybrał moje.
„Mogę, oczywiście. Ale teraz pragnę tu!”
„Teraz?”
„Teraz!”
Przecież u Boga nie ma 'dziś’, ani 'jutro’. Jest wieczne teraz…
„Ucieszysz się, Moniko najmilsza!”
„A dlaczego?”
„Zobaczysz. Niespodzianka!”
„Ty zawsze mnie cieszysz, mój Jezu kochany!”
„Uwielbiam cię cieszyć, bo uwielbiam twój uśmiech!”
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego
Jezus wciąż odpoczywa na sercu moim…
O UFNOŚCI I MIŁOŚCI
„Cierpisz bardzo, Moja słodka!”
„Tańczę dla Ciebie, kochany mój Jezu!”
Jezus objął mnie ramionami i mocno przytulił do Siebie. Przytulał i otulał Sobą. Zanurzał w Sobie. Wciąż bardziej i głębiej… Zamyśliłam się…
„Gdy przychodzę do Ciebie, kochany, odrzucam od siebie wszystko. Troski, problemy, kłopoty. Nawet cierpienia. Przerzucam na Ciebie, oddaję je Tobie. Jesteśmy tylko TY i ja. Nic nam nie przeszkadza, nie uwiera, nie rozdziela nas, nie rozprasza. Jesteśmy zjednoczeni, złączeni w jedno. W miłości po brzegi. Tylko Ty i ja!”
„Tylko ty i Ja, Moja słodka!
„Nie! Zanurzasz mnie w Sobie. Zatapiasz! Znikam w Tobie, mój Jezu śliczny! I już mnie nie ma! Ty działasz przeze mnie. Ja jestem ukryta w Tobie, mój kochany! Nie ma mnie! Jesteś tylko TY!” – szepnęłam z mocą. Umilkłam na chwilę. I dodałam:
„Tak bardzo pragnęłam zniknąć w Tobie, i żebyś był tylko TY. I mnie wysłuchałeś!”
„Dla ciebie wszystko, rozkoszy Moja!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Zarzuciłam ręce umiłowanemu na szyję i ucałowałam Go siarczyście. Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem… Poruszony i wzruszony wielce.
„O czym my właściwie rozmawiamy, mój Jezu? Bo nie wiem…”
„O ufności silniejszej niż życie i o miłości silniejszej niż śmierć!”
„Nie rozumiem! Ale nie muszę i nie chcę rozumieć! Chcę być z Tobą. Po prostu.”
Umiłowany mój Jezus obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie jak w obrazek…
WIĘZY MIŁOŚCI
„O mój Jezu, jaka jestem zmęczona…” – szepnęłam z trudem.
„Odpocznij maleństwo Moje słodkie! Odpocznij w Moich objęciach!”
Patrzyłam w mojego Oblubieńca, patrzyłam. I słodko zasnęłam…
Obudziłam się. Patrzyłam w umiłowanego Jezusa uśmiechnięta od ucha do ucha!
„Odpoczęłaś troszkę, Moniko?”
„Tak. Dziękuję! Wiesz mój Jezu? Jestem już zmęczona. Zmęczona życiem, pisaniem, malowaniem. Ale żyję, piszę i maluję. Dla Ciebie!”
„I kochasz dla Mnie!”
„Kocham dla Ciebie! Świadomość, że jestem kochana i kocham, pcha mnie do przodu. Sprawia, że pędzę! Gnam! W objęcia Miłości!”
Urwałam na moment i dodałam:
„Uświadomiłam sobie ostatnio, że nie grzeszę! Żyję bez grzechu! Zdziwiłam się bardzo, że można nie grzeszyć. Ale można!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Jesteś do Mnie bardzo przywiązana, Moniko!” – wyszeptał ogniście.
„Przywiązałeś mnie do Siebie. Więzami miłości!”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
TANIEC W POCAŁUNKACH
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować! Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko czule i namiętnie. Całował, a Jego SERCE szeptało:
„Mojaś ty, Moniko! Cała Moja! Tylko Moja! Zawsze Moja! Na zawsze Moja!”
Moje serce odpowiadało:
„Twoja! Twoja! Twoja! Twoja! Twoja!”
Jezus wciąż mnie całował. Delikatnie, z czułością i ogniem!
„Zatańcz dla Mnie, Moniko kochana!” – szepnęło SERCE Najdroższe.
Zaczęłam tańczyć! W pocałunkach umiłowanego. Tańczyłam lekko i zwiewnie… Jak motyl, jak ptak, jak płomień! Jak iskra! Jezus całował. A całując tańczył ze mną! Zamyśliłam się…
„Tyle już za nami, tak wiele za nami, kochany mój Jezu!” – szepnęłam z mocą.
„Jeszcze więcej przed nami, kochana Moja!” – wyszeptało SERCE Jezusa.
Jezus wciąż mnie całuje. A ja tańczę dla Niego. W Jego pocałunkach!
KOCHAĆ!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Włożył dłoń do SERCA i wyjął z niego stokrotkę. Dał mi ją z cudnym uśmiechem.
„Dziękuję kochany mój Jezu!- szepnęłam z radością i zachwytem – od mojego Duchowego Synka też dostaję stokrotki!”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem.
„Żyjesz zanurzona we Mnie, Moniko kochana. Wielcy święci żyli we Mnie zanurzeni. Tak i ty jesteś we Mnie zanurzona!”
Spojrzałam w Jezusa zdumiona i oburzona!
„Ja nie jestem ani wielka, ani święta!” – szepnęłam z mocą.
„Ale zanurzona we Mnie jesteś?” – spytał umiłowany badawczo.
„Oczywiście!”
„Dobre i to. Chociaż w tym się ze Mną zgadzasz!” – zaśmiał się Jezus perliście.
„Żyję zanurzona w Tobie, mój śliczny! Tobą otulona i wypełniona. Jak balonik. Sam z siebie jest niczym, gumą tylko. Ale gdy go wypełnić helem to unosi się wprost do nieba. Hel to gaz szlachetny, prawda? No, to Ty jesteś dla mnie takim Gazem!”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały! Rozczulony i rozbrojony miłością.
„Oj Moniko, Moniko! I co Ja mam z tobą zrobić?” – wyszeptał Jezus łagodnie.
„Kochać! Tylko mnie kochaj, mój Jezu!” – szepnęłam żarliwie, z bezczelną ufnością.
Jezus objął mnie ramionami i mocno przytulił do Siebie. Głaskał moje włosy i plecy. Z miłością.
BYĆ Z JEZUSEM
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie żarliwie, z lubością. Poruszony i wzruszony cały!
„Pragnę cię, Moniko!” – wyszeptał ogniście.
„Pragnę Cię Jezu!” – szepnęłam z mocą.
A potem było… Nie umiem tego opisać. Brak mi słów! Często mi słów brakuje w opisywaniu relacji z umiłowanym moim. Zdaję sobie sprawę, że opisuję nieopisywalne. Najchętniej bym napisała „Byłam z Jezusem”. Tyle. I nic więcej. Te słowa najlepiej opisują naszą relację. Być z Jezusem. Ja już nawet rano modlitwy nie kończę! Cały mój dzień jest modlitwą. Często w ciągu dnia wysyłam buziaki Jezusowi. A gdy do kogoś się uśmiecham, uśmiecham się do mojego Oblubieńca. Cały mój dzień, całe życie jest modlitwą. Byciem z Jezusem.
ŻYCIE W BOGU
Jezus patrzył we patrzył we mnie. Patrzył ogniście, żarliwie, z lubością. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś! Wlewało we mnie pokój, nadzieję, światło i radość! Jezus patrząc zanurzał mnie w Sobie bardziej i głębiej… Żyłam w Nim! Życie bez Boga to wegetacja, bieg bez celu, donikąd. Życie w Nim to ciągły wzrost, rozwój. To rozkwit, bujność i soczystość.
„Uwielbiam Ciebie, mój Jezu słodki!”
„Wiem! Wiem, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Będę układać rozważania na luty 2025. Zgodziłam się. Wiesz, mój Jezu, ciągle nie mogę się nadziwić, że mnie chcą, że chcą moich rozważań!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością!
„To Ja ciebie chcę, Moniko! To Ja chcę twoich rozważań! To JA!” – wyszeptał Jezus żarliwie.
Patrzyłam w mojego Oblubieńca rozpromieniona cała. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Trwaliśmy razem w miłości. Mój Jezus i ja. Ja, takie małe nic.
PRACA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie rozpromieniony i poruszony cały. Uśmiechnęłam się do mojego Oblubieńca od ucha do ucha!
„Mój piękny… mój piękny…” – szepnęłam z zachwytem.
Jezus mój śliczny zbliżył twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko i namiętnie. Pocałunkiem czułości i uwielbienia. Całując zanurzał mnie w Sobie. Bardziej i głębiej. Umiłowany mnie całował a Jego SERCE szeptało:
„Moja słodka! Moja słodka! Moja słodka!”
Ciało moje było obolałe i zmęczone, ale dusza tańczyła ze szczęścia!
„Rozpieszczasz mnie i wywyższasz, mój kochany Jezu!” – szepnęło moje serce.
„Jakże mam cię Moniko nie rozpieszczać i nie wywyższać gdy ty tak ciężko pracujesz dla Mnie!”
„Ja pracuję?”
„A ty myślisz, że taniec, ofiara cierpienia, nie jest pracą? Jest! Ciężką pracą! Często harówką!”
„Ale ja nie czuję, żebym ciężko pracowała!”
„Cierpienie ofiarowane z miłością jest słodyczą. Ale zawsze pozostaje pracą!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. A On całował mnie namiętnie…