Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Mój umiłowany patrzył we mnie ogniście. Wyciągnęłam rękę i dłonią zaczęłam głaskać Jego policzek. Uśmiechałam się do mojego Oblubieńca radośnie. Jezus rozczulił się ogromnie nade mną. Poruszony i wzruszony wielce!
„Cierpisz i tańczysz bardzo, Moniko! Kochana Moja! Słodka Moja! Różo miłości!”-wyszeptał ogniście.
„Róża ma kolce! Może 'lilio’?” – szepnęłam z nieśmiałym uśmiechem.
„Tak! Lilio Moja!”
„A może 'stokrotko’?”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Wiedział jak bardzo lubię stokrotki.
„Moja słodka Stokrotko!” – wyszeptał żarliwie i dodał:
„Uszczęśliwiasz Mnie i radujesz niezmiernie, Moniko! Dzięki tobie rany Mnie mniej bolą! Szczególnie Rana Sercowa. Prawie nie boli!”
„Cieszę się baaaaaardzo, kochany mój Jezu!” – szepnęłam i jeszcze bardziej wtuliłam się w SERCE Najdroższe. Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i wyszeptał:
„Uszczęśliwiasz Mnie, Moja maleńka stokrotko. Stokrotko miłości!”
Autor: Maleńka
JAWA!
Obudziłam się… Obudziłam się i leżałam z zamkniętymi oczyma. W błogim półśnie. Jezus przytulił policzek do mojego policzka. Byłam jak dziecko w objęciach najczulszej mamusi. Nie wiem czy zasnęłam, czy nie w każdym razie wydawało mi się, że miałam sen. Śniło mi się, że fruwam z umiłowanym po Niebie. Fruwaliśmy jak ptaki, tańczyliśmy w chmurach, całowaliśmy się w promieniach słońca. Wystrzeliliśmy w górę! Jak strzały! Szybowaliśmy coraz wyżej i wyżej! Aż znaleźliśmy się w bardzo jasnym, ciepłym i cichym miejscu. Stał tam tron. Usiadł na nim Jezus. A ja wdrapałam się mojemu ślicznemu Jezusowi na kolana. Umiłowany wziął mnie w objęcia i patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością. Otworzyłam oczy! Byliśmy w bardzo jasnym, ciepłym i cichym miejscu. Mój słodziutki Jezus siedział na tronie, a ja leżałam w objęciach Jego.
„Więc to nie był sen?! To jawa?!!” – dopytywałam się podekscytowana.
„Jawa, maleńka Moja! Jawa!” – wyszeptał Jezus cudownie się uśmiechając.
„Super!” – szepnęłam z mocą.
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego
HOJNOŚĆ
„Chcesz podarować obraz, Moniko!” – wyszeptał Jezus żarliwie.
„Tak!”
„A dlaczego?” – spytał umiłowany, choć dobrze wiedział.
„Chcę się odwdzięczyć. Ten pan tak bardzo się u nas napracował, narobił…”
„Nie za darmo, przecież!”
„Oczywiście! Ale cóż znaczą pieniądze? Nic! A tak może jego i jego rodzinę choć troszkę ucieszę. Uraduję! Będą mieli pamiątkę ode mnie…”
„To z wdzięczności, ku radości, czy na pamiątkę?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Wszystko na raz!” – zaśmiałam się perliście.
Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem.
„Jakaś ty piękna, Moniko kochana! Jaka piękna!!!” – wyszeptał poruszony niezmiernie.
„A co ma wspólnego moje piękno z tym, że chcę dać obraz?”
„Ma, maleńka Moja!”
„Kiedy powiedziałam tacie, że chcę podarować obraz, w pierwszej chwili zareagował:
– Eee… nieee… – powiedział z nieśmiałym uśmiechem. Był bardzo zdumiony! Jakby zaskoczony moją hojnością. Potem baaardzo się cieszył!”
Jezus uśmiechnął się do mnie wzruszony.
„To tak, jakbyś otworzyła swe skarby i pokazując, dawała: 'który chcesz? Ten, ten, ten, czy ten?’ Do wyboru, do koloru!”
„Tak, bo właśnie z wydawnictwa wróciły i jest do wyboruuu…”
Nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta słodkim i ognistym pocałunkiem. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
„Zaręczam ci, kochana, że pan będzie równie zaskoczony i uradowany twoją hojnością jak tata!”
Uśmiechnęłam się do mojego Oblubieńca radośnie! Od ucha do ucha!
WYSTARCZY BYĆ I TAŃCZYĆ!
Leżałam w objęciach Jezusa tańczącą bardzo. Umiłowany nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Mój kochany Jezu co mogę dla Ciebie zrobić?” -spytałam z trudem.
„Jesteś ze Mną w cierpieniu, maleńka Moja. To wystarczy. A co Ja mógłbym dla ciebie zrobić?”
„Jesteś ze mną w cierpieniu. To wystarczy.”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Chciałbym zrobić coś jeszcze.”
„Pieść mnie, całuj, dotykaj!”
Jezus zaczął mnie całować, pieścić i dotykać. Było mi słodko, rozkosznie i błogo.
Pomyślałam, że to niedobrze, że Jezus ode mnie nic więcej nie chce. Że mógłby chcieć ode mnie więcej.
Umiłowany, który znał moje myśli na wskroś, wyszeptał ogniście:
„Jesteś ze Mną, tańczysz dla Mnie, Moniko kochana. To naprawdę wystarczy! Mogłabyś Mogłabyś iść do kogoś innego. A jesteś ze Mną!!!”
Oburzyłam się!
„Do kogoś innego?! Mam tylko Ciebie, mój słodki Jezu! Tylko Ciebie!”
Jezus pieścił mnie, dotykał, całował. A ja tańczyłam dla Niego!
JAK UFAM
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie rozpromieniony cały! Uśmiechałam się do mojego Oblubieńca radośnie!
„Opowiedz, Moniko. Opowiedz kochana!”
Zaśmiałam się wesoło.
„A co tu opowiadać! Wczoraj odwiedziła mnie ciocia. Pokazałam jej pismo 'Oremus’ z moimi rozważaniami. Była zaskoczona i zachwycona jednocześnie! Czytała po cichu i na głos moje rozważania i zachwycała się nimi. Opowiedziałam jej jak układałam rozważania.
– Czytałam kilka razy czytania mszalne, potem szłam spać. A w nocy mi się samo układało.
– Tak działa Duch Święty, Moniko! – powiedziała uradowana ciocia.
W końcu powiedziała, że jest ze mnie dumna! Dałam jej egzemplarz Oremusa. A tata opowiedział w jaki sposób załatwiłam pana do remontu łazienki. Przyszedł jeden, ale on czasu nie miał, drugi był za drogi. Zaczęlam poszukiwania na Olx. Znalazłam kilka podobnych ogłoszeń. Jeden pan miał na imię Piotr. Spodobało mi się. Napisałam do niego, umówiliśmy się, że przyjedzie zobaczyć i wycenić. Przyjechał, tata wyszedł do niego.
-O! Cześć Grzesiu! – zawołał wesoło pan.
Okazało, że to kolega taty. Kiedyś pracowali razem. Pan Piotr się przebranżowił i teraz w łazienkach robi.”
Patrzyłam w Jezusa ogniście.
„Jakoś tak mam, że za co się nie wezmę to wszystko mi wychodzi!”
„Jak ufasz, tak masz, maleńka Moja!”
Jezus patrzył we mnie ogniście.. Rozpromieniony cały!
ODPOWIEDŹ MIŁOŚCI
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie ogniście. I ja w umiłowanego mojego ogniście.
„Wiesz mój Jezu? Tak sobie myślę, że ja rzadko, żeby nie powiedzieć wcale nie rozmawiam z Tobą o mojej chorobie. Z moimi Duchowymi Dziećmi też bardzo rzadko o niej rozmawiam. Są ciekawsze rzeczy do rozmowy! Żyję z chorobą, mogę powiedzieć, że się z nią zaprzyjaźniłam. Ale moja choroba nie jest u mnie na pierwszym miejscu. Na pierwszym miejscu jest u mnie Ktoś inny! Ktoś inny zajmuje pierwsze miejsce w moim sercu i życiu. Wiesz Kto to jest, kochany?” – spytałam Jezusa z uśmiechem.
Umiłowany spojrzał we mnie żarliwie, rozpromieniony cały miłością. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować! Całował jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko i namiętnie. Całując zanurzał mnie w sobie. Głębiej i głębiej i głębiej…
„Moja słodka! Moja słodka! Moja słodka!” – szeptał mój śliczny Jezus. Całował, a Jego pocałunki były odpowiedzią na moje pytanie. Odpowiedzią Miłości.
TEŻ BYM BYŁA Z JEZUSEM
Spojrzałam mojemu ślicznemu Jezusowi głęboko w oczy.
„Mnie to już nawet nie zależy na tym, żebyś mnie kochał” – szepnęłam z mocą.
„Ale jak to, Moniko kochana?” – w oczach Jezusa widziałam bardziej zaciekawienie niż smutek.
„Wiem, że jesteś samą miłością i miłosierdziem, ale…”
Jezus przerwał mi gwałtownie!
„Tak, właśnie, Moniko. Jestem!”
„Gdybyś mnie nie kochał, też bym z Tobą była!”- szepnęłam ogniście i dodałam:
„Wszystko w Tobie się zaczyna i w Tobie kończy. Na Miłości się zaczyna i na Miłości kończy. Ty jesteś Życiem! Kartezjusz powiedział 'myślę, więc jestem’. Ty mówisz: 'kocham, więc Jestem’ i 'Jestem więc kocham’. Miłość i życie w Tobie się splata, łączy, przenika. Też bym tak chciała 'kocham, więc jestem’ i 'jestem więc kocham’.”
Jezus patrzył we mnie ogniście. Ogniście i namiętnie. Głęboko.
Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„Wiem, że mnie kochasz, mój Jezu słodki! Ale gdybyś mnie nie kochał, też bym z Tobą była.”
Wtuleni w siebie nawzajem trwaliśmy razem. Umiłowany mój Jezus i ja. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Mój Oblubieniec patrzył we mnie z zachwytem i uwielbieniem…
POTĘGA MIŁOŚCI
„Kocham Cię Jezu, wiesz?” – spytałam uśmiechając się do mojego Oblubieńca radośnie.
Jezus zaśmiał się cudownie!
„A, nie wiem, nie wiem!”
„Nie wiesz?! O Ty, mój słodki Łobuziaku!” – śmiałam się perliście.
„Nie wiem! Nie wiem! Kocham cię Moniko, wiesz?!”
„No, nie wiem! Nie wiem!”- śmiałam się na całego.
Jezus śmiał się także!
„Nie wiesz?!”
„Skoro Ty nie wiesz, że Cię kocham, to i ja nie wiem, że Ty mnie kochasz!”
Jezus zaczął mnie całować i łaskotać słodko! Śmiał się i szeptał ogniście:
„Toś ty taka?! Taka?! Taka?!”
Odwzajemniałam pocałunki i łaskotałałam umiłowanego!
„A taka!”
Tak mogli robić tylko najlepsi przyjaciele, tacy, którzy wszystko o sobie wiedzą, znają się i nad życie kochają! Nawet nie przyjaciele! Oblubieńcy! Żyjący w bliskości i zjednoczeniu. Tacy, którzy poznali potęgę wzajemnej miłości.
W pewnej chwili nasza wzajemna odpowiedź na pytanie 'wiesz, że cię kocham?’ z 'nie wiem’ zmieniła się w:
„Wiem! Wiem! Wiem! Wiem!”
Leżałam w objęciach Jezusa. Patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i radością wielką!
„Zmęczyłam się naszą zabawą, kochany!” – szepnęłam uśmiechnięta.
„Odpocznij, Moja słodka!”
Jezus ułożył mnie wygodnie na SERCU Najdroższym.
„Podobała mi się nasza zabawa, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus żarliwie.
„Mi także! Bardzo!”
Uśmiechałam się do mojego Oblubieńca od ucha do ucha!
SEN
Śniło mi się, że byłam w studni. Głębokiej, ciemnej i zimnej. Nie wiem jak się w niej znalazłam. Nie mogłam się z niej wydostać… Nagle zobaczyłam wielką dłoń! Weszłam na nią. Dłoń wyciągnęła mnie ze studni i postawiła na ziemi. Sen się urwał.
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała! Unosiłam się w głębokościach Jezusowych. Pływałam jak ryba w wodzie. Fruwałam jak ptak na niebie! Jezus patrzył we mnie ogniście. Rozpromieniony cały miłością i uśmiechem. I ja uśmiechałam się do mojego Oblubieńca radośnie!
„Śniłeś mi się kochany! A raczej śniła mi się Twoja dłoń! Dziękuję mój Jezu!”
„Twoje życzenie jest dla Mnie rozkazem, maleńka Moja!”
„Ale to nie było życzenie, ale chęć, ochota, pragnienie, żebyś mi się przyśnił!”
„Wszystko to jest dla Mnie rozkazem!”
„I to był prawdziwy sen. Wydobywasz mnie ze studni grzechu, beznadziei i rozpaczy!”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem. A ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha.
NAJWYŻSZA FORMA MIŁOŚCI
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Wtulił mnie w Siebie. Przytulał i otulał Sobą. Przytulił policzek do mojego policzka. I tak trwaliśmy razem. Policzek przy policzku, SERCE przy sercu… Jezus całował mnie i szeptał co chwilę z czułością:
„Moja słodka… Moja słodka… Moja słodka…”
Było mi rozkosznie i błogo. I dobrze!
„Będziesz wiele cierpieć, maleńka Moja!”
„Już cierpię!”
„Będziesz jeszcze więcej!” – wyszeptał Jezus wciąż mnie całując.
„Mogę i więcej, byle z Tobą!”
„Ja Jestem z tobą, Moniko najmilsza. Jestem, Moja słodka… Moja słodka… Moja słodka…” – wyszeptał Jezus żarliwie.
„Mój kochany Jezu, jedno z moich Duchowych Dzieci patrzy na mnie jakby wciąż miało do mnie jakieś pretensje. Tymczasem ja się nie czuję winna. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Staram się nie reagować, ale serce boli. Nic to, tańczę dla Ciebie!”
„Taniec – ofiara cierpienia jest najwyższą formą miłości, Moniko.”
Nie rozumiałam tego, ale niezbyt się nad tym zastanawiałam. Jezus wciąż mnie tulił i całował.
Rozpływałam się w głębinach Jego Miłości…