Obudziłam się… Obudziłam się i leżałam z zamkniętymi oczyma. Mimo, że oczy miałam zamknięte, widziałam umiłowanego mojego. Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem. Uśmiechał się do mnie cudownie! Uśmiechnęłam się do mojego Oblubieńca radośnie. Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy, a Jego SERCE wyszeptało z czułością:
„Uwielbiam cię Moniko!”
„Uwielbiam Cię Jezu!” – wyszeptało serce moje. Pomyślałam, że do wpatrywania się w Jezusa nie potrzebne są oczy ciała, ale oczy serca. Oczy ciała mam chore i muszę nosić okulary, żeby dobrze widzieć. Oczyma serca widzę umiłowanego jasno i wyraźnie.
Jezus przytulił policzek do mojego policzka… Było mi rozkosznie i błogo. Trwaliśmy razem. Policzek przy policzku, SERCE przy sercu. Milczeliśmy. Pomyślałam, że do rozmowy z umiłowanym nie trzeba słów. Wystarczy bicie serc. A nasze serca biły w jednym rytmie:
„Ko – cham – Cie – bie! Ko – cham – Cie – bie! Ko – cham – Cie – bie!”
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
Jezus zanurzał mnie w Sobie… Rozmawialiśmy ze sobą, ale nie językiem ludzkim. Rozmawialiśmy językiem Bożym. Językiem miłości.
Autor: Maleńka
DO KOCHANIA
Mój umiłowany Jezus tulił mnie do SERCA. Głaskał moje włosy i plecy. Był samą miłością i czułością.
„Mój kochany! Mój kochany!” – szeptałam z rozkoszą.
Jezus wziął mnie w objęcia. Tulił mnie w nich, kołysał i pieścił. Lulał mnie jak najczulsza matka.
„Rozpieszczasz mnie, mój słodki!” – uśmiechnęłam się do mojego Oblubieńca od ucha do ucha.
„Uwielbiam cię rozpieszczać, maleństwo Moje słodkie! Uwielbiam!” – wyszeptał Jezus żarliwie.
Milczeliśmy chwilę. Było mi dobrze i błogo.
„Życie mnie nie rozpieszcza. Jest, zwłaszcza ostatnio, szorstkie, twarde i wyboiste. Ty mnie rozpieszczasz!”
„Od tego jestem!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Od rozpieszczania?!”
Jezus skinął głową twierdząco.
„Tak Moja śliczna!”
Potrząsnęłam głową przecząco!
„Nie! Jesteś do kochania!”
Jezus patrzył we mnie ogniście…
PRAGNĘ
ZADOWOLONY
„Kochany mój! Kochany mój! Kochany mój…”
Adorowałam, uwielbiałam, całowałam, pieściłam umiłowanego mojego Jezusa!
„Pragnę Cię kochać jak Ty mnie kochasz! Pragnę Cię wielbić jak Ty mnie uwielbiasz! Szaleńczo! Żywiołowo! Namiętnie! Ale nie wychodzi mi… Nie umiem! Nie daję rady…”
„Umiesz Moniko! I dajesz radę!”
„Nie daję rady… Mój kochany!”
Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko. Jego spojrzenie, że robiło mi się miękko i błogo na sercu. Poddawałam i oddawałam się mojemu Oblubieńcowi.
„Naprawdę? Podobam Ci się? Jesteś ze mnie zadowolony…?”
„Bardzo! Ogromnie! Niezmiernie!” – wyszeptał Jezus żarliwie, gładząc moje czoło i policzki z miłością i czułością.
„Czy w ogóle Bóg może być zadowolony?”-spytałam z uśmiechem.
„Może, wierz Mi, maleńka Moja. Może!”
„Wierzę Ci, kochany mój Jezu!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem. Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
NAMIĘTNIE!
„Wiesz mój Jezu? Wczoraj znowu Kubuś na mnie „napadł”! Gdybym się nie nachyliła, wpakowałby się do mnie na kolana! Duży, ciężki pies. Nachyliłam się i nie pozwoliłam mu wskoczyć. Za oblizał mi całą gębusię! Kilka razy. Od góry do dołu! Lizał gdzie się dało!” – szepnęłam śmiejąc się wesoło.
„Coś za coś!” – śmiał się Jezus cudownie.
„Coś za coś! Żebyś wiedział, kochany mój Jezu! Ja nie wiem za co on mnie tak lubi! Na innych członków rodziny reaguje normalnie. Tylko na mnie tak żywiołowo! Szaleńczo! Wręcz z uwielbieniem! Tak! Uwielbia mnie!”
„Nie sposób cię nie uwielbiać, maleńka Moja! Nie sposób cię nie uwielbiać!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„A za co?!”
„Mam wyliczać? Dobrze, będę wyliczał. Miłość, dobroć, czułość, pokora, uznanie własnej nędzy, grzeszności i biedy, współczucie, oddanie się Mnie…”
Przerwałam umiłowanemu gwałtownie!
„Ale przecież Kubuś o tym nie wie!” – starałam się jeszcze jakoś bronić.
„Ja wiem!”
Patrzyłam w mojego Oblubieńca speszona. Milczałam, ale moje spojrzenie wyrażało pytanie:
„I co z tego? Co ma z tym wspólnego pies?”
Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie ogniście. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„Zapomniałaś maleńka, że mogę się posługiwać zwierzętami? To JA cię uwielbiam przez niego! To JA!!!”
Oniemiałam!
„Ale, żeby przez Kubusia…?!”
„Dla Mnie nie ma nic niemożliwego, Moniko kochana!” – zaśmiał się Jezus perliście.
„W takim razie będę inaczej patrzeć na tego 'zbója’!”
Śmialiśmy się oboje. Mój Jezus i ja! Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Aż tak uwielbia mnie mój Oblubieniec! Tak żywiołowo, szaleńczo! Namiętnie!”
MIŁOŚĆ OPARCIEM
„Wiesz dlaczego czuję się bez oparcia, a jednocześnie z Oparciem, mój Jezu słodki?”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„No powiedz, maleńka Moja?”
„Ty mnie nie ograniczasz. A właśnie Ty jesteś moim Oparciem! Moją Opoką! Skałą! Na Tobie się oparłam. Na Tobie oparłam moje życie i śmierć moją. Ty mnie podnosisz z upadków, z błota i stawiasz na suchym gruncie. Jesteś moim Oparciem. Dzięki Tobie trzymam się prosto, mimo życiowych zawieruch.”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem!
„Moje oparcie nie ma końca, Moniko najmilsza! Jest bezgraniczne. Jest stałe i niezmienne. I jednocześnie ciągle Inne.”
Nie rozumiałam tych słów, ale były one miodem na moje biedne serce.
„Zawsze byłam spragniona Miłości. Teraz sycę się nią, napawam. Gasisz moje pragnienie. Mimo, że nie czuję gruntu pod nogami, wiem, widzę, że niesiesz mnie w Swoich dłoniach. Twoja Miłość mnie otula. I to Ona jest dla mnie Oparciem!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie poruszony i wzruszony cały. Jak w obrazek we mnie patrzył.
BEZ OPARCIA
Nie wiedziałam gdzie jestem. Czułam się zagubiona. Rozpływająca się. Nie wiedziałam na czym stoję. Bez żadnego oparcia… A jednocześnie byłam u siebie. Było mi rozkosznie i błogo. Uświadomiłam sobie, że jestem w umiłowanym moim. Leżałam na SERCU Najdroższym. SERCE biło rytmicznie. I zobaczyłam twarz Jezusa.
„Tak, Moja słodka. Jesteś we Mnie! Nic się nie bój! Jesteś we Mnie ukryta!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Wtuliłam się w SERCE. A Ono zanurzyło mnie w Siebie.
Zanurzona w Jezusie, w Jego SERCU. Zagubiona w Miłości. Bez oparcia. Tańczyłam dla umiłowanego…
LICZY SIĘ MIŁOŚĆ!
Jezus trzymał mnie na rączkach i tulił do SERCA.
„Mój kochany! Mój słodziutki! Mój jedyny!”
„Maleńka Moja! Kochana! Przepiękna Moja!”
Ja adorowałam umiłowanego mojego, a On uwielbiał mnie!
„Co mogę dla Ciebie zrobić, kochany mój Jezu? Jak ucieszyć, uszczęśliwić?”
„Bądź ze Mną, maleńka Moja! Bądź ze Mną jeszcze bardziej i głębiej!”
„Pomóż mi, proszę!”
„Pomogę! O nic się nie bój i nie martw, maleństwo Moje słodkie. Musiałem tylko wiedzieć… Czy chcesz?”
„Czy chcę?! Pragnę!!! Nie musiałeś nawet pytać!”
Jezus patrzył we mnie ogniście. Poważny i uroczysty!
„Musisz wiedzieć, maleńka Moja, że takie bycie ze Mną wiąże się z jeszcze większym cierpieniem! Oblubienica upodabnia się do swojego Oblubieńca!”
„Wiem, kochany mój Jezu! Cierpienie się dla mnie nie liczy. Dla mnie liczy się Miłość! Czyli Ty, bo Ty jesteś Miłością. Gdy patrzę na Ciebie, Jezu, owszem widzę cierpienie. Ale widzę przede wszystkim Miłość! Dla mnie liczy się Miłość!”
Zarzuciłam Jezusowi ręce na szyję i wtuliłam się w Niego jeszcze bardziej i głębiej.
„’Oko w oko, SERCE w serce’, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus żarliwie.
„Tak!”
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Tańczyliśmy bardzo wtuleni w siebie nawzajem. Oblubieniec i oblubienica. Mój Jezus i ja.
PIĘKNE BO PRAWDZIWE
„O mój Jezu Miłosierny,
Piękny, słodki, zawsze wierny.
Pieszczę Ciebie, adoruję.
I siarczyście Cię całuję.
Sławię Miłosierdzie Twoje.
Oceanu te podwoje,
Które dzisiaj mi otwierasz.
W moje biedne serce wlewasz.
Sławię Ciebie o poranku,
Mój wielkanocny Baranku.
Twa owieczka, mała trzpiotka,
Ufa, że Cię wreszcie spotka.
Oko w oko, SERCE w serce,
Po życiowej poniewierce.
W Tobie będę już u siebie,
W mym jedynym, cudnym Niebie!”
„Dla Ciebie, kochany mój Jezu! Samo mi się ułożyło…”-szepnęłam z mocą.
„Dziękuję Moniko słodka! Piękne!”
„Nie wiem czy piękne, ale prawdziwe!”
„Piękne bo prawdziwe!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Z żarliwą miłością. Mój Jezus i ja.
PRACUJEMY NAD TYM
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie ogniście. Pomyślałam o pewnej sprawie, sytuacji, która od jakiegoś czasu mnie boli, leży mi na sercu.
„Spokojnie, Moniko. Cierpliwości. Pracujemy nad tym”- wyszeptał Jezus żarliwie, gładząc mnie z czułością po policzku.
„To trudna sprawa…”
„Pracujemy nad tym. Ja, MAMA, Rita, ty i twoje Duchowe Dzieci.”
„Wiem, że wszystko jest po coś. Nawet ta trudna sytuacja uświadamia mi na nowo, że nie wystarczy o zgodzie i pokoju tylko mówić. Trzeba je dawać. Dzielić się nimi.”
„Trzeba kochać, przede wszystkim, maleńka Moja!”
„Masz rację, mój Jezu! Bez miłości nie ma ani zgody, ani pokoju. I nie trzeba walczyć, wojować ze złem. Ty na przykład nie walczyłeś ze złem, które było we mnie. Kochałeś, dawałeś mi dobroć, czułość, bezpieczeństwo. Dawałeś mi Siebie, po prostu. A zło usuwało się i znikało samo!”
Pracujemy nad tym, Moniko kochana!”
Jezus gładził mnie po policzku i patrzył we mnie ogniście…