Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w objęciach umiłowanego i układałam loczki z Jego brody. Usmiechalam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Uciekła!” – szepnęłam z mocą.
„Przegoniłaś ją, maleńka Moja!”
Wczoraj wieczorem gdy już leżałam w łóżku znów naszła mnie myśl, że to wszystko kłamstwo. Perfidne i złośliwe! I zaraz potem naszła mnie inna myśl. Taka, że pewnie znowu zwyciężyłeś mój Jezu z pomocą mojego tańca. Zły przegrał, jest wściekły, mści się i mnie kusi. I pierwsza myśl od razu uciekła!
„Zdemaskowałaś działanie Złego, Monisiu. Rozszyfrowałaś Go!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„To Ty Go rozszyfrowałeś, kochany mój Jezu!”
„Rozszyfrowałaś Go!” – umiłowany jakby nie słyszał moich słów.
„Przegrał, jest wściekły i mnie kusi!” – szepnęłam i dodałam po chwili:
„Jeśli Ty zwyciężasz mój Jezu to on może mnie kusić do woli!”
Jezus mój śliczny patrzył we mnie zachwycony cały. A ja robiłam loki z Jego brody i uśmiechałam się do Niego radośnie.
Autor: Maleńka
WCIĄŻ!
Leżałam w objęciach Jezusa obolała bardzo i bardzo zmęczona. Bez sił. Leżałam z zamkniętymi oczami. Nie miałam siły żeby podnieść powieki. Mimo, że oczy miałam zamknięte, widziałam umiłowanego mojego. Jezus pochylił się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie poruszony cały. Zaczął dotykać i całować moje obolałe serce i ciało. Całował całym Sobą, z miłością i czułością. Z delikatnością niezwykłą… Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku… Całował, a Jego SERCE szeptało:
„Dziękuję, dziękuję, dziękuję ci maleńka Moja!”
„A za co mi dziękujesz, kochany mój Jezu? Bo nie wiem.”
„Za to, że cierpisz dla Mnie bez słowa skargi, Monisiu!”
„Mojemu Panu?! Oczywiście, że bez skargi!” – szepnęło moje serce.
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
A Jezus całował. Wciąż mnie całuje…
BOŻE CIAŁO
„Mój Jezu słodki… Mój śliczny Jezuniu…” – szeptało moje serce. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i tulił do SERCA Swego.
„Ciii maleńka Moja… Odpocznij. Wiem, że zmęczona byłaś”-wyszeptał z ogniem miłości.
„Byłam zmęczona, ale odpoczęłam. I już nie jestem! Dzisiaj idę na Mszę i procesję Bożego Ciała. Bardzo się cieszę, że mogę iść! Osiem lat nie byłam. Nie było jak… Baaaaaardzo się cieszę, że mogę iść!” – uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha.
Rozmyślałam…
„A Ty mój Jezu niesamowity Jesteś! Do Ciebie można się nie tylko przytulić, ale się Tobą karmić, nasycić! Oddałeś mi Bóstwo, duszę, Serce i Ciało! Mogę Cię spożywać! Jeść po prostu! I dzięki temu upodabniać się do Ciebie! To niesamowita Tajemnica!”
Byłam zachwycona i uszczęśliwiona cała!
Jezus patrzył we mnie z lubością…
„Dla ciebie wszystko, maleńka Moja! Dla ciebie wszystko!”
Trwaliśmy w miłosnym milczeniu… Mój słodki Jezus i ja.
MÓJ KLEJNOT
Wczoraj podjechaliśmy pod tylne drzwi kościoła. Akurat szli: ksiądz proboszcz i misjonarze o Piotr i o Wojciech. Zaczekali aż tata wyjmie mnie z auta i posadzi na wózku.
– Szczęść Boże! – przywitali się.
– Szczęść Boże! – odpowiedzieliśmy ja i tata.
– No, kochana, ty pierwsza! Ty jesteś szczególną naszą parafianką! – powiedział ksiądz proboszcz z uśmiechem i gestem dłoni zaprosił mnie do kościoła.
– Ja? Szczególną?! A to niby dlaczego? – zaśmiałam się wesoło.
– A, wiesz… – proboszcz uśmiechnął się do mnie jeszcze bardziej, tajemniczo jakoś.
– Kobiety przodem! – zaśmiał się o Piotr, a Wojciech cudnie się do mnie uśmiechał.
Zaśmiałam się perliscie i tata wwiózł mnie do kościoła. Za mną gęsiego szli księża. Tak wyglądało jakbym ich prowadziła.
Potem poszłam do spowiedzi. Ojciec Wojciech mnie spokojnie wysłuchał, udzielił rozgrzeszenia. Powiedział, że wszystkie moje krzyże, które dźwigam, wszystkie cierpienia i bóle będą kiedyś w Niebie pięknymi klejnotami.
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo.
„Dużo tych klejnotów będzie, kochany mój Jezu!”
„Dużo?! Baaaaaardzo dużo, maleńka Moja! Baaaaaardzo dużo!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Patrzyłam mojemu umiłowanemu w oczy głęboko.
„A mogłabym te wszystkie klejnoty zamienić na jeden WIEEEEEEELKI?” – spytałam z uśmiechem.
„Na jaki?”
„Na Ciebie, Jezu! Ty jesteś moim KLEJNOTEM!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego umiłowanego od ucha do ucha!
MÓJ PAN!
Leżałam w objęciach Jezusa. Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem… A On uśmiechał się do mnie cudownie!
„Mój Panie… Mój słodki Panie jezu!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie z lubością i głaskał mnie po policzku.
„Opowiedz proszę, maleńka Moja! Niech się wszyscy się dowiedzą!” – wyszeptał ogniście.
„Dobrze, mój Panie!”
Wczoraj w kościele, przed ołtarzem zostały ustawione dwa stoliki. Były przykryte białymi obrusami. Na każdym z nich leżało Pismo Święte, krzyż i stała świeca.
W pewnej chwili tata szepnął do mnie:
– Położę jedną rękę na Biblii a drugą wezmę ciebie za rękę.
„Po co takie wygibasy. Tata podwiezie mnie do stolika, położę rękę na Biblii i sama powiem to co chcę powiedzieć!”
– Ja sama chcę! – szepnęłam do taty z uśmiechem.
– Sama?!
– Tak, sama!
Tata podwiózł mnie do stolika. Musiałam się bardzo nachylić, żeby sięgnąć Pisma Świętego. Nie było łatwo, ale dałam radę. Położyłam rękę na Biblii. I najgłośniej i najbardziej wyraźnie jak potrafiłam, powiedziałam:
– Jezus jest moim Panem!
Słyszałam chlipnięcie taty, był poruszony, wzruszony niezmiernie. A ja poczułam wieeeeelką radość i szczęście!
Patrzyłam mojemu słodkiemu Jezusowi w oczy głęboko…
„Jesteś moim Panem, mój śliczny Jezuniu!”
„Jesteś Moją panią, Damą Mego Serca, Monisiu kochana!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem… w Miłości…
SMAKUJE MI
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Policzek przytuliłam do policzka umiłowanego.
„Wczoraj byłam na Mszy odpustowej. Powiem Ci jak powiedziałam mojej Córeczce: 'Było bardzo ładnie i baaardzo długo. Mamy 2 misjonarzy, dziś kazanie mówil drugi. Wczoraj było lepsze.’ Wczorajsze kazanie też było mądre i ładne, ale bardziej poruszyło moje serce kazanie przedwczorajsze. Wrócę jeszcze do niego. Bardzo poruszyły mnie słowa, że grzech może’ 'smakować! Poruszyło moje serce i wyobraźnie! Grzechem, pychą, niepohamowaniem, pożądaniem, kłamstwem można się karmić! Jak raz się go spróbuje i zasmakuje to potem nie można się oprzeć! Pojawia się przyzwyczajenie, uzależnienie, obsesja. Niewola!”
Przerwałam. Umilkłam. Patrzyłam mojemu ślicznemu Jezusowi w oczy głęboko…
„Odkąd mój Jezu, karmisz mnie Swoim Ciałem, karmisz mnie Sobą, prawie nie grzeszę… Karmisz mnie Sobą. Smakujesz mi! Odkąd zasmakowałam w Tobie, nie pragnę niczego innego!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem!
„Smakujesz mi Jezu!”- szepnęłam z mocą.
Patrzyłam w umiłowanego mojego z uwielbieniem…
O MIĘKKIM SERCU I TRÓJCY ŚWIĘTEJ
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim. Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha! Promiennie!
„Wiesz, mój śliczny? Wczoraj misjonarz mówił o Twojej ogromnej miłości! Porównał Twoją miłość do miłości mamy lub taty do niemowlęcia. Do przytulenia do policzka… Że tak kochasz ludzi. Tulisz ich do Swego policzka jak mama niemowlę. Mówił, że jesteś Czułością i Delikatnością samą. Samą Bliskością… Doświadczam tego od dawna. A on wczoraj o tym mówił!”
„Widzisz, maleńka! Jesteś szybsza od misjonarza!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„To Ty jesteś szybszy, mój Jezu kochany!”
Patrzyłam w Jezusa rozpromieniona cała! I dodałam:
„I wiesz? Od razu widać, że ten misjonarz Ciebie zna, że jest blisko Ciebie. Mówił prosto, zwyczajnie a jego słowa trafiały do głębi serca! Łzy po policzkach płynęły mi ciurkiem… Dawno już tak nie miałam. Myślałam, że może serce mi stwardniało. Ale widać, nie.”
„Serce ci Monisiu zmężniało, nie stwardniało. To jest coś innego. Serce twoje jest miękkie. Mięknie jeszcze bardziej. Rozmiękczam je!” – wyszeptał mój umiłowany z lubością.
„A dziś w mojej parafii jest odpust. Przenajświętszej Trójcy. Misje połączone z odpustem! Cudnie będzie!”
Uśmiechnęłam się do mojego słodkiego radośnie! Rozmyślałam…
„Bóg w Trójcy Świętej na pewno jest baaaaaardzo kolorowy! Przecież od Niego pochodzą wszystkie kolory wszechświata! To ON je stworzył. Bóg w Trójcy Świętej cały jest Uśmiechem. To On go stworzył. Bóg w Trójcy Świętej kocha Całym Sobą. On jest Miłością!”
JAKO DUCHOWA MATKA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Wiesz mój Jezu? Martwię się o moją kochaną Duchową Córeczkę… Nie broniła się, a teraz gdy zaczęła się bronić, atakuje. Obawiam się, że popadła z skrajności w skrajność… Nie chce chyba, żeby jej nie lubiano, bano się jej? To baaaaaardzo dobre Dziecko… Martwię się o nią! Chodzi zestresowana, zmęczona, robi aferę z rzeczy wg mnie mało ważnej. Nie śpi po nocach… Nie poznaję jej! Do mnie też odnosi się inaczej niż wcześniej. Zmieniła się, nie koniecznie na korzyść. I wczoraj…”
„Dobrze, że zawczasu zwróciłaś jej uwagę, Monisiu!”
„Dobrze?! Nie chciałam jej nic mówić, ale doszłam do wniosku, że jako duchowa mama muszę…”
„Bardzo dobrze, że zwróciłaś Córeczce uwagę. I dobrze, że powiedziałaś, że błogosławić to znaczy też dobrze mówić. Nie tylko o kimś, ale przede wszystkim do kogoś. Błogo – sławić – dobrze mówić. Błogosławić można nie tylko słowami, ale uśmiechem, dobrocią, cichością i łagodnością. Także można w ten sposób się bronić. Miłością!”
„A czy nie jest tak, że prawdziwie błogosławi, uszczęśliwia tylko człowiek szczęśliwy? Nieszczęśliwy nawet choćby i bardzo pragnął…”
„Błogosławieństwo, szczęście tylko Ja mogę dać. Trzeba tylko do Mnie się przytulić i zapragnąć…”
„Taaak…” – szepnęłam z nostalgią i dodałam:
„Adoptowałam jak prosiła jej siostry. Oczywiście, będę za Nie tańczyć, ale błogosławić musi sama…”
Jezus patrzył we mnie płonący cały czułością i łagodnością.
„Będę więcej i bardziej tańczyć za moją Córeczkę! Tylko… wczoraj na koniec powiedziałam coś takiego, że gotowa się na mnie obrazić…”
„Czasem trzeba wstrząsnąć, aby obudzić, maleńka.”
Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko…
W MYŚLACH
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo.
„Mój kochany! Bądź pozdrowiony! Bądź pochwalony! Bądź wysławiony! Bądź uwielbiony!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Jezus ucałował mnie w czoło i wyszeptał serdecznie:
„Ciiii, maleńka Moja! Odpocznij teraz. Wiem, że bardzo potrzebujesz odpoczynku…”
„Taaak…” – szepnęłam z trudem.
Przytuliłam policzek do policzka umiłowanego. Odpoczywałam i rozmyślałam… A rozmyślając co chwilę uśmiechałam się do Jezusa promiennie… Jezus znał moje myśli. Serce moje było otwarte całkowicie na Niego. Jezus uśmiechał się do mnie cudownie!
„W myślach twoich nie ma złości, zawiści, gniewu. W myślach twych jest miłość, dobroć, czułość, delikatność, maleńka Moja…”
„Bo Ty w nich jesteś kochany!”
Trwaliśmy razem SERCE przy sercu, policzek przy policzku… Mój słodki Jezus i ja.
ZE SZCZĘŚCIA…
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Przytuliłam policzek do policzka umiłowanego. I tak trwaliśmy razem wtuleni w siebie nawzajem… W pewnym momencie poczułam coś mokrego na policzku… Szybko odsunęłam twarz i zobaczyłam… Łzy na policzkach mojego Jezusa!
„Co Ci mój śliczny?!”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały!
„Nic, maleńka. Nic. Odpocznij…”
„Ale Ty płaczesz!!!”
„To nic…” – wyszeptał Jezus, ale widząc, że Mu nie odpuszę, dodał:
„To ze szczęścia, Monisiu kochana! Ze szczęścia!”
„Ze szczęścia?! Na pewno?” – pytałam uparcie.
„Ze szczęścia!”
Śliczny mój patrzył we mnie uśmiechnięty cały! Ucałowałam Jego łzy i znów przytuliłam policzek do Jego policzka. Leżałam zamyślona… I wtedy coś mi się przypomniało! Coś o czym zapomniałam!
„Taaak! Muszę o tym powiedzieć Córeczce! Dziękuję, że mi przypomniałeś, kochany mój Jezu! A wiesz? Nawet kiedy mówię 'nie wiem’, ona się tym nie zraża i dalej opowiada mi swoje przeżycia!”
„Bo tylko mądry człowiek umie się przyznać, że czegoś nie wie, maleńka Moja.”
Znów zamyśliłam się… Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.