Leżałam w objęciach Jezusa. Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem… A On uśmiechał się do mnie cudownie!
„Mój Panie… Mój słodki Panie jezu!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie z lubością i głaskał mnie po policzku.
„Opowiedz proszę, maleńka Moja! Niech się wszyscy się dowiedzą!” – wyszeptał ogniście.
„Dobrze, mój Panie!”
Wczoraj w kościele, przed ołtarzem zostały ustawione dwa stoliki. Były przykryte białymi obrusami. Na każdym z nich leżało Pismo Święte, krzyż i stała świeca.
W pewnej chwili tata szepnął do mnie:
– Położę jedną rękę na Biblii a drugą wezmę ciebie za rękę.
„Po co takie wygibasy. Tata podwiezie mnie do stolika, położę rękę na Biblii i sama powiem to co chcę powiedzieć!”
– Ja sama chcę! – szepnęłam do taty z uśmiechem.
– Sama?!
– Tak, sama!
Tata podwiózł mnie do stolika. Musiałam się bardzo nachylić, żeby sięgnąć Pisma Świętego. Nie było łatwo, ale dałam radę. Położyłam rękę na Biblii. I najgłośniej i najbardziej wyraźnie jak potrafiłam, powiedziałam:
– Jezus jest moim Panem!
Słyszałam chlipnięcie taty, był poruszony, wzruszony niezmiernie. A ja poczułam wieeeeelką radość i szczęście!
Patrzyłam mojemu słodkiemu Jezusowi w oczy głęboko…
„Jesteś moim Panem, mój śliczny Jezuniu!”
„Jesteś Moją panią, Damą Mego Serca, Monisiu kochana!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem… w Miłości…
MÓJ PAN!
Category: (NIE) MOJE MYŚLI