Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca!
„Jakaś ty piękna, Monisiu!” – wyszeptał mój umiłowany z zachwytem.
„Ty mnie upiększasz, mój Jezu! Jestem piękna Twoim pięknem!”
„I jaka mądra!” – Jezus nie przestawał się zachwycać.
„Jeżeli jestem mądra to tylko dzięki Tobie, Jezu kochany! Tylko dzięki Tobie!”
„I jaka skromna!”
„Mówię jak jest! Chyba mi nie zabronisz?! Jeśli jest we mnie coś dobrego to tylko dzięki Tobie! Ja sama z siebie nic…”
„Ależ Monisiu, nie mam zamiaru ci niczego zabraniać! – wyszeptał Jezus jakby z oburzeniem – zachwycam się tobą po prostu!”
„Jeśli jest we mnie coś dobrego to tylko dzięki Tobie, kochany!” – szepnęłam z mocą.
„Jakaś ty piękna!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„A Ty najcudowniejszy!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. Z miłością i uwielbieniem. Stwórca i stworzenie…
Autor: Maleńka
JAK MĘDRCY

„Powstań, świeć, Jeruzalem, bo przyszło twe światło
i chwała Pana rozbłyska nad tobą.
Bo oto ciemność okrywa ziemię
i gęsty mrok spowija ludy,
a ponad tobą jaśnieje Pan
i Jego chwała jawi się nad tobą.”
Ile Bożego światła mają dzisiejsze czytania mszalne! Ile blasku, światłości! Ile radości! Jakby dobry Bóg uśmiechał się z nich do nas!
Jakby pragnął opromienić, oświecić i rozgrzać nasze serca…
„Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon”
Gdyby król Herod był mędrcem, sam poszedłby do Betlejem i oddałby pokłon Mesjaszowi. Gdyby arcykapłani Jeruzalem i uczeni w Piśmie byli mędrcami zrobiliby to samo. Gdyby byli mędrcami. Herod nie był mędrcem, był głupcem zapatrzonym w siebie, swoją wielkość, bogactwa i władzę. Nowonarodzonego Mesjasza traktował jako wroga, rywala do tronu. A nie jako Dar. Arcykapłani i uczeni w Piśmie znali proroctwa, wiedzieli, że Mesjasz ma się narodzić w Betlejem. Ale gdy przychodzą do nich Mędrcy, poganie ze Wschodu i mówią, że Mesjasz już się urodził, nie robią nic. Nie idą Go powitać. Dla nich Pisma, proroctwa są tylko martwą literą.
A Mędrcy? Według podań pochodzili z Mezopotamii. Byli uczonymi, zapewne bogatymi, może królami. Gdy zobaczyli na niebie gwiazdę, poznali, że zwiastuje ona narodziny Kogoś niezwykłego. Zostawili wszystko, domy, królestwa, bogactwo (zabrali tylko dary dla nowonarodzonego) i wyruszyli. Wyruszyli w nieznane. Szli bardzo długo. Z Mezopotamii do Izraela jest ok 1500 km. Prowadziła ich gwiazda. Mędrcy, prawdziwie poszukiwali, mieli w sobie pasję i pragnienie poznania. Byli otwarci na to, co znajdą. Dlatego gdy gwiazda prowadzi ich do Betlejem i zatrzymuje się nad miejscem gdzie jest Dziecię, a oni wchodzą do domu i widzą Matkę z Dzieckiem na ręku. Zwykły, codzienny widok, nic nadzwyczajnego. Mędrcy nie zniechęcają, nie dziwią się. Padają na twarz i oddają pokłon Dzieciątku. W zwykłej, zwyczajnej postaci Dzieciątka odkrywają Niezwykłego i Nadzwyczajnego, odkrywają Mesjasza. Padają przed Nim na twarz! W Ewangelii napisane jest, że 'bardzo się uradowali’. Nowonarodzone Dzieciątko Jezus zajaśniało w ich sercach! Odkryli w Nim Słońce! Blask, Światłość Prawdy. Światłość, która oświeca każdego, kto na ten świat przychodzi! Mędrcy na nowo się narodzili! I dlatego też już inną drogą wrócili do domu.
Prawdziwe spotkanie z Chrystusem zawsze raduje, oświeca i zmienia. Raduje i rozświetla serce i zmienia perspektywę patrzenia. Herod, arcykapłani i uczeni w Piśmie mieli okazję, szansę zobaczyć, spotkać i poznać Chrystusa. Nie skorzystali z niej i pozostali w ciemności. Mędrcy ze Wchodu szukali i znaleźli Jezusa. Uradowali się i Nim się zachwycili! I przyjęli Jego światło do serca. Był ich Słońcem.
Jezus jest otwarty dla wszystkich, nie tylko dla wybranych! Dla wszystkich pragnie być Światłem, Słońcem na drogach codzienności. Wystarczy tylko przyjść i oddać Mu pokłon. Jak Mędrcy.
KARMIĘ
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem.
„Wczoraj zacząłeś opowiadać o Sobie, a skończyłeś o mnie! Prosiłam, żebyś mi opowiedział o Sobie i zacząłeś. A potem mówiłeś już o mnie!” – szepnęłam z mocą.
„A tak jakoś!” – zaśmiał się Jezus cudownie.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący…
„Nie mogę mówiąc o Sobie nie mówić o tobie, Monisiu! W naszej relacji nie ma Mnie bez ciebie!” – szeptał z tkliwością.
„To mnie bez Ciebie nie ma, kochany mój Jezu! Karmisz mnie Swoim Ciałem! Ale też karmisz mnie Sobą!”
„To prawda, maleńka. Karmię cię Sobą. Jestem w twoich myślach, słowach i czynach. Ale i ty Mnie karmisz! Bez ciebie usechłbym z tęsknoty! Byłbym głodny i spragniony…”
„Ja Ciebie karmię? – szepnęłam zdumiona – A czym? Czym ja Cię mogę nakarmić, mój Jezu kochany…?!”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
Karmisz Mnie miłością, dobrocią, czułością! Tańcem! Karmisz Mnie uśmiechem, pocałunkami modlitwy! Karmisz Mnie, Monisiu kochana!”
Jezus szeptał. A ja patrzyłam w Niego z uwielbieniem…
MGŁA…
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo… Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do Siebie mocno. I delikatnie zarazem. Z miłością i czułością tulił.
„Opowiedz mi proszę o Sobie, kochany!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
„Ja Jestem niczym mgła…” – wyszeptał z ogniem.
„Niczym mgła?!” – szepnęłam zdziwiona i zaciekawiona jednocześnie.
„Tak. Gdy wchodzę do duszy otulam jej serce niczym mgła.”
„To prawda!” – szepnęłam zachwycona.
Sama doświadczam tego! Tego otulenia… Doświadczam! Tylko do tej pory nie umiałam wyrazić tego stanu. Mgła…
„Ale w tej mgle nic nie widać!”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem. A ja szeptałam dalej:
„Ale wiesz, mój Jezu? Ja nie potrzebuję widzieć gdzie idę. Ty mnie prowadzisz. Ty wiesz dokąd, znasz cel. Ja nie muszę. Idę tam dokąd mnie prowadzisz. Prosto przed siebie…” – szepnęłam z uśmiechem.
„To jest właśnie miłość!”
„Miłość?” – spytałam niepewnie.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… I przypomniałam sobie, że niedawno słyszałam, że takie słowa: 'Zażyłość z Bogiem to stopnie: wiara, nadzieja i miłość. Wiara to znaczy, że wierzysz w Boga. Nadzieja, że ufasz Mu. A miłość to już nie tyle wierzysz, już nie tyle ufasz, ale kochasz. Już nie potrzebujesz wierzyć, nie potrzebujesz ufać. Tylko kochasz. Kochasz ponad wszystko inne.'”
„Właśnie tak, Monisiu. Właśnie tak!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Patrzył we mnie jak w obrazek… I ja patrzyłam w mojego umiłowanego. Jego Miłość otulała moje serce niczym mgła…
MALUTKA
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Umiłowany mój Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony cały. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i wyszeptał z czułością:
„Co u ciebie, Monisiu kochana?”
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego od ucha do ucha!
„Dziękuję, dobrze, kochany! Wiesz… Wydaje mi się, że jestem coraz mniejsza. Maciupeńka!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie i tajemniczo. A ja mówiłam dalej:
„I wiesz mój Jezu? Wszystko mi wychodzi! Co nie zacznę, czego się nie dotknę. Wychodzi mi! To dzięki Tobie! Wiem!”
Mój śliczny Jezus uśmiechnął się do mnie szeroko!
„Wychodzi ci właśnie dlatego, że jesteś maleńka, Monisiu!”
„Ale kiedy byłam większa to też mi wychodziło!” – szepnęłam.
Zamyśliłam się…
„Nie. Skłamałabym gdybym tak powiedziała. Kiedy byłam większa, nie zawsze mi wychodziło. A teraz zawsze!”
„Jesteś maleńka i pozwalasz Mi w sobie działać. Dlatego ci wychodzi! Wiesz, że jesteś taka malutka. I że sama z siebie nic nie zrobisz. Liczysz na Mnie, a Ja w tobie działam!” – wyszeptał Jezus z lubością.
„Chcę być jeszcze mniejsza. Ale nie dlatego, żeby mi wychodziło, czy nie wychodziło. Chcę być mniejsza dla Ciebie, mój Jezu kochany!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować! Całował całym Sobą! Z miłością. Z ogniem!
„Nawet nie wiesz ile Mi sprawiasz radości, Monisiu kochana! Nawet nie wiesz ile!!!” – szeptał całując mnie ciągłe.
Całował i całował! Wciąż mnie całuje…
NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO…

„Na początku było słowo…”
Bóg wypowiada słowo… Wychodzi do mnie w słowie. Pragnie wejść ze mną w relację, w zażyłość. Pragnie wejść w bliskość, w intymność. W komunię ze mną. Chce mi zwiastować Dobrą Nowinę! Dobrą Nowinę dla mnie. Dobrą Nowinę o mnie! Chce mi powiedzieć, że jestem dla Niego najważniejsza. Że jest we mnie zakochany! Że jestem Jego umiłowanym dzieckiem! Umiłował mnie jeszcze przed założeniem świata. I ciągle mnie pragnie, chce, tęskni za mną… Kocha po prostu. I chce, abym i ja się przed Nim otworzyła. Abym Mu zaufała. Abym oparła na Nim swe życie
„Na początku było słowo…” Bóg wypowiada słowo… Otwiera się przede mną! Pragnie mi pokazać Swoje wnętrze, Swoje Centrum. SERCE… Słowo Wypowiadającego świadczy o Wypowiadającym. Słowo Boga mówi o Nim. Podobnie jak moje słowa świadczą o mnie.
„A słowo stało się ciałem.”
Bóg nie mówi na wiatr. Bez sensu. On mówi konkretnie! Realnie, namacalnie. Bóg wypowiada Słowo i Ono przychodzi. Ma moc! Ożywia, uzdrawia, koi. Staje się Ciałem. Człowiekiem! Ma Imię!
„Na początku było słowo…”
Na początku? To znaczy kiedy? Na początku dziejów, kiedy jeszcze świat nie istniał? Ale przecież w Bogu czas nie istnieje. Nie ma przeszłości, teraźniejszości, ani przyszłości. Bóg istnieje poza czasem. Istnieje ponad czasem. W Bogu jest wieczne TERAZ. A może na początku mojego życia? Może na początku każdego dnia pragnie wchodzić ze mną w relację. A może teraz! W tej chwili. Może teraz jest początek… Bóg jest zawsze początkiem… Nie ma w Nim końca. On jest zawsze na początku. I pragnie być dla mnie na początku. Na początku mojego życia, istnienia. Ale i we mnie pragnie być na początku. W moim sercu. Na początku On, dopiero potem wszystko inne. Mój początek jest w Bogu. W Jego Słowie, Słowie, które stało się Ciałem. W Jezusie Chrystusie. Światłości świata. Jezus pragnie się stawać Ciałem w moim życiu. Z Nim i w Nim mogę zacząć wszystko od początku!
BŁOGOSŁAWI!
Za oknem słychać było wybuchy petard i fajerwerków. Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Umiłowany mój Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały! Z miłością patrzył… Z lubością. Patrzyłam w mojego Ślicznego rozpromieniona i szeptałam:
„Dziękuję mój Jezu za mijający rok! I proszę, aby ten, który nadchodzi był taki jak Ty sobie życzysz! Proszę za moje Duchowe Dzieci! Błogosław Je! Wszystkie razem i każde z osobna! Obdarz Je szczodrze! Obdarz Swoją miłością, bliskością i czułością! Błogosław każdą godzinę ich życia, każdą minutę, każdą sekundę. Błogosław ich serca! Ich myśli, słowa i czyny! Błogosław każde dobro, które dziać się będzie za ich przyczyną! Uśmiechaj się nimi! Błogosław moje kochane Dzieci, mój Jezu!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały!
„Błogosławię Dzieci i ich Duchową mamę!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Dziękuję mój Jezu! Dziękuję kochany!”
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja…
GADUŁA!
Jezus trzymał mnie w objęciach. Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!
„Wiem, Monisiu, że uradowałaś, uszczęśliwiłaś kogoś w te Święta!” – wyszeptał z ogniem.
Zaskoczył mnie, że o tym chce rozmawiać! Święta już minęły. A ja nie bardzo chciałam o tym mówić. Ale skoro On chce… Ok!
„Tak!” – potwierdziłam nieśmiało.
„A w jaki sposób ucieszyłaś?”
„Dałam obraz!”
„Obdarowałaś kogoś swoim obrazem?! Pięknie!”
„Dałam dwa, do wyboru, dwie 'Madonny z Dzieciątkiem. I pani wybrała jedną z nich.”
„A jak zareagowała na prezent od ciebie?!” – dopytywał Jezus tak jakby nie wiedział.
„Zdziwiła się baaaaaardzo! I baaaaaardzo ucieszyła! Popłakała się z radości… Powiedziała, że myślała, że nic ją już nie spotka, a tu coś takiego! Obcałowała mnie i dziękowała bardzo!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z nieśmiałą radością i szczęściem wielkim!
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„To Mnie tak bardzo uradowałaś i uszczęśliwiłaś, Monisiu kochana!
„Wiem. Ale wolałabym, żeby to było ukryte!”
„Nie czytałaś? 'Nie ma nic ukrytego co by na jaw nie wyszło’?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Czytałam! Bo Ty lubisz się wygadać! Gaduła jesteś, kochany!” – zaśmiałam się perliscie.
„O tym nie można milczeć, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
PROROKINI ANNA

„Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jeruzalem.”
Prorokini Anna. Z zapisu św. Łukasza możemy wnioskować, że nie miała łatwego życia. Po kilku latach małżeństwa umarł jej mąż. Została wdową. Kobietą ubogą i na marginesie społeczeństwa. Anna nie poddała się jednak rozpaczy, bólowi po stracie męża. Nie poddała się się smutkowi i narzekaniu, zgorzknieniu. Poddała się Bogu! Oddała się Mu! Podporządkowała Jemu całe swoje życie. W Łukaszowej Ewangelii ukazana jest już jako staruszka. Staruszka, która całe dnie i noce spędza w Świątyni na modlitwie. Nie je, nie pije, nie śpi. Modli się! Błaga, przeprasza, dziękuje. Uwielbia! Żyje w świetle Bożego Oblicza. W Jego Miłości, radości i szczęściu. A Bóg błogosławi Annę i obdarowuje ją niezwykłą łaską. Darem prorokowania. Mówi o Nim! Ogłasza zbawienie wszystkim, którzy Go oczekują. W Ewangelii nie jest napisane, czy prorokini Anna widzi jak Miriam i Józef przynoszą Dzieciątko Jezus do Świątyni. Nie jest napisane, czy widzi Tego, o których prorokuje. Ale może nie musi, nie potrzebuje Go widzieć! Może żyje w tak wielkiej zażyłości i bliskości z Jezusem, że nie potrzebuje Go widzieć. Może już dawno widzi, nosi Go w swoim sercu? Może pieści Go, adoruje, uwielbia…
Prorokini Anna. Staruszka o uśmiechniętym sercu. Staruszka o sercu dziecka. Uśmiecha się dzisiaj do nas z góry!
ROZKOSZ SAMA…
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. I znów znalazłam się w moim sercu! I w objęciach trzymałam Dzieciątko! Nowonarodzone Dzieciątko Jezus! Uśmiechało się do mnie cudownie! I ja uśmiechałam się do Niego radośnie! Uszczęśliwiona i uradowana cała! Na sercu było mi ciepło i błogo…
„Jak mogę Ci usłużyć, Maleńki mój?” – spytałam z miłością.
„Pocałuj Mnie, Monisiu!” – szepnęło SERCE Najdroższe.
Aż podskoczyłam z radości! Wydawać by się mogło, że służba jest czymś trudnym, wymagającym jakiegoś wysiłku. Tymczasem to czysta radość i szczęście! Rozkosz sama! Pochyliłam się i ucałowałam stópki, rączki i oba policzki.
„Tak mogę Ci służyć do końca życia! I całą wieczność, kochany!” – szepnęłam z mocą.
„Rodzice służyli Mi czułością. Pasterze zadziwieniem. Mędrcy zachwytem. A Herod… sama wiesz, maleńka Moja…”
„Wiem!”-szepnęłam ze smutkiem i bólem.
Znów zaczęłam całować Maleńkiego… On uśmiechał się do mnie przepięknie. A na sercu moim było mi miękko, ciepło i błogo…