Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca[spacer height=”12px”] bardzo. Rozmyślałam…
„Archanioł Gabriel wszedł nie tyle do domu, ile do Serca Miriam i zwiastował Jej, że będzie Matką Syna Bożego.
Powiedział jeszcze, że Jej krewna Elżbieta, kobieta w podeszłym wieku, jest w ciąży! Że spodziewa się dziecka, ta która wśród rodziny i sąsiadów uchodzi za niepłodną! Dlaczego Anioł powiedział o tym Miriam? Myślę, że po to jakby chciała to mogła iść do Elżbiety i sprawdzić. Anioł mówił jej tak niezwykłe, niewiarygodne, tak wielkie rzeczy… I gdy Anioł odchodzi od Miriam, Ona rzeczywiście idzie do krewnej. Biegnie do niej! Ale nie po to by sprawdzić prawdziwość słów Gabriela. Biegnie, aby pomagać! Aby służyć! Miriam wierzy Bogu na słowo. Skoro tak powiedział to tak jest. I koniec! Miriam wie, że Bóg mówi prawdę, choć ta wydaje się być niepojęta i niewiarygodna. Bóg mówi prawdę! Miriam niosąca Jezusa Elżbiecie odkrywa, że to On jest Prawdą, zanim On sam o tym powie. Powie, że jest Drogą, Prawdą i Życiem. I jeszcze do Piłata powie: 'Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy kto jest z prawdy, słucha Mego głosu’. Miriam była/jest z Prawdy. Co to znaczy być z prawdy? To być człowiekiem prawdziwym. Żyjącym w prawdzie. W zgodzie z Bogiem i samym sobą. Nie być dwulicowym, co innego mówić i co innego robić. Jak faryzeusze obłudnym. Grobem z zewnątrz pobielonym pięknie, ale wewnątrz cuchnącym trupami i pełnym robactwa.
Miriam miała piękne, jaśniejące Bożym blaskiem wnętrze. Promieniowała nim na zewnątrz. Dlatego Elżbieta od wejścia zawołała z radością: 'Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana!’ Miriam uwierzyła Bogu na słowo. I żyła w Prawdzie Bożego błogosławieństwa i bliskości.”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem… Jak w obrazek patrzył we mnie…
Autor: Maleńka
DWIE TĘSKNOTY, DWA PRAGNIENIA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Rozmyślałam…
„W Adwencie stykają się ze sobą dwa pragnienia i dwie tęsknoty. Pragnienie i tęsknota Boga i pragnienie i tęsknota człowieka. Łączą się w jedno pragnienie i jedną tęsknotę. Tęsknotę powrotu i pragnienie spotkania, zjednoczenia, bliskości. Bóg w Swej niezmierzonej pokorze schodzi na ziemię. Niebo obejmuje ziemię, przytula ją i całuje. Syn Boży przybiera postać Człowieka. Dziecka. Od tej pory będzie Go można wziąć w objęcia, tulić, całować. Można będzie też Go zranić, zdradzić, zabić… Bóg chce wypłynąć z człowiekiem na głębię. Pragnie być z nim Sam na sam. Na głębi możemy się bać, ponieważ tracimy grunt pod nogami. Brzeg wydaje się być daleko. Lecz Pan Bóg jest tu, blisko. Pragnie rozmawiać z ludźmi twarzą w twarz. Jak z przyjaciółmi. Na głębi musimy pozbyć się wszystkiego na czym się dotychczas opieraliśmy. Możemy liczyć tylko na Boga. To może trudne, ale tylko tak możemy być szczęśliwi i wolni. Na głębi… Także w człowieku przygniecionym skorupą grzechów, cierpienia i trosk tli się pragnienie i tęsknota. Ukryta na dnie serca, jak skarb, jak drogocenna perła. Tli się jak iskra tęsknota za tym skąd przyszedł i pragnienie powrotu. Tęsknić można tylko za tym gdzie się już było, czego się doświadczyło, poznało. Człowiek wie, skąd przyszedł i na dnie serca tęskni za Rajem. Za pierwotną czystością, szczęściem i pięknem. Kiedy to spacerował z Bogiem pod rękę podziwiając piękno stworzenia i rozmawiając z Nim jak z Przyjacielem. Człowiek pragnie powrócić do Boga, do Raju. Syn Boży schodzi na ziemię, aby człowiek mógł wrócić do Raju. Jak syn marnotrawny do Domu Ojca.
CZEKAMY…
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Rozmyślałam…
„Adwentowa noc… Ciemność, mrok. Ludzie siedzą w tym mroku. Zanurzeni w ciemnościach grzechu, cierpienia i śmierci. Czekają. Wyczekują zastygli w napięciu. Stęsknieni, spragnieni i głodni. Czekają… Oczekują na Wybawcę. Na Zbawiciela, który poda im dłoń i wyrwie z ciemności! Wyciągnie z otchłani, z bagna grzechu i śmierci. Który podniesie i postawi na suchej ziemi. Wtedy zaświta poranek. Światłość! Nastanie dzień. Dzień Pański! Zbawiciel nakarmi zgłodniałą ludzkość Chlebem Życia, napoi ją Swoją Krwią. I już nie będą pragnąć, ani łaknąć. Wybawca nasyci ich Sobą! A oni zobaczą Go takim jakim Jest! Twarzą w twarz. I już nie będzie śmierci, cierpienia ni smutku. Tylko wieczne szczęście i radość u boku Zbawiciela.
Teraz czekamy… Jan Chrzciciel, adwentowy prorok woła: 'nawracajcie się! Bliskie jest Królestwo Boże!” On też czeka…”
Spojrzałam w mojego umiłowanego z uwielbieniem…
„Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Jezu! Pragnę Cię i czekam bardziej niż strażnicy poranka!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…
„Maranatha! Przyjdź Panie Jezu! Czekamy!”
PIĘKNO ZBAWI ŚWIAT!
„Jakiś Ty piękny… Po TATUSIU czy po Mamusi?”- szepnęłam zachwycona patrząc Jezusowi w oczy.
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie i głośno!
„Po Obojgu, maleńka Moja!” – wyszeptał ogniście.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha i rozmyślałam:
„No tak. TEN, Który stworzył cały piękny świat, te wszystkie cudne zwierzęta i rośliny, przedziwne, cudaczne i fantazyjne, Sam musi być PIĘKNY! TEN, Który stworzył piękno, jest PIĘKNEM. Pięknem Samym w Sobie. A Miriam jest Jego Odbiciem. Piękno Boga Ją wypełnia. Przepełnia. Promieniuje na zewnątrz! Miriam jest odbiciem piękna rajskiego. Czystego, niczym nie skażonego piękna! I kiedy 'Anioł wszedł do niej’, wszedł do Jej Serca i zobaczył jak jest cudne, pokorne i ciche, poczuł się u siebie. Zachwyca się Nim, podziwia, adoruje. Mówi, że Miriam jest pełna łaski, pełna gracji, że Pan jest z Nią. Zachowuje się jakby nie mógł od Miriam oczu oderwać! Zamiast od razu wyłożyć 'kawę na lawe’, on się zachwyca! Jakby w dziewczęciu Niebo zobaczył”
Spojrzałam w Jezusa i znów uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„Tak! Piękno rodzi PIĘKNO! PIĘKNO, które zbawi świat!” – szepnęłam z mocą.
Umiłowany mój Jezus patrzył we mnie zachwycony cały! A mi na poczekaniu ułożył się taki wierszyk:
„Jezuniu mój drogi, Jezuniu mój słodki!
Dla Ciebie nazrywam ja piękne stokrotki.
Dla Ciebie ja żyję i tańczę dla Ciebie.
I z Tobą, kochany, mi dobrze jak w Niebie.
W Serduszku Twoim ja gniazdko uwiłam.
I jak pisklę wygodnie się w Nim umościłam!
Tyś jest moją siłą, Ty moją radością.
Tyś moją jedyną, prawdziwą miłością.
Pragnę Cię uwielbiać, pieścić i całować.
Tobie całą siebie pragnę ofiarować!
ZMIENIA CAŁKOWICIE!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Rozmyślałam:
„Gdyby nie Ty, mój Jezu kochany to o Miriam i Józefie nikt by nie wiedział. Żyli cicho, pokornie, niewidocznie. Ukryci jakby. Mieszkali w małym mieście o wątpliwej reputacji 'czy może być co dobrego z Nazaretu?’ – pytał retorycznie Natanael. Gdyby Józef i Miriam umarli, nikt by o nich nie pamiętał. Może tylko sąsiedzi wspominali by piękno i dobroć Miriam, uczciwość i solidność Józefa. I tyle, nic więcej. Zniknęli by w otchłani dziejów. Ale Pan Bóg miał inne plany. Wszedł w życie Miriam i Józefa i zmienił je. Całkowicie! Teraz cały świat o nich wie! Wszyscy ludzie ich znają. Wierzący i niewierzący. Wszyscy! I błogosławią Miriam wszystkie narody, gdyż wielkie rzeczy uczynił Jej Wszechmocny! I będą błogosławić na wieki!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„W moje życie też wszedłeś i całkowicie zmieniłeś! Z chorej, nieśmiałej, szarej myszki uczyniłeś kobietę, która mówi innym o Tobie!”
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…
ERA EMMANUELA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca. A mój słodki Jezus rozmyślał we mnie:
„Moje poczęcie w łonie Miriam było nie tylko początkiem nowego Życia. Było początkiem nowej ery. Ery Emmanuela! Boga z wami. Oto Stwórca stał się stworzeniem. Stwórca i stworzenie w jednej Osobie. I jak niegdyś, przed wiekami Duch Boży unosił się nad bezmiarem wód, tak teraz Syn Człowieczy był zanurzony w wodach płodowych. Syn Boży stał się Człowiekiem. I przyjął na Siebie wszystko co jest człowiecze, oprócz grzechu. Przyjął ludzkie ciało, miał głowę ręce i nogi, miał Serce z ciała! Miał oczy, nos usta, uszy. Przyjął też na Siebie cierpienia i ból, ale i radości i szczęścia. On, który jest wszechwiedzący i wszechmocny musiał się teraz uczyć patrzeć na świat i ludzi jakby na nowo. Musiał się jakby na nowo utworzone ich uczyć. Na początku Bóg stworzył człowieka na Swój obraz i podobieństwo, teraz Sam stał się Człowiekiem, aby ludzi na nowo upodobnić do Siebie!”
Jezus na chwilę przerwał rozmyślanie. Patrzył we mnie płonący cały miłością!
„Od chwili wcielenia Syn Boży zaczął patrzeć na ludzi z innej perspektywy. Z perspektywy ludzkiej. Z twojej perspektywy, Monisiu kochana!” – wyszeptał z cudnym uśmiechem.
Zamyśliłam się… A potem zaśmiałam radośnie!
„No, nie zupełnie z mojej perspektywy! Bo ja tylko siedzę, a Ty chodziłeś, mój Jezu!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Rozumieliśmy się bez słów. Mój umiłowany Jezus i ja.
PRZEŹROCZYŚCI
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo, bardzo. Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam i rozmyślałam:
„Wiesz mój Jezu? Ostatnio czytałam książkę arcybiskupa Grzegorza Rysia 'Piąta Ewangelia’. Cudna książka! Autor oprowadza czytelników po Ziemi Świętej. I opowiada legendę. Mówi ona, że rodzice Miriam, Anna i Joachim po ślubie długo nie mogli mieć dzieci. I pewnego dnia pocałowali się przy Złotej Bramie w Jeruzalem. Pocałowali się i z tego pocałunku poczęło się dziecko. Dziewczynka. Szczęśliwi rodzice dali Jej na imię Miriam. Z hebrajskiego Miriam oznacza „być pięknym lub wspaniałym”. Z kolei w języku syryjskim znaczy „Pani” lub „orędowniczka, piękna, napawająca radością”. I taka jest! Przeźroczysta! Nigdy nie zatrzymuje uwagi na sobie. Wskazuje na Boga. I jest Nim cała wypełniona. Niepokalane Poczęcie. Jak Ewa w Raju przed grzechem pierworodnym. Piękna, czysta i przejrzysta! Każdy kto na Nią spojrzy wie, że jest Kimś niezwykłym. Może dlatego Józef nie oskarżył Ją o cudzołóstwo, lecz zdecydował, że po cichu Ją oddali. Patrzył na Miriam i wiedział, że Ona nie popełniła by grzechu. Nie wiedział w jaki sposób znalazła się w stanie błogosławionym. Ale wiedział, że nie zdradziła by Go. Słowa Anioła to Józefowi potwierdzają. Od razu bierze Miriam do siebie!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„I Ty jesteś przeźroczysty kochany mój Jezu! Zawsze wskazujesz na TATĘ! Mówisz, że Ty i Ojciec jesteście Jedno. I, że kto widzi Ciebie, widzi i TATĘ. Opowiadasz o Nim. O Jego Miłości, dobroci, miłosierdziu… Jesteś przeźroczysty!”
Przerwałam i spojrzałam Jezusowi głęboko w oczy.
„Spraw, proszę, abym i ja była choć trochę przeźroczysta!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie z tkliwością.
„Skąd wiesz, że już nie jesteś, Monisiu?”
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja.
OWOC
Jezus trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością… Słodko patrzył.
„A Ty mój Jezu czekałeś aż TATA Cię pośle na ziemię?” – spytałam z uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus aż się zapalił! Ożywił niezmiernie!
„Czekałem! Tęskniłem! Pragnąłem! Oczekiwałem na Pełnię czasów… Aż w końcu w otchłani dziejów usłyszałem słowa TATY: 'Idź Synu! Już pora. Idź zbawić świat!’ Gdy Anioł zwiastował Miriam Dobrą Nowinę, niebo i ziemia znieruchomiały! Zastygły w oczekiwaniu! Zamarły… Wszystko czekało co powie Miriam! I kiedy z ust dziewczęcia padło: 'niech mi się stanie!’, obłok okrył Ją cieniem. A w dziewiczym łonie Miriam poczęło się Życie!”
Słuchałam rozpromieniona zachwytem!
„Wiesz mój Jezu? Często gdy odmawiam Różaniec, zamyślam się nad słowami: 'błogosławiony owoc żywota Twojego Jezus’. Jak trzeba być pięknym człowiekiem i jak trzeba pięknie żyć, aby wydać Taki Owoc! Owocem życia Miriam jesteś Ty, mój Jezu! Owocem życia… Czy ja mogę wydać podobny Owoc?”
„Oczywiście Moja kochana Monisiu, możesz! Każdy może! Ja Jestem dostępny dla każdego człowieka! Mogę być Owocem każdego!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego…
NARZĘDZIE
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja leżąc w Jego objęciach rozmyślałam:
„Miriam nikomu nie powiedziała o tym co Bóg Jej uczynił. Jak Ją pobłogosławił, wywyższył, zaszczycił. Mogła przecież powiedzieć, obwieścić rodzinie i sąsiadom, że Bóg Ją wybrał na Matkę Swego Syna. Że Mesjasz już przyszedł. Mogła powiedzieć, nie tyle z chęci wywyższenia Siebie, z pychy. Ale po prostu z radości i szczęścia, że spełniają się Boże obietnice! Miriam milczała. Nie z obawy, że mogą Jej nie uwierzyć, wyśmiać, wyszydzić. Nie! Zachariasz, ojciec Jana Chrzciciela musiał się cieszyć w milczeniu, za karę, że nie uwierzył słowom Anioła. Miriam milczała z własnej woli. Wiedziała, że nie Jej zasługa, że jest Matką Boga. Ona była służebnicą, niewolnicą Najwyższego. Jest Jego Narzędziem. Tylko i aż. Ona tylko wykonywała to, co Stwórca Jej poleca. Czy narzędzie, powiedzmy pędzel, może powiedzieć, że to on namalował obraz?! Skąd! Namalował go artysta swoją dłonią, a pędzel był tylko narzędziem. Owszem potrzebnym i ważnym, ale tylko narzędziem. Miriam była takim pędzelkiem, którym Boski Artysta malował dzieło zbawienia ludzkości!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem.
„Piękne rozmyślania, Monisiu! Przepiękne!” – wyszeptał ogniście.
„To Ty rozmyślasz we mnie, Jezu. Ty nadajesz kształt moim myślom, a je je tylko przekazuję! Jestem tylko narzędziem” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we rozpromieniony cały…
JAK MIRIAM
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja leżąc w Jego objęciach, rozmyślałam:
„Można powiedzieć, że Miriam miała dziewięć miesięcy Adwentu. Szczególnego Adwentu od Zwiastowania do Narodzenia. Czasu oczekiwania i nadziei. Znała Pisma, proroctwa. Wiedziała, że Mesjasz narodzi się z panny, z dziewicy. Teraz uświadamia sobie, że ta Panna, Dziewica to Ona! To Ją, prostą, ubogą dziewczynę z Nazaretu, tak naprawdę dziecko jeszcze, wybrał Bóg! I cieszyła się niezmiernie maleńka Miriam, że dobry Bóg wypełnia Swe obietnice! I niepojęte dla Niej było, że Mesjasz już przyszedł, i że rozwija się, rośnie w Jej dziewiczym łonie, Bóg – Człowiek. Dzieciątko…
Lecz Adwent Miriam był dla Niej nie tylko czasem wielkiej radości. Był też czasem niepewności i obaw. Mogła przecież zginąć pod gradem kamieni. Jej oblubieniec Józef mógł wyprzeć się Jej, oskarżyć Ją o cudzołóstwo. Mogłaby zostać ukamienowana! Co mała Miriam robiła z obawami i lękiem?”
Przerwałam na chwilę rozmyślania i uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Wiesz, mój Jezu? Myślę, że oddawała je Tobie. Leżała w czasie bezsennej nocy i patrzyła w rozgwieżdżone niebo. Głaskała brzuch i wyobrażała sobie, że dotyka i pieści Ciebie szeptała: 'Syneczku Mój kochany… poślubiony mi Józef chce Mnie od siebie oddalić. On jest sprawiedliwy i odpowiedzialny. Czuły i delikatny. On byłby dobrym Opiekunem dla Mojego Syneczka.’ Może wtedy przypominała słowa Anioła, które wypowiedział przy Zwiastowaniu: „Nie bój się Maryjo, znalazłaś łaskę u Boga!” I od razu wszystkie lęki i obawy znikały! Maleńka Miriam leżałam na swoim posłaniu i uśmiechała się do Ciebie! Mimo obaw oczekiwała na Twe narodziny z wielką radością!
A ja jak czekam na Ciebie? Czy w ogóle czekam? Niedawno usłyszałam takie zdanie: 'Jeśli człowiek już tu na ziemi, już teraz nie żyje w łączności, bliskości, zażyłości z Jezusem to i nie czeka na Jego przyjście’.
Życie moje jest Adwentem! Staram się żyć w łączności, zażyłości i bliskości z Tobą. I nie mogę się Ciebie doczekać, mój Jezu! Czy choć trochę jak Miriam?”
Jezus patrzył we mnie uśmiechnięty cały!
„Jak Miriam, Monisiu!” – wyszeptał ogniście. Patrzyłam w mojego ślicznego umiłowanego Jezusa jak w Obrazek…