„Dwa razy próbowałam ułożyć i za każdym razem wiedziałam, że jest nie tak…”-szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy ze smutkiem.
Umiłowany mój Jezus patrzył we mnie… Miłość i czułość sama.
„Bo nie masz opowiadać, tłumaczyć, ale rozważać. Rozważać, Monisiu kochana. Masz wejść w czytania, w głąb. I rozważać. I te rozważania mają być twoje, osobiste. Już tyle razy układałaś je na blogu. Dasz radę, maleńka Moja!”-wyszeptał Jezus z ogniem. I po chwili dodał:
„Zresztą już ułożyłaś!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Tak! Samo mi się ułożyło kiedy leżałam w łóżku! Tylko teraz napisać.”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Pięknie będzie!”-wyszeptał ogniście.
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z uwielbieniem i zachwytem…
Autor: Maleńka
JEGO MIŁOŚCIĄ JESTEM
Jezus mój śliczny nakarmił mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA. Patrzył we mnie z tkliwością… Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i zachwytem! Dotykałam dłonią Jego policzek i głaskalam go z czułością…
„Mój kochany… Mój kochany…” – szeptałam z miłością.
„Jesteś bardzo dzielna, Monisiu kochana. Bardzo dzielna!” – wyszeptał Jezus ogniście. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…
„Uwielbiam Cię Jezu, wychwalam! Wysławiam Ciebie! Moje serce Ciebie uwielbia! Wychwala! Wysławia! I błogosławi! Dla Ciebie wszystko! Jesteś moim szczęściem i moją radością!” – szepnęłam rozpromieniona cała.
„Jesteś Moją miłością, maleńka Moja! – wyszeptał Jezus.
Patrzył we mnie jak w obrazek… A ja rozmyślałam…
OBLUBIENIEC – ULUBIENIEC!
Leżałam w objęciach Jezusa. Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie… Miłość sama! Patrzyłam w mojego ślicznego bezradna i bezbronna wobec Jego Miłości… wielkiej Miłości, którą mnie obdarza… Wiem, całkowicie na Nią nie zasługuję i nigdy nie zasłużę. Umiłowany uśmiechał się do mnie błogo. Dotykał dłonią mój policzek i głaskał go z czułością niezwykłą. W pewnej chwili Jezus położył moją głowę na SERCU umiłowanym.
„Tu będzie ci wygodnie, maleńka Moja. Odpocznij teraz…” – wyszeptał z ogniem.
Ucałowałam SERCE Najdroższe, zaczęłam JE delikatnie głaskać i pieścić. Oczy mi się zamykaly… Zasnęłam szybko. Obudziłam się i od razu otworzyłam oczy. Jezus patrzył wciąż we mnie z czułością i zachwytem.
„Ty mój Jezu kochany czynisz wszystko czego sobie życzę. I ja zrobię wszystko czego Sobie życzysz!” – szepnęłam z mocą.
„Jesteś Monisiu oblubienicą i ulubienicą Moją!”
„Ty mój Oblubieniec i ulubieniec!” – uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha.
Umiłowany mój patrzył we mnie z błogością…
ZDOBĘDZIEMY!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie… Na Jego twarzy i w oczach malowała się czułość i tkliwość, i błogość… Zachwyt i duma. Leżałam w Jego objęciach tańcząca i pieściłam SERCE Najdroższe.
„Moja śliczna Alpinistko…” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Zaśmiałam się perliscie! Uszczęśliwiona cała!
„Tak! Jestem Twoją alpinistką!”
Przedwczoraj pomyślałam o czekającym mnie zadaniu, że jest ono jak wieeeeelka góra. I naszły mnie wątpliwości i jakieś niepokoje, strachy, że to za trudne dla mnie. Że nie dam rady itd, itp. Napisałam o tym mojemu Duchowemu Synkowi. I jak tylko o tym napisałam, strach i wątpliwości uciekły! A moje serce zalał blogi pokój i szczęście… Nie czekałam już prawdę mówiąc na odpowiedź Syna. Wystarczyło mi, że podzieliłam się obawami. Syn niedługo potem napisał: „Zawsze dawałaś i to z powodzeniem. Jeśli chodzi o mnie to nie mam obaw. Wiem tylko, że dużo wysiłku w to będziesz wkładała 💙💙💙”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem.
„Tak, jestem Twoją alpinistką! Nie mam żadnego zabezpieczenia. Właściwie to Ty jesteś moim Zabezpieczeniem! I razem zdobędziemy tę górę!”
„Zdobędziemy, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha! Tańczylismy w intymności i bliskości bez granic!
OFIAROWANIE

Dziś Miriam i Józef przynoszą Dzieciątko Jezus do Świątyni w Jeruzalem. Przynoszą Je przedstawić i ofiarować Bogu. Wypełniają w ten sposób przepisy Prawa Mojżeszowego. Każdy pierworodny syn ma być ofiarowany Jahwe.
I my mamy także wnieść Jezusa do świątyni naszych serc. Uczynić Go Panem naszego życia! Gdy Go wniesiemy, On ofiaruje się za nas Bogu Ojcu. Będzie żertwą ofiarną, ofiarą przebłagalną za nasze grzechy. Będzie nas uświęcał i przedstawiał dobremu Bogu. On, Jezus płonie z miłości do nas! I pragnie spalać się za nas! Pragnie być naszym Światłem na drogach codzienności. Jak świeca gromniczna zapalana i stawiana w oknie w czasie burzy. Jezus chce być takim światłem na zakrętach, w burzach i zawirowaniach naszego życia. Łaknie i zaprasza, byśmy wszystkie sprawy odnosili do Niego. Byśmy Jemu ofiarowali przede wszystkim naszą miłość. Nasze sukcesy i porażki, nasze radości i zmartwienia. Jezus chce przechodzić je z nami. Pragnie byśmy głosili Go światu. Ogłaszali Jego zbawienie, jak starzec Symeon w Świątyni jerozolimskiej. W końcu pragnie być chwałą naszego życia. Teraz i w wieczności!
NIEMOŻLIWE!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA. Patrzył we mnie słodko… Usmiechalam się do mojego ślicznego od ucha do ucha. Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością… Milczeliśmy. Nasze usta milczały, ale serca rozmawiały:
„Ten mail, który w sobotę napisałam i wysłałam, pomógł. I wygląda na to, że już niedługo będę układać rozważania do czytań mszalnych. Może już w tym tygodniu dostanę czytania!”
„Mail pomógł. Dlaczego miał nie pomóc?”
„Bo już kilka razy… A teraz – dzięki Tobie, wiem!”
Posłałam Jezusowi siarczystego buziaka!
„Tylko wiesz… Jak będę układać rozważania dla Oremusa to nie będę układać tu. Nie dam rady.”
„Oczywiście, maleńka. Trzeba robić jedno ale dobrze. Na dwa fronty się nie da!”
Teraz Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Czule i słodko i gorąco!
„To co się dzieje, wydaje mi się niemożliwe, nierealne… Nachodzą mnie myśli, że nie dam rady, że jestem za głupia, nieoczytana, mało elokwentna… Ale jednocześnie wiem, że z Tobą dam radę!”
Jezus patrzył we mnie płonący… Głęboko we mnie patrzył. I zobaczyłam obraz:
Stałam w jakimś jeziorze. Po pas w wodzie. Jezus stał przy mnie. Ja co chwilę wkładałam rękę do wody i wyciągałam z niej… stokrotki! Świeże u soczyste stokrotki! Dawałam je Jezusowi. Za chwilę znów zanurzałam rękę, wyciągałam stokrotkę i dawałam Jezusowi. Zanurzałam, wyciągałam, dawałam. Umiłowany śledził każdy mój ruch.
„Stokrotki wyciagane z wody?? Przecież to niemożliwe!” – szepnęłam z mocą.
„Ze Mną czynisz to co po ludzku wydaje się niemożliwe, maleńka Moja!”
Jezus patrzył we mnie z lubością…
JAK JA!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie zachwycony cały!
„Jakaś ty uparta, Monisiu kochana! Robiłaś, robiłaś, aż zrobiłaś!” – wyszeptał z ogniem. Od razu wiedziałam, że mówi o nowym motywie bloga.
„Tak! Dwa dni robiłam, aż zrobiłam! Na początku nie wychodziło mi. Napisałam nawet do kolegi: ’ 🙂 mam taki problem: chcę zmienić zdjęcie nagłówka. Ale jest za duże. Zmieniam rozmiar to wychodzi tak samo duże, ale za mgłą.’ Kolega był zajęty, więc próbowałam sama. Aż wreszcie zaczęło mi wychodzić. Jak Ci się podoba, mój Jezu?”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„A tobie jak się podoba, Monisiu?”
Zaśmiałam się perliscie!
„Podoba mi się. Dziwne by było gdybym tyle czasu robiła a mi się nie podobało! Nie skończyła bym dopóki by mi się nie podobało!”
„Jest taki ciepły i czysty i świeży…” – wyszeptał Jezus z zachwytem i dumą.
„I to zdjęcie Pasterza i owcy… To Ty umiłowany Jezu i Twoja maleńka owieczka… ja! Widać ich cierpienie, ale przede wszystkim miłość. Owieczka leży tak ufnie na ramionach Pasterza, wtulona w Niego… jak ja w Twoich objęciach!”
Jezus patrzył we mnie głęboko poruszony niezmiernie.
„Jak ty w Moich objęciach, Monisiu!” – wyszeptał.
Oczy błyszczały mojemu Jezusowi… Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i zachwytem wielkim.
JESZCZE BLIŻEJ…
„Dziękuję za naukę, kochany mój Jezu! I przepra…” – zaczęłam. Umiłowany mój nie pozwolił mi dokończyć! Zamknął mi usta pocałunkiem. Słodkim i czułym… Patrzył we mnie zakochany i taki łagodny…
„Bardzo cię boli, maleństwo Moje? Bardzo cierpisz?” – spytał z tkliwością i poruszony cały.
„Bardzo! Tańczę! Tańczę za moje kochane Duchowe Dzieci!” – szepnęłam z mocą.
„Zanurzam cię w SERCU Moim!”
Jezus patrzył we mnie tak słodko i gorąco, że zapragnęłam być jeszcze bliżej Niego… Najbliżej jak się da!
O UMIŁOWANYM!
„Bardzo mi pomogłeś kochany mój Jezu! Bardzo mi pomogłeś…”- szepnęłam z mocą. Jezus obejmował mnie z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany cały!
„O czym myślisz gdy cię boli i gdy czujesz się zmęczona, Monisiu kochana?”
„O tym, że zanurzasz mnie w Sobie, w Swym cierpieniu i Ranach…”
„Nie myślisz o sobie lecz o Mnie!”
„Tak… I daje mi to ukojenie. Odpoczywam…”
Urwałam na moment. Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko.
„Napisałam też maila do…” – zaczęłam nieśmiało.
Jezus od razu wiedział.
„Jeśli nie chcesz o tym mówić, dobrze. Niech to zostanie między nami, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus łagodnie.
„Dziękuję mój śliczny!”
„Dla ciebie wszystko, umiłowana!”
„Dla Ciebie wszystko, umiłowany!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego…
ZANURZAŁ…
„Cierpisz niezmiernie, mój Jezu… Zmęczony jesteś ogromnie…” – szepnęło moje serce.
„Tak, zmęczony jestem i cierpię, Monisiu. Ty cierpisz ze Mną! Wiem, że jesteś bardzo zmęczona i cierpiąca…”-szepnęło SERCE Najdroższe.
„Taaak. Jestem.”
„Odpocznij maleńka Moja, odpocznij!”
„Ale ja chcę z Tobą, Jezu kochany!”
„Ja cię zanurzę w Sobie, w Moim cierpieniu, w Mych Ranach. Tam odpocznij.”
„To w Ranach, w cierpieniu można odpocząć?”
„Tak! Pozwól Mi cię w Sobie zanurzyć, a zobaczysz!”
„Pragnę! Zanurz mnie! Zatop! Pragnę utonąć!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Potem tańczylismy baaaaaardzo, a ON, mój słodki Jezus zanurzał mnie w Sobie. W Swoim cierpieniu i Ranach.