Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Jak Monisia Jezus…” – wyszeptał Jezus ogniście. Ale nie dokończył. Nie pozwoliłam Mu! Co mój śliczny sobie myśli, że tylko On tak może??! Ja też! Zamknęłam Mu usta pocałunkiem. Słodkim i czułym. Jezus patrzył we mnie głęboko… Objęłam mojego umiłowanego za szyję i przyciągnęłam do siebie. Wtuliłam się w Jezusa całą sobą. Przylgnęłam do ślicznego mojego Jezusa. On objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie…
„Moja słodka… Moja słodka…” – szeptał poruszony cały.
Zanurzał mnie w Sobie… Nasze serca objęły się i wtulily się w siebie nawzajem… I wtedy stało się coś niesamowitego! Zamiast dwu serc zobaczyłam jedno, wieeelkie serce! A my, Jezus i ja byliśmy zjednoczeni. Jakby scaleni. Byliśmy jedno.
„Moja! Moja! Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
A ja, nie wiem dlaczego, przypomniałam sobie moje wilki. Czasem o nich myślałam, zastanawiałam się kim, lub czym one są. I w ogóle. Teraz jakbym widziała cztery pary oczu wpatrzone we mnie…
Autor: Maleńka
JAK MONISIA JEZUSKOWI…
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością.
„Mój Jezu kochany… Mój słodki… Taka jestem zmęczona!” – szepnęłam z trudem.
„Odpocznij więc kochana! Odpocznij na SERCU Moim!”
„Taaak…”
Nie wiem w jaki sposób opisać to co się stało… Opiszę po prostu. Jezus otworzył się cały dla mnie. A ja weszłam w Niego i położyłam się na SERCU umiłowanym. Po prostu! Pomyślałam że musi bardzo mi ufać, skoro się cały dla mnie otwiera…
„Tak, maleńka. Ufam ci!” – wyszeptał Jezus. Oczy Mu płonęły Miłością…
„Jak możesz mi ufać kochany?! Ja taka słaba i grzesz…”
Nie dokończyłam! Jezus nie pozwolił mi dokończyć! Zamknął mi usta pocałunkiem. Słodkim i czułym…
„Ufam tobie, maleńka Moja!” – wyszeptał z naciskiem i dodał:
„A poza tym ty jesteś dla Mnie otwarta, prawda?”
„No tak! Na oścież!” – szepnęłam z mocą.
„Więc i Ja dla ciebie otwarty na oścież!”
„Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie, można powiedzieć” – szepnęłam z lubością.
„Raczej: jak Monisia Jezuskowi, tak Jezusek Monisi!”
Jezus patrzył we mnie rozczulony… A ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha…
CHWYCIŁA ZA SERCE
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Dotykał dłonią delikatnie mój policzek i głaskał go z czułością niezwykłą… Choć dotykał policzek, Jego dotyk sięgał aż do serca. Było mi błogo i słodko i dobrze…
„Przepiękna modlitwa, Monisiu!” – wyszeptał ogniście.
„Dziękuję mój Jezu kochany. Właśnie wczoraj w czasie modlitwy samo mi się ułożyło”-szepnęłam rozpromieniona.
„Cudna!”
„Ale krótka… Króciutka!”
„Nie szkodzi. Ujęła mnie. Chwyciła za SERCE!”
„Naprawdę?!” – szepnęłam zachwycona.
„Naprawdę, maleńka. Naprawdę…” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Dziękuję, kochany, że chcesz we mnie układać!” – szepnęłam z mocą.
„Dziękuję kochana Moja, że mogę w tobie układać!” – Jezus promieniał cały.
Wciąż gładził mój policzek… Patrzyłam w Niego z uwielbieniem. A w sercu mi się układało… Trochę zmieniłam i od nowa ułożyłam:
Trójco Święta, zanurz mnie w Sobie.
Trójco Święta, ukochaj mnie w Sobie.
Trójco Święta, utul mnie w Sobie.
Ty cała jesteś Pragnieniem.
Ty cała jesteś Istnieniem.
Ty cała jesteś Miłością.
Ty cała jesteś Światłością.
Ty cała jesteś Uśmiechem.
Pragnę być Twoim Pragnieniem.
Pragnę żyć Twoim Istnieniem.
Pragnę kochać Twoją Miłością.
Pragnę jaśnieć Twoją Światłością.
Pragnę uśmiechać się Twoim uśmiechem.
Trójco Święta, Tyś cała niepojęta!
DO TRÓJCY SWIETEJ
„Trójco Święta, zanurz mnie w Sobie.
Trójco Święta, ukochaj mnie w Sobie.
Trójco Święta, utul mnie w Sobie.
Pragnę być Twoim pragnieniem.
Pragnę żyć Twoim Istnieniem.
Pragnę uśmiechać się Twoim uśmiechem.
Kochana Trójco Święta!
Tyś cała uśmiechnięta!
MIŁOŚCIĄ!
„’I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.’ Wiesz mój kochany? To ja często jestem wobec samej siebie największym winowajcą. Często o tym rozmyślam. Sobie samej najtrudniej jest odpuścić…”- urwałam na moment i po chwili dodałam:
„Ale odpuszczam, bo co? Jeśli sobie nie odpuszczę, TATA i mi nie odpuści…”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem!
„Jakaś ty piękna, Monisiu! Jak piękna!” – wyszeptał z naciskiem.
Oburzyłam się!
„Ja Ci Jezu kochany o moich grzechach, a Ty, że ja piękna mówisz! W grzechach jestem piękna?! Chyba nie!”
„Jesteś piękna w sposobie w jaki z nimi walczysz!”-wyszeptał Jezus rozpromieniony.
Spojrzałam w Jezusa pytająco!
„Miłością!” – wyszeptał umiłowany mój żarliwie.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć… Patrzyłam w mojego ślicznego z miłością i uwielbieniem.
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
POBŁAŻLIWY
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo i bardzo zniechęcona, zawiedziona sobą.
„Przepra…”
Jezus zamknął mi usta pocałunkiem. Słodkim i czułym.
„Nic się nie stało, maleńka Moja. Tyle razy ci to tłumaczę, kochana! Potrzebowałaś tego” – wyszeptał Jezus łagodnie.
„Potrzebowałam?!” – zdziwiłam się.
„Potrzebowałaś, żeby zobaczyć, że nie jesteś idealna.”
„Wiem, że nie jestem! Ale może masz rację, kochany mój Jezu. Może potrzebuję sobie co jakiś czas sobie o tym przypomnieć. Tu mnie boli…” – szepnęłam ze smutkiem wskazując na serce.
„Do rana przestanie. Obiecuję, Monisiu Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem i uśmiechnął się do mnie cudownie.
Odpowiałam umiłowanemu mojemu delikatnym uśmiechem. Pomyślałam, że jest wobec mnie za bardzo pobłażliwy. Ja sama wobec siebie taka pobłażliwa bym nie była. Przeciwnie! Ale z drugiej strony dobrze, że mój słodki jest teraz pobłażliwy i miłosierny. Mam czas, aby się ma wracać. Kiedy przyjdzie sądzić, już czasu nie będzie.
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… Odpoczywałam w Jego ramionach. I rzeczywiście serce już mnie nie boli.
ABY PODNIEŚLI GŁOWY!
Często nachodzą mnie myśli, że rozważanie, które układam są oderwane od rzeczywistości, że mówią o czymś idealnym, doskonałym, a tym samym nierealnym.
„Piszesz z Mojej strony, Monisiu, jak Ja to wszystko widzę”-wyszeptał Jezus z ogniem.
„No pewnie. Przecież Cię znam, mój Jezu! I chcę o Tobie opowiadać!” – szepnęłam z mocą. Ale zaraz pomyślałam, że z mojej strony to bezczelność i spuściłam głowę zawstydzona. Jezus natychmiast podniósł ją do góry. Patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i uśmiechem.
„A gdzie Mnie poznałaś, Monisiu, skoro jak twierdzisz, Mnie znasz?!” – zapytał ogniście.
„Nooo… Poznaję Ciebie z czytania Pisma Świętego, na modlitwie i po tym jak działasz w moim życiu!” – szepnęłam odważnie.
„A twoje życie oderwane jest od rzeczywistości, maleńka?”
„No, nie! Choć często mam poczucie, że jest oderwane! Oj… Tak mną zakręciłeś kochany, że już nic nie wiem!”
Jezus patrzył we mnie głęboko i ja w Niego patrzyłam… I nagle oboje wybuchnęliśmy śmiechem!!! Głośnym, radosnym, perlistym! Smialismy się długo. Gdy skończyliśmy, Jezus patrzył we mnie z czułością niezwykłą…
„Dzisiejsi ludzie bardzo często są zapatrzeni w ziemię, skupieni na doczesności. Chcę, aby przez twoje teksty, Monisiu, podnieśli głowy, spojrzeli w Niebo i za nim zatęsknili!” – wyszeptał Jezus z ogniem i lubością jednocześnie.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć… Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z uwielbieniem…
WLASNOŚĆ
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem… Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa i głaskałam go z czułością.
„Mój kochany… mój słodki Jezu…” – szeptałam.
Jezus ujął moją dłoń w Swe dłonie i ucałował ją gorąco i przytulił do Swego policzka. Potem położył na SERCU Swoim.
„Zobacz, Monisiu, jak ONO cię kocha!”
Czułam bicie SERCA Najdroższego… Zaczęłam dłonią JE głaskać, pieścić… najczulej jak potrafiłam.
I nagle! Ani się nie obejrzałam… Znalazłam się na SERDUSZKU kochanym! Cała! Leżałam na NIM jak na mięciutkiej i bardzo wygodnej Poduszce!
„SERCE Moje tak traktuje Swoich Przyjaciół. Tych, w których sobie Upodobało! Tych, którzy są JEGO właściwością! Pociąga ich ku SOBIE!” – wyszeptał Jezus z lubością.
„Ahaaa…”-uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha.
„ONO jest twoją Własnością, a ty, maleńka, JEGO!”
„Tak!”
Ucałowałam SERCE Najdroższe. Biło tylko dla mnie, a moje maleńkie serce moje biło tylko dla NIEGO…
OGNISTY
„Cierpisz bardzo, mój Jezu maleńki…?”-spytałam, ale było to raczej stwierdzenie faktu niż pytanie.
„Bardzo, najmilsza. A ty bardzo cierpisz?” – spytał Jezus z czułością.
„Wczoraj bardziej, dziś trochę mniej… Daj mi proszę Twoje cierpienie. Nie chcę, żeby Cię bolało!”
„Dać ci całe moje cierpienie?! To niemożliwe, maleńka. Nie wytrzymałabyś!”
„To chociaż trochę. Kocham Cię Jezu i nie chcę, żebyś cierpiał!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały…
„Gdy słyszysz, że twoje Dzieci cierpią prosisz Mnie maleńka, abym dał ci ich cierpienia, a ich, żeby nie bolało…”-wyszeptał Jezus zdradzając naszą tajemnicę. Ale widać musiał.
„Tak. Moje maleńkie Dzieci są czasem ciężko znoszą cierpienia. Ja przez tyle lat się z nim już oswoiłam. Zahartowana jestem. A przede wszystkim kocham Je i nie chcę, żeby cierpiały!”
Jezus, który jeszcze przed chwilą był bardzo smutny, teraz rozpromienił się cały! Rozświetlił się! Rozjaśnił uśmiechem!”
„Już Mnie mniej boli, Monisiu kochana! Ty to sprawiłaś. To dzięki tobie!!!”-wyszeptał Jezus ogniście.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem, tulił do SERCA Swego. I patrzył we mnie ognisty!
WIEM!
„No widzisz, maleńka, cztery już ułożyłaś!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Tak! Jeszcze dwadzieścia sześć!” – zaśmiałam się wesoło i dałam umiłowanemu siarczystego buziaka.
Jezus zaśmiał się perliście!
„Jak ułożyłaś cztery to i dwadzieścia sześć ułożysz!”
„Raczej Ty ułożysz, kochany mój Jezu! Bo to Ty we mnie układasz!” – szepnęłam z mocą.
„A opowiedz jak układasz, Monisiu! – wyszeptał Jezus jakby nie słyszał moich słów.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha i zaczęłam opowiadać:
„Najpierw czytam czytania mszalne. Czytałam powoli, uważnie. Jedno zdanie nawet kilka razy czytam. Zwracam uwagę na każde słowo, przecinek i kropkę. Nawet kilkanaście razy na dzień czytam. Wbijam sobie do głowy i serca. Na drugi dzień słucham kilku komentarzy, czytam artykuły, żeby zrozumieć o co chodzi w czytaniach, bo często kiedy czytam po raz pierwszy, nie bardzo rozumiem. Czytam też dlatego, żeby wiedzieć na co uwagę zwrócić. Na trzeci dzień znów czytania czytam. Też kilka razy dziennie. Na czwarty dzień robię sobie wolne, już nic nie czytam, ani nie słucham. Tylko rozmyślam… I w nocy mi się samo układa…”
Urwałam na moment, a po chwili dodałam:
„Wiesz mój Jezu? Wydaje mi się, że jedno rozważanie odstaje od trzech innych. Bo w tych trzech skupiam się czytaniach, a to jedno od razu jest o życiu ludzkim. Ale doszłam do wniosku, że na razie poprawiać nie będę. Może jeszcze kilka ułożę o życiu i nie będzie odstawać. A jak będzie to jak skończę wszystkie i tamto będzie odstawać wtedy ułożę je jeszcze raz, inaczej.”
Jezus słuchał zamyślony.
„I wierzysz już, że ci się uda, maleńka?” – spytał badawczo.
„Czy wierzę? Wiem, że z Tobą, Jezu mój kochany, mi się uda!”
„Wierzysz?”
„Nie wierzę. Ja to wiem. Po prostu wiem!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie… Jak w obrazek!