Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Oj mój Jezu… Na każdym kroku muszę udowadniać, przekonywać, że jestem tylko niepełnosprawna fizycznie, a nie umysłowo. Ale jeśli muszę to będę. Mus to mus!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa smutno.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością, zachwytem i dumą.
Umiłowany mój Jezus tulił mnie do SERCA. A ja układałam:
DROGA KRZYŻOWA
Stacja IV
Spotkanie Serc.
W krzyczącym i szydzącym tłumie Jezus dostrzega swoją Matkę. Ich spojrzenia się spotykają. Jezus wie, że Matka to jedyna Osoba stojąca po Jego stronie. Zawsze była po stronie Syna. Od Zwiastowania po Golgotę. Zawsze wierna, pokorna służebnica Pańska. Mimo dzielącej Ich odległości, Serca Matki i Syna spotykają się i obejmują. Cierpią razem, cierpienie Syna jest cierpieniem Matki. Spełnia się przepowiednia starca Symeona. Maryję przeszywa miecz boleści. Przeszywa powoli, stopniowo, coraz głębiej. Ale Serce Matki nie poddaje się boleści. Jest zjednoczone z Sercem Syna.
Gdy ciężko mi dźwigać mój krzyż szukam wzroku Matki. Ona zawsze przytuli me serce do Swego Serca. Ukoi mój ból. I będzie mi towarzyszyć na mojej drodze krzyżowej. Bo taka właśnie jest Miłość.
Autor: Maleńka
STACJA III
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Potem wszedł we mnie i położył się na sercu moim. Otuliłam mojego umiłowanego całą sobą. On cierpiący, ja cierpiąca, On zmęczony, padnięty i ja padnięta. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic. A w sercu mi się układało:
DROGA KRZYŻOWA
Stacja III
Jezus upada.
Pierwszy upadek Jezusa. Pierwszy. To sygnalizuje, że będą następne… Dlaczego upadł? Może ktoś Go popchnął, dla większego widowiska i śmiechu. Może Chrystus sam się potknął. Był przecież krańcowo wyczerpany, wycieńczony, zdradą, biczowaniem, opuszczeniem. Jezus upada. Ziemia wgryza się w rany, powodując jeszcze silniejszy ból, cierpienie Zbawiciela. Krzyż przygniata Ciało. Jezus upadając i powstając pokazuje mi, że i ja jeśli upadnę, mogę się podnieść. On mi zawsze pomoże, poda mi rękę jak podał ją tonącemu w jeziorze Piotrowi. On zawsze jest przy mnie. Wziął na siebie moje grzechy i upadł pod ich ciężarem. Upadł, abym ja mógł powstawać. Bo taka właśnie jest Miłość.
STACJA II
Leżałam na SERCU umiłowanym. Pieściłam JE, głaskałam z tkliwością. I układałam:
DROGA KRZYŻOWA
Stacja II
Jezus bierze krzyż
Wyrok zapadł: śmierć przez ukrzyżowanie. Żołnierze przynoszą krzyż. Jezus dotyka, jakby badając, zaprzyjaźniając się z drewnem. Pochyla się i całuje drzewo krzyża. Nie odpycha, nie odrzuca. Całuje z czułością. Pocałunkiem tym potwierdza przyjęcie woli Ojca. W Jego Sercu płonie miłość do Ojca i do całej ludzkości. Żołnierze wtłaczają krzyż na plecy Jezusa. Zbawiciel zatacza się pod jego ciężarem. Krzyż jest twardy, szorstki, sękaty. Sęki otwierają na nowo, zaschnięte już rany. Krew spływa po krzyżu. Jezus jednak prostuje się i idzie. Idzie na Golgotę, aby umrzeć za mnie. I ja idę za moim Panem i Oblubieńcem. Idę dźwigając swój krzyż. Widzę poranione plecy Chrystusa. On idzie pierwszy. Toruje drogę, pokazuje mi gdzie iść. A gdy upadam pod ciężarem własnych grzechów, On mnie podnosi, pomaga wstać. Bo taka właśnie jest Miłość.
STACJA I
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Jednak spróbuję, kochany mój Jezu!” – szepnęłam z mocą.
„Spróbuj jeśli chcesz maleńka. Ja ci pomogę!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony Miłością.
DROGA KRZYŻOWA
Stacja I
Jezus wydany w ręce ludzi.
Ubiczowany, opluty, znieważony. Żołnierze zarzucili na Jego poranione, krwawiące plecy czerwoną szmatę na pośmiewisko. Na Jego głowę wcisnęli koronę z cierni, żeby ból był jeszcze większy. Do Jego ręki włożyli trzcinowe berło. „Oto człowiek!” – woła Piłat. Tak. Oto Bóg – Człowiek. Oto mój Pan i Oblubieniec. Wydany w moje ręce. Piłat swe ręce umył, na znak że nie chce mieć z Jezusem nic wspólnego. Że nic go z Nim nie łączy, że nic go nie obchodzi los Skazańca. Jezus nigdy tak o mnie nie powie. On stworzył mnie dla Siebie, aby żyć ze mną w wiecznej miłości i bliskości. On, Bóg stał się człowiekiem i przyjął na Siebie wszystko co ludzkie, teraz bierze na Siebie i mój grzech, aby nikt nie mógł powiedzieć, że Go nic z nami nie łączy. Aby nikt nie mógł powiedzieć, że Go nie obchodzimy, że nie ma z nami nic wspólnego. Wydał się w moje ręce stając się Chlebem. Gdy w Eucharystii spożywamy Ciało Chrystusa i pijemy Jego Krew, On łączy się ze mną. Zyje we mnie!
On, Jezus także teraz wydaje się w moje ręce. Mogę Go z czułością adorować, przytulić i ucałować. A mogę opluć, uderzyć, odrzucić. Wybór należy do mnie. Chrystus będzie się zawsze wydawał w moje ręce. Bo taka właśnie jest Miłość.
OŻYWIŁAM…
„Nie odesłałaś, maleńka!”
„Nie.”
„Odpowiedziałaś dobrem za zło.”
„Tak.”
„Jestem z ciebie bardzo dumny! Bardzo!”
„A ten, który najpierw mnie skrzywdził, potem był milutki nigdy…”
„Mogę ci, maleńka powiedzieć, że był w szoku.”
„Całym sobą mnie przepraszał. Cała jego postawa mówiła mi 'przepraszam!'”
„Widziałem.”
„A nie mógł mnie od razu normalnie potraktować, a nie dopiero potem?”
„Natura ludzka.”
„Oj, mój Jezu… Taka jestem zmęczona…”
Weszłam w umiłowanego mojego. I już chciałam położyć się na SERCU Najdroższym… Kiedy spostrzegłam, że SERCE ledwo bije, a z Rany SERCOWEJ cieknie strużka Krwi… Zaczęłam całować i pieścić SERCE Najdroższe! Pieściłam i całowałam całą sobą. Dopóki mi starczyło tchu… Całowałam i pieściłam SERCE, aż zaczęło bić równomiernie a Krew przestała cieknąć.
„Ożywiłaś Me SERCE, Monisiu kochana! Napij się i odpocznij…”
Przysunęłam usta do Rany SERCOWEJ i piłam Napój Życia i Miłości. Piłam i odpoczywałam…
NASZ ŻAL
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Masz żal, żal do samej siebie, prawda, Monisiu? Nosisz go w sobie?” – spytał Jezus z czułością niezwykłą. Patrzył we mnie łagodnie, z miłością. Ta czułość, miłość i łagodność otworzyła moje serce.
„Tak, mam żal do siebie” – szepnęłam.
„A wiesz, że to nie jest twoja wina, prawda? Wiesz, że jesteś niewinna?”
„Wydaje mi się, że…”- zaczęłam. Urwałam i dokończyłam pewnym głosem:
„Nie wydaje mi się. Wiem że to nie moja wina. Ale myślę, że mogłam inaczej, lepiej, bardziej… Wiem, że już tego nic nie zmieni… Czy ten żal do samej siebie kiedyś minie?”
„A czy Mi o tym wcześniej mówiłaś? Czy Mi oddałaś ten żal?” – spytał Jezus patrząc we mnie głęboko.
„Nie, nie chciałam Ci głowy zawracać. Poza tym, wydawało mi się, że to moja wina. I że ten żal muszę nosić sama, za karę. Ale teraz Ci go oddaję! Oddaję Ci go, mój Jezu kochany!” – szepnęłam z ogniem.
Jezus uśmiechnął się do mnie łagodnie… Dotknął dłonią mój policzek i głaskał go z czułością.
„Cóż, będę go z tobą nosił, maleńka Moja, aż minie…”
Rzuciłam się Jezusowi na szyję i ucałowałam Go serdecznie!
„Dziękuję mój Jezu! Dziękuję, że mnie o ten żal spytałeś, porozmawiałeś. Że będziesz nosić mój żal!”
„Teraz to już nasz żal!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego Jezusa z miłością. A potem długo rozmawialiśmy. Nie będę opisywać tej rozmowy. Jest bardzo osobista.
W GŁĄB
„Dziś Popielec” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący.
„Tak maleńka Moja. Ale zostajemy Tutaj. Nie trzeba wyruszyć w daleką podróż, aby poznawać Siebie…”-wyszeptał Jezus patrząc gdzieś daleko.
Wydało mi się, że mój umiłowany mówił o Sobie. Ale ja wzięłam Jego słowa do siebie.
„Taaak…” – szepnęłam zamyślona.
„Ale w podróż wyruszymy, Monisiu!”
„A gdzie, mój Jezu?”
„W głąb…”
„W głąb ziemi, czy Nieba?”
„Wyruszymy w głąb cierpienia, odrzucenia, samotności, zdrady…”- Jezus mówił spokojnie i łagodnie, ale widziałam, że cierpi bardzo.
„Gdy tylko słyszę te słowa od razu czuję jakiś strach, lęk…”
Jezus patrzył we mnie głęboko. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„A ty myślisz Monisiu, że Ja się nie bałem? Jako Człowiek bałem się bardzo! Aż pociłem się Krwią w Ogrójcu. Zechcesz Mi towarzyszyć, maleńka?”
„Nawet nie pytaj, mój słodki! Jasne, że tak!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienicę. Czule i słodko i gorąco… Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…
BIERZ MNIE!
Obudziłam się i od razu otworzyłam oczy. Jezus mój śliczny pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie.
„Odpoczęłaś choć troszkę, Monisiu?” – spytał z czułością.
„Taaak! Baaardzo dziękuję, mój Jezu kochany!” – uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha.
I dodałam:
„Jak Ty wiesz czego potrzebuję! A czego Ty potrzebujesz, kochany?”
„Nie potrzebuję niczego. Ja pragnę! Jedyne czego pragnę to ciebie, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Masz mnie!”
Jezus uśmiechnął się łagodnie.
„I ja Ciebie pragnę, mój Jezu kochany!”
„Masz Mnie!”
„Ale ja pragnę Cię więcej i bardziej! Bardziej Cię kochać i więcej poznawać!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Ja też pragnę cię więcej i bardziej, Monisiu kochana!”
„To mnie bierz!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…
DO PRZYJACIELA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem… Leżałam tańcząca bardzo!
„Umiłowany mój Jezu… Mój słodki! Taka jestem zmęczona…”-szepnęłam z trudem.
Bez ceregieli weszłam w Niego i położyłam się na SERCU Najdroższym. Mój umiłowany patrzył we mnie zaskoczony jakby.
„No co, mój Jezu? Sam pozwalasz mi odpocząć na SERCU Twoim. Prawda, pozwalasz mi?”
„Ja nie pozwalam, Monisiu. Ja proszę!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Prosisz?!”
Jezus skinął głową twierdząco.
„Prosisz, żebym odpoczęła na SERCU Twoim?!”
„Tak. Proszę!”
W moich oczach pojawiły się łzy! Rozbroił mnie tymi słowami!
„Twoja prośba jest dla mnie rozkazem!”
„Wiem, Moja jedyna. Dlatego proszę!”
Leżałam na SERCU Jezusa i rozmyślałam…
„Wiesz mój Jezu kochany? Uświadomiłam sobie, że teraz zwracam się do Ciebie inaczej niż dawniej. Kiedyś zwracałam się do Ciebie jak niewolnik, jak sługa do Pana. Teraz zwracam się do Ciebie do Przyjaciela. Jak dziecko to Tatusia.”
Jezus patrzył we mnie… Teraz w Jego oczach zobaczyłam łzy. Patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i uwielbieniem… Tak, uwielbieniem!
JESTEM TAJEMNICĄ
Patrzyłam w mojego Jezusa pytająco…
„A gdybym ci powiedział, maleńka, że te wilki to ty jesteś?” – spytał Jezus łagodnie.
„Ja?”
„To była twoja druga, ciemniejsza strona.”
„Ciemniejsza strona?”-spytałam zdumiona.
„Nie oswojona, dzika, nieujarzmiona. Wolna!”
Jezus mówił… a ja słuchałam Go coraz bardziej i bardziej zdumiona!
„I jak natura ciągnie wilki do lasu, tak ciebie ciągnęło nieuporządkowane przywiązanie.”
„Powiedziałeś 'była’, czy to znaczy, że już nie jest?”
„Oswoiłaś ją. A co oswojone już nie jest ciemne, jaśnieje. I teraz natura ciągnie cię, ale do Nieba!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Wszystko co powiedział było prawdą. Może sobie tego nie uświadamiałam, ale to była prawda.
„Wiesz mój Jezu? Teraz gdy mi o moim wilkach powiedziałeś, dochodzę do wniosku, że chyba wolałabym o tym nie wiedzieć. Moje wilki zostały odarte z tajemniczości. I ja też.”
„Wiesz Moja Monisiu?-wyszeptał Jezus uśmiechając się do mnie cudownie – twoje wilki nic nie straciły z tajemniczości. I ty też nie. Sama dla siebie jesteś tajemnicą, a tym bardziej dla innych!”
„Może i tak…” – szepnęłam z uśmiechem.
Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA. Patrzył we mnie cały zakochany i zachwycony cały… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem…