Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Siedzieliśmy na jednym z stoków górskich. Najdroższy siedział na trawie a ja siedziałam u Niego na kolanach. Obejmowałam Najdroższego mojego z czułością i patrzyłam Mu w oczy z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie. A ON uśmiechał się do mnie cudnie.
„Najdroższy mój, to już nie będziemy tańczyć w Otchłani Twej Męki, tylko w Światłości? Czy jak…?”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Jeśli oblubienica kocha Swego Oblubienca bardziej niż wszystko inne, bardziej niż siebie samą, jeśli jest dla Niej najważniejszy, najdroższy, ważniejszy niż ból, cierpienie. Jeśli zamiast myśleć o Swym cierpieniu, rozmyśla o Oblubiencu Swoim, Otchłan Męki staje się Światłością!”
Patrzyłam w Maleńkiego mojego zakochana do szaleństwa i szczęśliwa cała!!!
„Obojętne mi czy jestem w szczelinie skalnej, czy w SERCU Twoim, czy w górach mojej modlitwy, w Światłości, czy w Otchłani Męki… gubię się już w tym wszystkim, szczerze mówiąc. Byle z Tobą, Najdroższy mój! Byle z Tobą, mój Słodki! Z Tobą mogę być wszędzie… i nigdzie… Byle z Tobą, Maleńki mój!”
Najdroższy patrzył we mnie słodko. A ja dodałam:
„Dzięki Tobie mój krzyż, moje Drzewo Krzyża kwitnie… ”
„Ty na nim kwitniesz, Moja Śliczna!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna.
„Dzięki Tobie, Maleńki mój…”
Dotknęłam dłonią Jego policzka i głaskalam go z miłością i uwielbieniem.
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Długo tulil… A potem tańczylismy w Otchłani Swiatłości… Tak. W Otchłani Swiatłości.
Autor: Maleńka
PIESZCZĄC SERCE UKOCHANE…
Nie będę dzisiaj opisywać rozmowy z Umiłowanym moim. Zmeczona jestem i tańczę bardzo bardzo. Z resztą nie mam co opisywać, bo nie rozmawialiśmy. Byłam w Najdroższym moim. W Światłości wielkiej… Najdroższy trzymał mnie w objęciach i tulil do SERCA Swego. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil… Zaczęłam dotykac SERCE Maleńkiego mojego. Dotykalam bardzo delikatnie, z czułością i namaszczeniem wielkim. I ani się nie obejrzałam gdy trzymałam Najdroższe SERCE w swych dłoniach… Spojrzałam w Najdroższego z wdzięcznością i zachwytem… I zaczęłam pieścić SERCE! Tak! Pieścić!!! Pieściłam SERCE z miłością, z czułością, z tkliwoscia… Z radością! Najdroższy patrzył na te moje pieszczoty szczęśliwy cały… Z zachwytem patrzył… I pieścil serce moje. W bliskości bez granic!
TANIEC W SWIATŁOŚCI
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością i bliskością bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i zachwytem. Uwielbialam Go z całego serca. A potem spytałam:
„Jak mogę Ci usłużyć, Najdroższy?”
Najdroższy rozpromienil się ogromnie nade mną!
„Służysz Mi, Moja Śliczna! Ale jeśli chcesz, możemy zatańczyć?!” – zapytał Maleńki uroczysty jakiś.
„Tak! Z radością!”
Umiłowany mój zanurzał mnie w Sobie. Zatapial w Miłości. Otulał… Wchodzilam w Najdroższego. Bardziej i bardziej… Głębiej i głębiej… Znalazłam się znów w wielkiej Swiatłości. Umiłowany mój był przy mnie. Stał przede mną i obejmował mnie z czułością. Piękny uroczysty i dostojny wielce… Patrzyłam w Najdroższego z zachwytem…
„Od dzisiaj, Maleńka Moja, będziemy tańczyć tutaj! Będziesz tańczyć we Mnie!” – wyszeptal Najdroższy z cudnym uśmiechem.
„Cudownie… – szepnęłam zachwycona cała – od jakiegoś czasu narasta we mnie pragnienie, żeby ukryć się w Tobie, zniknąć w Tobie! Żeby mnie nie było widać, tylko Ciebie, Śliczny! Żeby mnie nie było, tylko Ty! Spełniasz moje pragnienie, Najdroższy mój!”
Umiłowany mój ujął moją twarz w obie dłonie, patrzył mi w oczy głęboko i szeptal łagodnie, z miłością:
„Zanim to pragnienie stało się Twoim, Maleńka Moja, było Moim!”
„Cudownie!”-szepnęłam wpatrzona w Niego jak w obrazek.
Zaczęliśmy tańczyć! Najdroższy obejmował mnie z Miłością i w tańcu prowadził. Tańczylismy w Swiatłości wielkiej! Umiłowany przenikal mnie Sobą, przeswietlal. A ja byłam przezroczysta i leciutka jak mgiełka… Najdroższy mógł wchodzić we mnie i wychodzić kiedy tylko chciał. Było mi tak dobrze…. Ciepło i jasno i cicho i dobrze… Tak wyobrażam sobie Niebo…
ROZUMIE MNIE!
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach leżałam. Cała obolała. Bolało mnie bardzo. O wiele bardziej niż zwykle…. Tak bardzo mnie bolalo że nie mogłam się skupić na niczym innym…
„Najdroż…” – zaczęłam przepraszająco.
Maleńki przerwal mi, zamykając mi usta pocałunkiem. Czułym i slodkim. I patrząc mi w oczy z miłością, wyszeptal:
„Ciiii… Maleńka Moja… Ja rozumiem. Ja wszystko rozumiem!”
Patrzyłam w Maleńkiego mojego zakochana do szaleństwa i uwielbiałam Go modlitwą serca! On rozumie! Rozumie!!! Nikt mnie tak nie rozumie jak ON!!! Ja sama siebie często nie rozumiem. A ON rozumie!!! I zaczęłam oddawać Najdroższemu mój ból, moje cierpienie. Prosiłam, żeby je przyjął i zrobił z nim to co uzna za słuszne. Żeby zrobił z nim co chce, po prostu.
Najdroższy zanurzał mnie w Sobie… bardziej i bardziej. Głębiej i głębiej… I znalazłam się w wielkiej Światłości… i zaczęłam w tej Światłości tańczyć! Lekko, zwiewnie, przeźroczyście… Dla Maleńkiego tańczyłam! Często znikałam w Światłości… byłam z Nią jedno! I już nie myślałam o bólu. Myślałam o moim Ślicznym! O Maleńkim! O Umiłowanym moim! Dla Niego tańczyłam!
I znów znalazłam się w Jego ramionach. Leżałam rozpromieniona i szczęśliwa cała! Najdroższy patrzył we mnie, rozpromieniony Miłością!
„Nawet nie wiesz jaka piękna jesteś, gdy tańczysz dla Mnie, Najmilsza!” – wyszeptał z ogniem.
Uśmiechnęłam się Niego najpiękniej jak potrafiłam.
Maleńki mój przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i piłam. Piłam Napój Życia i Miłości… Cała w Umiłowanym, zanurzona w Nim całkowicie.
JEDYNE CZEGO PRAGNĘ…
Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Siedzieliśmy na jednym z stoków górskich, na trawie zielonej. To znaczy ja siedziałam, a Najdroższy mój leżał na trawie a głowę położył na moich kolanach. Pochylałam się nad Najdroższym moim z miłością głaskalam dłonią Jego policzek. Najdroższy uśmiechał się do mnie z Miłością. I ja uśmiechałam się do Niego. W pewnej chwili ujęłam głowę Najdroższego i delikatnie, ostrożnie ulozylam na trawie. Ja ukleklam przy Maleńkim moim i pochyliłam się cała… Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem.
„Jesteś w mojej niewoli, Maleńki mój!” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego promiennie.
„W niewoli? Ty jesteś niebem dla Mnie!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
Podnioslam głowę i zaśmiałam się serdecznie. Rzeczywiście pochylalam się nad Najdroższym moim tak bardzo, że zasłanialam Mu całe niebo! Pochyliłam się nad Najdroższym moim…
„Jesteś w mojej niewoli” – szepnęłam z mocą. Zbliżyłam twarz do twarzy Maleńkiego i zaczęłam Go całować. Całowalam Jego włosy i czoło i oczy i usta i brodę. Całowalam Najdroższego… A moje serce wyrywało się do Niego… Całowalam Jego przebite dłonie i stopy… I choć powiedziałam Umiłowanemu mojemu że jest w mojej niewoli, to ja byłam w Jego niewoli! W niewoli Miłości! W niewoli, która jest wolnością! Wolności w pełni! I miałam takie poczucie dojmujace i przejmujące że byłam w kościele, że klęczałam przed Najświętszym Sakramentem. Przed Umiłowanym moim klęczałam i adorowalam Go.
„Mój Słodki… mój Śliczny… Maleńki mój…”-szeptało moje serce szeptalo i wyrywalo się do Niego!
Calowalam SERCE Najdroższe… Położyłam swą głowę na NIM. Najdroższy otulił mnie Sobą…
„Uszczęśliwiasz Mnie bardzo, Najmilsza. Uszczęśliwiasz Mnie bardzo…” – wyszeptał Najdroższy z ogniem.
„Jedyne czego pragnę to uszczęśliwiać Ciebie, Maleńki mój!”
Z Rany SERCOWEJ wyszła Hostia i weszła we mnie.
Uszczęśliwiasz Mnie bardzo, Moja Śliczna!”
„Jedyne czego pragnę to uszczęśliwiać Ciebie… mój Słodki!”
Najdroższy zanurzał mnie w Sobie…
WIEM!
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W objęciach Maleńkiego mojego leżałam. Tańcząca bardzo. Obolała bardzo i zmęczona. Bez sił. Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością. Patrzył we mnie z Miłością i troską ogromną… Patrzyłam w Najdroższego z miłością. Najdroższy pochylił się jeszcze bardziej się nade mną…
„Jestem z Tobą Maleńka Moja. Jestem z Tobą, Moja Śliczna!”
Popatrzyłam w oczy Maleńkiemu, podnioslam głowę do Niego.
„Wiem! Najdroższy mój, Wiem!” – szepnęłam z trudem i opadłam w ramiona Najdroższego. I choć nie miałam siły żeby się uśmiechnąć, na twarzy. Moje serce uśmiechało się do Umiłowanego mojego. Mimo bólu mimo cierpienia, moje serce było uśmiechnięte, szczęśliwe i pełne pokoju! Dzięki Maleńkiemu!
„Uszczęśliwiasz Mnie ogromnie, Maleńka!”
„To dobrze, Maleńki mój, bo pragnę Cię uszczęśliwiaić!” – szepnęło moje serce.
Najdroższy patrzył we mnie z zachwytem… Natychmiast znalazłam się na Krzyżu. Razem z Umiłowanym wisieliśmy. Najdroższy cierpial niezmiernie… Ogromnie!!! Mial zamknięte oczy. I cierpiący był bardzo… Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z miłością i czułością…
„Jestem z Tobą mój Słodki… Jestem z Tobą Maleńki…!” – szeptałam.
Najdroższy otworzył oczy i spojrzał mi w oczy głęboko. Promienial cały Miłością!
„Wiem, Maleńka Moja! Wiem!”-wyszeptal z ogniem w oczach. A potem położył głowę na moim ramieniu i wtulil się we mnie cały… Wtulil się! Do tej pory ja wtulalam się w Niego, teraz ON wtulil się we mnie… Trwalismy w Miłości i bliskości bez granic!
ŻYCIE!
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy pochylal się nade mną i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości… Patrzyłam w Najdroższego mojego. Patrzyłam Mu w oczy głęboko… I nagle znalazłam się w wielkim, jasnym kościele. Kapłan rozdawał Komunię Świętą. Podeszłam i przyjęłam Ciało Umiłowanego mojego. Gdy wracałam do ławki i uwielbiałam Go w sercu od razu znowu znalazłam się w objęciach Maleńkiego mojego.
„Najdroższy mój… Ty jesteś Pokarmem i Ty jesteś Napojem! Jesteś wszystkim Czego potrzeba do Życia!”
„Ja jestem Życiem, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach.
„Tak!!!”
„Kto nie trwa we Mnie umiera. A kto we Mnie trwa, Żyje!”
„Tak…” – szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego. A po chwili dodałam:
„Pragnę trwać w Tobie, Maleńki!!! Bo mnie kochasz! I ja Ciebie kocham! I pragnę Żyć!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal… Czule i czysto i słodko. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice… Bardzo słodko!
U SIEBIE!
Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Siedzieliśmy na jednym z stoków górskich. Najdroższy siedział na trawie a ja siedziałam u Niego na kolanach. Obejmowałam Najdroższego mojego z czułością i
patrzyłam Mu w oczy z miłością. Najdroższy patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i uśmiechem…
„Najdroższy mój… wczoraj Mama powiedziała że jestem bardzo podobna do Ciebie, a Ty dodałeś, że uśmiech mam po Niej…” – wyszeptalam wpatrzona w Najdroższego z uśmiechem.
„Nie wierzysz Nam, Maleńka Moja?” – spytał Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
„Dlaczego miałabym Wam nie wierzyć? Wierzę! Nachodzą mnie wprawdzie myśli, że mówicie na wyrost. Ale… nawet jeśli trochę na wyrost to równać mam do góry, a nie na dół, prawda?” – zaśmiałam się perliscie. Tak! Perliscie!!!
Maleńki śmiał się ze mną!
Spojrzałam w Najdroższego z miłością. I wtulilam się w Niego jeszcze bardziej. Przy Umiłowanym moim czułam się swobodnie, nieskrępowanie. Nie musiałam nikogo udawać… Byłam po prostu sobą i byłam wolna. I szczęśliwa bardzo!
„Jak dobrze mi przy Tobie, Maleńki mój! Jak dobrze!!!”
Najdroższy uśmiechał się do mnie promiennie! A ja szeptałam dalej:
„Przy Tobie jestem sobą. I jestem u siebie. Tak! Przy Tobie jestem u siebie… W Tobie jestem u siebie!!!”
„Uszczęśliwiasz Mnie niezmiernie, Moja Śliczna…” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Uwielbialam Go z całego serca. A potem otulona Miłością, rozmyślalam:
„’Niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznie w Bogu’ – mówi św Augustyn. To prawda… Moje serce było kiedyś niespokojne, zalęknione, nieswoje. Zdawało mi się, że przed NIM trzeba być ciągle „na baczność!” sztywno… I wtedy spotkałam Jego… Umiłowanego mojego. I spojrzałam Mu w oczy… I zobaczyłam w nich Miłość! Tylko Miłość! Aż Miłość! Zaczęłam się Tej Miłości poddawać, oddawać. A Miłość zaczęła oddawać się mnie… I teraz już nie jestem w stanie żyć bez tej Miłości… Więcej! Tylko w Niej żyję naprawdę! Żyję prawdziwie! W Niej! W Najdroższym moim! A moje serce już jest spokojne. Bo jest u siebie. W Maleńkim!”
ZACHWYT NAD MALEŃSTWEM…
Leżałam w ramionach Najdroższego. W objęciach Maleńkiego mojego leżałam tańcząca bardzo. Obolała bardzo i zmęczona bardzo leżałam. Maleńki pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic! Patrzyłam w Maleńkiego mojego w milczeniu i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Zmęczo…” – szepnęłam z trudem.
„Pracujesz bardzo dla Mnie to i zmęczona jesteś. Odpocznij Moja Śliczna! Posil się i odpocznij…” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia ogromną.
„Taaa…”- uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego z uwielbieniem.
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. A ja zamknęlam oczy i słuchałam JEGO bicia… Przez chwilę widziałam jeszcze uśmiechnięte, rozpromienione Oblicze Najdroższego. A po chwili znikło, a ja byłam cała w jasności. W Światłości wielkiej cała byłam. Było mi w niej jasno i ciepło i cicho i dobrze…
„Spójrz, Mamo! – to był głos Najdroższego mojego… – to nasze Maleństwo!”
„Jakie piękne! – wyszeptal ciepły i dźwięczny głos kobiecy – Śliczne!!! I jakie podobne do Ciebie, Mój Synku!”
„Prawda?!” – w głosie Najdroższego słychać było dumę i radość.
„Bardzo!”- głos kobiety był dźwięczny niczym dzwoneczki… Uśmiechnęłam sie do Niej od ucha do ucha.
„A jak cudnie się uśmiecha!”- kobieta zaśmiała się perliście!
„Uśmiech to ma po Tobie, Mamo!”
„Myślisz, Synku?!”
„Jasne! Masz najpiękniejszy uśmiech we wszechświecie! A gdy Maleństwo się do Mnie uśmiecha, w tym Jej uśmiechu widzę Ciebie!”
Oni rozmawiali o mnie… mną się zachwycali…
A ja odpoczywałam w objęciach Najdroższego mojego. Tańcząca bardzo. I szczęśliwa bez miary!
ŚWIĘTE DRZEWO KRZYŻA
Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach, a ja siedziałam u Niego na kolanach. U Maleńkiego mojego na kolankach siedziałam… Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Uwielbialam Go z całego serca! A potem spytałam:
„Śliczny mój… pamiętasz Drzewo Krzyża, które wyrosło kiedyś w naszym Ogrodzie? Wyrosło, wydało Owoce… Potem widziałam Je wiszące w powietrzu nad naszą altanka. Wielki Krzyż… A potem w zameczku już Go nie widziałam… I teraz też Go nie widzę! A przecież powiedziałeś że zawsze będzie ze mną… A ja Go nie widzę. Nie widzę Drzewa Krzyża…”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie z czułością i patrzył mi w oczy z miłością bez miary!
„Jak masz Je widzieć, skoro na Nim wisisz? Jak możesz Je zobaczyć?”
Patrzyłam w Maleńkiego mojego zaskoczona!
„Wiszę na Nim?!”
Najdroższy pokiwał głową twierdząco. Uśmiechał się do mnie promiennie.
„Wiszę na Nim…!!! No to rzeczywiście nie mogę Go widzieć! Jak mam Go zobaczyć skoro na Nim wiszę?!”
Zaśmiałam się głośno uradowana odkryciem!!! Najdroższy śmiał się ze mną!
„Ale przecież to był Twój Krzyż, Najdroższy mój?!!” – szepnęłam znowu zdziwiona.
„Był. Mój Krzyż stał się Twoim Krzyżem, Moja Śliczna!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna.
Aż klasnęłam w dłonie z radości!!!
„Dzięki Tobie, mój Słodki w moim sercu jest wiosna!!! Zawsze jest wiosna!!!”
„A Twoje Drzewo Krzyża jest jasne, kwitnące, święte. I baaardzo piękne!”
„Święteee?!”
„Tak! Zresztą zobacz sama!” – Wyszeptal Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
Patrzył mi w oczy głęboko. I ja patrzyłam w oczy Umiłowanemu mojemu. I zobaczylam wielkie kwitnące Drzewo…. Cale w kwiatach!!! Obsypane małymi białymi kwiatkami!!! I całe w słońcu! W Słońcu skąpane!!! Było jasne, piękne i… święte! Tak! Święte!
„Jak bardzo mnie uszczęśliwiasz, Najdroższy mój!!! Jak bardzo mnie kochasz!!!”
Na policzku Najdroższego wylądował siarczysty buziak! Zeskoczylam z kolan Umiłowanego mojego i porwałam Go do tańca!!! Najdroższy śmiał się perliscie!!! I ja się śmiałam w głos! Tańczyliśmy po całej szczelinie! Na szczytach i stokach górskich!!! Tańczyliśmy w wielkiej radości i szczęściu!!! Maleńki mój i ja! On pieścil moje serce. A ja w sercu pieścilam moje Duchowe Dzieciątko… W wielkiej radości i szczęściu!