Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach leżałam. Cała obolała i zmęczona bardzo leżałam. Bez sił. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły żeby podnieść powieki i otworzyć oczy. Nie próbowałam nawet… Ale nie musiałam! Widziałam Umiłowanego mojego mimo zamkniętych oczu! Najdroższy mój pochylal się nade mną i patrzył we mnie… Miłość, czułość i bliskość bez granic… Maleńki patrzył we mnie z tkliwoscia i wzruszeniem.
„Cierpisz bardzo, Moja Śliczna…”
Kiwnęłam głową, że tak.
„Tańczę dla Ciebie Kochany” – szepnęłam z trudem.
Miałam coraz mniej sił. Byłam coraz bardziej zmęczona i obolała. Coraz mniej mogłam. Ale wiedziałam że pójdę za Najdroższym moim dokądkolwiek mnie poprowadzi i przyjmę wszystko z Jego ręki. Przyjmę bo…
„Ufam Ci, Jezu, w całej rozciągłości!” – szepnęło moje serce.
„I nie zawiedziesz się, Maleńka, w całej rozciągłości!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia.
Patrzyłam Mu w oczy z wdzięcznością. Nie miałam siły dziękować. Nie musiałam. Maleńki wiedział, że Mu dziękuję. Wiedział…
Zachciało mi się pić. Najdroższy przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ. I piłam… piłam ile chciałam. Leżałam w objęciach Maleńkiego mojego. I byłam cała Jego i cała dla Niego. A Słodki mój był cały mój i cały dla mnie. W całej rozciągłości…
Autor: Maleńka
NIE ROZUMIEM
Siedzieliśmy na półce skalnej przed wejściem do skalnej szczeliny. Maleńki mój i ja. Siedzieliśmy a przed nami rozpościeral się widok przecudny na góry mojej modlitwy. Zielone, skąpane w słońcu stoki i szczyty gór ukryte w niebie, w chmurach. Umiłowany i ja podziwialiśmy ten widok…
„Wiesz mój Maleńki? Ja często piszę na blogu, a nie rozumiem tego. Nie rozumiem tego co piszę. I boję się żebym jakichś głupot czy herezji nie nawypisywala…”
Najdroższy spojrzał we mnie z wielką Miłością i czułością wielką.
„Piszesz o Moich sprawach, Moja Śliczna, które teraz są często zasłonięte przed Tobą, zakryte. Ale w Domu zobaczysz i zrozumiesz wszystko!”
Położyłam głowę na ramieniu Najdroższego mojego. A ON wziął mnie w objęcia i przytulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam w Maleńkiego mojego zakochana i zachwycona cała.
„Przy Tobie wszystko jest jasne i przejrzyste. Ale gdy zaczynam o tym rozmyślać, nie rozumiem.”
„Zrozumiesz, Maleńka Moja, zrozumiesz…”
Patrzyłam w Maleńkiego mojego uśmiechnięta.
„Ale ja nie muszę rozumieć. Bo ufam Ci, Maleńki. Ale sobie nie ufam. I dlatego nie chcę, żebyś musiał się przeze mnie wsty…”
Nie dokończylam. Najdroższy zamknął mi usta pocalunkiem. Całowal mnie jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Potem zanurzał mnie w Sobie… zatapiał.
„Moja Śliczna, Słodka! Umiłowana Moja!”- szeptało Jego SERCE.
Maleńki dotykał, całował i pieścił moje serce…
PIESZCZOTA SERCA
W Otchłani Męki Umiłowanego mojego byłam. Razem z Nim na Krzyżu wisiałam.
Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Tańcząca bardzo na kamieniach leżałam. Najdroższy, Maleńki był przy mnie. Klęczał przy mnie i pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem z Krzyża. Uśmiechałam się do mojego Ślicznego radośnie, zakochana i szczęśliwa cała. Mimo że wszystko mnie bolalo, nie myślałam o cierpieniu. Myślałam o Maleńkim moim.
„Bycie z Tobą, Najdroższy mój, to wielka, niesamowita, fascynująca przygoda!!! To… to… Brak mi słów, żeby opisać! To… pieszczota serca… Tak!!! Pieszczota serca!!! Ja jestem Twoim dzieciątkiem. Niemowlęciem w Twych objęciach. A Ty dotykasz, calujesz i pieścisz moje serce. Tego doświadczam… „
Najdroższy patrzył we mnie… Oczy Mu płonęly. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Potem zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal:
„Tak jest gdy oddajesz Mi się całkowicie. Gdy tylko do Mnie należysz! Gdy jesteś cała Moja i cała dla Mnie! Wtedy bycie ze Mną jest pieszczota serca…”
I patrzył we mnie mój Słodki. Miłość sama… A Jego spojrzenie przenikalo mnie, dotykało i pieściło moje serce… Leżałam na kamieniach tańcząca bardzo i zmęczona. Najdroższy pochylal się i całowal moje obolałe ciało. Jego pocałunki były także pieszczota serca… dla mnie, Jego niemowlęcia.
W MĘCE I W RADOŚCI MALEŃKIEGO
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Umiłowany pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niesamowitą i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem… Miłość i bliskość sama!!!
Patrzyłam w Maleńkiego mojego zakochana i zachwycona cała… Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Mój Przecudny… mój Słodki…” – szeptałam z uśmiechem.
Najdroższy promienial cały blaskiem Miłości i uśmiechu. I cały był dla mnie… Zaczęłam w Niego wchodzić… Wchodzilam głębiej i głębiej. I znalazłam się w ogromnej, w wielkiej Swiatłości. W jasności nieprzeniknionej! Wszędzie była jasność! Nie widziałam nic innego. Jasność! Dotykala mnie niemal fizycznie, muskala pod twarzy. Byłam w niej niezmiernie szczęśliwa i radosna!!! Zaczęłam w niej iść. Przed siebie. Nie wiedziałam dokąd idę, bo wszędzie było światlo, ale czułam że ktoś mnie prowadzi. I nagle w Swiatłości zobaczyłam niską, jakby kamienną studnię po brzegi wypełnioną czerwonym płynem. Na murku studni siedziało Dziecko. Miało trzy, może cztery lata. Patrzyło we mnie Swymi dużymi cudnymi oczami i uśmiechało się do mnie promiennie! Poznalam Je od razu!!! Uśmiechnęlam się do Niego radośnie i usiadłam przy Nim na murku studni. Dziecko natychmiast zanurzylo rączki w czerwonym płynie, nabrało w dłonie i podało mi pić. Pochyliłam się i piłam. Napój był bardzo dobry i ożywiający. Gdy tylko wypiłam, Dziecko wskoczylo mi na kolana i usadowilo się u mnie wygodnie. Zaśmiałam się radośnie i przytuliłam Je do siebie. Do serca swego. Dziecko uśmiechało się do mnie pięknie… A w sercu usłyszałam:
„Jesteś ze Mną w Mojej Męce i samotności, jesteś i w radości Mojej!”
Uśmiechnęłam się do Dziecka szczęśliwa cała…
STOKROTKA
Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Siedzieliśmy na
jednym z górskich stoków. Na trawie zielonej. Wokół nas było ciepło i cicho i dobrze. Siedziałam przy Najdroższym moim. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie. A ON patrzył we mnie… Miłość i bliskość sama. Zachwyt i uśmiech.
„Wiesz mój Maleńki? Znowu usłyszałam od jednej osoby, że mnie podziwia. Że wszystko mnie boli, a ja się uśmiecham. I że trzeba się uczyć ode mnie. Wiele osób mi to mówi.”
„I co Ty na to, Maleńka Moja?” – spytal Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
„Nic.”
„Nic? Aleś skromna!”
„Skromna? Nie. Po prostu wiem że to mam dzięki Tobie, Maleńki mój! I że to Ciebie trzeba podziwiać i od Ciebie się uczyć!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie promiennie bardzo. Zerwał maleńką stokrotke rosnącą w trawie i podał ją mi. Patrzył we mnie z takim zachwytem…
Wzięłam stokrotke z radością!
„Dziękuję mój Słodki! – wyszeptalam z uśmiechem – Uwielbiam stokrotki! Takie małe, niepozorne a piękne bardzo! Rozjaśniaja, rozświetlaja cały trawnik!”
„Podobnie jak Ty, Moja Śliczna!” – Najdroższy jasnial miłością i zachwytem.
„Jak ja…?” – spytalam zdziwiona.
„Taka mała, niepozorna, cierpiąca bardzo, a swym tańcem i uśmiechem rozświetlasz, rozjaśniasz życie wielu ludzi!”
Patrzyłam w Maleńkiego mojego rozpromieniona cała i cała szczęśliwa!!! Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć… Słów mi brakowało! Rzuciłam się Mu na szyję i ucalowalam Go serdecznie!!! I wtulilam się w Maleńkiego mojego cala! A ON, Śliczny mój objął mnie z Miłością i tkliwością niesamowitą i tulil do Siebie. I tak trwalismy we wzajemnym przytuleniu. W bliskości bez granic…
W ŁASCE UMIŁOWANEGO!
Byłam w ramionach w objęciach Najdroższego. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niesamowitą. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Promienial cały uśmiechem! Patrzyłam w Maleńkiego mojego zakochana do szaleństwa i uwielbiałam Go modlitwą serca. Uśmiechałam się do Niego radośnie. Od ucha do ucha!!!!
“Najdro…. “-szepnęłam z trudem.
“Ciiii, Moja Śliczna… Ja jestem z Tobą!” – wyszeptal Najdroższy z rozczuleniem.
“Dzięku… “- szepnęłam zachwycona cała.
Maleńki uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Za co Mi dziękujesz, Maleńka? Za to, że jestem?”
Pokiwalam głową, że tak!!!! Poruszona i szczęśliwa bardzo bardzo bardzo!
“Odpocznij we Mnie, Slicznosci Moja!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. Zamknęlam oczy i odpoczywalam. W objęciach mojego Słodkiego. Słyszałam bicie JEGO SERCA. Biło dla mnie…
Wczoraj byłam u spowiedzi. Nie dlatego, że był I Piątek. Nie w każdy I Piątek chodzę. Ani też dlatego, że trwa Adwent. Byłam u spowiedzi, bo się pobrudziłam i potrzebowałam… pragnęłam, żeby Najdroższy mnie umył, oczyścił. Pragnęłam być bliżej Niego… Stanęłam przed Umiłowanym. W prawdzie. A On mnie ucałował i przytulił do SERCA… i wszystko wybaczył!!!
I znów żyję w Jego Łasce… Pragnę tę Łaskę pielęgnować w sobie. I żyć w Niej jak najdłużej. W Łasce Umiłowanego mojego!
SZCZĘŚCIE I RADOŚĆ
W Otchłani Męki Umiłowanego mojego byłam. Razem z Nim na Krzyżu wisiałam.
Tańczylismy bardzo! Bardzo!!! Najdroższy mój i ja. W górach mojej modlitwy tańczyliśmy! Na szczytach i stokach górskich i w dolinach i w chmurach! Tańczyliśmy bardzo!!! Aż się zmęczylam i w tańcu osłabłam. Najdroższy mój podtrzymal mnie żebym nie upadła. Wziął mnie na ręce i zaniósł do szczeliny skalnej. Położył na kamieniach. A Sam klęczał przy mnie i pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością… Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża. Uśmiechałam się do Niego radośnie!
„Bardzo Cię boli, Maleńka Moja…” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia.
„Dziś nasz Piątek i dziwne by było gdyby nie bolało!” – szepnęłam z uśmiechem.
Najdroższy rozpromienil się ogromnie nade mną!!!
„Wiesz dlaczego Ciebie stworzylem, Moja Śliczna?”
„Dlaczego, Najdroższy mój?”
„Żebyś była Moim Szczęściem i Radością!”
„I co…?” – spytalam niepewnie.
„I jesteś! Jesteś Moim Szczęściem i Radością Moją! Uszczęśliwiasz Mnie i radujesz wielce!!!”
Patrzył we mnie taki zachwycony… A ja leżałam jak kłoda…
„To TY jesteś Moim Szczęściem i Radością, mój Słodki! Moją Miłością i Pragnieniem moim!” – szepnęłam z trudem.
Maleńki zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal:
„Moja Śliczna! Słodka Moja! Umiłowana…”I mnie pocałowal jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Czule i słodko. Obsypywał mnie pocałunkami mój Najdroższy. A ja tańczyłam dla NIEGO radośnie!
NIE ODMÓWI…
Tańczylismy bardzo! Umiłowany trzymał mnie z czułością i w tańcu prowadził. Tańczylismy po całej szczelinie skalnej, która wydawała się ogromną i przepiękną salą balowa! Tańczyliśmy! Kręcilam piruety i salta, a Najdroższy wirowal wokół mnie z wielką Miłością!
Potem siedzieliśmy na jednym z górskich stoków. Ja leżałam na trawie, odpoczywalam. A Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia! Patrzyłam Mu w oczy z miłością.
„Nie bolą Cię dzisiaj, Maleńka?” – spytal z troską.
„Plecy? Ciągle bolą, raz bardziej raz mniej. Dzisiaj bolą mniej.”
I patrząc w oczy Maleńkiemu, wyszeptalam:
„Wczoraj byłeś niczym mój niewolnik, Najdroższy mój… Jak niewolnik całowales… A i ja byłam jakby Twoja niewolnica… W niewoli Twojej Miłości! Nie mogłam, nie potrafilam Ci odmówić… A Ty, mój Słodki całowales. Ale gdyby Ciebie bolało, zrobiłabym to samo co Ty!”
„A skąd wiesz, Maleńka Moja, że Mnie nie boli?” – spytal Najdroższy Swoim spojrzeniem przenikając mnie na wskroś.
Usiadłam natychmiast! Serce mi się rozdzieralo.
„Gdzie Cię boli, Maleńki mój…? Pokaz! Proszę…!”
Najdroższy usiadł i odchylil szatę… Zamarlam! Zobaczyłam plecy Najdroższego mojego… Opuchniete i poranione całe… Zaczęłam powoli, najdelikatniej jak potrafilam… dotykać ran Maleńkiego mojego… Serce mi drżało z bólu. Pochyliłam się i zaczęłam całować JEGO Rany. Nagle poczułam wzrydgniecie… To Najdroższy mój!
„Maleńki mój… Słodki… pozwól mi, proszę…”
I Najdroższy pozwolił mi… I całowalam Rany Jego. Całowalam z czułością i czcią. A SERCE Najdroższe szeptało:
„Teraz doświadczam tego co Ty wczoraj… Nie mogłaś, nie potrafilas Mi odmówić. Wiem, Maleńka Moja!”
„A ja wiem że nie mogłeś zrobić inaczej.”
„Na tym polega Miłość!”
Całowalam Rany Najdroższego mojego… Gdy ucalowalam wszystkie, znikły!
Maleńki położył się na trawie. Ja ukleklam przy Nim i pochyliłam się nad Umiłowanym moim… Patrzyłam Mu w oczy głęboko.
„Niczego Ci nie odmówię, mój Słodki…”
Najdroższy ujął moją twarz w obie dłonie.
„I Ja niczego Ci nie odmówię, Moja Mała!”
I położył moją głowę na SERCU Swoim, a z Rany SERCOWEJ wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie… Umiłowany objął mnie i tulil mocno do Siebie. I ja Go do siebie tuliłam.
Tańczylismy bardzo! W wielkiej Miłości i bliskości… W intymności wielkiej… Mój Słodki i ja.
OKRYWAŁ MIŁOŚCIĄ
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Cierpiąca i zmęczona bardzo leżałam. Bez sił. Co prawda oczy miałam otwarte. Ale nie miałam siły żeby wypowiedzieć słowa… Leżałam więc zmęczona i milcząca. Ale moje serce szeptalo:
„Tańczę dla Ciebie, mój Śliczny!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal:
„Pięknie tańczysz, Moja Perlo!”
W pewnej chwili tak bardzo mnie zabolało, że na mojej twarzy pojawił się grymas. Grymas bólu.
„Nie patrz na to, Najdroższy mój… Proszę!”
Maleńki patrzył we mnie ze współczuciem i czułością bez granic…
„Gdzie Cię boli? Pokaż Mi Maleńka Moja!”
Spojrzałam w oczy Najdroższemu. Płonęly Miłością… Z trudem objęłam Go za szyję, a On pomógł mi usiąść.
„Plecy… całe…” – szepnęłam z trudem.
Maleńki zaczął dotykać najdelikatniej moje obolałe plecy, chore, pokrzywione… Dotykał z miłością i namaszczeniem wielkim… Potem zaczął je całować… Wzdrygnelam się na całym ciele! Nie chciałam…
„Najdroż…”
„Pozwól Mi…. Proszę!!!” – wyszeptal Najdroższy. Jego głos przypominał blagalny jęk… Pełen bólu, miłości… pełen pragnienia, tęsknoty… Jęk… Nie mogłam mu się oprzeć! Nie potrafiłam… odmówić. Pozwoliłam…
I Najdroższy całował moje obolałe, pokrzywione plecy. Ze czcią całował… A ja czułam się… jakbym stała przed Umiłowanym naga… A On tę moją nagość całował i okrywał Sobą. Miłością.
TĘSKNOTA BOGA
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym pełnym miłości i bliskości spojrzeniem. Promienial cały uśmiechem i zachwytem. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem… Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Ty też teskniles żeby móc przyjść na ziemię i zbawić ludzi, prawda? Tęskniłes, Najdroższy mój?” – spytalam z uśmiechem.
Najdroższy rozpromienil się ogromnie! Oczy Mu płonęly! Błyszczaly!
„Nawet nie wiesz jak bardzo, Maleńka Moja! Nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłem! Tęsknilem aż wyzwole Moje dzieci z niewoli! Az zburzę mur powstały w skutek grzechu pierworodnego. Żeby Moje dzieci mogły Mi patrzeć w oczy bez lęku i żyć w wolności! Ale tęskniłem za czymś jeszcze… „-wyszeptal Najdroższy uśmiechając się tajemniczo.
„Za czym, Najdroższy mój?!”- szepnęłam zaciekawiona bardzo.
„Żeby móc doświadczyc ludzkiej miłości… Dotknąć jej. A przychodząc na świat, stając się człowiekiem, dzieckiem, niemowlęciem mogłem jej doświadczyć! Dotknąć jej namacalnie! Doświadczyc miłości Mamy i Świętego Józefa. Spojrzeć im w oczy. Zobaczyć ich uśmiech. Poczuć ich czuły dotyk. Pieszczoty. Doświadczyć bliskości… ”
„To TY nie wiedziałeś jak kocha człowiek?! Oczywiście, że wiedziałeś!!!! Ale chciałes doświadczyć!!! Niesamowite… „- szepnęłam zachwycona cała…
Z jednej strony doskonale wiedziałam o czym Najdroższy mówi. Z drugiej zaś strony było to dla mnie niepojęte… Niesamowite! Fascynujące!!!
„To można powiedzieć że dzięki temu że stałes się człowiekiem, ja teraz mogę leżeć w Twoich objęciach, patrzeć Ci w oczy, widzieć Twój cudny uśmiech… Dotykać Twego policzka… Słyszeć bicie Twego SERCA!!! Niesamowite… Jak jesteś bliski…”
Najdroższy promienial cały Miłością i czułością wielką…
„Wszak mam na Imię Emmanuel!”
„Bóg z nami… Bóg bliski!”
„Bardzo bliski, Maleńka Moja. Najbliższy…!”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA. Patrzyłam Mu w oczy z zachwytem. Rozmyślalam o Jego bliskości. I JEGO tesknocie…