Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Leżałam na jednym ze stoków górskich, na trawie zielonej. Leżałam tańcząca bardzo i bardzo zmęczona. Najdroższy mój klęczał przy mnie i pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna i patrzył we mnie…. Miłość sama! Oczy Mu płonęly… Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Najdroższy! Najdroższy mój Ty się cały rozdajesz tym, których kochasz! Rozdales się całkowicie na Krzyżu, za Swoje dzieci i nadal się rozdajesz!!! I ja też tak pragnę!!! Pragnę się rozdawać swoim Dzieciom! Całkowicie! Rozdawaj mnie Im!!! Proszę Cię!!! Rozdawaj! Rozdaj mnie do końca!!!”
„Rozdaje i będę rozdawać, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z mocą i ogniem Miłości. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec Swą oblubienice caluje. W wielkiej bliskości i intymności wielkiej.
„Całkowicie? Do końca?” – spytalo moje serce.
„Do końca, Moja Słodka!”
„Dziękuję, mój Śliczny!”
Maleńki całowal i całowal. Czule i słodko i czysto. Pocałunek przy pocałunku… Pocałunek przy pocałunku. Intymnie. Blisko. Pieścil moje serce… A w sercu ja piescilam swoje duchowe Dzieciątko… Czule i słodko.
Autor: Maleńka
ŁZY MIŁOŚCI
Leżałam w ramionach Najdroższego mojego i rozmawiałam z Nim o jednym z moich Duchowych Dzieci.
„Wiesz mój Maleńki… Mam wrażenie że oddalamy się od siebie… A raczej Ono się oddala ode mnie. Kiedyś było ze mną bardzo blisko, a teraz oddala się. Nie wiem… Ale takie mam wrażenie…”
Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości, ale był bardzo poważny. Nie smutny, ale poważny .
„To nie jest tylko wrażenie, Maleńka Moja.”
Posmutnialam bardzo!
„I smutno mi bardzo. Bo kiedyś powiedziałes, że kto oddala się ode mnie ten i od Ciebie się oddala…”
Najdroższy skinął głową twierdząco, a ja mówiłam dalej:
„Zmęczone, smutne, cierpiące bardzo… I bardzo, bardzo skupione, skoncentrowane na sobie. I mam wrażenie że przeszkadza Mu, a nawet drażni, że Je zagaduje. Że nie chce, żebym z Nim rozmawiala, pytala. Chce być samo ze sobą i swoim bólem. A wtedy jeszcze bardziej koncentruje się na sobie. Nie wiem, ale takie mam wrażenie.”
„To nie jest tylko wrażenie, Maleńka Moja” – wyszeptal Najdroższy z powagą.
„Ale Ciebie, Najdroższy mój, słyszy!!! To, że do Niego mówisz to nic dziwnego. Ale to, że mimo tego bólu, cierpienia i skupienia na sobie Ciebie słyszy…”
„To owoc Twojego tańca, Maleńka!”
Zaczęłam opowiadać Najdroższemu o moim drugim Dziecku:
„A Ono jest teraz bliżej mnie niż kiedyś! Jest blisko Ciebie i blisko mnie. Widzę to! I cieszę się bardzo!”
Maleńki patrzył we mnie z zachwytem.
„Kochasz swe Dzieci, prawda, Moja Śliczna?”
„Bardziej niż Je, kocham tylko Ciebie Najdroższy mój!!!”
„Jesteś bardzo dobrą duchową Mamą. A To Twoje Dziecko, które się oddala, jeszcze będzie blisko. Zobaczysz, Maleńka Moja. Tańcz za Nie i pieść Je w swoim sercu!”
„Pieścić Je w sercu?! A jak??!” – spytalam zdziwiona i zachwycona jednocześnie.
„Tak jak Ja pieszczę serce Twoje!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna.
Byłam zachwycona cała!!! Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca!
A potem… Potem pieścilam w sercu swoje Duchowe Dzieciątko:
„Moja Śliczna… Maleńka moja Umiłowana… Ukochana moja… Najmilsza moja… Najdroższa… Jedyna moja… Słodka moja….”
Tak pieścilam moje Duchowe Dzieciątko… A z moich oczu ciekły łzy… Łzy miłości.
BLIŻEJ NIŻ MYŚLĘ…
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W objęciach Maleńkiego mojego leżałam, tańcząca bardzo. Serce mnie bolalo… troski przygniatały. Nie chciałam o tym mówić Najdroższemu. Nie chciałam Go martwić. Jego SERCE Go bolało miliardy razy bardziej, przecież… Maleńki patrzył we mnie… Kochający, najczulszy i bliski. Najbliższy!
„Pragnę Ciebie, mój Słodki!!!” – wyrwało mi się z głębi serca. Najdroższy patrzył we mnie Swymi dużymi, pięknymi oczami… Patrzył i zanurzał w Sobie, zatapial w objęciach, otulał Miłością i czułością i bliskością… Byłam jakby w delikatnej mgiełce. Najdroższy patrzył…
„Maleńka Moja, czy jest gotowa iść za Mną dalej?” – spytal uśmiechając się do mnie promiennie.
„Ty wiesz, Maleńki mój czy jestem, czy nie. Ja, szczerze mówiąc nie zastanawiam się nad tym. Tylko idę, to znaczy staram się iść…”
„Nie zastanawiasz się? Dlaczego?” – pytał Najdroższy.
„Gdybym zaczęła się zastanawiac, dyskutować sama ze sobą, rozmyślać to bym na pewno z miejsca nie ruszyła. A tak idę za Tobą. Głębiej i głębiej…”
„Ku wieczności!”
„Tak!”
Maleńki rozpromienil się ogromnie, rozczulil nade mną…
„Śliczna Moja! Idziesz za Mną. A Ja, gdy Ci jest ciężko, gdy Cię serce boli, jestem przy Tobie. Blisko. Bliżej niż myślisz!”
Patrzył we mnie taki rozczulony, zatroskany, współczujacy, że otworzyłam przed Nim swoje serce i powiedziałam o wszystkim co mnie bolalo. Oddałam Mu wszystko. I idę za NIM, za Umiłowanym moim. Ku wieczności. A ON jest przy mnie czuły i kochający. Bliski. ogromnie. I bliżej niż myślę…
MOJE!
Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Staliśmy na jednym z górskich szczytów. Wokół nas było jasno i ciepło i cicho i dobrze. A przed nami rozpościeral się widok przecudny. Widok na skąpane w słońcu, zieloniutkie stoki i szczyty gór ukryte w niebie. W chmurach. Najdroższy patrzył na te szczyty z cudnym uśmiechem.
„Spójrz Maleńka Moja! To wszystko jest Moje…” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
„Tylko Twoje, Śliczny!” – szepnęłam uradowana i szczęśliwa bardzo bardzo.
Najdroższy objął mnie delikatnie, obrócił przodem do Siebie… Stałam teraz przed Umiłowanym. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Maleńki ujął moją twarz w Swe obie dłonie i patrzył mi w oczy głęboko. Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś… Oczy Mu płonęly…
„I To jest Moje!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem.
„Twoje!!! Tylko Twoje!” – szepnęłam wpatrzona w Maleńkiego. Mówił o mnie… I patrzył we mnie… z dumą wielką…!
Teraz ja ujęłam Jego twarz w swoje ręce i wyszeptalam:
„Spójrz Najdroższy, a TO jest moje!!! Całe moje!!!”
„Jak najbardziej!!! Twoje! Całe Twoje!” – wyszeptal Najdroższy z jeszcze większym ogniem.
Pochyliłam się i przytuliłam głowę do SERCA Najdroższego.
„I TO jest moje…” -wyszeptalam ze czcią.
„Jest Twoje i bije dla Ciebie, Slicznosci Moja!” – wyszeptal Najdroższy… Czułość sama…
I wziął na ręce, w objęcia. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Uwielbialam Go z całego serca. A ON, Najdroższy mój pieścil moje serce… Jak słodko i blogo mi było… Pieszczota serca… Tego się nie da opisać. To trzeba doświadczyć!
ZAMIENIŁAM W TANIEC!
Proszę kliknąć na tytuł notki 🙂
OTULONA…
Obudziłam się… otulona Miłością, czułością i bliskością… Uśmiechnęłam się i z trudem otworzyłam oczy. Otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego! Piękne! Szczęśliwe! Radosne! Świetliste! Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie. Leżałam w Jego objęciach otulona Miłością…
„Mój Piękny…” – szepnęłam zachwycona cała.
„Odpoczęłaś troszkę, Maleńka Moja?” – spytal Najdroższy z czułym uśmiechem.
„Tro… “- zaczęłam.
„Zaśnij i odpocznij jeszcze Moja Śliczna, bo wczorajsze balowanie zmęczyło Cię bardzo” – Maleńki patrzył we mnie z troską.
„Taaa…”- uśmiechnęlam się do Niego od ucha do ucha i zamknęlam oczy. Mimo zamkniętych oczu widziałam Umiłowanego mojego. Widziałam jak pochyla się i całuje mnie w policzek. Łaskotal mnie! Zaśmiałam się cicho. Otulala mnie czułość i jasność… Zobaczylam jeszcze SERCE Najdroższe, z którego wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie. Leżałam w objęciach Maleńkiego mojego. Z zamkniętymi oczami… patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem… Byłam Jego niemowlęciem, Jego oseskiem byłam. Patrzyłam… w Maleńkiego… patrzyłam… Aż zasnęłam. Błogo… Otulona Miłością, czułością i bliskością bez granic…
OBIECAŁ I SPEŁNIA
Duchowej Córeczce powiedziałam że jestem chora i, że notki dzisiaj nie będzie. Ale jednak…
Wisze na Krzyżu z Umiłowanym. Balujemy bardzo!!! Cała noc balowalismy. Był to bal z „atrakcjami”. Proszę nie pytać jakimi. Nie chcecie wiedzieć. Gwarantuję!
Wisieliśmy na Krzyżu. Najdroższy mój dzielił ze mną Swoją Mękę. Czynił z Sobą jedno. Przecież mi to obiecał. Obiecał że już nic nas nie rozdzieli! I te obietnicę spełnia!!! Mój Słodki… Kochany jest!!! I choć czuję się przytłoczona cierpieniem, czuję się dosłownie jak z Krzyża zdjęta to jestem bardzo szczęśliwa! Bo ON, Najdroższy mój jest coraz bliżej. I coraz bardziej pieści i całuje moje serce…
CICHE MĘCZEŃSTWO
Dzisiaj krótko. Jestem w ramionach Najdroższego mojego. W objęciach Maleńkiego mojego leżę. Tańczę bardzo bardzo ❤️ Z Umiłowanym moim. I dla NIEGO. Dziś wspominamy św. Szczepana pierwszego Męczennika. W kazaniu usłyszałam, że wczoraj Bóg urodził się dla człowieka, a dziś człowiek rodzi się dla Boga. Piękne porównanie… Rodzi się przez męczenstwo. I dziś nie brakuje ludzi, którzy oddają życie za wiarę. Za Chrystusa. Czy ja oddaję za Najdroższego mojego życie. Tak. Przez codziennie dźwiganie krzyża. Przez taniec dla NIEGO. Oddaję kiedy wszystko mnie boli a ja nie narzekam, tylko się uśmiecham. Uśmiecham się do mojego krzyża. Do Maleńkiego mojego się uśmiecham. I staram się, żeby nigdy nie zobaczył mnie smutnej. To tak zwane ciche męczeństwo, które nie jest dla mnie męczeństwem, ale radością. Po prostu idę za Umiłowanym moim. I tyle. Kończę. Niech dzisiaj tyle wystarczy.

BÓG – CZŁOWIEK
Potężny, Wszechmogący, Niepojęty Bóg uniżyl się, upokorzyl się tak bardzo… Stał się Człowiekiem. Dzieckiem. Niemowlęciem. Stał się bezbronnym, bezradnym. Kruchym i delikatnym. Całkowicie zależnym od ludzi. Niewidzialnego, Niedotykalnego Nieogarnionego Boga można było teraz zobaczyć, dotknąć, przytulić, ucalowac… Można Go było przewinąć, nakarmić… Jakże musiało być Mu niewygodnie w tej ziemskiej, ludzkiej powłoce! Jak ciasno… Ten, Który stworzył świat, Który znał go, musiał ten świat jakby odkrywać na nowo, z innej perspektywy.Jak musiał czuć się niezrozumiany! Jak musiał czuć się samotny! A jednocześnie jakże musiał być szczęśliwy!!! Tak! Szczęśliwy! Jak bardzo musiał być szczęśliwy kiedy po raz pierwszy mógł zobaczyć twarz Swojej MAMY! Zobaczyć Jej oczy, Jej uśmiech! Jak bardzo musiał być szczęśliwy gdy mógł poczuć na Sobie Jej oddech, Jej zapach… Jak musiał być szczęśliwym kiedy mógł usłyszeć Jej głos! Jak musiał być szczęśliwym kiedy mógł doświadczyć Jej dotyku, przytulenia, pocałunków. Kiedy mógł ssać Jej pierś… jak musiał być szczęśliwy! I jak musiał być szczęśliwy kiedy otuliły Go silne i opiekuńcze ramiona Józefa… Jak musiał być wtedy szczęśliwy!
BÓG SYN tak pokochał ludzkie ciało, tak pokochał Swe Człowieczeństwo, że nigdy się go nie wyrzekł. Wstąpił do Nieba jako Bóg – Człowiek. I jest nim już na zawsze. Na wieczność! Jest Bogiem – Człowiekiem. Można powiedzieć że od czasu Wcielenia Bóg ma twarz. Ma ludzką twarz. Ma oczy. Ma nos i usta. Ma uszy. Włosy. Ma ręce i nogi. Ma wątrobę! I ma SERCE!!! SERCE, które bije dla mnie. SERCE, do którego mogę się przytulić gdy mi ciężko i źle…
I kiedy umrę i pójdę do Nieba, bo gorąco ufam że Tam pójdę, to ON mnie Tam przywita. Poda mi dłoń, przytuli, ucałuje… I będzie we mnie patrzył! Całą wieczność! A ja w Niego!
Niewidzialny Bóg stał się Człowiekiem, żeby ludzie mogli stać się bogami! Przecież w Biblii jest napisane: „bogami będziecie!”
BÓG stał się człowiekiem, aby człowiek mógł stać się bogiem!
To niepojęte… To niepojęte jak ON nas kocha!!!
WIGILIA BOŻEGO NARODZENIA
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach leżałam obolała i zmęczona bardzo… Bardzo! Byłam w wielkiej bliskości Maleńkiego. SERCE przy sercu.
Lezalam w moim Ślicznym zzamkniętymi oczami i nie miałam siły żeby wypowiedzieć słowa… Ale moje serce szeptalo:
„Dziś Wigilia…”
Uśmiechało się me serce do Maleńkiego mojego radośnie. Prosiłam Go, żeby narodził się w sercach wszystkich ludzi, w sercach moich Dzieci i w moim sercu. Najdroższy patrzył we mnie… Miłość i czułość sama…
„Narodze się, Moja Śliczna! Ale jutro urodzi się ktoś jeszcze. Twój Piotruś, Maleńka Moja!”
„Tak, mój Piotruś! Moje Duchowe Dzieciątko. Dziękuję Ci bardzo, bardzo, Maleńki że się mogło urodzić!!!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie z czułością bezgraniczna…
„Jakże się miało nie urodzić, skoro Ty dziewięć miesięcy się za nie modlilas i tańczyłas za nie?!”
„Dziękuję Maleńki mój!” – szepnęłam z trudem. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. I dalej trwalismy razem. SERCE przy sercu…