Na komodzie obok mojego łóżka stoi figurka Umiłowanego mojego. Uwielbiam rano, gdy się obudzę wpatrywac się w Niego i z Nim rozmawiać. Ostatnio powiedziałam Mu, że…
Lezalam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie czuły i kochający. Pochylal się nade mną i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem.
„Powiedziałas, że Mnie nie znasz, Maleńka Moja”-uśmiechnął się do mnie Najdroższy.
„Bo to prawda, Maleńki mój!” – wyszeptalam gładząc z czułością policzek Najdroższego. Umiłowany rozczulił się niezwykle…
„Wielu, bardzo wielu nazywa Mnie potężnym i wszechmocnym, wszechmogącym. Wielu nazywa Mnie sprawiedliwym, wielu, pokornym i łagodnym. Mniej nazywa Mnie Swym Umiłowanym, Najdroższym. A już naprawdę niewielu przyjdzie na myśl żeby nazwać Mnie 'swoich Maleńkim’ … ”
” Maleńki mój…! ”
” Uwielbiam gdy Mnie tak nazywasz, Maleńka Moja!”
” To będę częściej… ”
Uśmiechałam się do Umiłowanego i On uśmiechał się do mnie. Mówił dalej:
” Tylko ktoś znający Mnie i będący ze Mną w głębokiej zażyłości ze Mną nazwie Mnie „swoim Maleńkim ’ I nie umniejsza w żadnym stopniu Mojej godności i wielkości Mojej!”
„Mój Maleńki….”-szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego.
„Uwielbiam gdy Mnie tak nazywasz, Maleńka Moja!”
Najdroższy patrzył we mnie z wielką Miłością. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i wziął mnie na ręce szepczac:
„Chodź Maleńka Moja do swego Maleńkiego!”
„Tak! Tak!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego z uwielbieniem! On tulil mnie do SERCA rozpromieniony zachwytem!
„Rzeczywiście do obcego albo nieznajomego nie powiedziałabym 'mój Maleńki'”
Umiłowany objął mnie i ucalowal mnie.
„Więc znasz Mnie?” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Troszkę!”
Maleńki mój tulil mnie do SERCA Swego. A ja patrzyłam w Niego z miłością i uwielbieniem… Uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha. Szczęśliwa cała!!!
Autor: Maleńka
TANIEC W SŁOŃCU!
Tańczylismy bardzo. Umiłowany mój i ja. Nad morzem kwiatów tańczyliśmy! Było cudownie!!! Zameczek na skale skrzyl w promieniach słońca. A słońce świeciło jasno i ciepło. Ale gorąco nie było, bo wiał delikatny wietrzyk. Było cudownie! Choć zmęczona i obolała bardzo byłam. Cudownie! Umiłowany pochylal się nade mną obejmował mnie i tulil do SERCA. I w tańcu prowadził. Patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem.
„W Domu też będziesz tak mnie tulil, tak patrzył we mnie i tak ze mną tańczył?” – spytalam uśmiechając się do Niego radośnie.
„Też, Maleńka Moja! Ale inaczej!”-Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„A jak?”
Umiłowany uśmiechnął się tajemniczo i patrzył mi w oczy głęboko. I ja patrzyłam w Jego oczy patrzyłam… Zapatrzyłam się… Nagle Umiłowany mój jakby znikł. Piszę „jakby” bo znikł ale jednocześnie byłam pewna że jest bardzo blisko. Spojrzałam w górę i zobaczyłam że… Słońce zaczęło wirowac! Kręcić się! Tańczyć! Tak, tańczyć!!! Tańczylo ze mną! A ja z Nim tańczyłam! W NIM! W JEGO świetle, jasności i blasku!!! W JEGO promieniach tańczyłam! Otulona Miłością jak nigdy i bardzo, ogromnie szczęśliwa!!! Tańczyłam w promieniach Słońca! W Umiłowanym moim tańczyłam!!! Aż opadlam z sił. Umiłowany natychmiast wziął mnie na ręce i zaniósł do komnaty zameczku. Położył mnie na ołtarzu Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką.
„Moje Słońce…” – szepnęłam z zachwytem.
Tańczylismy bardzo. Umiłowany mój i ja. Umiłowany, Najdroższy mój! Moje Słońce. I ja Jego Lilia.
DO NIEBA!!!
Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej i cichej. Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca i zmęczona bardzo leżałam. Najdroższy mój był ze mną. Był przy mnie. Pochylal się nade mną i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Milczeliśmy. Nie miałam siły żeby rozmawiać… Umiłowany z czułością dotykal miejsca w moim ciele, które bolało mnie bardzo, coraz bardziej. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal:
„Wiem, Maleńka Moja. Wiem…!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem, wziął na ręce w objęcia w ramiona i tulil do SERCA Swego. Wchodził we mnie i ja w Niego wchodzilam… I w jednej chwili znalazłam się przy SERCU Ukochanego. On stał przede mną. Trzymał mnie w ramionach.
” Zatań…?” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego z trudem. Nie zdążyłam dokończyć, bo Najdroższy od razu mi odpowiedzial:
„Z radością, Maleńka Moja!”
I zaczęliśmy tańczyć! Tańczyliśmy bardzo! Przy SERCU Maleńkiego! W Światłości wielkiej! Tańczyliśmy! Umiłowany mój i ja. Umiłowany patrzył mi w oczy z zachwytem. Głęboko. W Jego oczach widziałam pewien obraz: Szeroka droga. Idziemy nią Umiłowany i ja. Przed nami wielkie słońce, lekki wiaterek rozwiewa nam włosy. A my idziemy. Uśmiechnięci, szczęśliwi, radośni! Ja mam na sobie biała sukienkę w kwiaty, Najdroższy białą tunike przepasaną złotym pasem. Idziemy pod rękę. Zapatrzeni w siebie nawzajem! Idziemy do Domu.
Taki obraz widziałam często. Ale teraz było coś jeszcze. Otóż za nami szłi ludzie, bardzo dużo, tak że nie mogłam policzyć ile. Szli pięknie ubrani i uśmiechnieci! Spojrzałam w Najdroższego pytająco. On uśmiechmał się do mnie promiennie pochylil się i wyszeptal mi do ucha:
„To dusze które prowadzisz do Nieba swoim tańcem, Moja Lilio!”.
Uśmiechnełam się do Niego radośnie!!! I szliśmy dalej. Przed siebie. Do Celu, do Domu. Do Nieba!!!
PRAGNIENIE I DECYZJI
Byłam w ramionach Najdroższego. Cierpiący był bardzo! Cały w ramach i krwi… A mimo to obejmował mnie z czułością, trzymał w ramionach i tulił do SERCA Swego. Pochylal się nade mną i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Pełnym Miłości i łagodności. Uśmiechał się nawet… Ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem i zachwytem. I ze współczuciem patrzyłam… Bo cierpial niezmiernie mój Umiłowany…
„Patrzysz we Mnie z taką miłością, Maleńka Moja!”
„Pewnie wielu tak w Ciebie patrzy, Najdroższy mój! I nic w tym dziwnego!”
Umiłowany uśmiechnął się jednak smutno.
„Jakże się mylisz, Maleńka! Niewiele dusz tak we Mnie patrzy…. W wielu Ja tak bolescwy budzę lęk, strach, a nawet wstręt i obrzydzenie… Drwią ze Mnie jak kiedyś…”
Patrzył we mnie taki smutny… Cierpiący jeszcze bardziej.
Bezradna wobec tak ogromnego cierpienia Maleńkiego mojego, nie wiedziałam co robić… Objęłam Maleńkiego za szyję, zbliżyłam twarz do Jego twarzy. Ucalowalam opuchniety policzek Umiłowanego,
” Kocham Ciebie!” – wyszeptalam patrząc w JEGO oczy głęboko.
„I chcesz Mnie Takiego?”
„Mówiłam już, ale powtórzę ile razy zechcesz, Umiłowany! Chcę Ciebie Takiego! Pragnę Cię TAKIEGO!!! I chcę być podobną do Ciebie!!!”
„Jesteś podobna. Przebaczylas! Bycie podobnym do Mnie to nie tylko cierpienie ze Mną. Ale miłość i wybaczenie. A Ty Maleńka Moja wybaczylas!”
„Tak. I podjęłam decyzję, że nie będę trzymać żalu czy złości w sobie. Tylko wybaczać. I gdy tylko podjęłam te decyzję, uciekły ode mnie wszystkie źle myśli i pokusy!”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA. Tańczylismy bardzo! Umiłowany mój i ja.
BARDZIEJ
W Najdroższym moim byłam. W JEGO Ramionach tańczyłam. Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Promieniał bliskością i uśmiechem. I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością, uwielbieniem i zachwytem.
„Odpocznij dzisiaj, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z czułością.
„Ale ja nie chcę… Pragnę Cię uszczęśliwiać, Najdroższy mój!”
„Uszczęśliwiasz Mnie, Maleńka! Tym, że mogę Cię tulić w ramionach! Że Mi pozwalasz! Uszczęśliwiasz Mnie!”
Spojrzałam w oczy głęboko Umiłowanemu mojemu i szepnęłam:
„Pragnę bardziej!”
Wtedy Najdroższy nagle spoważniał, stal się bardzo uroczysty. A Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś, na dno serca. W JEGO oczach ujrzalam Umiłowanego mojego… Jedną Wielką Ranę.. Cały był we krwi… Krwawilo Jego SERCE… Na ten widok serce moje ogarnęła wielka boleśc…
„Najdroższy mój!”
I w głębi serca usłyszałam:
„Taki jestem naprawdę. Do tej pory nie pokazywałem Ci wszystkich Swoich ran, żeby Cię nie wystraszyc!”
„Wystraszyc…??!!! Ja się Ciebie nie boję! A tym bardziej TAKIEGO!!!”
Najdroższy patrzył mi w oczy pokorny i cichy.
„I chcesz Mnie… TAKIEGO?” – spytal bardzo cichutko.
„Najdroższy mój… Kogo chcesz zranic tym pytaniem…? Siebie czy mnie? Mnie nie zranisz! Najdroższy… Maleńki mój… Oczywiście, że Ciebie chcę!!!”
Wtedy Umiłowany mój stanął przede mną Taki jak Go w Jego oczach widziałam. Cały w ranach i krwi. Jedna wielka Rana… Bardzo pragnęlam Go objąć, przytulić… Ale obawiałam się, że dotykiem sprawie Umiłowanemu mojemu jeszcze więcej bólu…
” Dotykaj Mnie bez obaw, Maleńka Moja. Dotyk miłości Mnie nie rani, nie boli. Rani Mnie grzech.”
Objęłam więc delikatnie, z miłością Umiłowanego mojego. I On przytulił mnie do SERCA, do Siebie mnie przytulał… I patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem z Krzyża. I ja patrzyłam w Maleńkiego… I tak trwalismy we wzajemnym przytuleniu i zapatrzeniu… Najdroższy mój i ja. Umiłowany patrzył we mnie z coraz większym ogniem w oczach. I nagle wyszeptal:
„Oblubienica musi być podobną do swego Oblubienca!”
Spojrzałam w Niego z miłością:
„Nie,, Najdroższy, nie musi. Pragnie! Oblubienica pragnie być podobną do swego Oblubienca!!!”
Maleńki mój obejmował mnie z czułością….
„I jest podobna! Jest!”
„Dziękuję, Najdroższy mój!”
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałowal mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice.
„Uszczęśliwilas Mnie bardzo, Maleńka Moja. Bardziej!” – wyszeptal Najdroższy patrząc mi w oczy głęboko. Tańczylismy bardzo! Bardziej!
POSTĘPY W BLISKOŚCI
Jak może pamiętacie, w morzu kwiatów (nie wiem dokładnie w którym miejscu) stoi nasza pierwsza ławeczka. Umiłowany powiedział że zostawil ją sobie na pamiątkę. Na tej właśnie ławeczce w morzu kwiatów siedzieliśmy, Umiłowany mój i ja. To znaczy, Najdroższy siedział na ławeczce, a ja usiadłam u Jego stóp. Kiedyś bardzo lubiłam siedzieć u stóp Najdroższego. A teraz… usiedziec nie mogłam!!! Coś/Ktoś pociągalo, ciągnęło, przyciągało mnie… Pragnęlam być…bliżej. Nie mogłam usiedziec…. Umiłowany patrzył we mnie w milczeniu i łagodnie się do mnie uśmiechał. Nie mogłam wytrzymać! I nie wytrzymałam!!! Zerwałam się na równe nogi i bez żadnych ceregieli, bez zahamowań i skrępowania usiadłam na kolanach Najdroższego mojego. Objęłam Go za szyję i ucałowałem w policzek. Umiłowany patrzył we mnie rozpromieniony cały!!
„Na Twoich kolankach, Maleńki, mi dobrze, bo… blisko…!” – szepnęłam zakochana i zachwycona cała!
„Już sama widzisz, że nie jest sługa, bo tylko sługa siedzi u stóp swego Pana. Nie jesteś sługą lecz oblubienica Moja. Sama to widzisz i tego doświadczasz, Maleńka Moja. Postępujesz w bliskości ze Mną!”
„Postępuje…?”
„Czynisz postępy – Najdroższy uśmiechnął się do mnie z czułością – No zobacz sama jaki był Twoj obraz Boga kiedyś, a jaki jest teraz.”
„Kiedyś Bóg wydawał mi się odległy, surowy i niedostępny… A teraz… Siedzę Mu na kolanach, obejmuje za szyję i całuję w policzek!”
Uśmiechałam się do Na
Najdroższego mojego radośnie, a On promienial Miłością.
Dotknęłam dłonią z miłością Jego SERCA i szepnęłam wpatrzona w Niego:
” A najlepiej to mi jest TU!!!”
Umiłowany ujął moją dłoń ze Swego SERCA i ucalowal ją. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trwalismy w wielkiej miłości i bliskości… Najdroższy tulil mnie do SERCA Swego…
Po jakimś czasie podniosłam głowę, rozejrzalam się wokoło! Odetchelam pełną piersią, beztrosko! Nic z tego na co patrzyłam nie było moje, nie należało do mnie. I ja też do siebie nie należalam! Wszystko było Najdroższego mojego. Ja nie miałam nic. A jednak miałam
Wszystko!!! Miałam Najdroższego, Umiłowanego mojego!!! Byłam wolna i szczęśliwa. W JEGO Ramionach! W NIM!!!
TY!
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Umiłowany obejmował mnie i pochylal się nade mną z Miłością bez granic. Uśmiechał się do mnie cudnie. I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie. Byliśmy w Światłości wielkiej. W pewnej chwili Umiłowany położył mnie na… ołtarzu Krzyża. Zdziwiłam się, myślałam ze zameczek już nie istnieje…
„To nie zmiotła go ta wielka burza? Tak gromy i pioruny w niego waliły…”
„Zapomniałaś, Maleńka, że on zbudowany jest na skale i nic nie jest go w stanie go zburzyć?”
Uśmiechałam się do Umiłowanego mojego rozpromieniona cała! Tańczylam bardzo, a Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem czułości.
„Najdroższy mój…” – wyszeptalam wpatrzona w Maleńkiego.
„Dziecię Moje! Serce Moje! Piękności Moja!”
Najdroższy patrzył mi w oczy głęboko… Patrzyłam w oczy Umiłowanemu mojemu, patrzyłam. I się zapatrzylam… Nagle
W JEGO oczach ujrzalam wielką górę perel! Perly były przepiękne! Cudne ogromnie! Błyszczaly wszystkie! Bez skazy wszystkie! I usłyszałam głos Umiłowanego mojego, który stał obok mnie:
„Jak myślisz, Maleńka Moja, która perła jest Mi najdroższa i najcenniejsza?”
'Nie wiem, Umiłowany. Pokaż mi. Która?”
Myślałam że zaraz z góry pereł Najdroższy mój wyjmie te najdroższą i najcenniejsza dla NIEGO i mi pokaże. Ale On wcale nie patrzyl na te górę perel.,. Tylko we mnie patrzył! We mnie patrzył z zachwytem i uwielbieniem.
” Ty, Maleńka Moja!”
„Ja??!!!”
Byłam… Nie potrafię tego określić! Nie zdążyłam się nawet zdziwić, bo w jednej chwili znalazłam się w ogrodzie pełnym pięknych lilii! Jedna piękniejsza od drugiej! Umiłowany spojrzał we mnie i zapytal:
„Jak myślisz, Maleńka Moja, która lilia jest Mi najmilsza i najpiękniejsza?”
„Nie wiem, Najdroższy mój. Pokaż mi, proszę.”
Myślałam że teraz Najdroższy mój mi pokaże. Ale ON nie patrzyl wcale na lilie. Patrzył we mnie z zachwytem i uwielbieniem…
„Ja???!!”
Znał mnie… Znał moją grzesznosc i nicość…. Jednak patrzył we mnie rozpromieniony cały!!!
„Nie wierzysz Mi?” – spytal uśmiechając się do mnie promiennie.
„Wierzę. Ale… ja???”
„Ty, Maleńka Moja!”
Podnioslam głowę i spojrzałam w Umiłowanego mojego wzruszona. Patrzył mi w oczy… Bardzo bliski i kochający. Ujął moją głowę i położył ja SERCU Swoim. Tańczylismy bardzo…. W JEGO Ramionach….
BYĆ MONSTRANCJA
Byłam w ramionach Umiłowanego, Maleńkiego mojego. Leżałam wtulona w Niego. Tańcząca bardzo leżałam. Umiłowany obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem Miłości i bliskości. Uśmiechał się do mnie cudnie i cały był dla mnie…
„Cierpisz bardzo, Maleńka Moja…”
„Bardzo, Maleńki mój!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. Potem spojrzał we mnie głęboko i wyszeptal:
„Jesteś żywą monstrancja, Moją monstrancja jesteś, Maleńka!”
„Dziękuję, Najdroższy mój!”
I prosiłam Go, żebym nigdy nie była pustą monstrancja. Bo pusta to może i piękna i błyszcząca, ale swoim blaskiem i świecidełkami. Z mojego blasku nie zostanie nic. Zardzewieje… Tylko gdy Najdroższy jest we mnie, ja, Jego monstrancja jestem naprawdę piękna. Bo jest we mnie SKARB cenniejszy od złota i drogich kamieni. Mój Najdroższy! Mój SKARB! I pragnę GO zawsze nosić w sercu. I być piękna Jego pięknem!
Umiłowany gładzil delikatnie mój policzek i patrzył mi w oczy z miłością.
„Jesteś żywą monstrancja, Maleńka Moja! Nosisz Mnie w sobie jak Moja MAMA!”
Patrzyłam w Najdroższego z uwielbieniem. Tańczylismy bardzo. W Miłości.
DOKĄDKOLWIEK ZECHCE
Leżałam na ołtarzu Krzyża. W Światłości wielkiej. Najdroższy mój pochylal się nade mną i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go. A potem spytałam uśmiechając się do Najdroższego mojego:
„Chciałabym pójść z Tobą na spacer, pod rękę, a Ty Najdroższy mój, chcesz?”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie… I po chwili już spacerowaliśmy pod rękę nad morzem kwiatów. Było cudownie, jak w letni rześki poranek. Umiłowany obejmował mnie z Miłością i patrzył we mnie z zachwytem. I ja patrzyłam w Najdroższego mojego. Spacerowalismy pod rękę… W oddali zameczek migotal w promieniach słońca, a morze kwiatów falowało pod wpływem lekkiego wiaterku. Nagle Umiłowany zatrzymal się i stanął przede mną. Ujął moją twarz w Swe dłonie i spojrzał mi w oczy głęboko.
„Jesteś gotowa zostawić to wszystko (tu wskazał na zameczek na skale i kwiatowe morze) dla Mnie?”
„W każdej chwili, Najdroższy!”
I w jednej chwili zerwał się silny wiatr, wicher i zaczęła się wielka burza! Wtulilam się w Najdroższego. Przytulił mnie mocno do Siebie. Wiało i grzmoty waliły. Umiłowany trwał niezachwianie, a ja w Nim. Wchodziłam w Najdroższego coraz bardziej i głębiej… I znalazlam się w jakiejś szarości, która nie była szarościa. W niej zobaczylam Umiłowanego mojego, umeczonego, skatowanego i cierpiącego niezmiernie…. Podeszłam do Niego i objęłam Go delikatnie…
„Chodźmy, Oblubienico Moja!” – wyszeptal Najdroższy patrząc mi w oczy z miłością.
„Chodźmy, Najdroższy mój!”
Wzięłam Umiłowanego pod rękę i szliśmy razem. Dokąd? Nie wiem. Ale pójdę dokądkolwiek Umiłowany zechce.
NAJDROŻSZY MÓJ WE MNIE, A JA W NIM
Byłam w komnacie mojego serca. W Światłości bardzo jasnej, ciepłej i bardzo przyjaznej. Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca leżałam. Najdroższy mój był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwością i Miłością bezgraniczna. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem.
„Jesteś gotowa do dalszej podróży, Maleńka Moja?” – spytał Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
„Najdroższy mój… Ty wiesz, że…. tak!” – szepnęłam wpatrzona w Maleńkiego. Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z miłością.
„Wiem, Maleńka!” – wyszeptal Najdroższy patrząc mi w oczy głęboko. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego najpiękniej jak potrafilam i spytałam:
„To jak wiesz, to dlaczego pytasz, Maleńki mój?”
Uśmiechałam się do Niego radośnie. A ON ujął moją dłoń ze Swego policzka i ucalowal ją. I rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił, rozjaśnił!!! Rozbłysnął! Byłam w Umiłowanym moim! W JEGO Jasności! W JEGO świetle… Zanurzal mnie. Zatapial… mnie w Światłości… W Sobie. A Sam, Maleńki mój, wchodził we mnie! Wchodzil we mnie, jak wielka biała Hostia. Pokorny, łagodny i cichy… Piękny, czysty i delikatny… Wielki, potężny i wszechmogący!!! Umiłowany mój… Najdroższy! Maleńki mój… Słodki mój… Wchodził we mnie…
„JA w Tobie, a Ty we MNIE, Maleńka Moja!” – usłyszałam w głębokości mego serca.
„Tak! Najdroższy mój, tak!”
I nie wiem jak to opisać… Umiłowany obejmował mnie we mnie… i obsypywał pocałunkami moją duszę… Całowal moje serce. A ja tańczyłam dla Najdroższego mojego!