Obudziłam się. Otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego. Patrzył we mnie rozpromieniony uśmiechem, Miłością i zachwytem. Uśmiechnęłam się do Maleńkiego mojego radośnie! Byłam niezmiernie szczęśliwa, że Go widzę!
„Odpoczęłaś Maleńka Moja?” – spytal patrząc mi w oczy głęboko.
„Tak, dziękuję, Maleńki mój. Odpoczęłam troszkę!”
Dotknęłam Jego policzka i głaskalam go z miłością i czułością. Najdroższy ujął moją dłoń i ucalowal ją.
„Dzisiaj odpoczywasz, Maleńka Moja!” – wyszeptal stanowczo i bardzo łagodnie zarazem.
„Dobrze! A Ty, Maleńki mój z rąk mnie nie wypuszczaj!” – zaśmiałam się wesoło.
„Zawsze jesteś w Moich rękach, Maleństwo Moje! Nigdy Cię z rąk nie wypuszczam!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia. Patrzył we mnie taki piękny i jasny. A ja odpoczywalam w Jego objęciach, w Jego rękach.
Autor: Maleńka
ODLOT
Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej i cichej. Maleńkiego mojego nie było… Zniknął gdzieś. A ja trwałam, czekałam… Tęsknilam, pragnęlam… Światłość była bardzo przyjazna. Otulala mnie. Ale ja nie Swiatłości pragnęlam i nie za nią tęskniłam… Nagle w sercu usłyszałam cichy, prawie niesłyszalny głos:
„Chodź do Mnie, Maleńka Moja! Pójdź do Mnie!”
Aż się wzdrygnelam z radości!!! Był to głos Najdroższego mojego!
„Maleńki mój! Gdzie jesteś?! Dokąd mam iść…?!”
„Głos Cię poprowadzi! Słuchaj Mego głosu!”
I zaczął mnie prowadzić. Głos w sercu. Mówił: „Idź prosto. Teraz skręć w prawo. Teraz w lewo. Dobrze! Teraz prosto. Przed siebie!”
Słuchałam głosu. I szłam jak kazał. Przed sobą miałam tylko Światłość. Nie wiedziałam dokąd idę, zdawało mi się, że krążę w kółko, albo że stoję w miejscu. Ale słuchałam głosu i szłam jak mówił.
„Teraz skręć w prawo, a teraz w lewo. A teraz idź prosto, przed siebie!”
Szłam. A im dłużej szłam, głos był coraz głośniejszy i dźwięczniejszy. I weszłam w jeszcze większą Światłość. I… zobaczylam wielki świetlisty biały krzyż, a na nim wisiał Maleńki mój! I uśmiechał się do mnie promiennie! Zdumialam się, że Najdroższy mój nie cierpi, że nie jest smutny. Przecież wisiał na Krzyżu!!!! Krzyż też nie był smutny, przygnębiający. Przeciwnie! Wzniosły, uroczysty i zwycięski. Najdroższy mój patrzył we mnie rozpromieniony Miłością! Podbieglam do Niego i rzuciłam Mu się na szyję!!!
„Najdroższy mój! Maleńki mój…!” – szeptałam uszczęśliwiona. Najdroższy objął mnie z czułością, wziął na ręce i przytulił do SERCA Swego.
„Nie bój się. Wierz tylko” – wyszeptal mi wprost do ucha. Spojrzalam w Niego zdziwiona.
„Ale ja się nie boję!” – szepnęłam lekko i z lekkim wyrzutem. Najdroższy mój uśmiechnął się do mnie łagodnie.
„A dlaczego?” – spytal.
„Bo Ty jesteś ze mną! Więc czego mam się bać??!”
Uśmiechnęłam się Maleńkiego mojego. A ON patrzył we mnie z wielką Miłością. Pochylil głowę i patrzył zachwycony cały. Spojrzałam tam gdzie On patrzył i zamarlam w zachwycie! Dwa serca, SERCE Najdroższego i moje serce wyszły z naszych ciał. I przytuliły się do siebie nawzajem. Z SERCA Najdroższego wyszła bielutka Hostia i weszła w moje serce…
Najdroższy podniósł głowę i ja też podnioslam swoją. I patrzyłam w oczy Najdroższego. On zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Jak Oblubieniec Swą oblubienice. Tańczylismy bardzo. W wielkiej miłości.
Nad ranem leżałam w łóżku i rozmyślalam. Akurat pomyślałam o moim blogu i notkach. „To co tam piszę to już jest niezły odlot! Całkowity, totalny odlot!” – pomyślałam uśmiechając się do Najdroższego mojego. „Odlot, Maleńka Moja! Ty już nie idziesz ze Mną pod rękę. Ty lecisz! Lecisz ze Mną pod rękę!!!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. I dalej rozmyślalam. W życiu też mam totalny odlot. Ale może kiedy indziej o tym napiszę. Zmeczona teraz jestem i ręka boli. Wystarczy na razie.
Albo teraz! Jak odlot to odlot. Piszę ” moje Duchowe Dzieci”, ale piszę o moich najbliższych. Jedno moje Duchowe Dziecko jest bardzo ciężko chore. Niedługo będzie miało badanie, które potwierdzi lub zaprzeczy czy choroba się pogłębia, postępuje, czy nie. Dziecko żyje w ciągłym lęku, strachu. Często irracjonalnym. Wytwarza, a raczej próbuje wytworzyć wokół siebie aurę, atmosferę lęku, strachu a nawet paniki. Próbuje w taki stan wciągnąć innych. A widząc, że nie poddajemy się temu, dziwi się bardzo. Gdy na Nie patrzę, widzę w Jego oczach lęk. A Ono w moich oczach widzi pokój, spokój i uśmiech. I czasem mówi że mi zazdrości, czasem, że mnie nie rozumie, a czasem tez próbuje się do mnie uśmiechnąć. Wszyscy walczymy o moje Duchowe Dziecko. Walczymy o całą rodzinę. Staram się być podporą, oparciem. Też dla mojego drugiego kochanego Duchowego Dziecka. Staram się być oparciem. Nie wiem jak mi wychodzi. Chyba nie za bardzo. Ale się staram.
Totalny odlot, prawda?
SŁUŻYĆ MIŁOŚCIĄ
Tańczyliśmy bardzo! Najdroższy, Maleńki mój i ja. Tańczyliśmy nad morzem kwiatów. Najdroższy obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. I w tańcu prowadził. Patrzyłam w Maleńkiego mojego z uwielbieniem i zachwytem! Zakochana w Nim na zabój!!! Tańczylismy po całej Swiatłości! Najdroższy promienial cały Miłością i zachwytem.
„Nawet nie wiesz ile radości Mi sprawiasz! Maleńka Moja, ile Mi sprawiasz radości!!!”
Zaśmiałam się serdecznie!
„Moim szczęściem jest sprawiać Ci radość!” – zawołałam wesoło.
Najdroższy mój porwał mnie do jeszcze szybszego, szalonego tańca! Tańczyliśmy długo. Aż w końcu znaleźliśmy się przy ławeczce wśród morza kwiatów. Najdroższy mój usiadł na ławeczce pierwszy i mnie zaprosił, wskazując dłonią miejsce obok Siebie. Popatrzyłam na to miejsce i spojrzałam w Najdroższego mojego. Uśmiechnęłam się do Niego. I bezczelnie wpakowałam się na Jego kolana. Objęłam Maleńkiego mojego za szyję i ucalowalam Go.
„Wolę tu, na Twoje kolanka!” – szepnęłam Najdroższemu do ucha.
Maleńki wyglądał na uszczęśliwionego bardzo! Rozpromieniony niezmiernie zachwytem i podziwem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i przytulił do SERCA Swego. Uwielbialam Go z całego serca! A potem spytałam:
” Jak mogę Ci usłużyć, Najdroższy mój?”
„Służysz Mi, Maleńka!”
„Teraz Ci służę?! A niby jak?!!” – zdziwiłam się. Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie.
„Teraz sluzysz Mi bliskością i tańcem!”
„Ale jak to? Nie rozumiem… Teraz Ci służę??! Przecież siedzę na Twoich kolanach, to dla mnie szczęście i radość wielka!!! To Ty mi sluzysz, Maleńki mój!!!”
Najdroższy patrzył we mnie rozczulony i poruszony ogromnie…
„Maleńka Moja… Ty nawet nie wiesz, że Mi służysz! Nie czujesz, że Mi służysz! A wiesz dlaczego?!”
Pokiwalam przecząco głową zdumiona do głębi serca.
„Bo kochasz! A służba w miłości jest szczęściem i radością, a nie tylko wypełnianiem obowiązku!”
Nie bardzo rozumialam o co chodziło Maleńkiemu. Ale nie musiałam. Przytuliłam się jeszcze bardziej do Niego.
„Pragnę Ci służyć, Maleńki mój…!”
„Służysz Mi, Śliczna Moja! Służysz miłością!”
Najdroższy otulal mnie Sobą…
PONAD SIEBIE SAMĄ!
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Tańczyłam bardzo intensywnie w Jego objęciach. Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Uwielbialam Go z całego serca. A potem tańczylismy bardzo. W milczeniu. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i zachwytem. Rozmyślalam… Kiedy przychodzę do Umiłowanego mojego, kiedy z Nim jestem, to robię Mu miejsce. Sama się cofam. Intuicyjnie. Staram się żeby Maleńki mój miał jak najwięcej we mnie miejsca. I On to wolne miejsce natychmiast wypełnia. Sobą. Swoją miłością i Pokojem. I jest cały dla mnie. Cały!!! Maleńki mój… Kiedy jest ze mną wszystkie troski, problemy i kłopoty oddalają się, maleją, stają się mniej albo całkiem nieważne. Najdroższy jest najważniejszy! Do Niego należę! Mimo słabości i upadków. I tak sobie myślę że do Niego bardziej niż nasze „wzloty”, prowadzą nasze upadki. Nasze upadki prowadzą nas do Boga. A raczej mogą prowadzić. Moje mnie prowadzą. Wystarczy że gdy upadne, wzniose ręce i zawołam o pomoc, Maleńki mój już przy mnie jest. Podnosi, całuje i tuli do SERCA. I jest bliżej… Nasze upadki Go jakby przyciągają. Litość, Miłość, miłosierdzie. Gdybyśmy byli idealni, bezgrzeszni, aamowystarczalni, nie potrzebowaliśmy Boga. Nie pragnęlibysmy Go. Bylibyśmy na Niego zamknięci. A tak, nasze upadki i słabości przyciągają nas do Niego. Nie mówię, że upadki to coś dobrego, i że mamy upadac! Nie! Ale jeśli już upadniemy i zawołamy o pomoc, ON przyjdzie, przyleci na skrzydłach i nas podniesie. I da nam Siebie. Wiem po sobie. I wiem że pragnę Najdroższego mojego, ponad wszystkie moje słabości i upadki. Pragnę Maleńkiego mojego! Ponad moje życie! Pragnę Maleńkiego mojego! Ponad siebie samą! Pragnę Maleńkiego mojego!!!
Lezalam na SERCU Najdroższym i tak rozmyślalam. A Maleńki mój uśmiechał się do mnie promiennie. I otulał miłością.
JEDYNA
Byłam w Maleńkim moim. W Jego ramionach tańczyłam. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Promienial cały uśmiechem i zachwytem. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem i uśmiechałam się do Niego radośnie. Dziś szczególny dzień dla mnie. Moje urodziny. Dziękowałam Najdroższemu za życie, za to że mnie chciał, pragnął, za to że mnie utkal, stworzyl. Patrzyłam w oczy Umiłowanemu mojemu i Mu dziękowałam. Maleńki uśmiechał się do mnie cudnie.
„Zawsze Cię pragnąłem, Maleńka Moja. Gdyby Cię nie było, brakowało by Mi Ciebie!”
„Taaak…?!” – szepnęłam wpatrzona w Maleńkiego.
„Tak! Nie ma drugiej takiej Maleńkiej jak Ty. Jesteś dla Mnie Jedyna! Jedyna w swoim rodzaju!”
„Jedyna…!”
Chciałam od razu rzucić się do stóp Maleńkiego mojego i Mu dziękować! Ale ON mnie powstrzymał! Nie pozwolił mi! Przytulił mnie jeszcze bardziej do SERCA i wyszeptal patrząc we mnie z wielką Miłością i czułością wielką:
„Dziś pragnę mieć Cię TU Maleńka Moja!” – wskazał na SERCE Swoje. Spojrzał we mnie z ogniem w oczach. I… wziął SERCE w Swe dłonie i włożył do dłoni moich…. Patrzyłam zdumiona i szczęśliwa, zachwycona cała…
„To najpiękniejszy Dar jaki kiedykolwiek…”
„Sama żeś Go sobie wybrałaś!” – wyszeptal Najdroższy promieniejac bliskościa.
Patrzyłam w Najdroższego i w SERCE Jego. Brak mi było słów z zachwytu…
A Maleńki mój obejmował mnie z czułością.
„Moja Jedyna!” – szeptal. Tańczyłam otulona Miłością…
JESZCZE BLIŻEJ
Byłam w Maleńkim moim. W Jego ramionach, w objęciach Jego tańczyłam. Najdroższy mój promienial cały Miłością i czułością i zachwytem.
„Moja Śliczna!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia i mocą.
Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Mój Przecudny! Mój Maleńki!” – szeptałam z miłością
„Moje SERCE płonie z miłości do Ciebie, Maleńka! Spójrz!” – Najdroższy odsłonił Swe SERCE. Spojrzałam… SERCE Maleńkiego płonęło żywym ogniem… I wyszła z Niego bielutka Hostia i weszła we mnie. Uwielbialam Najdroższego i szeptałam:
„Mój Maleńki, pragnę Ciebie!!!”
Najdroższy wziął mnie w objęcia, jeszcze bardziej. Zbliżył się do mnie jeszcze bardziej. Byłam niemowlęciem w ramionach Najdroższego mojego! Dzieciątkiem maleńkim byłam. A ON mnie tulil do SERCA Swego. Blisko… Byłam bardzo bezpieczna w Najdroższym moim. Otulona Miłością. A w sercu miałam pokój. Tak, pokój! Na zewnątrz szalała burza. A wewnątrz mnie, w sercu moim był pokój. I pewność że cokolwiek jest przede mną, będzie dobrze. Bo On jest ze mną, jest przy mnie. Blisko.
„Mogę być jeszcze bliżej Ciebie, Maleńka. Jeśli tylko zechcesz, jeśli pozwolisz!”
„Pragnę!”
I dziwilam się że może być jeszcze bliżej…
Najdroższy mój uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Ja zawsze mogę być bliżej, Maleńka Moja!”
A po chwili dodał:
„Uszczęśliwiasz Mnie bardzo!”
„Tak? A czym?” – spytalam zdziwiona.
„Miłością, ufnością i tańcem!”
„Pragnę!”
Maleńki mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. I zbliżył się do mnie jeszcze bardziej. Byłam w wielkiej Swiatłości. Tak jasnej, że zdawała się chwilami być ciemnościa. Tak. A ja maleńka byłam. I szczęśliwa bardzo, w objęciach Maleńkiego mojego.
SZLIFUJE
Spacerowaliśmy nad morzem kwiatów. Najdroższy mój i ja. Pod rękę spacerowaliśmy. Maleńki mój obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. W pewnej zatrzymalam się, stanęłam przed Najdroższym, spojrzałam Mu w oczy i rzuciłam się do Jego nóg. Zaczęłam całować JEGO stopy. Dziękowałam Najdroższemu za to że jest ze mną mimo że ja taka nędzna i słaba. Całowalam i dziękowałam. A ON mi na to pozwolił. Potem wstałam i położyłam głowę na SERCU Najdroższym. Tak tańczyliśmy długo. W pewnej chwili Maleńki mój przystanął. Ujął moją twarz w Swe dłonie i mnie pocałowal. I patrzył mi w oczy głęboko, przenikliwie, z Miłością.
„Maleńka Moja, Ty nie miej Mi za złe kiedy czasem Ciebie sprawdzam. Szlifuje Ciebie niczym diament, żebyś była cudnym brylantem!”
Spojrzałam w Najdroższego zdumiona.
„Maleńki mój… ale ja nie mam Ci niczego za złe! Czasem tylko myślę że mi nie ufasz, i dlatego mnie sprawdzasz!”
Najdroższy przytulił mnie do Siebie mocno i z czułością.
„UFAM Ci Maleńka. Chcę jednak żebyś była jeszcze piękniejsza. Dla Mnie!”
„Jeśli tak, sprawdzaj mnie do woli!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego i On uśmiechał się do mnie. Trzymał mnie w ramionach. Maleńki przypomniał mi rozmowę którą odbyłam kilka lat temu z moim Duchowym Dzieckiem, Synem. (Nie pamiętam czy już wtedy był moim Duchowym Dzieckiem, czy jeszcze nie.)
Ja:
-Dlaczego tak mało w tobie miłości…?
Syn:
-Jakiej miłości?!
Ja:
-Zwyczajnej…
Syn:
-A co ty możesz wiedzieć o miłości?! Ty nie wiesz czym jest miłość!
Ja:
-Wiem!
…
Najdroższy pochylil się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Teraz już nie możesz zarzucić mu braku miłości, prawda?”
„Nie! Skąd! Nie mogę!”
Maleńki mój promienial cały uśmiechem.
„Oszlifowalem go. Wciąż szlifuje!”
„Rozumiem. Maleńki mój, teraz rozumiem!”
Patrzyłam w Najdroższego z miłością i zachwytem. Tańczylismy bardzo. W Miłości.
POD RĘKĘ
Byłam w ramionach Najdroższego, w objęciach Maleńkiego mojego leżałam. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił mnie do SERCA Swego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością i współczuciem. Poważny i uroczysty wielce. I bardzo łagodny.
Ja też patrzyłam w Najdroższego z miłością, powagą i skupieniem. Ale nie ze smutkiem. Już wczoraj powiedziałam Mu „Bądź wola Twoja!” A teraz ją przyjmowałam. Bo powiedzieć że się przyjmuje, a przyjąć JĄ naprawdę to dwie różne rzeczy. Więc przyjmowałam.
„Oblubienica pragnie być podobną do swego Oblubienca!” – szepnęłam wpatrzona w Maleńkiego mojego.
„Jest podobna!”
Maleńki mój patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach. Patrzył… A ja pomyślałam że muszę to wszystko teraz w sercu poukładać. I już zaczynałam… kiedy nagle ze zdumieniem spostrzegłam, że już jest poukładane. Że jest na swoim miejscu. Na właściwym miejscu. Najdroższy mój był na pierwszym miejscu i wszystko inne było na swoim miejscu! Stałam jakby na skraju przepaści i uświadamiałam sobie że umiem latać! Że przecież Maleńki mój mnie nauczył! Więcej! Uświadomilam sobie że mnie do tego momentu w którym teraz jestem, przygotowywał. Konsekwentnie, systematycznie i cierpliwie bardzo. Przygotowywał. I przygotował. Nie miałam nic swojego, żadnych własnych zabezpieczeń, osłon. On, Maleńki mój był moją jedyną Osłoną i Tarczą. Jedynie na Nim się opierałam i na Niego liczyłam. Szłam z Najdroższym pod rękę. Wczoraj napisałam, że przyjdzie taki czas, że będę musiała puścić rękę mojego Duchowego Dziecka i oddać Je Maleńkiemu. Ale ręki Najdroższego mojego nie puszczę nigdy! On nie pozwoli mi, żebym puściła!
Patrzyłam w Najdroższego lekko się do Niego uśmiechając.
„Najdroższy mój, kocham Ciebie!” – szepnęłam patrząc Mu w oczy z ufnością.
On zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Jego SERCE wyszeptalo: „Czy w radości, czy przez mękę z Tobą JA idę pod rękę!”
„Tak mój Najdroższy!!!”
Maleńki rozpromienil się nade mną niezwykle.
„To co, Maleńka Moja, idziemy?” – spytal podając mi Swoją dłoń.
„Idziemy, Maleńki mój!” – podałam Mu rękę. Maleńki pomógł mi wstać. I za chwilę spacerowaliśmy po niebie, pod morzem kwiatów. Pod rękę spacerowaliśmy. Maleńki mój i ja.
DO MALEŃKIEGO
Dla każdego z nas przychodzi czas gdy musi się zmierzyć z odchodzeniem najbliższej osoby. Dla każdego. I dla mnie. Czas ten nadchodził powoli. Niewidocznie. Skradał się. Z czasem jednak widać go bardziej i bardziej. I ja muszę stawić mu czoła. Moje Duchowe Dziecko powoli odchodzi (Piszę Duchowe Dziecko, ale pewnie domyślacie się kogo mam na myśli). Po ludzku to bardzo trudne. Wiem dokąd zmierza, że idzie do Maleńkiego mojego, który na nie czeka i chce je wziąć w ramiona. Jednak po ludzku trudno… patrzę jak bardzo cierpi, a ja nie mogę mu pomóc. Gdy widzę jak oddala się… Mogę tylko mu towarzyszyć, być z nim. Trzymac za rękę. Zdaje sobie sprawę że kiedyś, za 10 lat, za 5, za rok, za miesiąc, jutro, będę musiała mu tę rękę puścić i oddać moje Dziecko Maleńkiemu mojemu. Jednocześnie wiem, że moje kochane Dziecko będzie w Domu i będzie szczęśliwe bez miary. Kiedy patrzę w ten sposób, odchodzenie zdaje się być łatwiejsze do przyjęcia. Często myślimy, że ten świat jest naszym domem i, że będziemy tu zawsze. Tymczasem jesteśmy tu tylko na chwilę. I jesteśmy przechodniami, pielgrzymami. Że wracamy do Domu.
Wszyscy kiedyś, prędzej czy później stąd odejdziemy. Wrócimy skąd przyszliśmy.
Do Domu Ojca. Wierzę, że sama tam wrócę i spotkam tam wszystkich, których kocham.
Do Maleńkiego wrócimy…
A w nocy byłam w Maleńkim moim. W Jego ramionach tańczyłam bardzo. Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA. Patrzył we mnie w milczeniu. Nie potrzeba było słów. Nie potrzebowałam. Potrzebowałam Najdroższego mojego. I dawał mi Siebie. Był dla mnie odpocznieniem i ukojeniem. Cały dla mnie.
„Za Tobą trudne dni, Maleńka, przed Tobą jeszcze trudniejsze!”- szepnęło SERCE Najdroższe.
Z NIM wszystko przejdę. Tylko z NIM.
PRZYCIĄGNĘŁAM…
Leżałam na ołtarzu Krzyża. Najdroższy mój był przy mnie czuły i kochający. Pochylal się nade mną i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem promienial cały uśmiechem i bliskością. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca. A potem opowiadałam Maleńkiemu o wczorajszym dniu, który obfitował w radość i śmiech.
„Dbasz nawet o to żeby mi smutno nie było!” – szepnęłam wpatrzona w Maleńkiego z wdzięcznością i zachwytem.
„Po prostu uwielbiam Twój uśmiech, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z czułością.
„Będę częściej się uśmiechać! Dla Ciebie!”
„Jeszcze częściej?!” – zaśmiał się cudnie Maleńki. Tak jakby już częściej nie można było. I przypomniał mi pewien fakt. Kilka dni temu była u nas koleżanka mamy. I widząc, że ja ciągle uśmiechnięta, powiedziała zdziwiona:
-Monika to najszczęśliwsza z nas wszystkich! Ciągle się uśmiecha!
Uśmiechnełam się do niej i od razu pomyślałam o Najdroższym moim.
„Jeszcze częściej! Dla Ciebie!”
Patrzyłam w Najdroższego z miłością. Siedzieliśmy teraz na ławeczce wśród morza kwiatów. Najdroższy mój i ja. Umiłowany obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie z zachwytem.
„Zatańczymy, Maleńki mój?”
„Sama zatańcz, proszę. Dla Mnie! A Ja popatrzę!”
„Wolałabym z Tobą! – pomyślałam że może Najwyższy jest zmęczony i dlatego nie chce – Ale dobrze!”
I zaczęłam tańczyć! Po całej Światłości, nad morzem kwiatów. Dla Maleńkiego tańczyłam! Starałam się pięknie dla Niego! Tańczyłam… Co chwilę spoglądałam w Jego stronę. Uśmiechał się do mnie. I ja uśmiechałam sie do Niego. Tańczyłam, ale tęskniłam… Bardzo tęskniłam! Serce mi się wyrywało się do Najdroższego… do Maleńkiego… Wyrywało się! I nagle… Maleńki pojawił się przy mnie! Objął mnie i tańczyliśmy razem. Patrzył we z ogniem w oczach…
„Nie mogłem wytrzymać bez Ciebie, Maleńka! Przyciągnęłaś Mnie swoją tęsknotą!”
Aź podskoczyłam do góry z radości! Ucałowałam Maleńkiego w oba policzki. Uśmiechałam się do Niego szczęśliwa! Tańczyliśmy bardzo!