W Umiłowanym, w Maleńkim moim byłam. Przy SERCU Jego. Przytulona do SERCA Najdroższego, wtulona w NIE, odpoczywalam. Szczęśliwa cała byłam, a moje serce tańczylo dla Umiłowanego mojego.
Rozmowa serc:
„Ukryłem Ciebie w Sobie, Maleńka Moja Umiłowana!”
„Ukryłes mnie w Sobie, Najdroższy. A ja mam poczucie, że dopiero teraz jak mnie ukryłes, ja wychodzę z ukrycia… na świat.”
„Bardzo dobrze, wychodź! Wychodz na świat, Perełko Moja i pokaż mu Swe Piękno!”
„Wychodzę, pokazuję… a świat patrzy i dziwi! Zdumiewa się wręcz…!”
„Dobrze! Bo mało kto ma w sobie takie piękno.”
„Zawstydzasz mnie, Najdroższy… To Twoje Piękno przecież!”
„Oczywiście, że Moje. Ale wszystko co Moje jest Twoim, Maleńka. Pokazuj światu Swe piękno!”
„Dobrze, Najdroższy. Będę.”
Ujrzalam przed sobą JEGO twarz. Był taki promienny! Uśmiechnięty! Taki szczęśliwy… I słodki taki…
Patrzyłam w Umiłowanego zachwycona!!!
„Mój Piękny…!” – szepnęłam wpatrzona w Niego z miłością. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Moja Śliczna!” – szepnął Umiłowany. Zbliżyl Swą twarz do mojej twarzy i pocałował mnie. Raz, drugi… trzeci. Całował jak Oblubieniec całuje Swoją oblubienice. I ja Go całowalam. Wchodził we mnie i ja w Niego wchodzilam. I byłam znów przy SERCU Najdroższym. Wtulona w NIE. A z JEGO Rany wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie…
„Mój Piękny…!” – szepnęłam zachwycona.
„Śliczności Moja Umiłowana!”
Serce moje tańczylo dla Umiłowanego!
Autor: Maleńka
MÓJ CEL
Patrzyła we mnie… Patrzyła we mnie Swymi dużymi, pięknymi oczami. Spojrzeniem Miłości… Patrzyła i tulila mnie do Siebie. Byłam niemowleciem w ramionach MAMY. Jej maleństwem byłam. „Jak bardzo potrzebuję takiego przytulenia, takiej czułości, takiego spojrzenia,..”- pomyślałam uśmiechałam się do MAMY, szczęśliwa, bezpieczna i bezbronna bezbronnoscia dziecka, które wie, że jest bardzo kochane i któremu w tej chwili niczego nie brakuje.
„Jestem z Ciebie bardzo dumna, Córeczko! Idziesz we właściwym kierunku. Jak będziesz tak dalej szła to dojdziesz do Celu!”
„Często nie wiem w którą stronę iść… Wszystko takie pogmatwane, pokręcone. Pomóż mi, proszę… Wskazuj drogę. Bądź mi Gwiazdą na niebie!” – szepnęłam uśmiechając się do MAMY.
I Ona uśmiechała się do mnie cudnie.
„Dobrze, Córeczko. Gdy tylko nie będziesz wiedziała dokąd iść, wezwij Mnie, a Ja wskaże Ci drogę. Dobrze?”
„Dobrze. Dziękuję Ci MAMO!”
MAMA ucalowala mnie i… zniknęła.
Nie wiem gdzie byłam… Nade mną ciemne, ciężkie chmury. A pode mną ni to bagno, ni pustynia, ni szkliste morze. Ciemne i straszne. Co chwilę z tego morza – pustyni wyskakiwaly węże, które próbowały mnie kąsać. W oddali, z tego morza – bagna – pustyni wyrastał Krzyż, na którym wisiał Najdroższy mój… Musiałam jednak uważać żeby węże mnie nie ukąsiły, albo nie wciągnęły do tego bagna -morza. Patrzyłam więc na dół i odganiałam je od siebie. Nagle… przyszła mi do głowy… myśl!!!
„Przecież umiem latać!”
Wzbiłam się w powietrze i… zaraz byłam przy Najdroższym moim! Objęłam Go… wtuliłam się w Umiłowanego całą sobą… Najdroższy wziął mnie w ramiona. Istniał tylko On! Maleńki mój…! Mój Cel!!!
Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
„Cierpisz bardzo, wiem Maleńka. Jestem z Tobą.”
Patrzył we mnie… Miłość sama.
ŚWIATŁO
Byłam w naszej altance. Na kwiatowej kanapie leżałam tańcząca bardzo. Umiłowany, Najdroższy mój był ze mną. Siedział obok mnie i pochylal się nade mną z Miłością. Mój Oblubieniec…!!! Patrzyłam w Niego szczęśliwa bardzo. Tylko w Niego patrzyłam. A ON patrzył we mnie. Wiedziałam, że cierpi bardzo i On wiedział że ja cierpię. Nie rozmawialismy jednak o tym. Patrzylismy w siebie nawzajem. I trwalysmy w miłości. Zapatrzylam się w Umiłowanego mojego… Nagle zapragnęłam zobaczyć moje serce, co w nim jest. Byłam ciekawa co tam jest zamiast Ogrodu Sercowego. Najdroższy patrzył mi w oczy głęboko i słodko. I nagle zobaczyłam w nich to samo pragnienie… Pojęłam, że Jego pragnienie było moim pragnieniem!
„Tak, chcę je zobaczyć. Pokaż mi, proszę…”
Najdroższy pocałowal mnie.
I nagle zobaczyłam wielkie światło! Wielkie!!! Jasne tak bardzo, że musiałam zamknąć oczy. Tak bardzo mnie to światło razilo! Gdy je zamykalam, usłyszałam głos Najdroższego:
„To jest Twoje serce, Maleńka. Mieszka w nim Droga, Prawda i Życie!”
„Czyli Ty, Najdroższy mój!” – szepnęłam zachwycona!!!
Chciałam jeszcze raz otworzyć oczy, ale światlo było tak jasne że, nie mogłam. Leżałam więc z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do Umiłowanego, szczęśliwa cała. W pewnej chwili poczułam pocałunek na moim policzku. Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą twarz Najdroższego. Uśmiechal się do mnie promiennie. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Wiesz, Maleńki, niedawno myślałam o swoim życiu. Czy gdybym mogła przeżyć je raz jeszcze to czy coś bym w zmienila. I doszłam do wniosku że nic. Moje życie jest Twoim cudem. Każdy dzień mojego życia jest Twoim cudem.”
„Ty jesteś Moim Cudem, Maleńka!” – Najdroższy mój promienial cały. Patrzył we mnie świetlisty i jasny… Byłam w JEGO świetle. W świetle Jego Miłości.
NA ŁĄCE…
Byliśmy na Łące, przeswietlonej dziwnym blaskiem i pełnej kolorowych, pięknych kwiatów. Byliśmy, Umiłowany mój i ja. Najdroższy mój obejmował mnie, przytulal do Siebie. Patrzył we mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą… Ja patrzyłam Mu w oczy z zachwytem i uśmiechałam się do Niego. Z miłością w Niego patrzyłam. Stanęłam na palcach, a swymi dłońmi objęłam twarz Ukochanego. I Ucalowalam Go.
„Kocham Ciebie, mój Najdroższy!” – szepnęłam patrząc Mu w oczy.
„Wiem. Widzę!” – uśmiechnął się do mnie Najdroższy. Patrzył tak słodko…
„Co widzisz?” – spytalam.
„Że Mnie kochasz, Maleńka!” – Ukochany patrzył mi prosto w oczy. Zawstydzilam się i spuścilam głowę. Jednak moje serce tańczylo ze szczęścia! Najdroższy objął mnie jeszcze mocniej i zaczął ze mną tańczyć. Pięknie tańczył, w tańcu prowadzil.
„Uwielbiam z Tobą tańczyć!” – szepnęłam radosna i znów podniosłam głowę i patrzylam Najdroższemu w oczy. A ON tanczyl po całej Łące! Płynął w kwiatach! A ja patrzyłam tylko w Niego, w Maleńkiego mojego patrzyłam…
„Pragnę Ciebie!!!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego.
A ON nagle przestał tańczyć! Wziął mnie na ręce i położył w kwiatach, na Łące. Położył mnie a Sam pochylil się nade mną z tkliwoscia bezdenna. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i pocałował mnie.
„Wiem, że Mnie pragniesz, Maleńka Moja! I wiem że Tańczysz bardzo! I że oddałas Mi całą nędzę, całą biedę swoją. Oddałas Mi swoje grzechy! Chcesz z nimi walczyć!”
„To dlatego że Ciebie pragnę!” – szepnęłam.
Najdroższy znów mnie pocałowal. Patrzył we mnie… Miłość sama!
„Kocham Ciebie, Perło Moja!”
„Wiem! Widzę!”
„I uwielbiam tańczyć z Tobą!” – Maleńki uśmiechnął się do mnie.
„Wiem!” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„A skąd wiesz?” – spytal Umiłowany promieniejąc szczęściem wielkim.
Zaśmiałam się serdecznie.
„Bo jakbyś nie uwielbial, nie lubil, to byś ze mną nie tańczył, prawda?”
Najdroższy zaśmiał się głośno, radośnie, złociście!
„Pragnę Cię, Maleńka Moja!”
„Wiem…” – szepnęło moje serce.
Ukochany patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Całe Niebo czeka na Ciebie!”
„Wierzę!”
„Wierzysz?” – Umiłowany zdawał się być zdziwiony.
„Ty to wiesz. A ja Tobie wierzę.”
Najdroższy patrzył we mnie…
„Pragnę Cię, Perełko Moja!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I obsypywał mnie pocałunkami… Deszczem pocałunków! Tonęlam w Miłości..
Najdroższy mój…
Mój Maleńki…
NA SKRZYDŁACH MOTYLA
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W naszej altance. Najdroższy nakarmil mnie Swoim Ciałem i szepnął promienny bardzo:
„Idziemy, Perełko Moja!”
Spojrzałam w Najdroższego pytająco. Uśmiechnął się do mnie cudnie i wyszeptal:
„Idziemy, Maleńka. Polatać!”
I trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. Szedł w niezwyklej jasności. Patrzyłam w JEGO oczy uśmiechałam się do Niego radośnie. I ON patrzył we mnie uśmiechnięty. Szedł, a ja spostrzeglam, że jasność zmienia się w chmury, w małe obloczki. W końcu Ukochany postawil mnie obok Siebie. I wtedy zobaczyłam… całe mnóstwo kolorowych, barwnych owadów! Motyli wielkich i całkiem malutkich, pszczół, ważek, chrząszczy. Całe mnóstwo!
Nagle… podlecial mi pod nogi biały motyl, z błękitnymi wzorami na skrzydłach!
„Wskakuj, Maleńka! Polatamy!” – zawołał Najdroższy. Spojrzałam na Niego. Stał na wielkiej, pięknej ważce o srebrzystych długich skrzydłach! Wskoczylam na motyla. I… zaczął się lot. Motyl fruwal, latał w pływał… A ja na nim…
„Ale cudnie!” – zawołałam zachwycona.
Motyl wzbijał się do góry i opadal w dół. Wlatywal w chmury. Podobało mi się bardzo! Ale w pewnej chwili motyl zaczął przyspieszac. Pędził bardzo szybko i wirowal w około. Tak szybko, że zrobiło mi się niedobrze. I bałam się że spadnę w czasie tych jego ewolucji. Zeskoczylam z niego szybko. Umiłowany w jednej chwili był przy mnie.
„Nie podobało Ci się, Maleńka? Przestraszylas się?” – dopytywal z troską.
„Z początku bardzo mi się podobalo. Ale potem za ostro, jak dla mnie!”
Stałam naprzeciw Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Patrzyłam w JEGO oczy głęboko…
„Pragnę Cię Najdroższy!”
Umiłowany ujął moją twarz w obie dłonie i ucalowal mnie.
„Pragnę Cię Maleńka!”
I weszłam w Umiłowanego mojego. On wszedł we mnie. Położył Swą głowę na moim sercu. Ja wtulilam się w SERCE Najdroższego mojego. Całowałam JE z czułością. Najdroższy mój całowal moje serce. Przypomnialam sobie lot na motylu.
„Ty jesteś moim Motylem, Najdroższy! A SERCE to Twoje Skrzydła!”
„Ty jesteś Moim motylem, Maleńka! A serce to Twoje skrzydła!”
Uśmiechałam się do Maleńkiego mojego. I ON Uśmiechał się do mnie. Nasze serca tańczyły…
POCAŁUNKI UZDROWIENIA
MAMA patrzyla we mnie wielkimi pięknymi oczami. Pełnymi miłości i czułości. Patrzyłam w NIĄ smutna, przygnębiona.,. Nie pytała dlaczego. Sama zaczęłam…
„Upadłam wczoraj…”
„I?”
„Najdroższy mój podniósł mnie i od razu mi wybaczyl gdy tylko zaczęłam przepraszać…”
„Czyli wszystko w porządku” – MAMA uśmiechnęła się z czułością.
„No… nie do końca. Serce mnie boli, że GO zranilam…!”
MAMA patrzyla we mnie…
„Córeczko Kochana… ON Ciebie taką słabą, poraniona, grzeszna kocha… Kocha Cię taką!”
„Wiem…”
„I Ty też siebie taką pokochaj.”
Słowa te wypowiedziane były prawie szeptem, z czułością wielką. Ale na mnie podziałały jak grom z jasnego nieba. Jak błyskawica!!!
„On pragnie uzdrowić Twoje serce, Córeczko. Pozwól MU….”
Spojrzałam MAMIE w oczy.
„Pragnę…”
MAMA uśmiechnela się do mnie cudnie i…. zniknęła.
Najdroższy mój wisiał na Krzyżu. Ja leżałam na SERCU, wtulona w NIE. Całowalam Najdroższe SERCE całowałam. Całowalam…
Ukochany patrzył we mnie z wielką Miłością.
„Cierpisz bardzo, Moja Maleńka…”
„Ty cierpisz, Najdroższy!” – szepnęłam i wciąż całowalam Jego SERCE.
I nagle wszystko się odwrócilo! Ja wisiałam na Krzyżu. A Najdroższy mój leżał na moim sercu.
„Cierpisz bardzo, Najdroższy mój…”
„Ty cierpisz, Maleńka Moja!”
I zacząl całować moje serce… Całował i całowal. Z czułością niewyobrażalna. Całowal, całowal i całowal. A ono bolało mnie coraz mniej i mniej i mniej… I na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
„Najdroższy mój!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego radośnie. Maleńki mój przerwał pocałunki i spojrzał we mnie.
Rozpromienil się caly!!!
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal radosny:
„Wreszcie się uśmiechasz, Moja Maleńka. W końcu jest uśmiech!!!”
„Serce już nie boli to i uśmiech jest!! – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego – DZIĘKUJĘ NAJDROŻSZY!!!! Bardzo dziękuję!!!”
Maleńki mój jednak nie słuchał moich podziękowań. Wziął mnie na ręce podrzucal do góry z wielką radością!!!
„Moja Śliczna! Moja Słodka!! Moja piękna Maleńka Perełka!!!”
Cieszyl się mną niezmiernie! Ogromnie! I ja się Nim cieszyłam!
Najdroższy pocałowal mnie i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej mnie tulil i patrzył we mnie z zachwytem. Ja rozpromieniona cała, patrzyłam w Umiłowanego z uwielbieniem.
„Dziękuję, Najdroższy mój!”
'Dla Ciebie wszystko, Perełko Moja!”
NIKT TAK MNIE NIE KOCHA…
Leżałam na kwiatowej kanapie w naszej altance. Cała obolała i zmęczona bardzo. Najdroższy mój był ze mną. Był przy mnie. Trzymał w Swoich dłoniach moją rękę, tulil do Swego policzka i całowal z czułością. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża. Czuwał przy mnie długo. Potem nakarmil mnie Swoim Ciałem. Wziął mnie bardzo ostrożnie i delikatnie na ręce i wyszedł z altanki.
Chwilę później byliśmy na Łące. Najdroższy mój postawił mnie w kwiatach. Objęłam Go całą sobą. Tańczylismy bardzo. Najdroższy ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył mi w oczy głęboko. I ja w Jego oczy patrzyłam. Umiłowany mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i pocałował mnie. Pocałowal inaczej niż do tej pory. Nie potrafię opisać jak. Inaczej. Potem spytał uśmiechając się do mnie promiennie:
„Jesteś szczęśliwa, Maleńka Moja?”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
„Najdroższy mój, Ty wiesz! Wiesz, że tak! Jestem bardzo szczęśliwa!”
Umiłowany wciąż patrzył mi w oczy.
„Nie dla każdego byłoby to takie oczywiste, Najmilsza.”
Patrzyłam Umiłowanemu w oczy. To prawda, co mówił. Z zewnątrz deszcze, burze i gromy (nie mam na myśli pogody, ale życie). Samotność i Cierpienie. I ON, Najdroższy mój. Nade wszystko ON. Ponad wszystko ON! We wszystkim ON!!! A ja w Jego SERCU.
Tańczylismy. Umiłowany obrócil mnie tyłem do Siebie. Objął mnie i przytulił do Siebie. I dotykał mojego obolałego ciała. Dotykał też miejsca w moim ciele gdzie boli mnie najbardziej… Ujęłam JEGO dłonie w moje ręce i przesunelam w miejsce gdzie właśnie teraz mnie bardzo bolało.
„Cierpisz bardzo… Maleńka.”
„Bardzo. Ale nic to. Kochasz mnie, Najdroższy. Tylko to się liczy.”
I wpatrzona w Umiłowanego wyszeptalam:
” Nikt tak mnie nie kocha jak Ty!”
Umiłowany patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Nikt tak Cię nie kocha jak Ja, Najmilsza Moja!”
Obejmował mnie z czułością… Otulał Sobą. Otaczał. Zamykał w Sobie. W Miłości.
TAJNIKI MIŁOŚCI
Patrzyła we mnie Swymi dużymi, cudnymi oczami. Łagodnymi, pełnymi miłości i czułości. Przytuliła mnie do Siebie. A ja patrzyłam w NIĄ patrzyłam… I znów byłam małym dzieckiem w kochających ramionach MAMY. Bezpieczna, kochana i chciana.
„Jak bardzo mnie kochasz…” – szepnęłam zachwycona.
„Ty, Córeczko, też kochasz Swe Duchowe Dzieci.”-szepnęła z czułością MAMA.
„Kocham. A raczej staram się kochać… Najdroższy daje mi Je a ja staram się Je kochać. Niektóre odeszły, nie odzywaja się może zapomnialy o mnie. Ja nie zapomniałam o Nich. Mam Je w sercu i tańcze za Nie. Dzieci się nie wybiera, Dzieci się kocha. Staram się kochać.”
” Tak, Córeczko Moja.”
MAMA patrzyla we mnie z niezwykłą miłością…
Byłam przy SERCU Ukochanego. Tuliłam JE do siebie… Wtulona w NIE cała. Słuchalam JEGO bicia. Tuliłam i słuchalam…. Nagle usłyszałam znajomy dźwięczny głos:
” ONO bije dla Ciebie, Najmilsza Moja!”
” Pragnę żyć dla Ciebie, tylko dla Ciebie, Umiłowany mój!”
W tej samej chwili zobaczyłam przed sobą jasniejace, świetliste Oblicze Najdroższego mojego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką…
'Żyjesz dla Mnie, Maleńka Moja!”
Tańczyłam bardzo intensywnie. Umiłowany trzymał mnie w Ramionach. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Kiedy będziemy jeszcze odwiedzac Twoje SERCE, Ukochany mój?”
Najdroższy pocałowal mnie i uśmiechał się do mnie cudnie.
„Wciąż JE odwiedzamy, Perełko!”
„Wciąż??!!” – szepnęłam zdziwiona i zachwycona zarazem.
„Wciąż. Odkrywam przed Tobą, Maleńka, tajniki Miłości!”
Uśmiechałam się do Najdroższego najpiękniej jak potrafilam. A ON nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go…
STYL TAŃCA
Mama patrzyla we mnie wielkimi, pięknymi oczami. Tańczyłam bardzo intensywnie. ONA trzymała mnie w ramionach i tuliła do Siebie. Tańczyla ze mną. Cierpiala ze mną. Nie uśmiechala się do mnie. Patrzyła współczujaco. A ja choć cierpiaca, pragnęlam JEJ uśmiechu.
„Uśmiechnij się do mnie MAMO. Twój uśmiech pomaga mi tańczyć!”
I rozpromienila się nade mną… Bardzo!!!
„Cierpisz bardzo, Córeczko Kochana!”
Pomyślałam że ONA cierpi bardziej… Ale dla Umiłowanego mojego liczy się taniec.
„Dla Mego Synka liczy się styl tańca.”
Uśmiechnęłam się do MAMY.
„O własnie! Styl tańca!”
Ucalowala mnie w czoło i zniknęła.
Byłam w Umiłowanym. W Najdroższym moim byłam. Tańcząca bardzo. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą.
„Ale cudnie wczoraj było…”- wyszeptalam wpatrzona w Niego.
„Cieszę się że Ci się podobalo – Najdroższy uśmiechał się czule – A co najbardziej?”
„Tańce!”
A po chwili szepnęłam:
„I jeszcze to, że podchodziliscie Z MAMA do każdego z gości i usługiwaliscie im…”
Najdroższy patrzył we mnie promienny. A ja głośno myślałam:
„Chciałabym choć trochę tak służyć innym… Z czym ja stanę przed Tobą gdy wrócę do Domu…? Z pustymi rękami stanę!”
Maleńki mój patrzył we mnie z czułością niewyobrażalna. Uśmiechnął się cudnie i szepnął:
„Staniesz przede Mną, a Ja Cię wezmę na ręce i uściskam mocno!”
I nie czekając aż odpowiem, spytał:
„Pamiętasz Perełko co Ci napisal Twój Duchowy Syn gdy Mu powiedzialas, że Cię kusi że ciągle tylko cierpisz, bo nic innego nie potrafisz?”
„To było jakiś czas temu. Ale tak, pamiętam.”
„Przypomnij Mi proszę.”
„Napisał że moje cierpienie przynosi błogosławione owoce. I że to jest ciężka praca, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. A pokusy to moje nadgodziny.”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko.
„Mądry jest Twój Syn!”
„Tak! I dobry bardzo. Przez Niego widzę Ciebie, Umiłowany!”
Patrzył we mnie dziwnie. Bardzo dziwnie… Z zachwytem i podziwem… Ogromnym! Pierwszy raz w taki sposób we mnie patrzył… Aż się zawstydzilam…
„Dlaczego tak we mnie patrzysz…?” – spytalam cicho.
Ukochany uśmiechnął się do mnie szeroko.
„Nic, Perełko Moja, nic. Ale jaka matka, takie Dzieci.”
Spojrzałam w Najdroższego zaskoczona! Prosto w oczy spojrzalam. Uśmiechał się do mnie cudnie, promiennie bardzo. Spojrzalam… I nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. Uśmiechałam się do Maleńkiego mojego. A ON Uśmiechał się do mnie.
UCZTA I TAŃCE
Byłam w Najdroższym moim w Umiłowanym moim byłam. Patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie.
„Zabieram Cię na Ucztę i tańce, Maleńka Moja!”
„Na Ucztę i tań…??!” – szepnęłam zachwycona! Utrwalam bo nagle zrobilo się ciemno. Zobaczylam przed sobą jakby ogromne drzwi. Najdroższy mój był przy mnie i trzymal mnie pod rękę. Zagrzmialy trąby i drzwi się otworzyły.
„Król i Jego drogocenna Perla!” – zawołał ktoś uroczyście. Trąby znowu zagrały. Umiłowany wprowadzil mnie do wielkiej sali. Bardzo pięknej i zdobnej ogromnie! Zdawała mi się znajoma… Sala była pełna ludzi! Widziałam ich wyraźnie. Panie ubrane były w piękne balowe suknie, panowie we fraki.
„Coraz piękniejsza ta JEGO Perla!” – odezwała się jakaś pani.
„I już całkiem podobna do nas!”- wtorowal jakiś pan.
Widziałam ich po raz pierwszy, ale ich głosy…
Spojrzalam pytająco w Umiłowanego mojego, który raz po raz odwzajemnial ukłony, które MU skladano i uśmiechal się do gosci. Spojrzal we mnie z wielką Miłością i radością i skinął twierdzaco głową.
„Czyżby oni stali się dla mnie widoczni?” – spytalam zdziwiona.
„Nie, to nie oni stali się widoczni. To TY stałaś się przezroczysta!”
Patrzyłam w Umiłowanego zdumiona do głębi! Jakaś pani uśmiechnęla się do mnie cudnie. Odwzajemniłam uśmiech. Tak doszliśmy do bardzo długiego i suto zastawionego stołu. Umiłowany poprosil żebym na Niego chwilę zaczekala. Podszedł do jakiegoś dziwnego gościa. Ja usiadłam sobie na wolnym krześle, w kąciku. Nie chciałam przeszkadzac gościom, którzy zasiadali do stołu. Patrzyłam jak Najdroższy rozmawia z tym dziwnym gościem. Teraz zauważyłam że nie pasował on tu. Był w brudnej, podartej koszuli, włosy potargane. Wyglądal na zaskoczonego, że Najdroższy go zobaczyl i z nim rozmawia. Umiłowany spytał go o coś. On patrzył na NIEGO oniemialy. Umiłowany zawołał straż i wyprowadzili tego człowieka. Umiłowany był smutny Obszedł cały stół i usiadł na Swoim krześle tronowym. Za chwilę usiadła obok Niego MAMA. Z drugiej strony Niego było wolne, puste miejsce, krzesło. Umiłowany jakby dopiero teraz to zauważył.
“A gdzie Moja Perła?!”- zapytał gości. I wzrok wszyscy utkwili we mnie. Umiłowany zobaczył mnie siedzącą sobie w kąciku…
“Maleńka Moja – powiedział wzruszony- tu jest miejsce, które przygotowałem dla Ciebie. Przesiądź się tutaj!”
A do serca mi wyszeptał:
“Chodź do Mnie Maleńka. Tęsknię!”
“Już idę, Najdroższy!”
Wstałam, obeszłam cały stół i usiadłam obok Umiłowanego. A wśród gości słychac było szepty podziwu i zachwytu…
“Co byś zjadła? Co Ci nałozyć, Perełko?” – dopytywał Umiłowany. A kiedy ja nie mogłam się zdecydowac co wybrac z ogromu smakowitości, Ukochany ukroił duży kawałek pięknie przystrojonego ciasta i postawił przede mną mówiąc:
“Spróbuj, MAMA piekła!”
Spróbowałam.
“Pycha!!! Niebo w…” – zaśmiałam się cicho. Umiłowany roześmiał się wesoło i poprosił mnie do tańca. Tanczyliśmy po całej sali. Wszyscy goście tańczyli. Najdroższy obejmował mnie z wielką czułością i wirował wokoło. Potem odprowadził mnie do stołu i przeprosił mówiąc, że zaraz do mnie wroci. Jadłam ciasto. A On z MAMA podchodzili do każdego z gości, pytali czy niczego im nie brakuje, a nawet usługiwali im. Jak skończyli, usiedli przy stole. Najdroższy nalał wina do kielicha i mi podał. Spróbowałam. Było bardzo orzeźwiające. Pózniej znów tańce! Najdroższy spytał czy zatańczę.
“Uwielbiam z Tobą tańczyć! I bardzo bym chciała. Ale nie mam sił…”- wyszeptałam.
“Nie masz sił, Maleńka, ale masz MNIE!” – powiedział Umiłowany biorąc mnie na ręce. Wyszedł na środek sali. I tańczył ze mną na rękach! Tańczył, tańczył, tańczył… Było cudownie!!!