Leżałam na kwiatowej kanapie. Tańcząca bardzo leżałam. Umiłowany mój ukląkł przy mnie… I pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką…
„Klęczysz, Najdroższy…” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Klęczę przed Maleńka Moja” – szepnął z czułością Umiłowany.
„Przy Maleńkiej” – szepnęłam uśmiechając się do Ukochanego mojego.
Umiłowany pochylil się jeszcze bardziej i zaczął dotykać i całować miejsca w moim ciele, gdzie mnie boli, dotknął też miejsca, które boli mnie najbardziej.
„Bardzo Cię bolą, Maleńka?”
Kiwnelam głową, że tak.
Ukochany pochylil się i zaczął to miejsce całować. Potem nogi, które też mnie bolały. Całowal i całowal z czułością niewyobrażalna…
„Miłość jest silniejsza, większa niż cierpienie i śmierć! Śmierć zniknie i cierpienie przeminie. A Miłość będzie królować! „- pomyślałam. Umiłowany wciąż klęczał i mnie całowal…
„Najdroższy mój…” – szepnęłam czule.
„Tak, Maleńka Moja?” – twarz Umiłowanego już była przy mojej twarzy. Patrzył mi w oczy głęboko.
„Dla mnie śmierć to przejście w Zycie i życie w Miłości. W Tobie!”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptal rozpromieniony cały:
„Ty już we Mnie żyjesz, Perełko Moja!”
Patrzyłam w Umiłowanego z miłością i uwielbieniem.
Nagle pomyślałam o moim chorym Duchowym Dziecku. Posmutnialam… Umiłowany, Najdroższy mój, który znal moje myśli też posmutniał bardzo.
„Cierpię przez Nie bardzo….”- wyszeptal prawie bezglosnie.
„Wiem… Maleńki… Ja też… Serce mi pęka gdy w widzę co robi i co mówi. Ostatnio powiedzialo że jest chore terminalnie… Ono chyba nie wie jak wygląda terminalnie chory.
Owszem moje Dziecko jest chore, ale… Przy terminalnie chorym, Ono, można powiedzieć że jest zdrowe. Powiedziało że musi zacząć chodzić do dentysty. Spytałam Je kiedy chce iść, a Ono na to: „a czy jest sens…?” W sensie że i tak niedlugo umrze więc nie ma sensu się leczyć… ”
„Chce, żebym Je uzdrowił a jednocześnie 'wie’, że niedługo umrze…” – szepnal Ukochany smutny niezmiernie.
„Tak nie można, prawda?”
„Nie można. Albo Mi ufa i Mi wierzy, albo nie.”
Patrzyłam w oczy Najdroższemu…
I nagle… chwyciłam Go za szatę obiema rękami i zacisnęłam w pięści. I pociągnelam do góry. Jednocześnie szeptałalam błagalnie:
'Uratuj Je! Proszę!!! Ocal, Najdroższy mój!!! Nie pozwól Mu zginąć! Najdroższy mój! Ukochany proszę!!! Proszę Cię!!!”
Najdroższy patrzył we mnie poważnie. Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś.
” Az tak Je kochasz!”
” Kocham! I pragnę żeby żyło z Tobą, Maleńki mój, a nie zginęło. Gotowa jestem jeszcze bardziej za Nie cierpieć byleby tylko…. Nie pozwól Mu zginąć, Najdroższy mój. Proszę!!!”
Umiłowany mój patrzył mi w oczy. Przenikliwie. A ja wciąż ciągnęłam Go za szatę… Wziął moją rękę,, delikatnie rozprostowal moje palce i wyjął z niej szatę. To samo zrobił z moją drugą ręką. Wciąż patrzył mi w oczy głęboko. A ja w Jego oczy patrzyłam.
” Nie pozwolę, nie pozwolę zginąć Twojemu Dziecku, Maleńka Moja!”
Patrzyłam w Umiłowanego… Słów mi brakowało, żeby podziękować… Z wdzięcznością w Maleńkiego mojego patrzyłam. W moich oczach pojawiły się łzy szczęścia…
„Umiesz, Maleńka Moja walczyć o swoje Dzieci!” – uśmiechnął się do mnie Umiłowany.
„Nauczył mnie mój Najdroższy! – promienialam szczęściem – On pierwszy o mnie walczył!!!”
Umiłowany mój pochylił się nade mną z zachwytem. I mnie pocałowal. Raz, drugi… trzeci. Całowal jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice.. Całowal i całował…. I szeptal do serca:
” Jesteś bardzo dzielna i odważna, Maleńka Moja. I waleczna bardzo!”
„Dzięki Tobie, Ukochany mój, Maleńki mój! Dzięki Tobie!”