Leżałam na Krzyżu – Łożu Miłości. Przy SERCU Ukochanego leżałam. Najdroższy mój obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Ja rozpromieniona cała patrzyłam w Najdroższego mojego z miłością i uwielbieniem.
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Maleńka Moja! Nie jesteś już niewolnikiem w miłości. Kochasz jako wolny człowiek. Sama podejmujesz decyzje, masz własne zdanie i wypowiadasz je. Jesteś wolna!”
„Tak. Jednak często słyszę że się zrobiłam wredna i przemądrzała, że atakuje, że jestem wrogiem. Na początku gdy te słowa od swego Dziecka słyszałam, było mi przykro i przejmowalam się. Ale teraz staram się nie przejmować. Bo to przecież nie prawda!”
Najdroższy patrzył mi w oczy głęboko…
” Jeśli ktoś kto prawie całe Twoje życie mówił Ci co i jak masz robić i myśleć, podejmowal za Ciebie decyzję, teraz widzi, że masz swoje zdanie, żyjesz swoim życiem, samodzielnie podejmujesz decyzje o sobie i jesteś w tym wszystkim uśmiechnieta i szczęśliwa to się mu wydaje, że mu się usuwa grunt pod nogami. Czuje się niepewnie. Dlatego reaguje tak a nie inaczej.”
„Powinno się cieszyć że staram się być samodzielna a ja widzę rozczarowanie i… zawód…”
Najdroższy patrzył we mnie z tkliwoscia ogromną i wzruszeniem…
„Wolność kosztuje, Maleńka Moja. Chodź do Mnie! Ja zawsze jestem z Tobą!”
„Wiem, mój Najdroższy!”
Umiłowany objął mnie bardziej i mocniej przytulił do SERCA. Wtulona w Najdroższego, odpoczywalam…
Autor: Maleńka
ŻEBY ZBAWIĆ
Leżałam na łożu Miłości, Krzyżu. Przy Umiłowanym moim leżałam. Najdroższy patrzył we mnie z Miłością bezgraniczna. I ja w Umiłowanego mojego z miłością patrzyłam. Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w Ramionach i tulil mocno do Siebie. Wchodził we mnie z wielką delikatnością wielką. I ja w Niego wchodzilam….
Nagle znalazłam się w ciemności. Nie było ciemno, ale w komnacie SERCA Najdroższego jest bardzo jasno. Więc teraz wydalo mi się ciemno. Oczy musiały mi się przyzwyczaić. Kiedy już się przyzwyczaiłam, okazało się że jest noc. Niebo było pełne gwiazd. A nieopodal iskrzylo się ognisko. Podeszłam do niego. Wokół ogniska spało kilku mężczyzn. W różnym wieku, ubranych bardzo biednie. Jeden z nich siedział przy ogniu i czuwał. A raczej próbował czuwać. Co chwilę słyszałam głośne chrapanie. Niedaleko paslo się stado owiec. Nagle wielka swiatłość rozbysla na niebie, a z tej światłość wynurzyla się jeszcze jaśniejsza postać. Mężczyźni zerwali się na równe nogi a na ich twarzach malowało się przerażenie.
Jasna postać przemówila dźwięcznym, słodkim głosem:
„Nie lękajcie się! Oto zwiastuje wam wielką radość!! W Betlejem, mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, Chrystus Pan! A to będzie dla was znakiem: znajdziecie niemowlę owinięte w pieluszki i położone w żłobie!”
I nagle do jasnej postaci przylaczylo się wiele innych jasnych postaci i spiewalo! Pięknie perliscie, anielsko!
” Gloria! Gloria! Gloria!”
I… nagle wszystko znikło… Mężczyzni stali w osłupieniu jeszcze chwilę. Jeden z nich powiedzial:
„Musimy zobaczyć te dziwy!”
Inni pokiwali twierdząco głowami i zaczęli się zbierać. Jeden wziął dzban mleka, inny ser, jeszcze inni wzięli na ramiona owce. I poszli do miasta. Poszłam razem z nimi. Na rozgwieżdżonym niebie błyskala gwiazda wiele większa od innych gwiazd. Gwiazda Zbawiciela.
Znów leżałam przy Umiłowanym moim. Patrzyłam w JEGO oczy głęboko… I On patrzył mi w oczy.
„Przyszedłes do najbiedniejszych, opuszczonych, odrzuconych…” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Sam byłem najbiedniejszy, opuszczony i odrzucony, Maleńka Moja!”
„Tak…”
Rzuciłam się Najdroższemu na szyję i dziękowałam za to że zechciał przyjść na ziemię, żeby nas zbawić. Żeby zbawić każdego osobiście. Żeby zbawić mnie.
TEN KRZYŻ!
Leżeliśmy na łożu Miłości – Krzyżu. Najdroższy mój i ja. Leżałam przy Umiłowanym moim leżałam. Najdroższy mój patrzył mi w oczy z miłością, czułością bezgraniczna i zachwytem… Promienial bardzo. I ja patrzyłam w Niego z miłością i zachwytem. Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Najdroższy mój… Najdroższy! Kocham Ciebie!!!”
Ukochany ujął moją dłoń ze Swego policzka i ucalowal ją.
„Wiem, Maleńka Moja!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
„A wiesz? To miejsce gdzie mnie zwykle bardzo boli, to dzisiaj boli mniej.”
„Tak, Perełko! Odpocznij trochę!”
Patrzyłam w Umiłowanego, poważnie. Znów dotknęłam z czułością policzka Najdroższego mojego.
„Ale… ja nie chcę, Maleńki mój….”
Umiłowany wydawał się zdziwiony.
„Nie chcesz odpocząć, Najmilsza?! Dlaczego? Przecież ostatnio tak bardzo tańczyłas…”
„Dzisiaj jest Piątek, nasz Piątek. I Ty, Najdroższy będziesz bardzo cierpial. A ja mam odpoczywać?! Nie! Ja chcę z Tobą, Najdroższy…!”
Ukochany znów ucalowal moją dłoń.
„Niech więc się stanie jak chcesz!”
„Dziękuję! Dziękuję, Najdroższy!”
„Piękna Moja!” – szepnął Najdroższy patrząc mi w oczy głęboko.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z zachwytem!
Potem szepnęłam uśmiechając się do Najdroższego:
„Idziemy na Łąkę?”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie. I już staliśmy na Łące. W świetle i kwiatach! W oddalił widziałam naszą altanke,
„Ciągle wisi w powietrzu – uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Lecz zaraz zawołałam zdumiona – A gdzie jest nasz Krzyż??! Zniknął!!!”
Krzyża, który wisiał w altance nie było… Patrzyłam w Umiłowanego zdumiona do głębi!
On patrzył we mnie uśmiechnięty, promienny i piękny…
” Leżymy na Nim w komnacie SERCA. Ten Krzyż jest naszym Łożem Miłości.”
„TEN Krzyż?! No tak… Zapomniałam…”
Najdroższy mój wciąż patrzył we mnie promienny.
„Moja Śliczna… tak bardzo zzylas, się z tym Krzyżem, tak bardzo do Niego przylgnelas, że nawet Go nie zauważasz że zapominasz o Nim!”
„Już nie ciąży mi tak bardzo. Kiedyś bardzo mi ciążył…”
„Bo kiedyś Go dźwigałas, a teraz odpoczywasz na Nim, Maleńka Moja!”
Najdroższy stał przede mną świetlisty, promienny i szczęśliwy bardzo Ja też stałam rozpromieniona cała, szczęśliwa cała. Zaczęliśmy tańczyć. Pięknie tańczyliśmy! Najdroższy trzymał mnie w Ramionach i w tańcu prowadzil. Pięknie prowadził!!! Bardzo pięknie!!! Uwielbiam tańczyć z Umiłowanym moim, z Najdroższym! I uwielbiam z NIM leżeć na łożu Miłości. Krzyżu!
WZAJEMNE OCZAROWANIE SERC
Leżeliśmy na Krzyżu – łożu Miłości. Najdroższy mój i ja. Leżałam na Jego SERCU. Na Najdroższym SERCU Ukochanego leżałam. Sluchałam JEGO bicia. Biło dla mnie… Wtulona w NIE słuchałam… Adorowalam, całowałam, uwielbialam. I słuchalam JEGO bicia…
„Maleńka Moja…” – usłyszałam cichy, łagodny głos Umiłowanego mojego. Podniosłam głowę do góry. Miałam przed sobą twarz Najdroższego.
„Tak, mój Maleńki?” – spytałam uśmiechając się do Niego radośnie.
„Chodz, połóż się przy Mnie, Maleńka. Pragnę zobaczyć Twe oczy i uśmiech!”
W jednej chwili byłam przy Umiłowanym moim! U Jego boku tańcząca leżałam. Najdroższy mój patrzył mi w oczy głęboko, z miłością i zachwytem, a ja uśmiechałam się do Niego z miłością. Umiłowanemu oczy płonęly…
„Oczarowałaś SERCE Me, Moja Umiłowana Oblubienico!” – wyszeptal z ogniem.
„Mówisz słowami z Biblii… Ty także oczarowałeś moje serce, Najdroższy,… Oczarowałaś, uwiodłes i zwiodles. A ja pozwoliłam, żebyś mnie zwiódł!”
Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie.
„Ty, Perełko też mówisz słowami z Biblii.”
„Tak… – uśmiechnęłam się do Umiłowanego – Ale wiesz, że to prawda, Najdroższy!”
„Wiem!” – Najdroższy patrzył we mnie zachwycony.
Patrzyłam w Umiłowanego i promienialam. On patrzył we mnie i promienial także!
„Wiesz, Najdroższy mój… Nigdy nie myślałam, nie sądziłam nigdy, że kiedyś będę leżeć przy Tobie na łożu Miłości, a Ty będziesz mi w oczy patrzył… Nie sądziłam. Nie było to nawet w sferze moich marzeń. Nierealne, niemożliwe…”
„A jednak tak jest, Maleńka” – Najdroższy uśmiechał się do mnie z czułością niewyobrażalna.
„Tak… Tylko dzięki Tobie! Uszczęśliwiasz mnie ponad miarę!!!”
Najdroższy mój patrzył we mnie w milczeniu, promienny i szczęśliwy cały! Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Objął mnie i mocno do Siebie przytulił. Trwalysmy w sobie nawzajem. On we mnie, a ja w Nim… Wciąż trwamy!
CORAZ BLIŻEJ
W komnacie SERCA Umiłowanego byłam. W ramionach Najdroższego mojego radośnie tańczyłam. Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Kontynuujemy naszą podróż, Maleńka!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego. I w jednej chwili zrobiłam się przy Miriam i Józefie. Miriam jechała na osiołku, Józef go prowadził. Szli ulicami jakiegoś miasteczka. Miasteczko było małe, ale dużo ludzi chodziło po jego ulicach. Jedni szukali noclegu inni pytali gdzie się nożna zapisać. Domyślilam się, że to Betlejem. Miriam była już zmęczona ciągłym siedzeniem na nie bardzo wygodnym osiolku. Zbliżal się wieczór i Józef postanowił też poszukać noclegu. Chciał by Miriam położyła się wygodnie i wypoczela. Miriam nie mówila nic Józefowi, ale coraz częściej spoglądala na niego z niepokojem. Józef chodzil od domu do domu i pytal o miejsce na nocleg. Wszędzie odpowiedź była ta sama: „Nie ma miejsca!” Chodzil, pukal, pytał i… wracał do żony coraz bardziej przygnębiony. Przy którymś takim powrocie, Miriam wyznała mu swój niepokój:
„Józefie mój mężu… nasz Syn już niedługo…” – przerwała, ale Józef w mig pojął o co chodzi. Spojrzał na Nią z troską.
„Znajdę miejsce, choćby nie wiem co!”
Co chwilę pukal do innych drzwi:
„Moja żona niedługo urodzi! Proszę! Potrzebuję tylko trochę miejsca, kąta gdzie mogłaby się położyć. Wpuście nas, proszę!”
Albo:
„Moja żona rodzi! Wpuście nas, proszę!!!”
Chodził, biegal, prosił, błagal. Wszędzie odpowiadano, że nie ma miejsca. Tak doszli do ostatniej gospody w miasteczku. Józef podszedł do drzwi i zapukal. Otworzył mu gruby mężczyzna.
„Czego?!” – zapytal niegrzecznie.
Moja żona rodzi. Czy znalazł by się dla niej ką… ”
Gruby mężczyzną krzyknął, zatrzaskujac Józefowi drzwi przed nosem:
” Wszystko jest zajęte! Nie ma miejsca!”
Józef stał bezradny, ze spuszczona głową. Nie zauważył że przypatruje mu się inny mężczyzna. Patrzył na Miriam i Józefa. Szybko ocenil sytuację.
” Teraz w mieście, panie, miejsca nie znajdziesz. Pełne przybyłych na spis. Mogę pokazać wam miejsce za miastem. Wprawdzie niewygodne, ale zawsze coś!”
„Choćby jakiś kącik…”- jeknela Miriam cichutko.
Mężczyzna spojrzał na nią współczujaco.
„Za chwilę wracam. Zaczekajcie!”
Józef bez słowa skinął głową. A mężczyzna znikł. Pojawil się za niedługa chwilę niosąc w jednej ręce lampę oliwna, a w drugiej jakiś tobołek. Wyprowadzil Józefa i Miriam za miasto. Były tam groty dla bydła i pasterzy. Weszli do jednej z nich. Była zimna, brudna i ciemna. Mężczyzna postawił lampkę oliwna na półce kamiennej, dał Józefowi tobołek. Ukłonił się i wyszedł. Miriam i Józef zostali sami. Oliwna lampka oświetlala grotę. Józef rozejrzał się dookoła. W jednym kącie groty stał wół, a w drugim leżało kilka snopków siana i żłob. Józef szybko rozłożył siana robiąc posłanie dla żony. Na siano położył swój płaszcz. Pomógł Miriam zsiąść z osła i położyć się posłaniu.
„Odpocznij, Kochana moja!”
Miriam podziękowała mu spojrzeniem. Józef uwiazal osiolka przy wole. A sam usiadł na ziemi obok Miriam i czuwał.. Miriam spojrzała na męża i wyszeptala:
„Nasz Syn, Józefie, już blisko!”
Znów byłam w ramionach Najdroższego. Umiłowany patrzył we mnie promienny i piękny.
„Już blisko jesteś, Najdroższy mój!” – szepnęłam wpatrzona w Niego z zachwytem.
„’Blisko, Maleńka Moja. Coraz bardziej!”
Najdroższy tulil mnie do SERCA z czułością.
KOCHASZ!
Wisieliśmy na Krzyżu – Łożu Miłości. Najdroższy mój i ja. Umiłowany obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża. Miłość sama… Najdroższy mój!! Tulil mnie do SERCA, do Siebie przytulał… Maleńki mój… ! I ja Go objęłam delikatnie, najczulej jak potrafilam. I patrzyłam w Niego tańcząca. Z miłością i uwielbieniem. Tuliłam Najdroższego do siebie… I tak trwalismy w tańcu i przytuleniu. SERCE przy sercu, twarz przy twarzy. Policzek przy policzku.
„Bardzo mnie boli, Najdroższy. Ale tańczę!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Pięknie tańczysz, Maleńka Moja! Gdzie Cię boli? Pokaż proszę.”
Pokazałam, Najdroższemu. Bolało mnie tam gdzie boli mnie najbardziej. Jeszcze bardziej bolało. Coraz bardziej. Najdroższy dotknął z tkliwoscia wielką tego miejsca w moim ciele. Dotykal delikatnie i bardzo czule,
” A, niech boli! Tańcze z Tobą, Maleńki, Najdroższy mój!”
„Jednoczysz ze Mną swe cierpienie, stajesz się Ofiarą Miłości.”
Wtuliłam się w Umiłowanego jeszcze bardziej…
„Pragnę Ciebie, mój Najdroższy!”
Umiłowany nakarmił mnie Swoim Ciałem. I wyszeptał:
„Masz Mnie!”
„Pragnę Cię kochać!”
„Kochasz!”
„Pragnę Ciebie kochać Twoją własną Miłością, Najdroższy!”
„Kochasz, Maleńka Moja”
I rozjaśnił się bardzo nade mną! Rozświetlił, rozpromienił niezwykle! I szeptał z czułością:
„Moja Oblubienico! Umiłowana Moja! Najdroższa! Najsłodsza Moja! Jakaś Ty piękna! Jakaś Ty piękna, Maleńka Moja!”
„Piękna, bo Twoja!”- wyszeptałam z ledwością.
A ON patrzył… Najdroższy mój! I taki był bliski… najbliższy! Tanczyliśmy w przytuleniu. W blasku Miłości i bliskości. Wciąż tańczymy.
TANIEC I NACZYNIE
Nie wiem jak to opisać. To cud dla mnie… Dotyczy mojego Duchowego Dziecka. Może spróbuję w największym skrócie i tak ja to widzę, jak ja to odbieram. Otóż moje kochane Dziecko Duchowe chodziło ze spuszczona głową. Zaopatrzone w ziemię. Zaopatrzone w swoje słabości, swoje emocje. W siebie. Tak bardzo było zaopatrzone w ziemię, że nie zauważyło, nie potrafiło zauważyć działania w Nim, Najdroższego. Było tak blisko Niego, a ON, Najdroższy, był przy Dziecku, blisko. Ono jednak patrzyło w ziemię. Tańczyłam za Nie. Oprócz tańca próbowałam tłumaczyć to Dziecku, lecz Ono „zawsze na wszystko miało piekna teoretyczna odpowiedź”. Zawsze miało jakieś „ale”. Długo próbowałam tłumaczyć. Słowami próbowałam podnieść Jego głowę i sprawić by spojrzalo w Niebo i dostrzegło Ukochanego. Jednak to nic nie dawało. Zawsze było „ale”. Doszłam do wniosku że słowa nic nie pomogą, że są bez sensu. Postanowiłam milczeć. Zamilkłam. Nie odpisywałam Dziecku. Tańczyłam za Nie. Tańcowalam. Balowalam. Serce mnie bolalo kiedy widziałam jak moje kochane Dziecko się męczy. Ono pisało mi dalej o swoich rozterkach, ja nie odpisywałam. Tańczylam.
I wczoraj napisało znów. Tym razem zdecydowalam się odpowiedziec. Napisałam krótko. Dosłownie trzy zdania. I czekałam na jakieś „ale”. Nie doczekałam się jednak! Dziecko po raz pierwszy od miesięcy przyjęło moje słowa! Więcej! Napisało, że te słowa są dla Niego olśnieniem! Olśnieniem! Możecie sobie wyobrazić moje zdumienie i wielką radość!!!! Byłam baaardzo dumna z mojego Dziecka, podniosło w końcu głowę do góry i spojrzało w Niebo! Wiedziałam, że Najdroższy nasz to sprawił!!
I dziękowałam, dziękowałam, dziękowałam…
Byłam w komnacie SERCA Najdroższego. W ramionach Umiłowanego mojego odpoczywalam. Najdroższy tulil mnie do SERCA Swego i patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie. I ja promienialam bardzo. Patrzyłam w Umiłowanego z wdzięcznością i uwielbieniem.
„Dziękuję Ukochany mój!”
Najdroższy ucalowal mnie serdecznie.
„Pragnąłem, żebyś zobaczyła fragmencik Owocu swego tanca, Maleńka Moja!”
„Fragmencik?”- zdziwiłam się.
„Wszystkie Owoce zobaczysz, Maleńka, w Domu. I zapewniam Cię, że zdumiejesz się bardzo! Otworzysz usta ze zdumienia!”
„Jeśli mówisz że to był tylko fragmencik Owocu, a ja tak się zdziwiłam to rzeczywiście…”
Najdroższy mój znów mnie ucalowal!
„Chciałem też, żebyś widziała, że jesteś Moim naczyniem dzięki, któremu daję pić innym!”
Patrzyłam w Umiłowanego zdumiona…
Patrzył we mnie uśmiechnięty. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA. Wraz z przyjęciem Ciała Umiłowanego mojego do serca ogarnęła, zalała mnie fala Miłości i szczęścia. Ukochany otulal mnie Sobą… Wypełnial mnie Sobą… Pełna Miłości. Byłam naczyniem Umiłowanego, przez które On daje innym pić. I tańcowałam za moje Dzieci.
WRÓCIĆ DO SIEBIE
W komnacie SERCA Najdroższego byłam. Na łożu Miłości z Umiłowanym moim tańczyłam. Najdroższy mój oparł się na łokciu a głowę oparł, położył na Swej dłoni. Drugą dłonią dotykał z tkliwoscia mojego policzka. Uśmiechałam się do Niego radośnie. A ON patrzył we mnie z czułością i zachwytem. Uśmiechał się do mnie z Miłością bezgraniczna. Patrzył i opowiadał:
„Miriam i Józef szli, zdążali do Betlejem wiele dni i nocy. Podarowali długo. Nocowali w gospodach i u życzliwych ludzi. A gdy gospody były zamknięte, a ludzie nie chcieli ich przyjąć, odpoczywali przy drodze. I szli, podróżowali, wracali do siebie.”
„Wracali do siebie, żeby spotkać Ciebie, Najdroższy.”
Najdroższy uśmiechał się do mnie cudnie.
„Życie człowieka jest podróżą. Podróżą, powrotem do siebie. Żeby spotkać Mnie, Maleńka Moja!”
Umiłowany patrzył we mnie, i ja patrzyłam w Niego. Patrzylismy w siebie nawzajem z Miłością.
” Miriam i Józefa oświetlała i prowadziła gwiazda. A teraz Ty Umiłowany, oświetlasz i prowadzisz ludzi. Mamy łatwiej. Ja mam łatwiej!”
Umiłowany patrzył mi w oczy… Z czułością. Zamyślilam się…
„To znaczy powinnam mieć łatwiej. Tymczasem błądzę, gubię się, kręcę wokół siebie, zamiast patrzeć, wpatrywac się w Ciebie i za Tobą iść…”
Najdroższy patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Ale wracasz do Mnie, Maleńka! I chcesz iść za Mną. Próbujesz, starasz się iść za Mną. I pragniesz wrócić ze Mną do siebie, do Domu, prawda?”
Najdroższy promienial cały uśmiechem. Znał odpowiedź od dawna.
„Staram się i pragnę! Ty wiesz, Najdroższy mój!”
„Wrócisz, Maleńka Moja!”
Trwalysmy we wzajemnej Miłości, uśmiechu i tańcu.
Dzisiaj mija dokładnie rok odkąd pierwszy raz usiadłam na ławeczce obok Umiłowanego mojego w Ogrodzie mojego serca. Od tego czasu całkowicie Najdroższy zmienił mnie i moje życie! Całkowicie!!! Niech będzie uwielbiony, pochwalony, wywyższony i błogosławiony!!! Umiłowany, Najdroższy mój przytulił mnie wtedy do SERCA Swego. I od tamtej pory wciąż tuli mnie do SERCA z Miłością.
Maleńki mój! Kocham Ciebie!!!! I dzięki Tobie wracam do Domu. Do siebie. Do Ciebie wracam!
OBCA
W komnacie SERCA Najdroższego byłam. Na łożu Miłości – Krzyżu tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój klęczał przy mnie i pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Dotykał mojego obolałego, cierpiącego ciała. Dotykal delikatnie i bardzo czule… Dotykal moich obolałych stawów i mięśni. Dotykal też miejsca w moim ciele, które boli mnie najbardziej. Coraz bardziej… Dotykał wręcz z namaszczeniem i czcią… I całowal słodko…
„Najdroższy mój… to ja powinnam, a nie Ty! Chcę, pragnę!” – szepnęłam z trudem.
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal najtkliwiej:
„Czego pragniesz, Moja Maleńka?”
„Całować Twoje Rany, dotykać… Ofiarować Ci moją miłość. Oddawać Ci cześć i hołd!”
Umiłowany rozpromienil się nade mną niezwykle. Pocałowal mnie w czoło.
„Zapewniam Cię, Perlo Moja Umiłowana, że wisząca na Krzyżu najpiękniej ofiarujesz Mi Swą miłość i oddajesz Mi hołd i cześć!”
I wciąż dotykal moje cierpiące ciało i całowal…
Lotem błyskawicy przeszła mi przez głowę myśl, żeby spytać Umiłowanego: „jak ofiaruję Ci miłość i jak oddaję Ci hołd?” Odrzuciłam jednak te myśl. Bo ufam Najdroższemu. I jeśli tak mówi to tak jest. I koniec!!!
„Najdroższy… przytul mnie… Tęsknię!”
„Maleńka Moja!”
Najdroższy natychmiast wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA Swego.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA. Wtulilam się w NIE całkowicie. I tańczyłam w NIM.
„Wiesz moj Maleńki… samotna, opuszczona i odrzucona czuję sie coraz bardziej…. wszystko wokół wydaje sie takie obce… Świat wydaje się taki obcy…Tylko noce z Tobą dodają mi sił. Są dla mnie ukojeniem. Ty jesteś dla mnie ukojeniem, Najdroższy mój!”
Umiłowany ucalowal mnie. Patrzył mi w oczy głęboko, przenikliwie.
” To nie świat jest obcy dla Ciebie, Maleńka. To Ty jesteś obca dla świata. Bo nie należysz do niego. Do MNIE należysz, Maleńka Moja!”
Najdroższy tulił mnie mocno do SERCA Swego, byłam niemowlęciem w Jego dłoniach. Umiłowany był moim ukojeniem.
TONĘLAM W NAJDROŻSZYM
Byliśmy w komnacie SERCA Najdroższego. Umiłowany mój i ja. Tańczylismy na łożu Miłości – Krzyżu. Leżałam, Umiłowany mój był przy mnie. Trzymał moją dłoń w Swojej dłoni i przytulał do Swego policzka. Pochylał się nade mną z tkliwoscia ogromną. Patrzył we mnie… Promienial cały Miłością i szczęściem. Ja uśmiechałam się do Niego radośnie. Rozpromieniona blaskiem Jego Miłości i szczęścia.
„Nie podziękowalam Ci wczoraj Najdroższy mój… Ale to dlatego że zaniemówiłam, oniemiałam! Zatkało mnie, po prostu!!! – zaśmiałam się radośnie – Dziękuję Ci bardzo, bardzo dziękuję… Najdroższy!!! Dziękuję bardzo!”
„Proszę, Maleńka Moja!” – Umiłowany uśmiechnął się do mnie z prostotą.
Patrzyłam w Umiłowanego, w Jego oczy patrzyłam głęboko.
„Wciąż mnie zaskakujesz, Najdroższy! Zadziwiasz! Zachwycasz!”
Umiłowany zaśmiał się perliscie, słodko.
„To chyba dobrze, Maleńka Moja?”
„Dobrze?! Cudownie! Wspaniałe! Ciągle odkrywasz przede mną jak bardzo mnie kochasz!!!”
Patrzyłam w Umiłowanego z zachwytem i uwielbieniem… Umiłowany promienial Miłością. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Przytulił mnie do SERCA Swego.
„A dziękować Mi nie musisz, Maleńka. Twój uśmiech Mi wystarczy!”
„Może nie muszę… Ale chcę, pragnę! Bardzo! I całą wieczność będę Ci dziękować za Twoją Miłość do mnie!!!”
Najdroższy patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach…
„Piękności Moja Maleńka! Moja Śliczna! Słodyczy Moja!”
Najdroższy mój obsypywał mnie czułością wielką i pocałunkami. Tonelam w Najdroższym!!!