Lecielismy w niezwyklej jasności. Tzn Maleńki mój leciał, a mnie trzymał w Swoich rękach, w ramionach. Wpatrywalam się w Umiłowanego z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie. A ON promienial cały szczęściem, Miłością i zachwytem. Uśmiechał się do mnie cudnie. W pewnej chwili wskazujac na dół, szepnal:
„Spójrz, Perlo Moja! To Ocean, który tak bardzo pragnęlas zobaczyć!”
Spojrzałam w Najdroższego zaskoczona ogromnie i ogromnie uradowana! Nie mówiłam Umiłowanemu, że pragnę zobaczyć Ten Ocean (bo tylko jeden Ocean miałam na myśli). Czekałam aż Maleńki mój Sam mi pokaże. Ale bardzo pragnęlam Go zobaczyć.
„Ocean Twojego miłosierdzia?! – spytałam, ale to pytanie było raczej stwierdzeniem faktu.
”Ocean Mojego miłosierdzia! Patrz!”
Spojrzałam tam gdzie pokazywal Umiłowany. I zobaczylam wody wielkie… Jasne przejrzyste i ciche. Woda nieskończona… Wszędzie woda!!! Horyzontu nie było widać! Wszędzie Wodą …
„Zobacz Maleńka jaki tutaj ruch!” – szepnal Ukochany zachwycony.
„Ruch??!!” – spytalam zdziwiona. Bo ja żadnego ruchu nie widzialam…
„Tak, Maleńka. Patrz uważnie!”
Patrzyłam więc. Patrzyłam i patrzyłam. Na początku nic nie widziałam. Aż w końcu… Przezroczyste postaci, niektóre przezroczyste, a inne świetliste niosły na rękach jakby śpiących ludzi. I zanurzaly ich w Oceanie. Kiedy ich wyciągali z Wody, ludzie budzili się jakby z letargu. Na początku tych przezroczystych i świetlistych postaci widziałam kilka. A potem coraz więcej i więcej. A w końcu całe mnóstwo!!! Każda postać niosła jedną osobę i zanurzala ją w Oceanie miłosierdzia!
„Piękne… – szepnęłam zachwytem i spytałam nieśmiało:
” A… mogę też…?”
Umiłowany rozpromieniony skinął potakujaco głową. I zaraz przy Najdroższym pojawia się świetlista postać i wzięła mnie na ręce. Postać była przezroczysta i świetlista jednocześnie. Poznałam ją od razu. Po uśmiechu. Uśmiech miała piękny i bardzo promienny. „Piotruś!!!” – pomyślałam i uśmiechnełam się do niego. To był mój Anioł Stróż. Uśmiechnął się do mnie i zaniosl mnie nad powierzchnie Oceanu. Zanurzyl mnie w Nim. W Oceanie miłosierdzia!!! Woda była bardzo orzeźwiająca i odnawiajaca. Kiedy Anioł wyciągnąl mnie, poczułam się jakby przybyło mi sił. Nie tyle fizycznych co duchowych!!!
Anioł zaniosl mnie do Ukochanego i oddał mnie w JEGO ręce. I znikł. Wszystko znikło.
„Dziękuję Ukochany!!!”
Najdroższy pocałowal mnie i przytulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja prosiłam Go za pewną osobę. Pisałam o niej kilka dni temu. Prosilam bardzo… W końcu wyszeptalam:
„Umiłowany, Najdroższy mój ufam że cokolwiek postanowiłes wobec niej, będzie dla niej dobre!”
„Będzie, Perełko Moja!”
„Ale pamiętasz moją prośbę, Najdroższy? Jakby co to ja jestem gotowa. Zamiast niej.
„Pamiętam Maleńka. I Twoja prośba zmieni życie tej osoby” – Umiłowany patrzył we mnie z czułością wielką.
„Prośba??!” – zdziwiłam się.
„Choroba przyjdzie na każdego. Prędzej czy później. I na nią przyjdzie, teraz czy potem. Choroby, cierpienie są skutkiem grzechu pierworodnego i nie znikną dopóki nie przyjdę powtórnie. Ale ta prośba zmieni jej życie.”
„Jak?”
„Zobaczysz, Maleńka.”
„A…moge Cię jeszcze o coś prosić?”
„O wszystko, Perełko!”
„Zanurz, bardzo Cię proszę, te osobę i jej najbliższych w Oceanie…”
Najdroższy rozpromienil się bardzo i patrzył mi w oczy głęboko. W JEGO oczach ujrzalam cztery świetliste postaci niosące cztery osoby i zanurzajace je w Oceanie…
„Dziękuję, bardzo dziękuję, Najdroższy!!!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego mojego.
„Dla Ciebie wszystko, Maleńka Moja!”
Patrzylismy w siebie nawzajem. W Miłości.
Autor: Maleńka
PRZYJACIÓŁKA
Byłam w Maleńkim moim. W Jego ramionach tańczyłam. Cierpiąca i zmęczona bardzo. Najdroższy pochylal się nade mną z Miłością i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża i tulil do SERCA Swego. Cierpiał ze mną. I ja z Nim cierpiałam. Milczelismy. On patrzył we mnie a ja w Niego patrzyłam. W Miłości i cierpieniu. Długo milczelismy. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA. Patrzyłam w Niego z wdzięcznością i uwielbieniem. W końcu wyszeptalam:
„Chciałabym pójść na Łąkę, ale nie mam…”
Najdroższy pocałowal mnie i szepnął:
„Nie masz siły, Maleńka Moja. Ale masz Mnie!”
I trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. I chwilę później byliśmy na Łące. Łąka była pełna polnych kwiatów, kolorowych i bardzo bujnych. Cała przeswietlona dziwym blaskiem. Najdroższy mój trzymał mnie na rękach. I tańczył! Przepięknie tańczył!!! Płynął w kwiatach! Płynął!!! A płynąc patrzył mi w oczy! Cudnie patrzył… I ja Mu w oczy patrzyłam…
“We wszystkim mi służy! – pomyślałam – uniża się wciąż, a mnie wciąż wywyższa! Nawet Swym spojrzeniem mi służy!”
I zapragnęłam Mu podziękować i jakoś Mu usłużyć. Przecież to ja jestem Jego sługą.
“Najdroższy, proszę, postaw mnie.”
“Ale…”
Pocałowałam Go, zamykając Mu usta.
“Żadnego ale – szepnęłam starając się być stanowczą – Najdroższy, proszę postaw mnie.”
Postawił mnie mój Maleńki. A ja od razu chciałam przed Nim uklęknąć. Kiedy klękałam, Umiłowany mój Swymi rekoma próbował mnie powstrzymać.
“Tanczysz bardzo, Najmilsza… “ – szepnął, próbując mnie podnieść. Ja jednak delikatnie, ale stanowczo odsunęłam Jego ręce.
“Pozwól mi…”
Pozwolił. Uklękłam przed Maleńkim moim, pochyliłam sie i zaczęłam całować Jego stopy… i Mu dziękować. Dziękowalam i całowałam, całowałam i dziękowałam… i całowałam. Umiłowany stał nade mną. Chwilę. Po chwili uklęknął przede mną. Podniosłam głowę. Zobaczyłam ogień w Jego oczach. Ujął moją twarz w obie dłonie i mnie pocałował. Słodko i czule.
“Sługa całuje stopy swego pana. A Ty Maleńka Moja, jesteś Przyjaciółką Moją.”
“Przyjaciółką, ale i sługą Twoją!”
“Sługą byłaś kiedyś. Przyjaciółką Mi jesteś! Tylko przed Przyjacielem odkrywam sekrety SERCA!”
Patrzył we mnie z tak wielką Miłoscią… Objęlam Go mocno, ,mocno… Przytuliłam się do Najdroższego, do Maleńkiego mojego… Przylgnęłam do Niego całą sobą. I On mnie objął i przytulił mocno. Przylgnął do mnie.
I tak trwamy.
DROGA MIŁOŚCI I CIERPIENIA
Byłam w Najdroższym moim. W Jego ramionach, w Jego dłoniach byłam. Moja dusza była w Nim. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwością bezdenna. Widziałam przed sobą Jego kochające, pełne Miłości i promienne Oblicze. Jego uśmiech na twarzy. Czułam się jak niemowlę w Jego dłoniach. Kochane, bezpieczne i szczęśliwe ogromnie!!! Uśmiechałam się do Niego radośnie. Był On i ja. Nic mi nie było więcej potrzebne.
„Nawet nie wiem jakie tu jest wejście, ani jakie wyjście…”- wyszeptalam wpatrzona w Umiłowanego mojego.
Uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Nie potrzebujesz tu wchodzić, ani stąd wychodzić, Maleńka Moja. Jesteś tu zawsze.”
„Ale ja nie chcę się stąd nigdzie ruszać. Zastanawiam się tylko… bo kiedy chciałam wejść do Ogrodu Sercowego, musiałam zejść na Dno mojego serca. A tu, wystarczy że tylko zapragnę i już jestem. A często to nawet pragnąć nie muszę. Budzę się i od razu jestem w Twym SERCU!”
Umiłowany patrzył we mnie z zachwytem…
” Długą drogę przeszłaś, żeby tak mogło być.”
„Drogę? A jaką?”
„Drogę ufności, pragnienia i cierpienia” – Umiłowany wciąż uśmiechal się do mnie.
„Aaaa… miłości?” – spytalam nieśmiało.
„Ufność u pragnienie tworzą miłość.”
„Więc w skrócie można powiedzieć że droga do Twojego SERCA to droga miłości i cierpienia, tak?”
„Tak. To jedyna droga.”
„Jedyna? Przecież różni ludzie różnymi drogami przychodzą do Ciebie.”
„Tak, to prawda, Maleńka. Ale droga do Mego SERCA jest tylko jedna. Ty ją wybrałaś i teraz Moje SERCE jest Twoją własnością.”
„Własnością??!”
„Tak, Moja Maleńka!” – wyszeptal po prostu Najdroższy.
„Pragnę Cię uszczęśliwiać!!!” – szepnęłam do Najdroższego mojego.
„Uszczęśliwiasz Mnie bardzo, Maleńka!” -uśmiechnął się, patrząc we mnie z zachwytem.
„Przepraszam bardzo, ale czym? Czym Cię uszczęśliwiam?” – spytalam.
Umiłowany promienial cały.
„Tym, że jesteś. Że jesteś ze Mną!”
Zdziwiłam się!
„A tym, co robię? A tańcem?”
Najdroższy pocałowal mnie w czoło i tłumaczył:
„Twój taniec i dobre czyny uszczęśliwiaja Mnie bardzo, ale są one skutkiem, efektem tego, że ze Mną jesteś.”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego zdezorientowana…
„Wybacz… ale nie bardzo rozumiem…”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie z czułością i znów mnie pocałowal… Nakarmil mnie Swoim Ciałem… Patrzył we mnie tak słodko i był taki mi bliski…
„Uszczęśliwiasz mnie bardzo…” – wyszeptalam zapatrzona w Maleńkiego mojego.
„A czym? – spytał uśmiechając się do mnie promiennie.
” Noo, tym, że jesteś. Że jesteś ze mną!” – odpowiedzialam zdumiona, że o to pyta. Dla mnie to bylo oczywiste!
Umiłowany zaśmiał się perliscie.
” Myślisz że nie rozumiesz, a jednak rozumiesz, Maleńka Moja! Twoje serce rozumie!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z otwartymi ustami. Zamknął mi je pocałunkiem. A po chwili dodał:
„Kiedyś, żeby ze Mną być potrzebowałas Ogrodu w sercu. Teraz wystarczam Ci JA Sam!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego… Niby to co powiedzial było oczywiste, ale dla mnie było to wielkim odkryciem! Umiłowany pochylal się nade mną rozpromieniony Miłością. I uszczęśliwial mnie bez miary!!!
ZAKĄTEK MOJEGO UŚMIECHU
Byłam w Najdroższym moim. W JEGO dłoniach, w Ramionach Jego byłam. Najdroższy tulil mnie do SERCA Swego i patrzył we mnie z Miłością i czułością niewyobrażalna. Uśmiechał się do mnie promiennie. I ja się do Niego radośnie uśmiechałam.
„Dziś boli mnie mniej, Umiłowany!”
„Cieszę się bardzo, Perełko Moja!”
„Dziękuję Ukochany, że pozwoliłes mi troszkę odpocząć – szepnęłam wpatrzona w Niego – Ty znasz nie tylko zakamarki mojego serca, ale i zakamarki mojego ciała. Wiedziałeś, że potrzebuję odpocząć. Dziękuję Ci!”
Umiłowany pocałowal mnie w czoło i uśmiechnął się do mnie tajemniczo.
” Mam dla Ciebie niespodziankę, Maleńka!”
” Niespodziankę?! Dla mnie?! – zawołałam zdziwiona i uradowana – Jaką?”
” W Moim SERCU jest wiele zakamarkow. Bardzo dużo! I jest też Twój zakamarek!”
„Mój zakamarek?! Mam nadzieje ze nie jest on ciemny, zimny i ponury…”
Najdroższy zaśmiał się głośno, dźwięcznie i perliscie. A Jego śmiech był tak bardzo że śmiałam się razem z Nim. Ukochany promienial cały.
„Wiesz, Maleńka, że zbieram Twoje uśmiechy, i że uwielbiam kiedy się uśmiechasz, prawda?”
„No, wiem – szepnęłam uśmiechając się do Umiłowanego – Mówisz mi o tym często.”
Najdroższy pochylił się nade mną z przecudnym uśmiechem. Wyszeptal:
„No to teraz zobacz!”
Gdy ON jeszcze mówił, znalazłam się w dziwnym świetle. Świetle, które nie było światłem. A raczej nie tylko światłem. W tym świetle było coś jeszcze, coś więcej. Blask, miłość, ciepło, kolory, radość, słońce i letni wietrzyk… A nade wszystko uśmiech! Mój uśmiech, promienny i szeroki. Od ucha do ucha! Patrzyłam zaskoczona! I uśmiechnięta.
„Nie sposób tu się nie uśmiechnąć!” – pomyślałam.
„Nie sposób tu się nie uśmiechnać!” – odezwał się znajomy, dźwięczny Głos, powtarzając moją myśl. Głos też był uśmiechniety.
„Taaak!!!” – szepnęłam.
„To Zakamarek Twojego uśmiechu, Perełko Moja!”
„Zakamarek mojego uśmiechu??! Piękny!!!”
Znów byłam w Ramionach Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie promienie bardzo.
„Bardzo piękny, Maleńka!”
„Dziękuję Ukochany, że mi go pokazałes! Dziękuję za niespodziankę!!!”
„Dziękuję, Maleńka Moja, że mogę mieć taki Zakamarek w Moim SERCU!”
Umiłowany uśmiechal się do mnie cudnie. I ja do Niego radośnie się uśmiechałam. Trwalismy w uśmiechu.
MIŁOŚĆ CIERPIENIA
Leżałam na kwiatowej kanapie tańcząca bardzo. Bardzo intensywnie. Umiłowany mój był ze mną, był przy mnie. Czuwał przy Swojej Maleńkiej… Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością wielką i patrzył we Swym Spojrzeniem z Krzyża. Uśmiechałam się do Niego z trudem. Ale starałam się najpiękniej jak potrafilam. Ujęłam perłę, ŁZY Umiłowanego, którą miałam zawieszona na szyi, w obie dłonie i ucałowałam JE.
„Skarb od mojego SKARBA!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego. Najdroższy uśmiechnął się do mnie łagodnie.
„Zauważyłaś Perełko Moja, że odkąd wiesz, że ta perła to Moje ŁZY, zwracasz na nią większą uwagę?”
„Wybacz mi… Perła od Ciebie jest mi droga i bardzo cenna, ale Twoje ŁZY stokroć cenniejsze!”
Najdroższy pocałowal mnie.
„Cieszę się że tak uważasz, Perełko!”
„A Ty odkrywasz przede mną stopniowo…”- uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Ty sama odkrywasz, Perełko. Ja Ci tylko pomagam.”
„Ale…”
Najdroższy zaśmiał się.
„Żadnych 'ale’, Perełko! Kto pierwszy powiedział że perła to Moje ŁZY?!”
„No ja. Ale…”
Najdroższy przerwał mi pocałunkiem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem zaczął dotykać i całować miejsce w moim ciele, które boli mnie najbardziej. Moje jelita. Całowal i całowal. I dotykał delikatnie, z czułością ogromną…
„Bardzo Cię bolą, Maleńka…”-stwierdził wzruszony niezmiernie.
„Bardzo. Bardziej niż wczoraj. Ale nic to. Tańcze dla Ciebie, Najdroższy mój!”
Umiłowany wciąż dotykał i całowal moje jelita…
„Moje SERCE tańczy z Tobą Najmilsza Moja!” – szepnal Ukochany z ogniem w oczach.
„Moje serce tańczy z Twoim SERCEM. I nie jest to tylko taniec cierpienia. To taniec Miłości!”
„Miłości Cierpienia, Perlo Moja!”
Rozpromienilam się bardzo!
„Tak! Kocham cierpienie. Bo Ty ukochales mnie aż po Cierpienie, aż po Krzyż! Kocham cierpienie. Bo Ciebie kocham!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy. Przytulił się do mnie. Z czułością i oddaniem. Oddany mi całkowicie… Szeptal:
„Śliczna Moja! Moje SERCE należy do Ciebie! ”
” Dziękuję, Najdroższy!”
” I zależy od Ciebie!”
” Dziękuję…”
” I Moje SERCE już nie jest Moim. Jest Twoje!”
„Dzięku…” – wyszeptalam calujac GO. Maleńkiego mojego, Najdroższego…
A ON przytulal mnie do Siebie z oddaniem. A ja nigdy wcześniej nie czułam się bardziej u siebie jak byłam teraz. Byłam u siebie. W Najdroższym, w Umiłowanym, w Maleńkim moim!!!
KRZYŻ ZWYCIĘSKI
Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swojego. Leżałam w Nim tańcząca i zmęczona bardzo. Najdroższy pochylal się nade mną z Miłością i patrzył we mnie Spojrzeniem z Krzyża.
„Boll bardzo, Umiłowany…” – wyszeptalam wpatrzona w Niego.
„Wiem, Maleńka Moja. Wiem…” – szepnal Ukochany współczująco.
„Ale przecież dzisiaj jest nasz Piątek, więc to naturalne, że boli bardziej” – szepnęłam znowu uśmiechając się do Najdroższego najpiękniej jak potrafilam. Wtedy Najdroższy rozpromienil się, rozjasnil, rozświetlil cały nade mną. Radością wielką!!!
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal, z ogniem w głosie:
„Perlo Moja, pragnę Ciebie!”
„I Ja Ciebie pragnę, Najdroższy mój!”
Najdroższy patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam. I mnie pocałowal. Raz, drugi, trzeci… Całowal i całowal. Jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. I ja Go całowalam.
„Moja Śliczna! Moja Słodka! Moja Tańcząca!” – szeptal Umiłowany mój. I całowal. Pocałunek przy pocałunku. I potężnial Miłością. Otulal mnie Sobą, przeswietlal i czynił mnie przezroczysta. Wchodził we mnie i ja w Niego wchodzilam. Zamykal mnie w Sobie i otwieral na Siebie. Znikłam w Umiłowanym moim.
Znalazłam się znów w ciepłej i przyjaznej Światłości. A przede mną widziałam wielkie SERCE! Żywe. Bijące. Tętniące Życiem SERCE!!! Wpatrywalam się w zachwycie, zachwyceniu!!!
Nagle zauważyłam że na samej górze SERCA Coś wyrasta. Rosło bardzo szybko. I w Światłości wielkiej zobaczyłam ogromny i piękny KRZYŻ!!! Ale nie był to Krzyż cierpienia i bólu. Nie! To był Krzyż zwycięski, pełen majestatu i chwały!!! Potęgi i siły Miłości! Trwałam w zachwycie!!! Twarz mi się śmiała, oczy jasnialy radością!!! Pomyślałam że ten KRZYŻ bardzo przypomina ten nasz, z naszej altanki…
„Tak Najmilsza. To jest ten sam Krzyż! I jest ON Twój!” – usłyszałam dźwięczny znajomy glos.
„Mój??!!” – zdumialam się do głębi!
„Wszystko tu jest Twoje. Do Ciebie należy i od Ciebie zależy!”
Byłam zdumiona do głębi serca i duszy mojej! Zastyglam w uśmiechu. I znów byłam w Ramionach Umiłowanego mojego, który pochylal się nade mną rozpromieniony Miłością.
„Kocham Cię, mój Maleńki!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego. A ON uśmiechał się do mnie cudownie!!!
ŁZY LITOŚCI
Umiłowany mój szedł trzymając mnie na rękach. Szedł w czymś co przypominało tunel. Nie wiem dokładnie bo tańczyłam bardzo i patrzyłam w Umiłowanego mojego, a nie gdzie idziemy. Najdroższy szedł dość długo. Też nie patrzył na droge, tylko we mnie. Patrzył poważnie ale łagodnie. Z Miłością wielką. Szedł więc dość długo. Aż wreszcie stanął.
„Spójrz, Perlo Moja!” – wskazał głową przed Siebie. Odwrócilam głowę i spojrzałam tam gdzie Najdroższy mój pokazywał. Spojrzałam i… zamarlam. Nie wiem nawet jak opisać to co zobaczyłam. Przypominalo to wielki wodospad. Albo raczej ściane. Łez. Łez niewiarygodnie wielka ilość. Spojrzałam w górę, łez nie było początku, spojrzałam na dół, łez nie było końca. Wszędzie LZY!!!
Spojrzałam pytająco w Umiłowanego. Patrzył we mnie z wielką powagą i tkliwoscia jednocześnie.
„To Łzy Litości Mojej, Maleńka.”
„Łzy Twojej Litości…” – wyszeptalam ni to do siebie ni to do Niego.
Patrzyłam w te Łzy… Na sercu zrobilo mi się dziwnie. Miękko. Byłam obezwładniona tym co zobaczyłam… Łzy Litości… Umiłowany płacze z litości! Tyle łez wylewa… Toż to są skarby najdroższe!!! I… zapragnęłam… mieć jedną taką Łzę.
„Czy mogę…?”
Ale Umiłowany pokiwal przeczaco głową.
„Nie, Perełko Moja… Poza tym Ty już masz już Moje Łzy. Nosisz Je na sobie.”
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia!!!
„Mam Twoje Łzy??!! Noszę Je na sobie??!! Gdzie???”
W jednej chwili znalazłam się w naszej altance, na kwiatowej kanapie leżałam. A Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką.
„Gdzie, Najdroższy mój?!! – dopytywalam – suknia może??”
„Nie, nie suknia, Perełko – Umiłowany uśmiechnął się do mnie łagodnie – masz jeszcze ode Mnie pierścień, welon i…”
„Perłę!!!” – zawołałam zachwycona i zdumiona odkryciem!
Najdroższy pocałowal mnie i wyszeptal:
„Pamiętasz Perełko jak kiedyś na początku naszej Drogi Krzyżowej, kiedy Arcykapłan spytał czy to Ja jestem Mesjaszem, Synem Bożym. Kiedy odpowiedziałem że tak, On wykrzyknął że to bluznierstwo. Płakałem wtedy nad Nim. Łzy Mi ciekły po twarzy, a Ty Je całowalas. Pamiętasz?”
” Nigdy tego nie zapomnę…”
„Ta perła to tamte Łzy.”
Perła wisiała, była zawieszona na mojej szyi. Ujęłam je w obie dłonie i ucalowalam… Patrzyłam w Najdroższego mojego. W milczeniu. I ON patrzył we mnie… Słodko. Rozmyślalam w tym co powiedzial. Nagle zawołałam:
„Zaraz, zaraz! Powiedziałeś że płakałes nad Nim?! Myślałem że płakałes dlatego, że Ci Najdroższy było przykro, że…”
„Płakałem nad Nim. Nad biednym dzieckiem Moim. Nad Jego slepota płakałem.”
Patrzyłam Najdroższemu w oczy głęboko,
„Nade mną pewnie płaczesz często…”
Najdroższy rozpromienil się nade mną.
„Kiedyś, wiele lat temu plakalem nad Tobą, Perełko często. Teraz już nie. Teraz gdy myślę o Tobie to się uśmiecham.”
„Ja też kiedyś płakałam często. Teraz już nie – szepnęłam.
” Nocami, szczególnie, prawda?”- spytal, ale to nie było pytanie, stwierdził fakt raczej.
„Tak! Skąd wie…”
„Byłem wtedy z Tobą Kochana Perełko. Płakalismy razem.”
„A ja myślałam że jestem sama. I bardzo samotna…”
„Najmilsza Moja, nigdy nie byłaś sama. Ja zawsze byłem z Tobą. Jestem z Tobą. I zawsze będę.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego z uwielbieniem i wdzięcznością. Najdroższy promienial bardzo. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tańczylismy w uśmiechu.
WIELKIE SERCE
Byłam w Najdroższym, w Umiłowanym moim byłam. Przy Jego SERCU, cierpiąca, tańcząca bardzo. Trwalam przy zranionym SERCU Ukochanego. On cierpiał ze mną. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża.
„Dla każdego człowieka jest miejsce w Twym SERCU, prawda, Ukochany – szepnęłam uśmiechając się do Niego z trudem.
” Tak, Moja Maleńka. Każdy kto chce, kto zapragnie może w Nim zamieszkać. Dla każdego jest miejsce.”
„To Twoje SERCE jest bardzo wielkie!”
Umiłowany uśmiechnął się łagodnie.
„Noszę w SERCU cierpienia każdego z Moich dzieci, każdego człowieka. Radości i smutki każdego, każdą łzę i każdy uśmiech. Każdą ranę, każde szczęście i nieszczęście.”
„Ooo… Masz ogromne, potężne i bardzo kochające SERCE, Umiłowany, Najdroższy mój!!!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko, wyszeptał bardzo poważnym głosem:
„Twoje serce, Maleńka, jest bardzo podobne do Mojego!”
Patrzyłam Mu w oczy. Nie odpowiedziałam. Milczalam. Pomyślałam jednak, że moje serce jest bardzo małe i egoistyczne… Umiłowany mój znał moje myśli. Patrzył we mnie głęboko. Spytał nagle:
„Naprawdę chcesz za nią cierpieć?”
Przypomnial mi moją wczorajszą prośbę.
„Tak. Jeśli pozwolisz mi to tak. Chcę” – odpowiedzialam szybko, chcąc potwierdzić, że jestem gotowa.
Nie będę opisywać szczegółów. Napiszę tylko, że pewna osoba czeka na badania lekarskie, których wyniki pokażą czy, a raczej jak bardzo jest chora. Miało by to (ta choroba) bardzo poważne konsekwencje. I prosiłam Umiłowanego, że jeśli miałaby musiałaby być chora i cierpieć bardzo, to ja chcę za nią. A ona żeby była zdrowa. Osoba ta ma małe dzieci, które ją kochają i potrzebują. Chcę za nią. Zamiast niej.
Najdroższy patrzył w głąb mnie.
„Serce kogoś kto o takie coś Mnie prosi nie jest ani małe, ani egoistyczne, Perełko.”
Mówił spokojnie, ale widziałam ogień w JEGO oczach
„Wybrałam Twoje SERCE, Najdroższy mój i pragnę uczyć się od NIEGO. A z jakim skutkiem to juz inna spra…” – wyszeptalam wpatrzona w Umiłowanego mojego. Przerwał mi gwałtownie, słodkim pocałunkiem.
„Zatańczysz skutki, Najmilsza! Niedlugo zobaczysz. Maleńka Moja, Piękna Moja! Śliczna Moja… Moja Słodka!!!”
Obsypywał mnie pocałunkami. Deszczem pocałunków! Całował jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. A tymi pocałunkami czynił mnie przeźroczystą. Przejrzystą. Tak, że bez trudu mogłam wchodzić, przenikac w Maleńkiego mojego. I On wchodził we mnie i łączył Swoje Cierpienie z moim. A nasze serca, JEGO i moje,` czynił jednością.
W PROMIENIACH SERCA
Na wielkiej łące przeswietlonej niezwykłym światłem, pełnej kolorowych kwiatów, tańczyłam z Umiłowanym moim. Z Najdroższym moim tańczyłam. Tańczylismy bardzo! Najdroższy obejmował mnie zmęczona i przytulał do Siebie. Mocno tulił. I patrzył we mnie promienie bardzo. Uśmiechałam się do Niego radośnie i patrzylam w Umiłowanego jak w obrazek.
„Wiesz, Najdroższy… kiedyś zastanawialam się czy św Faustynie ukazywales się jako Syn Boży, czy jako cały Bóg. I nie wiem… Ale doszłam do wniosku że ukazywałes jako cały Bóg.”
„Caly Bóg?” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie.
„Źle się wyraziłam! Przepraszam!!! Wiem, że Bóg nie ma początku, ani końca i nie można Go zamknąć słowami… Ale chodziło mi o to, że cała Trójca Święta. Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Przepra…”
Umiłowany przerwał mi pocałunkiem.
„Wiem o co Ci chodziło, Maleńka Moja. Nie przejmuj się i nie przepraszaj.”
I uśmiechając się do mnie cudnie, tłumaczyl mi:
„Ukazywałem się jej w postaci Syna Bożego, ale przychodziłem jako cały Bóg” – Najdroższy z naciskiem wypowiedzial słowo „cały”, patrząc we mnie z zachwytem. Zmeczona byłam coraz bardziej i coraz bardziej opierałam się na Umiłowanym moim, a On podtrzymywal mnie coraz bardziej.
„Boga można porównać do słońca, Perełko. Ojciec jest Słońcem, Ja promieniami a Duch Święty, ciepłem, które dają promienie Słońca.”
„Jakie piękne porównanie! – zawołałam zachwycona – Cudne!”
„Podoba Ci się?” – spytal Najdroższy mój promieniejąc.
„Bardzo!!!”
Byłam tak zmęczona, że całkowicie opadlam na Umiłowanego. Najdroższy natychmiast wziął mnie na ręce i zaniósł do naszej altanki. Położył mnie na kwiatowej kanapie i poprawil poduszkę pod moją głową. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z tkliwoscia ogromną.
„Bardzo Cię boli, Najmilsza Moja…?” – spytal z wielką Miłością i troską.
„Nie bardzo. W miarę. Ale zmeczona jestem jakoś…”
Przytulił mnie do SERCA Swego.
„Odpocznij teraz przy Sercu Moim, Maleńka Moja. W JEGO promieniach odpocznij.”
Patrzył we mnie pochylony z czułością. Tuli do SERCA. Przytulilam się do NIE. Widziałam JE, wielkie, Żywe. Bijące SERCE! I zobaczylam jakby promienie słoneczne, które wychodziły z SERCA. Ogrzewaly mnie i rozświetlaly, otaczaly i otulaly. Odpoczywalam w Ich blasku. W promieniach SERCA.
UŚWIĘCAC CIERPIENIE
Leżałam na kwiatowej kanapie. Tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża.
„Cierpienie może uświęcac, Perełko Moja Umiłowana!”
Nagle znalazłam się przy SERCU Ukochanego. Widziałam JEGO Ranę… Patrzyłam w Nią. Uwielbialam, adorowalam…
Usłyszałam dźwięczny, znajomy glos:
„Ja uświęcilem cierpienie, na Krzyżu.”
„Ale cierpienie jest złem, prawda?” – spytalam wpatrzona w Ranę,
„Tak,, ale może prowadzić do wielkiego dobra. Można je wykorzystać do czynienia dzieł Miłości. A tym samym je uświęcac. I uświęcac samego siebie.”
Wciąż wpatrywalam się w Ranę SERCA Najdroższego mojego. Patrzyłam, patrzyłam w Ranę… I zobaczylam jak wypływala z Krew. Wielka kropla Krwi… Zamarlam na chwile. Jednak zaraz Pochyliłam się i Ucalowalam Ranę. Czułam na ustach JEGO Krew.
” Też pragnę uświęcac moje cierpienie…”
„Uświęcasz je, Maleńka Moja!”
„Ja…?”
„Uświęcasz je swoim tańcem!”
Wpatrywalam się w SERCE Maleńkiego, Najdroższego mojego… I zobaczylam w NIM Jego twarz. Oblicze Ukrzyżowanego. Patrzył we mnie, Miłość Sama! Pochylił się nade mną jeszcze bardziej. Blisko. Bardzo blisko. Patrzył we mnie Swymi cudnymi oczami.
” Uswiecasz cierpienie jednoczac je z Moim cierpieniem, Perlo. Oblubienico Moja! I Twoje cierpienie wydaje wielkie, błogosławione owoce!”
Patrzył we mnie… Byl taki Piękny!!! Taki Piękny!!! W oczach JEGO widziałam oddanie. Całkowite oddanie… mnie…!”
” Pragnę Cię, mój Najdroższy!”
” Pragnę Cię Moja Umiłowana!”
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Obsypywał mnie pocałunkami. A wraz z nimi czynił mnie przezroczysta, całą dla Siebie. Przenikal mnie niemal fizycznie. Cała byłam JEGO i dla NIEGO . A ON cały dla mnie i cały mój. Mój Najdroższy… mój Maleńki… mój Kochany!!!