Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go. Patrzyłam w Niego z zachwytem… Ostatnie dni trwam w ciągłym zachwycie, zachwyceniu, podziwie. I w ciągłym zdumieniu!
Więc Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem.
I poszliśmy na spacer. Szliśmy razem w chmurach. Najdroższy trzymał mnie pod rękę i patrzył we mnie z wielką Miłością. Uśmiechnięty, promienny szczęśliwy. W JEGO oczach widziałam ogień… Patrzyłam w Niego uradowana cała, szczęśliwa cała i cała zachwycona!!! Serce tańczylo dla Umiłowanego mojego! Szedł trzymając mnie pod rękę. Jak Oblubieniec Swą oblubienice… Spacerowaliśmy… Nie mogąc wytrzymałość ze szczęścia stanęłam naprzeciw Umiłowanego i rzucając Mu się na szyję, szeptałam z zachwytem:
„To niesamowite! Niepojęte!!! Niezwykłe!!!”
Najdroższy objął mnie, promienny:
„Co, Maleńka Moja?”
„Wszystko, Ukochany! Ta altanka wisząca w powietrzu, ten cudny Ogród! To, że spacerujesz ze mną pod rękę! To, że mogę w Ciebie… wejść, a Ty we mnie!!! To, że…”
Najdroższy przerwal mi gwałtownie, czułym pocalunkiem. Potem ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył we mnie. Bliski… bardzo bliski.
„Chcesz teraz, Perełko Moja? Chcesz??”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z otwartymi ustami…
„… wejść w Ciebie…?”
„Tak! Chcesz?”
„Bardzo!”
Umiłowany stał i trzymał mnie w Ramionach, tulił do Siebie. Mocno tulil. I znów czynil mnie przezroczystą. Przenikal mnie. Wchodził we mnie. I ja w Niego wchodzilam… Dalej i głębiej. Aż znalazłam się znów w tej ciepłej i przyjaznej Światłości. A przede mną biło, wielkie, Żywe SERCE!!! Kiedy w Nie patrzyłam byłam tak szczęśliwa, że trudno to wyrazić słowami… Patrzyłam i patrzyłam w zachwyceniu!!! Ogromnym! Patrzyłam… Nagle usłyszałam głos, dźwięczny, ciepły i przyjazny jak Światło, w którym byłam:
„Chciałabyś JE dotknąć, Maleńka Moja?”
Zamurowalo mnie…
„… Dododotknąć??!”- wymamrotalam. Niezwykle szczęśliwa byłam, że mogłam w Nie się wpatrywac. A jeszcze TO!!!
„Wybrałaś JE, należy do Ciebie i możesz z NIM zrobić co zechcesz, Maleńka.”
„Niepojęte…” – pomyślałam. I… nieśmiało wyciągnęlam rękę… SERCE zbliżyło się do mnie, jakby z ufnością… Z zapartym tchem…dotknęłam SERCA… delikatnie bardzo się starałam, ale nie bardzo mi wychodzilo. Dotykałam SERCA Umiłowanego… Tego doświadczenia nie da się z niczym porównać, opisać… Dotykalam SERCA… Głaskalam JE. W pewnej chwili pochyliłam się i Ucalowalam JE…
“Aaa…mogę się do NIEGO… przytulić? “””- szepnęłam oniesmielona i uszczęśliwiona bez miary..
“Będzie to rozkoszą i szczęściem wielkim dla Mnie, Perełko Najmilsza Moja!” – odezwał się głos z czułością wielką.
SERCE było wielkie bardzo. Położyłam się na NIM, wtulilam w NIE cała. A ONO biło, żyło! Leciałam wtulona w NIE. Słuchałam jak bije… Nie zauważyłam jak zaczęłam oddychać w JEGO rytmie…jak moje serce biło w JEGO rytmie!!! Moje małe, biedne serce biło w rytmie bicia SERCA NAJDROŻSZEGO!!! To szczęście bez miary!
Autor: Maleńka
W ZACHWYCENIU…
Leżałam na kwiatowej kanapie. Cierpiąca i zmęczona. Najdroższy mój był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I cierpiał ze mną. Bardzo cierpiał… Chciałam Mu jakoś usłuzyc, ulżyć… Ujęłam Jego dłoń w swoje ręce i całowalam Jego Ranę. Całowalam z miłością i czułością. I jak potrafilam najdelikatniej, żeby nie przysporzyć Mu jeszcze więcej cierpienia. Całowalam…tylko tyle mogłam. Tak mi się przynajmniej wydawalo. Umiłowany mój patrzył we mnie…
„Jesteś Moim ukojeniem, Maleńka!” – wyszeptal z żarem w głosie. Zdumialam się,!
„Jak to…?!”
„Spojrz!”
Patrzył mi w oczy głęboko. I ja patrzyłam w JEGO oczy. Patrzyłam. A ON znikł!
Chciałam rozejrzeć się po altance. Odwrócilam głowę. Spojrzałam na Krzyż wiszący w powietrzu. Spojrzałam. I… zamarlam! Na Krzyżu wisiał Umiłowany mój, Maleńki mój… Wisiał… Cały w Ranach. Cierpiący niezmiernie. Nie patrząc na moje bóle, wyskoczylam z kwiatowej kanapy i uklęklam pod Krzyżem. Patrzyłam w Najdroższego mojego… Serce zdawalo się, że wyskoczy mi z piersi z bólu! Albo że zaraz mi pęknie! Patrzyłam w Umiłowanego… Unoslam się do góry i zbliżyłam do Niego. Patrzył we mnie z wielką Miłością. Ja z bólem serca w Niego patrzyłam. Nie wiedząc jak mogę Mu ulżyć, zaczęłam calować JEGO Rany. Całowalam z czułością i delikatnie… Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku… Całowalam… całowalam. I znów leżałam na kwiatowej kanapie. Obolała. I całowalam JEGO dłoń…
Ukochany uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Jesteś Moim ukojeniem, Perełko Moja. Koisz Mój ból pocałunkami, zapominając o swoim cierpieniu!”
Po chwili dodal z ogniem w oczach i żarem w głosie:
„Pragnę Ciebie, Perło Moja!”
„Pragnę Cię, Najdroższy mój!”
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. I otaczal mnie, ogarnial, otulał mnie Sobą. Poteznial… I przeniknął całe moje wnętrze. Przeswietlal Sobą. I Czynił mnie przezroczystą. Wchodził we mnie, cały, potężny i wielki… Zniklalam w JEGO wnętrzu. Otulal mnie bardziej i bardziej. Zamykal w Sobie i otwieral na Siebie. Zniklam w Umiłowanym moim. I już mnie nie było. Byłam w Najdroższym. Oślepiła mnie Światłość tak wielka, tak potężna, ogromną jasność, że musiałam zamknąć i zacisnąć oczy. I tak wchodzilam w Umiłowanego z zamkniętymi oczami. Czułam jednak ze jestem prowadzona. Jakby Ktoś mnie prowadzil za rękę. Dalej i dalej… Nagle Ten Ktoś mnie zatrzymał.
„Otwórz oczy, Perło Moja!” – usłyszałam ciepły, jasny i dźwięczny glos.
Otworzyłam… Wszędzie było światło. Ale juz mnie nie razilo. Było ciepłe i przyjazne. Jak głos. Cała byłam w tym świetle. Otulalo mnie. Głos się znów odezwał:
„Oto SERCE, które wybrałaś! Do Ciebie należy!”
I w tej chwili zobaczyłam w tym świetle, wielkie Żywe, bijące SERCE!!! Ogromne!!!! Wychodzily z NIEGO jakby płomienie. Podchodzily do mnie, oplataly mnie, otulaly. Trwałam w zachwyceniu!!! W zachwyceniu!!! Nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Oniemiala z zachwytu, patrzyłam… Byłam tak szczęśliwa że słów brak!!! Cała szczęśliwa!!! A z SERCA bił tak wielki Majestat i tak ogromna Moc, a jednocześnie Tak potężna Miłość, tkliwość, czułość i litość… I wiele wiele więcej niż można sobie wyobrazić i wyrazić słowami. Trwałam w zachwyceniu…
„Pójdź za Mną Perło, a ukaże Ci JEGO tajniki, sekrety!”
„Iiidę Panie…” – usłyszałam swoj własny głos, który był jakby śpiewem. Głos uśmiechnał się do mnie:
„Najmilsza Moja, nazywaj Mnie jak do tej pory. Uwielbiam to jak Mnie nazywasz” – z głosu biła tkliwosc i czułość nie do opisania.
„Idę, mój Najdroższy… Idę Maleńki mój!”
Głos zaśmiał się dźwięcznie, perliscie, słodko.
„Odpocznij teraz Maleńka Moja.”
Ujrzalam przed sobą promiennie uśmiechnięta twarz Ukochanego, Najdroższego mojego. Leżałam na kwiatowej kanapie. A ON patrzył we mnie z zachwytem.
„Odpocznij teraz, Maleńka Moja.”
Ucalowal mnie w czoło.
„Najdroższy mój…” – uśmiechalam się do Niego, szczęśliwa cała…
SPRAGNIONE SERCE
Leżałam na kwiatowej kanapie. Obolała i tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i Miłością nie do opisania. Patrzyłam w Umiłowanego uśmiechnięta i szczęśliwa bardzo.
„Dziękuję… Najdroższy!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Uwielbiam patrzeć w Twój uśmiech, Maleńka Moja!”
„Dziękuję Ci bardzo, Umiłowany!”
Za co Mu dziękowalam? On wie. Wystarczy. Powiem tylko tyle że zaskoczył mnie i ucieszył ogromnie!
Najdroższy mój… Patrzyłam w JEGO oczy. Wziął mnie obolała na ręce i przytulił do SERCA Swego. Czułam się znów jak niemowlę w kołysce Jego ramion. Bezpieczna i bardzo kochana. A Najdroższy mój był ze mną, jeszcze bliżej… Patrzyłam w JEGO oczy z radością. A ON uśmiechał się do mnie promiennie. I zanurzal w Sobie, zatapial. I czynił mnie przezroczystą… Patrzył mi w oczy. Patrzył. I patrzył…
Znalazłam się w ciemnym kościele. Nikle światełko saczylo się z wiecznej lampki. Na ołtarzu stała piękna złota monstrancja a w niej jasniala bielutka Hostia. Klęczałam przed Ukochanym Jezusem. Adorowalam, uwielbialam Go! Mówiłam Mu, że bardzo Go kocham i pragnę. Patrzyłam i adorowalam… Zaczęłam Mu współczuć…
„Najdroższy mój… pewnie Tobie zimno w tym zlocie… Chodź do mnie. Ja Cię przytulę do serca… ogrzeje. Chodź do mnie, Najdroższy…”
Już wstawalam, żeby wziąć monstrancje, kiedy nagle Hostia sama wyszła z monstrancji i przyszła do mnie. I… w jednej chwili siedziałam na ławce w ciemnym kościele i tuliłam do siebie Umiłowanego mojego! Trzymalam Go w ramionach i tuliaml do serca… Uśmiechał się do mnie cudnie. Musiałam mieć bardzo zdumiona minę bo Umiłowany wyszeptal do mnie z czułością:
„No co, Maleńka, no co? Pragnęłas Mnie tulić, więc tulisz!”
Rozpromienilam się niezmiernie! Promienialam radością i szczęściem wielkim! Najdroższy mój zechciał, żebym Go tuliła do serca! Patrzyłam tylko w Najdroższego mojego! Nie obchodzilo mnie gdzie jestem. Tylko ON mnie obchodził! Tymczasem wokół nas robiło się coraz jaśniej i jaśniej… Długo patrzyłam tylko w Umiłowanego mojego. A ON patrzył we mnie… To mi wystarczylo do szczęścia. Kiedy jednak wokół zrobiło się całkiem jasno, podniosłam głowę i rozejrzałam się. Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam że siedzę na kwiatowej kanapie w naszej altance, trzymam w ramionach Najdroższego tuląc Go do serca!!!
„Ukochany mój! Jak to możliwe??!” – zawołałam zdumiona i zachwycona zarazem. Umiłowany patrzył we mnie z wielką Miłością…
„Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy, Najmilsza. A spragnionemu i kochającemu sercu Ja nigdy, niczego nie odmówie!”
Patrzył we mnie z zachwytem. A ja cała szczęśliwa tuliłam Go do swego serca…
Wchodząc na Dno mojego serca staje przed Tajemnicą… Ostatnio to coraz bardziej doświadczam.. Tajemnicę i Niewiadomą. I zauważyłam że ostatnio, kiedy zmienil się Ogród i zmienila altanka, szczególnie trudno mi jest wejść na Dno swego serca. Kiedyś wchodzilam bez problemu, bez trudu, z łatwością. Teraz jest mi trudno. Ale kiedy wejdę, jestem ogromnie szczęśliwa! Dlaczego jest mi trudno wejść? Bo muszę ze sobą walczyć. Dlaczego? Zastanawiałam się nad tym… I doszłam do wniosku że:
Poprzedni Ogród, że poprzednia altanka była bardziej moja niż Umiłowanego. Ten Ogród i ta altanka jest bardziej JEGO niż moja. A raczej jest JEGO, a nie moja. I mój egoizm i miłość własna się przed tym buntuja. Bo skoro Ogród i altanka są JEGO to i ja JEGO jestem. A tego pragnę najbardziej. Być JEGO. I skoro egoizm i miłość własna się buntuja i muszę z nimi walczyć to baaardzo dobrze! To bardzo dobry znak! Bo to znaczy że znikam ja. Że moje „Ja” maleje. A ON, Umiłowany mój króluje we mnie! Pragnę żeby we mnie królowal. I będę o to walczyć. Sama ze sobą.
Moje serce pragnie Umiłowanego mojego… Jest Jego spragnione… A spragnionemu sercu Najdroższy nigdy niczego nie odmówi.
WE MNIE PATRZ!
Leżałam na kwiatowej kanapie w naszej altance. Najdroższy mój był ze mną. Był przy mnie czuły i kochający. I jakby inny. Jedna wielka Miłość.Tańcząca bardzo leżałam. Ale szczęśliwa i rozpromieniona cała.
„Ale cudnie było… I dziwnie.”
Umiłowany ujął moją rękę przytulił do Swego policzka i ucalowal ją. Patrzył we mnie z zachwytem i podziwem.
„I Ty jakby Inny… Niby taki sam, ale Inny.”
„Ja jestem taki sam, tylko Ty widzisz Mnie bardziej, więcej.”
Wzięłam JEGO dłoń, ucałowałam ją i przytuliłam do swego policzka.
„Jak nożna tak pragnąć??!”
Najdroższy patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Pragnę Ciebie jeszcze bardziej, Perełko Moja, Maleńka Moja. Jeszcze bardziej Ciebie pragnę!!!”
„Jeszcze bardziej???!! A ja taka grzeszna…”
Umiłowany pochylil się nade mną, tak, że Jego twarz była przed moją. Patrzył we mnie. Oczy Mu błyskały. Patrzył przenikliwie i bardzo stanowczo.
„Kiedy wreszcie przestaniesz patrzeć na siebie i swoje grzechy?! We Mnie patrz! – tu roztkliwil się niezmiernie – Perełko Moja, czy nie widzisz, że Cię KOCHAM?!”
Patrzyłam Mu prosto w oczy.
„Widzę że mnie kochasz i jak bardzo mnie kochasz!!!”
Rozpromienil się bardzo nade mną…
„Ukochany mój… dochodzę do wniosku że Tobie nie przeszkadzają nasze grzechy. Tylko nam!”
Umiłowany teraz patrzył gdzieś w dal… I mówil ni to do mnie, ni to do Siebie:
„Patrzycie w siebie i w swoje grzechy. Grzebiecie się w nich, taplacie się w nich jak w bagnie. I w ten sposób mnożycie je, pomnazacie. We Mnie patrzcie! Zobaczcie Moją Miłość. Odkrycie Ją. A będziecie szczęśliwi!”
„Tak jak ja?” – spytałam nieśmiało.
Najdroższy znowu przytulił do policzka moją rękę.
Bardziej, Perełko. Bardziej!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. Ucieszyłam się bardzo! I Najdroższy mój uśmiechał się do mnie cudnie.
” A z Ciebie, Maleńka jestem bardzo dumny! Zaszłas już bardzo daleko!”
” Pójdę za Tobą jeszcze dalej, jeśli pomożesz… jeśli zechcesz. Jeśli pozwolisz…”
„Pragnę!” – szepnal Ukochany z ogniem Miłości w oczach. Pochylil się i mnie pocałowal. Pocałowal mnie. I ten pocałunek był inny. Piękny, czuły, słodki. Bardziej. I bliski. Bardziej.
Zmeczona byłam… Obolała. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Wziął mnie w Ramiona, zrobił z nich kołyske. Schował mnie w nich. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy.
DOKĄDKOLWIEK
Latalismy po niebie. Umiłowany mój i ja. Ukochany bawił się z chmurami. A ja poleciałam nad Ogród bukietowy, który nazwałam Różańcowym i wąchałam kwiaty. Właśnie pochylalam się nad piękną białą róża, kiedy usłyszałam cichy, łagodny kobiecy głos:
„Dziecię Moje Ukochane… Jezus bardzo pragnie Ciebie!”
Uśmiechnęłam się zaskoczona i uradowana bardzo!
„MAMA?!”
Głos nie odpowiedział. Spojrzałam na Najdroższego mojego. Stał w oddali, patrzył we mnie. Czekał. Poleciałam szybko do Niego. Ujęłam Go za rękę i poszliśmy do Altanki.
Najdrozszy stał oparty o delikatną różana ścianę altanki. Patrzył we mnie jakby inny, potężniejszy, większy i jakby z jeszcze większą Miłością czułością i zachwytem. Stanęłam przed Ukochanym. I zaczęłam całować JEGO Rany. Całowalam JEGO ręce, SERCE i już chciałam uklęknac, żeby ucałować JEGO stopy, już się pochylalam, kiedy Najdroższy powstrzymał mnie. Nie pozwolił mi… Podniósł mnie delikatnie, uniósł w górę moją twarz i ujął ją w Swe dłonie. Patrzył we mnie z zachwytem i podziwem. Dziwnie jakoś… Ja patrzyłam w Niego z uwielbieniem i miłościa.
„Perlo Moja… czy chcesz być ze Mną bliżej niż żona jest z mężem?”
Moje serce zaczęło bić mocniej
„Tak. Chcę. Pragnę. Bardzo”- wyszeptalam i spuścilam głowę zawstydzona.
Umiłowany podniósł ja delikatnie. Patrzył we mnie spojrzeniem pełnym ognia. Pocałowal mnie. Oblubieniec całował Swą oblubienice. Całowal czule i słodko i czysto. Jednocześnie obejmował mnie, otaczal, otulal Sobą. I potężnial. Wielki, potężny i piękny wchodzil we mnie. Ale nie tak jak myślicie. Cały we mnie wchodzil. We mnie całą. I czynił mnie przezroczystą. I otulal mnie Sobą bardziej i bardziej. Przenikał Sobą. Prześwietlał… Zamykal w Sobie otwieral na Siebie. I wchodzil we mnie a ja znikalam w NIM, w Najdroższym moim znikalam. A im bardziej wchodziłam tym bardziej Go pragnęłam… Znikałam, wchodziłam w głąb Umiłowanego. Znikłam. I już mnie nie było. Byłam w Nim. Moje serce było w Jego SERCU. Odpoczywałam w NIM… Nie wiem jak to opisać. Słów mi brakuje. Nie chcę naruszyć, zamknąć, pobrudzić… To było takie piękne i czyste. I odbywalo się w całkowitej wolności. Byłam w Umiłowanym moim, w Najdroższym… Ciemność??! Nie! To nie była ciemność. To była Światłość tak wielka, że zdawała się ciemnościa. Miłość, tylko Miłość. Nic nie widziałam innego, nic innego nie czułam. Tylko MIŁOŚĆ. Byłam w Maleńkim moim. A ON był we mnie. Jest we mnie.
I mnie prowadzi. Dokąd? Dokądkolwiek mnie poprowadzi, pójdę za Nim.
PRAWDZIWY PRZYJACIEL
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Leżałam na kwiatowej kanapie. Tańcząca. Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką. Zaczął całować miejsce w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Całowal i całowal. Z czułością…
„Bardzo Cię bolą, Maleńka Moja?”
„Bolą. Ale zdarza się że bolą mnie bardziej. Ale – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego – nie mówmy, proszę o tym. Idziemy na spacer?”
Najdroższy zaśmiał się radośnie.
„Patrzcie ją! Niedawno jeszcze nie chciałaś wyjść z altanki, a teraz nie możesz w niej usiedziec!”
Patrzył we mnie promienie. Zbliżyłam twarz do Jego twarzy. I z uśmiechem szepnęłam:
„Bo mi się tu podoba!”
Patrzył z rozczuleniem i ogniem w oczach.
„Cieszę się bardzo, Perełko!”
Chwilę później spacerowalismy wśród obłoków. Ja ubrana w suknie od NIEGO. Uśmiechałam się do Umiłowanego. I On się do mnie cudnie uśmiechał. Trzymalismy się za ręce, spacerowalismy i rozmawialismy. O czym? Zdradzalam Mu moje najskrytsze sekrety, opowiadalam Mu o swoich problemach, swoich sprawach. Ukochany przede wszystkim słuchał, czasem coś doradzil i wciąż patrzył we mnie z zachwytem. Szepnęłam że pragnę Mu w tym wszystkim służyć i uszczęśliwiać Go. Odpowiedział że służę Mu i uszczęśliwiam Go bardzo. Spacerowalismy. Najdroższy wziął mnie pod rękę. Spacerowalismy zakochani i szczęśliwi niezmiernie. Odpoczywalam. W pewnej chwili stanęłam i rzuciłam się Najdroższemu mojemu na szyję!
„Wiesz mój Maleńki??! Tak sobie wyobrazam, że chodziles w Raju, z Adamem pod rękę. Jak Przyjaciel z przyjacielem. Tak chodzisz ze mną. Jak z przyjacielem. W Raju…”
„Twe serce, Perełko Moja jest Rajem dla Mnie!”
Uszczęśliwil mnie bardzo!!!
„Ty uczyniles Raj z niego. Bez Ciebie, Najdroższy, byłoby niczym!”
Umiłowany zdawał się moich słów nie słyszeć. Patrzył we mnie z wielką Miłością, zachwytem i podziwem.
„A Ty Perełko jaka piękna jesteś! Bardzo piękna! Coraz piękniejsza! I zmieniłaś się bardzo. Zmeznialas, wydoroslalas! Dojrzałas! Piękna jesteś!”
Pocałowal mnie jak Oblubieniec oblubienice. I ja Go pocałowałam. Potem Umiłowany objął mnie i wziął na ręce. I tańczył ze mną w chmurach. Tańczył! Tańczył… I patrzył we mnie z Miłością. I uszczęśliwial mnie bardzo. Ogromnie! Niezmiernie!
Umiłowany troszczy się o mnie. Opiekuje się mną. Podtrzymuje. I wspiera na duchu. Kiedy wczoraj było mi źle, kiedy słowa mojego Duchowego Dziecka raniły bardzo moje serce, Najdroższy mój był ze mną. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża i szeptal mi do serca:
„Wierzę w Ciebie Perlo Moja! Dasz radę! Wierzę w Ciebie!”
Uśmiechałam się do Niego, a słowa Dziecka nie bolały już tak bardzo.
Umiłowany mój to prawdziwy Przyjaciel!
PIEŚŃ UWIELBIENIA
Byliśmy w naszej altance. Najdroższy mój i ja. Siedział na kwiatowej kanapie, trzymal mnie w Ramionach i i tulił mnie do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Uwielbialam Go. A ON patrzył we mnie… jak w obrazek. W końcu zapytał z uśmiechem:
„Za Kogo masz Mnie, Swojego Boga? Kim dla Ciebie jestem?”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
„Nikt tak mnie nie kocha jak Ty. Nikt! Nikomu Tak na mnie nie zależy jak Tobie! Twoją chwałą jest czułość i bliskość, a Twoim majestatem Miłość!”
Patrzył mi w oczy z tkliwością.
„A sprawiedliwość?” – spytal łagodnie.
„Twoja sprawiedliwość jest Miłosierdziem… A Miłosierdzie Twa sprawiedliwością.” – szepnęłam wpatrzona w Niego. I po chwili dodałam:
„Jesteś mi Najdroższym, Najbliższym, Najukochańszym. Maleńkim moim jesteś…” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego z ufnością i czułością.
„Piotr by się zdumial i zawstydzil” – wyszeptal Umiłowany.
„Dlaczego?” – zdziwiłam się.
Nie odpowiedział. Patrzył we mnie jak nikt inny na świecie we mnie nie patrzy… Patrzył mi w oczy głęboko Swym cudnym spojrzeniem. I ja w Jego oczy patrzyłam. I znów byłam niemowlęciem w JEGO Ramionach. Jego maleństwem. A ON mnie tulil, całował i pieścil. Swoje malenstwo… Nagle znaleźliśmy się na pełnym morzu. Był sztorm. Umiłowany trzymał mnie za rękę i prowadził po wzburzonych falach. Wtem fala przede mną zaczęła rosnąć i rosnąć. Już myślałam że mnie zatopi, kiedy usłyszałam potężny i groźny głos Umiłowanego:
„Zostaw Ją! Nic ci do Niej! Ona należy do Mnie! Jest Moja!”
Fala zaczęła malec i malec, morze uspokoilo się. A ja znów byłam maleństwem w Ramionach Umiłowanego. Uśmiechał się do mnie cudnie i tulil do SERCA.
„Pozwolisz mi Umiłowany dla Ciebie zatańczyć? Chciałabym bardzo. Pozwól mi proszę!!!”
„Pragnę żebyś zatańczyla dla Mnie, Perełko! Zawsze pragnąłem!”
„Ale będę tańczyć sama, dla Ciebie! A Ty będziesz patrzył.”
„Dobrze, Perełko Moja!”
Najdroższy mój wydawał się być zachwycony pomyslem! Promienial. Zeskoczyłam szybko z Jego kolan i ujęłam Jego dłoń.
„Chodźmy!!!” – szepnęłam radosna. Wyszliśmy z altanki. Ukochany pocałowal mnie w czoło i wyszeptal:
„Dasz radę. Wiem że dasz radę, Maleńka!”
Uśmiechnęłam się do Niego promiennie, ukłonilam się. I zaczęłam tańczyć. Z początku niepewnie i niezdarnie. Ale Ukochany mój patrzył we mnie zachwycony taki… Że puścily we mnie hamulce i opory. I po chwili plywalam w powietrzu, wolna jak ptak. Fruwalam. Unosilam się i opadalam. Wirowalam w powietrzu. Tańczyłam z chmurami… Nie zorientowalam się kiedy w tym tańcu zaczęłam uwielbiac Najdroższego, Najmilszego mojego serca. Uwielbialam wychwalalam, całowałam… Nie wiem jak można tańcem całować… Ale ja całowalam Go. Adorowalam Maleńkiego mojego. Ubrana byłam w suknie od NIEGO i tańcząc wyglądalam jak barwny motyl. Tańczyłam i tańczyłam, ulotnie, zwiewnie i bardzo intymnie. Tańczylam… Wychwalalam, uwielbialam, wywyzszalam Umiłowanego mojego. A w moim sercu zatliła się maleńka iskierka, poczucia własnej wartości. Tańczyłam promienna,, rozpromieniona cała. I cała szczęśliwa! Tym tez wychwalalam Najdroższego mojego! Kiedy skończyłam, wogóle nie czułam zmęczenia. Uklonilam się Ukochanemu. A ON od razu był przy mnie. Rozpromieniony cały!
„Perlo Moja Umiłowana pięknie! Cudnie!!! Przepięknie!!!”
Chwycił mnie w Ramionach i podrzucal do góry, śmiejąc się perliscie! I ja śmiałam się również! A ON podrzucal mnie co chwilę do góry i wirowal dookoła!.
„To najpiękniejszy taniec jaki widziałem!!! Cudny Perełko!!! To nie tylko był taniec! To była Pieśń Uwielbienia!!”
„Dziękuję Ukochany!!! – szepnęłam szczęśliwa niezmiernie – to dla Ciebie, Najdroższy mój!!!”
„To Ja Ci dziękuję, Perełko Moja!!!”
Umiłowany zatrzymal się. Przestał mnie podrzucac i wirowac. Stałam przed Nim. Objął mnie i przytulił do Siebie. I zacząl całować. Całował mnie … Od stóp do głów. Całował. A ja rozplywalam się w JEGO pocałunkach.
DAM RADĘ!
Siedzieliśmy na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój i ja. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go, wychwalalam, za to że Jest. Po prostu. Ze jest ze mną. Umiłowany patrzył we mnie z zachwytem i podziwem… Jak w obrazek. W pewnej chwili wstał z kanapy i wyciągnął do mnie Swoją dłoń
„Zapraszam Cię, Perełko na spacer!”-uśmiechnął się do mnie promiennie. Już wyciągalam do Niego rękę…
„Na spacer? – zdziwiłam się – A gdzie?”
„Na spacer po Twojej ufności, Maleńka Moja!”
Moja ręka zawisła w w powietrzu… Umiłowany ujął ją stanowczo, ale jednocześnie bardzo delikatnie.
„Nie martw się o nic, Maleńka – szepnal Ukochany z czułością niezwykłą – jestem z Tobą Kochana!”
Uśmiechnęłam się do Niego. Serce mi mocniej biło. Przeczuwałam że za chwilę stanie się coś niezwykłego, a jednocześnie bardzo ważnego. Najdroższy mój trzymał mnie mocno za rękę. Wyszliśmy z altanki. Szliśmy w powietrzu, wśród chmur. Wśród obłoków.
„Spójrz jak tu jest pięknie! – Umiłowany rozglądał się wokół zachwycony. Ja jednak nie patrzyłam. I byłam jakas smutna… Najdroższy przystanął i patrzył we mnie uważnie.
” Co się stało, Perełko Moja”- spytal z troską w głosie.
„Nic. Tylko… Wydaje mi się że to wszystko jest na wyrost! Że moja modlitwa nie jest tak piękna i kolorowa, ani ufności nie mam takiej, żeby… żeby altanka mogła być na niej umocowana. Że mogła na niej stać jak w powietrzu… Nie wiem… Wydaje mi się że to jest na wyrost… ”
Najdroższy mój patrzył we mnie z wielką Miłością. Nasze serca rozmawialy:
” Czy Ty ufasz sobie, Perełko?”
„… Nie… ”
” A wierzysz sobie?”
„… Nie…”
„A wierzysz w siebie?”
Cisza… Po chwili moje serce szepneło:
„… nie…”
Najdroższy mój objął mnie i przytulił do SERCA…
„A Ja ufam Ci, Perełko, wierzę w Ciebie i Tobie wierzę, Umiłowana Moja!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego poruszona do głębi głębi serca! Do głębi jestestwa!!! Do głębi!!! Patrzyłam w Umiłowanego oburzona! Potem rzuciłam się w Niego a z mojego wnętrza wydobylo się głośne łkanie.
” Jak możesz mi ufać, wierzyć mi, skoro tyle razy Cię zawiodłam??!!! Skoro tyle razy Ciebie Umiłowany mój, zdradziłam, zranilam, skrzywdzilam???!! Jak możesz mi ufać?!” – łkalam wtulona w Umiłowanego. A ON gładzil z czułością moje włosy. Nie uspokajal mnie, pozwolil mi wyrzucić wszystko z siebie. A kiedy się uspokoilam, Jego SERCE wyszeptalo:
” Ale Mnie pragniesz, Najdroższa Moja! Ponad wszystkie zdrady, upadki odejścia pragniesz Mnie. Nie zaprzeczysz, prawda?!”
„Pragnę Cię nad wszystko na świecie! Nad życie Ciebie pragnę! Pragnę Ciebie Maleńki mój!”
Umiłowany wziął w obie dłonie moją twarz i uniosl ją w górę. Spojrzenie, jedno Jego Spojrzenie wystarczylo, żebym się rozpromienila, uśmiechnęła się do Niego.
„Pragnę Cię, Najdroższy!” – powtórzylam patrząc Mu w oczy.
„To Mi wystarczy, Perło Moja Umiłowana, to Mi wystarczy”- patrzył mi w oczy płomiennie. I pocałował mnie jak Oblubieniec swą oblubienice. Pochylił się i szepnął mi do ucha:
„Wierzę w Ciebie, w Twoje możliwości, Perełko Moja. I wiem że dasz radę!”
Jak ja rzadko te słowa słyszałam! Częściej słyszałam: 'nie dasz rady! Nie zdążysz! Najładniejsze, najlepsze obrazy to już namalowalas’ itp itd. Takie słowa powodowały niskie poczucie własnej wartości. Właściwie powodowały jego brak…
A tu nagle Takie Coś! Przezroczysta altanka wisząca w powietrzu ufności i barwny dywan modlitwy! To było dla mnie zbyt wiele naraz!
Umiłowany patrzył mi w oczy z zachwytem, uśmiechal się do mnie cudnie.
„Zaufaj sobie, uwierz w siebie, Perełko. Ja Tobie ufam!”
„Spróbuję. Pomóż mi, proszę!”
„Cały dla Ciebie, Najmilsza!”
„Dziękuję Ukochany!!!”
Umiłowany uśmiechnął się i obrócił mnie. Stałam tyłem do Niego. Obejmował mnie całym Sobą. Twarz przytulił do mojej twarzy. Patrzylismy na altanke zawieszona w powietrzu, na małe obloczki na błękitnym niebie, na barwny dywan modlitwy…
” Tu jest naprawdę bardzo pięknie…” – wyszeptalam.
„Dzięki Twojej ufności, Maleńka Moja!” – uśmiechnął się do mnie Umiłowany.
„Dzięki Twojej Miłości, Najdroższy.
Uśmiechałam się do Niego, a On się do mnie uśmiechał.
” Dasz radę. Wiem to, Perełko Moja!”
Ucalowalam Go w policzek. Staliśmy i długo patrzylismy na altanke, niebo i bukiety.
Oddychalam powietrzem ufności…
PRZEZROCZYSTA JAK ALTANKA…
Leżałam na kwiatowej kanapie, leżałam tańcząca bardzo. Umiłowany mój był ze mną. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylal się nade mną z Miłością i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Cierpial ze mną. Patrzyłam w JEGO oczy głęboko…
„Pragnę Cię!” – wyszeptalo moje serce.
„Pragnę Cię, Maleńka Moja!”
Otworzylam przed Nim moją duszę. Leżałam teraz przed Najdroższym obnażona, naga, pusta. Z całą swoją nędza, bieda. Otworzyłam przed Najdroższym. Widział te pustkę, nagość i nędzę mojej duszy. Nie zgorszył się. Patrzył we mnie z litością… I… zaczął to wszystko we mnie… całować. Całowal z tkliwoscia. I Swymi pocałunkami zabieral, przyjmowal moją biedę, nędzę, a nagość i pustkę moją okrywal i wypełnial Sobą… Sobą!!! Całowal i całowal…
„Wszystko Moje jest Twoim, Perełko!”- szeptal. I całowal. Obsypywal pocałunkami. Deszczem pocałunkow!
„Wszystko Moje jest Twoim, Maleńka!”
Całowal, otulal mnie, okrywal Sobą. Całowal…
„Wszystko Moje jest Twoim! Boś Moja! Moja Umiłowana!”
„Najdroższy!”
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i słuchal. A moje serce szeptało:
„Tyś Mój! Mój Umiłowany. Mój Najdroższy! Mój Maleńki! Tyś Mój!!!”
„Twój!”
Umiłowany złożył na moich ustach pocałunek. I przytulił do SERCA Swego Swoją małą Perełke. A ja cała tańcząca, czułam się jak ta nasza altanka. Bez ścian zewnętrznych, do której nie trzeba wchodzić, żeby zobaczyć co się w niej dzieje. Przezroczysta altanka w której mieszka jej Najdroższy SKARB!
BO UFAM
Byłam w naszej altance. Z Umiłowanym moim byłam. Siedzieliśmy na kwiatowej kanapie. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie jak w obrazek… Z zachwytem i Miłością nie do opisania słowami. Uwielbialam Go. Umiłowany patrzył we mnie… W pewnej chwili zrobił coś dziwnego, wg mnie. Otóż wstał z kanapy i położył się na kwiatowym dywanie, ale tak, że głowę trzymał poza altanka. I patrzył na dół.
„Co robisz, Najdroższy?”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Chodź, Perełko Moja. Chodź, to też zobaczysz!”
Wstałam więc z kanapy i położyłam się na kwiatowym dywanie, obok Umiłowanego. Głowę wychylilam za altanke. Spojrzałam w dół i… zamarlam w uśmiechu. Spojrzałam w Najdroższego, uśmiechał się do mnie i ja do Niego radośnie się uśmiechałam. W dole rozpościeral się Ogród bukietowy! Kwiaty, które ukladalam Madonnie. Nie tylko białe, ale i czerwone, niebieskie, różowe i żółte. Z góry wyglądal jak kolorowy dywan!
„Piękny!” – wyrwalo mi się z głębi serca…
„Piękny. Jak Twoja modlitwa, Maleńka”- szepnal uśmiechając się do mnie cudnie. Zawstydzilam się, ale Ukochany patrzył we mnie z takim zachwytem, że od razu mi przeszlo.
„Myślałam że jest jej mniej, i że nie jest tak kolorowa…”
„Teraz widzisz, że jest!”
Umiłowany odwrócił się i patrzył teraz w górę. Ja też się odwrócilam na plecy. Patrzylismy na Krzyż i w niebo.
„Przez Krzyż do Nieba!” – szepnęłam uśmiechnięta.
„Przez modlitwę, ufność i miłość, Perełko Moja!” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie znacząco. Domyśliłam się że mówi o mnie…
Ukochany wstał z kwiatowego dywanu i podal mi rękę, pomagając mi wstać. Stałam przed Umiłowanym moim. Objął mnie i przytulił do SERCA Swego. Tańczylismy. Najdroższy patrzył we mnie z wielką Miłością, promiennie bardzo. Ja patrzyłam w Niego zakochana bardzo!!!
Nasze serca rozmawiały:
„Ukochany…”
„Tak, Maleńka Moja?”
„Kiedy pierwszy raz tu weszłam, czułam się nieswojo, niepewnie. Ale tylko chwilę. Bo… pomyślałam że Ty chcesz dla mnie jak najlepiej, że wiesz co robisz. I potem poczułam się u siebie. Jakbym do siebie wróciła. I jestem bardzo szczęśliwa! Bardzo!!! I zawsze tu pragnęłam być!”
„Bo zaufałas Mi, Perełko.”
„Tak…” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego.
„To naturalne, że nowość budzi niepewność, że czułaś się nieswojo. Ale Ja jestem z Tobą zawsze i wszędzie. I zawsze będę, Maleńka!” – uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Pomyślałam sobie ze nie ważne jak to co mnie otacza. Ale TY, NAJDROŻSZY! Tam gdzie Ty jesteś tam jest cudnie!”
Umiłowany patrzył we mnie rozpromieniony cały.
„Dziękuję, że Mi o tym powiedziałaś, Perełko Moja!”
„Powiedziałam Ci o tym, bo Ci ufam, Najdroższy!”
Umiłowany zaśmiał się perliscie, radośnie! Tańczyliśmy.
Wciąż tańczymy. Bardzo.