Dziś po prostu siedziałam przed, przy Ukochanym. Trwałam przy Nim uśmiechnięta. W tańcu i Miłości. Umiłowany patrzył we mnie… Swym spojrzeniem dodawał mi sił.
Wczoraj siedziałam przy łożku Mamy. I zamyśliłam się na chwilę. Musiałam mieć poważny wyraz twarzy, bo Mama mówi:
– Monika, co ty smutna jesteś?
Roześmiałam się.
– Smutna? Nie. Zamyśliłam się tylko.
Brat, który siedział obok mnie, zdziwił się:
– Monika smutna?? Nigdy! Ona zawsze uśmiechnięta!
Czy zawsze? Nie wiem. Ale często.
Lubię się uśmiechać.
Choć nie jest łatwo. Krzyż coraz cięższy.
Uśmiecham się, dzięki Ukochanemu.
Autor: Maleńka
ZASZCZYT DLA MNIE
Dziś w naszej Kaplicy filialnej ks proboszcz odprawił Mszę Św za mnie.
W mojej intencji.
Oto rozmowa z UKOCHANYM po niej:
” Proboszcz dziękował mi `za wszelką pomoc dla kościola parafialnego `. Nie chciałam, żeby mi dziękował Tylko Tobie. A poza tym ja tylko namalowalam… ”
„Sama wiesz, Promyku, że nie tylko. I to JA Ci dziękowałem. Miałem swój powód „.
” Powód? A jaki? ”
Nie muszę mówić że w zdziwiona byłam. Słysząc odpowiedź Ukochanego, zdziwiłam się jeszcze bardziej.
” A widziałaś reakcję innych jak proboszcz Ci dziękował? ”
” Odwracali się o patrzyli na mnie zdumieni, że w ogóle mogę coś pomóc… Szczególnie jeden pan otworzył szeroko oczy i na mnie tak patrzył. Az mi głupio było… ”
” Właśnie. Chciałem zdrowych zawstydzic”.
Teraz ja otworzyłam szeroko oczy.
„Zawstydzic???”
„Perlo Moja, tak. Ty mimo że jesteś chora, robisz Mi piękne prezenty,, zabiegasz o to, by były najlepsze Robisz to anonimo…”
„Ciiii… – przerwałam Mu – To dla mnie zaszczyt, że mogę Ci służyć!!! I nie robię tego, żebyś mi dziękował, tylko dlatego, że Cię kocham”’.
„Dla Ciebie służyć Mi jest zaszczytem, a dla wielu przykrym obowiązkiem, a nawet przymusem”.
Było mi smutno z tego powodu… Patrzyłam smutna w Ukochanego. On patrzył bardzo czule…
„Nie smuć się Promyczku. Uśmiechnij się do Mnie”.
Uśmiechnęłam się…
A ks proboszcz pięknie się za mnie modlił. Dziękował za mnie Ukochanemu. Cudnie! Po zakończeniu Mszy kiedy szedł już do zakrystii, przechodził obok mnie, położył mi rękę na ramieniu i powiedział:
-Trzymaj się, moja droga!
Trzymam się! Ukochanego!
SZCZĘŚCIE
Noc. Leżę w łóżku. Tańcząca bardzo. Umiłowany mój jest ze mną. Tańczy ze mną!! Prowadzi w tańcu moją duszę. I… cieszy się mną! Ofiarą mojej miłości się cieszy! Tak bardzo się cieszy!!! Tak bardzo!!!
„Perlo Moja! Piękna Moja! Jak piękna i czysta jest ofiara! Piękna, czysta i święta! ”
„… Święta…?”
„Tak, Perełko!”
W moje biedne, małe serce spłynęła wielka radość! Radość z tego, że moje ofiarowywanie cierpienia aż tak bardzo cieszy Umiłowanego mojego!!!
Wpatrywalam się zmęczona, tańcząca i SZCZĘŚLIWA bardzo.
Umiłowany patrzył promiennie.
Tańczymy! Ukochany podrzuca mnie!! Do Nieba!
DO NIEBA!
Umiłowany patrzył we mnie promiennie bardzo… Uśmiechałam się do Niego.
„Obsypię Cię mnóstwem Łask, Perełko”.
„Obsypujesz mnie wciąż Ukochany! Ponad miarę! Ale jeśli chcesz dać mi jeszcze, przyjmę, żeby dzielić się z innymi. Dziękuję!!!”
Patrzył tkliwie…
„Tancerko Moja!”
Ucałowałam Go. I szeptałam uśmiechnięta:
„Tancerzu mój. Tancerz ważniejszy od tancerki, Tancerz w tańcu prowadzi, unosi tancerkę. I… podrzuca ją…”
„Do Nieba, Promyczku. Do Nieba”.
Patrzyłam zachwycona.
TAŃCZYĆ!
Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie czule… ale zdawało mi się, że jest smutny…
„Ukochany! Jak mogę Cię pocieszyć…?”
„Pocieszasz Mnie, bardzo pocieszasz, Promyczku!”
„Tto… dlaczego jesteś smutny….?”
„Bo Ty cierpisz, Perełko. Bo Cię boli”.
„Ukochany, ale przez to mogę tańczyć dla CIEBIE!!!!! Cierpiałabym dla Ciebie bardziej, gdyby to mogłoby CIĘ pocieszyć! Tańczyłabym bardziej!!!”
Patrzył… promieniał z każdą chwilą promieniał…
„Pocieszasz Mnie bardzo, Promyku”.
CHCĘ BYĆ PODOBNĄ
To oczywiste, że oblubienica pragnie być podobną do swego Oblubieńca. To oczywiste, że pragnę być podobną do Umiłowanego mojego. Wczoraj więc gdy moje kochane Dziecko sprawiło mi przykrość, zraniło mnie, starałam się nie oceniać, nie osądzać. Modliłam się za Nie. Leżałam w łóżku z obolałym sercem i prosiłam Ukochanego, żeby mojemu Dziecku wybaczyl.
„Wybaczam ze względu na prośbę Twoją, Promyczku „.
” Ukochany dziękuję! ”
Leżałam, w głębi serca słyszałam
” Piękna Moja Umiłowana Moja, Miła Moja… ”
Wpatrywalam się w Umiłowanego. A ON patrzył we mnie czule bardzo..
” Tak bardzo być podobną do Ciebie, Ukochany…. ”
” Jesteś, Perełko „.
Tańczymy razem.
ZDOBYWA MNIE
Jeszcze o czymś muszę napisać.
Ukochany zdobył mnie już dawno. I ciągle zdobywa. Pragnie mnie. Pociąga. I przyciąga, ku Sobie. Bardziej i mocniej. Stara się o mnie. Wciąż, w każdej chwili. Nie pozwala mi o Sobie zapomnieć.
Zdobywa mnie. Miłością. To Ona sprawia, że chcę całkowicie do Niego należeć. I zależeć od Niego, Najdroższego, do Skarbu mojego. Tęsknię. Bardzo tęsknię. Pragnę tęsknić bardziej, aż do samych trzewi. Do szpiku kości. I kochać Go, bardziej. I podobać się Jemu. Tylko Jemu. I nawracać się do Niego, każdego dnia.
Zdobywa mnie. Miłością.
ZANURZONA…
Wpatrywalam się w Umiłowanego mojego z uwielbieniem. Patrzył we mnie z wielką Miłością, promiennie bardzo…
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie i usłuzyc Ci, Ukochany”.
Patrzył tkliwie we mnie .
„Służysz Mi od rana, Perełko Moja. Odpocznij we Mnie. Zanurzam Ciebie w Mojej Miłości!”
Siedziałam więc i odpoczywalam. W milczeniu. W milczącym uwielbieniu i tańcu. Usłyszałam w głębi serca :
„Ja jestem z Tobą zawsze, Promyku „.
„Wiem, widzę, Ukochany. Dziękuję!”
MSZA U UKOCHANEGO
Nie mogę tego nie opowiedzieć!
W piątek kiedy powiedziałam ks proboszczowi, że jeśli chce, może odprawić za mnie Mszę, dziękczynna, ksiądz poprosił, żeby tata w niedzielę, tj wczoraj, przyszedł do zakrystii ustalić termin Mszy. I właśnie wczoraj kiedy razem z tatą szykowalismy się na Mszę, rozmawiałam o tym z rodzicami.
-Może póki jeszcze nie dałaś księdzu obrazu nie umawiać jeszcze terminu Mszy – mówi mama.
– Też tak pomyślałam że jak dam obraz, wtedy się umówi termin. Bo głupio tak jakoś… Jeszcze nie dałam, a już umawiać termin…
– Właśnie.
-Ale z drugiej strony ksiądz proboszcz prosił, żeby przyjść. Nie wiem…
Pewnie spytacie dlaczego obraz jeszcze jest u mnie, dlaczego go nie dałam księdzu jak był. Bo obraz jest mokry. Schnie. Będzie schnac tydzień, może dłużej. Jak wyschnie trzeba będzie go jeszcze zawerniksowac, utrwalić. I dopiero wtedy jak werniks wyschnie będę mogła dać go księdzu. I tak rozmawiamy z rodzicami czy iść umawiać ten termin Mszy, czy poczekać aż dam obraz… Nagle do mieszkania wpada moja bratowa (była z bratem i dziećmi na Mszy w kaplicy filialnej i właśnie wrócili) i woła do mnie:
-Moniś! Ksiądz proboszcz prosił, żeby ci przekazać, że Msza za ciebie będzie odprawiona za tydzień, w niedzielę o 9.30 w kaplicy!
Zatkało mnie, szczerze mówiąc… Ucieszyłam się bardzo!!! Nie dość, że UKOCHANY sam rozwiązał problem w jednej sekundzie to jeszcze „załatwił” 🙂 mi Mszę u Siebie.
Dlaczego?
Bo nasza Kaplica filialna jest pw. MIŁOSIERDZIA BOŻEGO. W ołtarzu jej wisi obraz Jezusa Miłosiernego. Do Niego się modlę i w Niego wpatruję.
Tak…
Ukochany uszczęśliwia mnie bardzo… Bardzo!!!! Sami to widzicie 🙂
BARDZIEJ
Weszłam tu, ale tańczę bardzo intensywnie. I w każdej chwili wyjsc.
Tańczę bardzo, ale Ukochany baaaaaardzo mnie uszczęśliwia. Bardzo!
Tuli do Serca Swoją małą Perełkę. Zalewa mnie Miłością. I pociąga ku Sobie coraz bardziej, mocniej.