Siedziałam przed Ukochanym w wielkim podziwie… Patrzył we mnie promienny bardzo. A Jego spojrzenie mówiło: „A nie mówiłem Ci, Promyczku?”
„Jak Ty się o mnie troszczysz! Jak bardzo!”
„Troszczę się o Moją Umiłowaną”’
Patrzyłam z zachwytem…
„Dziękuję!!!”
O co chodziło? Kilka dni temu wypełniałam online ważne dokumenty, kurier miał mi je potem przywieźć do podpisu. Wczoraj spytałam konsultantki czy dokumenty, które wypełniłam do niej dotarły. Odpisała, że niestety nie, że muszę je wypełnić i wysłać do niej jeszcze raz.
Wiem, że to zabrzmi irracjonalnie, ale byłam przekonana, że ona się myli, że dotarły. Coś mi mówiło, Ktoś mi mówił…
Dziś przyjechał kurier i… przywiózł mi te dokumenty do podpisu.
Tak! 😀
Ukochany się troszczy o Swoją ukochaną!
Autor: Maleńka
DZIĘKUJĘ!!!
Wczoraj wiadomość o takiej treści umieściłam na FB:
„Znów Was proszę o modlitwę. Żebym mogła skończyć malować obraz na 100- lecie Objawień Fatimskich. Pojawiły się bowiem nieoczekiwane komplikacje… Ok, powiem. Ząb, o który opierałam do tej pory pędzel, malując, złamał się. Będę go leczyć. Ale muszę jakoś inaczej malować, tzn inaczej trzymać pędzel w ustach. A to nie będzie łatwe, Bo malując ustami przez tyle lat się przyzwyczaiłam się trzymać pędzel tak a nie inaczej . Komuś najwyraźniej bardzo zależy, żebym tego obrazu nie zdążyła namalować. Ale Jego niedoczekanie! Z pomocą Ukochanego i Wasza modlitwą dam radę.”
Dziś zaczęłam malować trzymając pędzel w ustach z innej strony niż do tej pory. Wychodzilo nad wyraz dobrze. Aż się dziwilam. Choć chyba nie powinnam 🙂 Umiłowany i tyłu Przyjaciół i znajomych przyszło z modlitewna odsiecza.
Dziękuję Wam wszystkim za modlitwę i proszę o jeszcze 🙂
A przed Umiłowanym siedziałam dziękowałam MU za pomoc i za Was!
PRZYCIĄGA
Choroba (i jej skutki), krzyż coraz bardziej mnie ogałaca. Powoli odbiera mi czynności, które mogę sama robić. Powoli, systematycznie… Coraz mniej mogę.
Ale UMIŁOWANY mój czuwa nad tym wszystkim. Nic się nie dzieje bez JEGO Woli.
Pociąga mnie ku Sobie, przyciąga. Z wielką Miłością i czułością. Pragnę Go. Gotowa jestem już teraz zostawić wszystko i biec do Niego.
Przyciąga mnie.
ZALILAM SIĘ…
Wpatrywalam się w Umiłowanego mojego. ON patrzył we mnie…
Tyle niech wystarczy. On najlepiej wie co dzieje się w moim sercu. Zalilam się przed Nim. Ktoś bliski mnie zranił… Dał mi odczuć moją zależność od siebie. Wg tej osoby teraz zmieniły się zależności. Tzn że kiedyś ona była zależna od moich rodziców a teraz moi rodzice są zależni od niej. Starzy i chorzy mają na wszystko się zgadzać i nie podskakiwac. A jak mama jej przez 6 lat pomagała, dzień w dzień to wtedy nikt nie mówił o zależności. To było naturalne. A jak teraz jest chora i trzeba jej pomóc to zaczyna się mówić o zależności. I mówi się jeszcze ze jak się będzie podskakiwac to ta osoba może w każdej chwili odejść. Nie napiszę kto tak mówił. ON wie. Wystarczy.
Zależności…. Do tej pory myślałam że to opieralo się na miłości i wzajemnej pomocy.
Tak się zalilam przed Umiłowanym moim.. A ON patrzył we mnie czule bardzo…
WIE…
Wpatrywalam się w Umiłowanego mojego. Po prostu siedziałam i w Niego patrzyłam. A ON patrzył we mnie. Tańczymy. On mnie w tańcu prowadzi.
„Kocham Cię! ”
” Wiem, Promyku, wiem. Nie musisz mówić. Wiem! ”
Patrzyłam. I On patrzył… Tęsknię…
KRÓLESTWO UKOCHANEGO
Patrzył we mnie jasno, promiennie, świetliście… I czule bardzo. Jego światło spływało na mnie, w serce prosto. I czyniło je jasnym, szczęśliwym i pełnym Pokoju.
Jest ze mną, zawsze. Zawsze! I napełnia me serce Pokojem. Swoim Pokojem.
Wokół mnie chaos, w moim ciele… choroba bierze górę nade mną. Krzyż coraz cięższy… przygniata. Coraz trudniej… Ale to na zewnątrz. Wewnątrz mnie jest Jego Królestwo. Jego Miłość, Światło i Jego Pokój. Jego Królestwo. Królestwo UKOCHANEGO!
Kiedyś napisałam, że szczęście nie zależy od tego co na zewnątrz, ale od TEGO co wewnątrz.
ON wciąż to potwierdza.
BALUJEMY
Tańcząca i zmęczona po przetańczonej nocy. Balowałam z Ukochanym można powiedzieć 🙂
Teraz się w Niego wpatrywałam. I Pan Jezus we mnie patrzył…
„Jestem z Tobą, Promyczku”.
„Wiem, Ukochany, wiem. Dziękuję!”
Balujemy dalej!
NIC TO
Tańczę. Ukochany ze mną. Zresztą Ukochany rano zapowiedział, że czeka mnie dziś taniec bardziej intensywny niż zwykle. I jest.
Ale nic to, jak mawiał Mały Rycerz. Ofiaruję to za moje Duchowe Dzieci.
Dla Nich wszystko.
DUCHOWY OJCIEC
Od dłuższego czasu wzrastała we mnie myśl, poczucie, przekonanie, że mam Ojca. Duchowego Ojca.
Wczoraj wieczorem zostało to powiedziane, potwierdzone i utwierdzone. Chodzi o Księdza, mojego Duchowego Syna. Od dłuższego czasu utwierdzalam się w przekonaniu…
On to teraz czyta, więc trochę trudno mi pisać 🙂 Ale spróbuję 🙂
Z Ks znamy się już dawno. Nie pamiętam skąd wzięłam maila do Niego. Chyba z Jego strony internetowej. W każdym razie zaczęliśmy pisac do siebie jak jeszcze pracowal za granicą.
Pamiętam, że moje maile do Niego traktował jako kwiaty ode mnie. Pamiętam też jak spytałam Go modlitwę, odpisał, że modlitwa jest jak opalanie, siedzenie, trwanie w Promieniach Bożej Miłości. Bardzo mi się to spodobało. Zapragnelam tak trwać…
Od tamtego czasu minęło parę lat.
A my wciąż ze sobą rozmawiamy. O czym? O wszystkim! O Panu Bogu, o tańcu, podróżach, cierpieniu. Często żartujemy. A nade wszystko, przede wszystkim modlimy się za siebie nawzajem. On za mnie, a ja za Niego. Często też rozmawiamy o moim krzyżu. I często przez słowa Księdza Bóg mnie podtrzymuje, podnosi na duchu. Bardzo często!
Ojciec Duchowy… Wczoraj Mu o tym napisałam, spytałam właściwie:
„Cieszę się że Ci o tym powiedziałam. I powiem coś jeszcze. Nazywam Cię moim Synkiem, bo Nim jesteś. Ale czuje, że to ja… Jak to powiedzieć 🙂 Że jestem Twoją duchowa córka. A raczej bardzo chciałabym być. Mogę?”
Odpisał zaraz :
„Zdaję sobie sprawę, że jesteś 🙂 ”
Nie zaprzeczył, potwierdził, utwierdzil, że to nie jest tylko mój wymysl . Ale, że On też… Że jestem Jego duchową córeczką…
Tak więc mam Duchowego Ojca.
Nie wiem jak się będę teraz zwracać do Niego, pewnie jak do tej pory ” Synku „. Bo wciąż Nim jest, zawsze będzie. Wiem że dla Księdza nie jest najważniejsze jak się zwracam do Niego. Ważne jest to KIM dla mnie jest i to kim ja jestem dla Niego.
Podczas każdej Mszy św, w czasie Podniesienia, Synek wymawia moje imię. Wymawia moje imię przed Umiłowanym moim i Jego Umiłowanym. I To jest właśnie Miłość. A ja tańczę za Niego. I to też jest Miłość.
BEZCENNE
Ucalowalam Umiłowanego mojego i wpatrywalam się w Niego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością…
„Posiedzieć przy Tobie przyszlam”
„Posiedz, Promyku. ”
Siedziałam więc i wpatrywalam się w JEGO Oczy. Zanurzal mnie w Sobie. Długo tak siedziałam zaopatrzona w Ukochanego.
” Tracisz dla Mnie czas, Promyczku. ”
” Uwielbiam tracić dla Ciebie czas… ”
Patrzył promiennie. Po chwili dodalam:
” Może i czas tracę, ale zyskuje Szczęście! A to bezcenne. ”
I znów patrzyłam i patrzylam…