Nie będę opisywać rozmowy z UKOCHANYM. Zmeczona jestem i tańczę bardzo. Napiszę tylko, że coraz bardziej Go potrzebuję, Kocham i pragnę. I coraz bardziej widzę swoją słabość i nicość. I JEGO potężną miłość do mnie.. I potężną czułość dla mnie… Zanurza mnie w Tej Miłości i czułości. Cała w NIM.
Autor: Maleńka
BLASK MIŁOŚCI
Moje Duchowe Dziecko spytalo mnie wczoraj (według Dziecka nie było to pytanie, raczej stwierdzenie faktu):
-Ciężkie mamy życie, nie?
Czekało na moją odpowiedź. Twierdząca oczywiście, Dziecko nie wyobrażalo sobie innej odpowiedzi. A że ja nie lubię uogolnien i nie uważam swojego życia za ciężkie, odpowiedzialam patrząc Dziecku w oczy, bardzo poważnie:
– Moje życie nie jest ciężkie.
-Twoje życie nie jest ciężkie??? – powtórzylo Dziecko niczym echo. W jego głosie słychać było największe zdumienie.
– Nie jest.
Duchowe Dziecko patrzyło na mnie zdumione.
Nie chcę oceniać „ciężkości” życia Dziecka. Nie mam do tego prawa, po prostu. Każdy indywidualnie patrzy na swoje życie i je ocenia.
Ja na swoje życie patrzę przez pryzmat wiary. I choć ma ono cienie, ma też blaski. A raczej BLASK 🙂 Blask Ukochanego. I chociaż fizycznie czuję się coraz gorzej to BLASK Umiłowanego mojego jest we mnie coraz większy. To Ten BLASK sprawia, mogę powiedzieć, że moje życie nie jest ciężkie. Że jest lekkie i nie zamienilabym go na inne.
Jak życie może być ciężkie skoro Ukochany mi błogosławi? Nie może!!!
Moje życie opromienia BLASK JEGO MIŁOŚCI!
TĘSKNOTA AZ BOLI
Pochyliłam się i Ucalowalam Umiłowanego mojego. Jego wizerunek. Przyłożyłam usta do wizerunku Miłosiernego i tak trwałam. Po chwili podnuoslam głowę i patrzylam…. I On we mnie patrzył. Promiennie i czule bardzo…
„Moja Śliczna! ”
Uśmiechnęłam się do Niego i patrzylam w milczeniu. W milczacej tesknocie. Dojmujacej, tak, że serce bolało. Nie przestałam patrzeć w Umiłowanego choć tęsknota była coraz większa…. Jednocześnie doświadczalam JEGO Miłości i wielkiej bliskości. Wielkiej!!!! A serce wciąż boli. Tańcze dla UKOCHANEGO.
ZACZYNAM DZIEŃ
Kiedy tylko się obudzę, uśmiecham się do Ukochanego. Czy tańczę bardziej, czy mniej. Uśmiecham się. I ON uśmiecha się do mnie. Wiem to. Uwielbiam Go i zapraszam do swego serca… Trwam w milczeniu. Potem zaczynam układać bukiety Madonnie.
Tak zaczynam dzien.
O WSŁUCHIWANIU SIĘ, KRZYŻU I UŚMIECHU
Nie wiem czy zrozumiecie co mówię, ale Ukochany rozumie.
Radziłam się Duchowego Dziecka czy to nagranie nadaje się do umieszczenia na blogu.
„Oczywiscie, jakkolwiek slabo slychac, co mowisz
Trzeba sie wsluchac. Niech sie wiec wsluchuje kto chce
„.
Wsłuchujcie się, jeśli chcecie 🙂
MÓJ PIĘKNY…
Dziś notka audio.
BARDZIEJ…
Dzisiaj po prostu przed Nim siedziałam. Przed Umiłowanym moim. Siedziałam i w Niego patrzyłam. A ON patrzył we mnie. tak trwałam w JEGO Obecności. W JEGO Miłości. I im dłużej w Umiłowanego patrzyłam tym byłam bliżej Niego. Fizycznie… Pociągał mnie ku Sobie mocniej i mocniej… a im mocniej pociągał, tym bardziej za Nim tęskniłam…
RÓŻANIEC
Ponad rok temu dostałam od księdza Adama Różaniec Benedyktynski na rękę. Z Medjugorje przywiózł i mi podarował. Ukladalam na tym Różańcu bukiety dla Madonny. Dobrze mi było nim się posługiwać dlatego, że był na rękę. Różańca w dłoni nie utrzymam, a tak zdrowsza ręką mogłam przesuwać koraliki. Różaniec zrobiony był ze sznurka, w który wplecione były koraliki z wizerunkiem św Benedykta. I niestety od jakiegoś czasu ten sznurek zaczął się przecierac, a koraliki wypadac i gubic. Nie wiedziałam nawet gdzie i kiedy… Siostra próbowała go naprawiać, jednak sznurek przecieral się dalej. A że, Różaniec byl/jest dla mnie cenny, postanowiłam powiesić go obok Szkaplerza z materiału, który jest bardzo poniszczony, a też dla mnie cenny (też już nie noszę. Noszę Szkaplerz w formie medalika). I kupić podobny Różaniec na rękę, ze sznurka. Wybieralam długo. W końcu wybrałam. Różaniec wyglądał na dobrze zrobiony, pleciony , sznurek z którego był zrobiony wydawał się być mocny. Zamówiłam. Po dwóch dniach używania Różaniec rozleciał się całkowicie…
Zaczęłam się rozglądać za innym. Tym razem solidniejszym. Szukałam, wybierałam. Aż w końcu… 🙂
-Wiesz- mówię do mamy, która od początku była za tym, żebym kupiła sobie solidny Różaniec – znalazłam srebrny Różaniec, łańcuszek na rękę, bransoletkę jakby. Wygląda ładnie i solidnie. Ale nie wiem… chyba nie…
– Dlaczego nie? – uśmiechnęła się mama – kup sobie.
Kupiłam. Wczoraj przyszedł.

Cudny, prawda?
I dalej układam bukiety Madonnie.
OBECNOŚĆ
Wpatrując się dziś w Umiłowanego mojego odkrylam, a właściwie po raz kolejny uświadomilam sobie, że wpatruje się nie tylko w moją Tęsknotę. Że wpatruje się w moje Pragnienie. I że TO Pragnienie i Tęsknota są OSOBĄ. Wpatruje się w Pustkę i Ciszę, która jest Pełnią i Obecnością. Która jest OSOBĄ. Miłosierdziem. Taki jest Bóg. Bóg,który w nocnej Ciszy i Pustce cierpienia szepcze do mego serca. Który zamienia moje cierpienie w taniec.. Umiłowany mój Jezus. On przenika, wypełnia mnie i moje życie. Obecność.
WYPEŁNIA SIĘ
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie. Tęsknię…”
Ucalowalam Umiłowanego mojego i wpatrywalam się Niego.
Patrzył tkliwie we mnie. Bardzo! Tkliwie i czule…
„JA także tęsknię, Promyczku! ”
Życie wypełnione tęsknotą. Ale nie tęsknotą beznadziejna, nie tęsknotą za czymś co nigdy nie nastąpi. Przeciwnie! Tęsknotą za Kimś, pełną radości i nadziei na Spotkanie.
” Kiedyś naszą tęsknota się wypełni… – Uśmiechnęłam się do Ukochanego.
„Wypełnia się zawsze kiedy jesteś ze Mną, Promyku. ”
Tak…