Ukochany… wczoraj moje duchowe dzieciątko skończyło szósty miesiąc życia. Chciałam o tym napisać, nie dałam rady. Zastanawiam się nad rezygnacją z administrowania Modlitewnym Oknem Życia na Facebook’u (na razie będę umieszczać mniej intencji i rzadziej). Coraz trudniej mi pisać, malować…
Jedyna troszkę sprawniejsza ręka (właściwie palec) zaczyna powoli odmawiać posłuszeństwa. Coraz mniej mogę sama zrobić – a i tak do tej pory mogłam robić bardzo niewiele. Teraz mogę jeszcze mniej. Nachodzą mnie myśli, że nic nie robię.
Jednak tak myślę, że właśnie o to Ciebie prosiłam i proszę. I, źe Ty wysłuchujesz moich próśb. Bo przecież proszę, żebyś mnie kształtował tak, jak Ci się podoba, żebym ja Ci się podobała. Żeby mnie było mniej a Ciebie więcej. Żebyś ścierał mój egoizm, egocentryzm i pychę. I myślę, że robisz mój Ukochany!
Kiedy doświadczam niemocy staram się kierować swoje myśli i serce na Ciebie wiszącego na krzyżu. Słabego, poranionego, przygwożdżonego… po ludzku nie mogącego nic zrobić. A jednak wtedy zrobiłeś najwięcej. Pragnę być jak Ty…
Bądź Królem mojego życia! A wszystkie moje niemoce ofiaruję Tobie w intencji mojego dzieciątka. W intencji wszystkich moich Dzieci.
„Błogosławcie Pana wszystkie me niemoce”! Bądź uwielbiony Panie w każdej mojej słabości, bądż błogosławiony!
Autor: Maleńka
SEN…?
Wczoraj w łóżku rozmyślałam o mojej duszy. Pomyślałam, że jest bardzo brudna i zachwaszczona… I wyobraziłam sobie ją. Był to jakby ogród, bardzo zaniedbany… Wszędzie rosły jakieś dzikie rośliny i chwasty. Naraz ziemia zaczęła pękać a spod niej zaczęło coś wyrastać. Rozrastać się. Bardzo szybko. Po chwili zapełniło cały ogród a chwasty znikły. Spostrzegłam, że to winogron, winorośl.
Miał duże grona a jego owoce też były duże i wyglądały bardzo smakowicie. Spróbowałam jednego. Był bardzo słodki i soczysty. Sok spływał mi po brodzie.
Naraz usłyszałam głos: „to są owoce twojego życia, Moniko”.
Nie wiem czy to był sen…? Jeśli tak, to bardzo piękny. A jeśli to nie sen…?
MOJA PERŁA
Jezu Ukochany, Umiłowany mój. Najmilszy. Skarbie i Perło moja najdroższa! Najdrogocenniejsza…
Ty pragniesz, żebym Cię szukała, choć czasem ukrywasz się przede mną, chowasz się gdzieś głęboko. Na dnie duszy. Tym bardziej pragniesz, żebym Cię szukała! Jakbyś sprawdzał czy mi na Tobie naprawdę zależy. Czy Cię kocham naprawdę. Czy jestem gotowa stracić dla Ciebie wszystko, sprzedać, wyzbyć się. Dla Ciebie. Pragniesz, żebym Cię odnajdywała…
Moją drogocenną Perłę.
Wiesz… ja już Cię odnalazłam. Tak… I nie chcę Cię stracić! Za żadne skarby tej ziemi!
ŻYCIE W MIŁOŚCI
Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat3, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy4. Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. Nikt nigdy Boga nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas, bo udzielił nam ze swego Ducha5. My także widzieliśmy i świadczymy, że Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata. Jeśli kto wyznaje, że Jezus jest Synem Bożym, to Bóg trwa w nim, a on w Bogu. Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim.
(1J 4,7-16)
Miłość… wyznacznik trwania w Bogu. Narodzenia z Boga, znania Go. Czy znam Boga…? Ciągle Go poznaję, odkrywam. Jan pisze, że jeśli kocham, jeśli miłuję to Go znam… bo Bóg jest miłością. Kto nie miłuje, nie zna Boga. A to jest straszne…
Teraz słowo „miłość” jest modne. Sugeruje przyjemność, uczucie, użycie. To nie jest prawdziwa miłość. To nie jest Miłość, o której pisze św. Jan. Ta „miłość” niesie śmierć.
Miłość, o której pisze Jan to czyn. Ofiara. Ofiara przebłagalna za moje i Twoje grzechy. Śmierć i zmartwychwstanie. I życie, życie w Ojcu, Synu i Duchu. Życie w Trójcy Świętej. Ojciec posłał Syna, żebym miała Życie. Życie w Miłości!

NA TOBIE
Jezu Ukochany, przeżywam trudne chwile, nie da się tego ukryć. Jednak… tak sobie w nocy myślałam… Ty mnie przygotowywałeś na to właśnie doświadczenie. Od dłuższego czasu. Nawet o tym nie wiedziałam. Teraz to odkrywam. Ty odkrywasz to przede mną.
Czuję się bezradna wobec tej całej sytuacji. Kiedy przychodzą coraz gorsze komunikaty… Nie potrafię pomóc, choć bardzo bym chciała.
Mogę jedynie ( AŻ ) zdać się na Ciebie, na Twoją wolę. I staram się to robić, czasem przychodzi mi to z trudnością – odzywa się mój egoizm. Ale się staram.
Muszę to zdanie się na Ciebie potwierdzać każdego dnia. A kiedy już to zrobię, odczuwam ulgę. Lżej mi wtedy.
Ale odbiegłam od tematu… Tak więc przygotowywałeś mnie na to doświadczenie od dłuższego czasu. Jak? Dałeś mi silną wiarę, ufność. Upór w proszeniu Ciebie (upór osła, ale o tym może innym razem). A przede wszystkim dałeś mi siebie. Na Tobie mogę się oprzeć.
Tak sobie w nocy rozmyślałam. Czy to była modlitwa…? To było słuchanie Ciebie.
Wiesz… czasem kiedy zamknę oczy, widzę osobę siedzącą w szpitalu i głaszczącą maleńkie rączki… Czy to Ty jesteś? Nie wiem, Ufam, że tak.

UFAMY
Jezu, Ty wiesz co mnie gnębi, martwi, zajmuje umysł i serce. Ty wiesz… czym żyję w ostatnich miesiącach, dniach, godzinach. Ty wiesz o co Cię proszę, błagam. Czasem się z Tobą kłócę…Ty wiesz… Wiele osób Cię o to prosi. Prosimy Cię, narzucamy Ci się.
I ufamy, że nas wysłuchasz w Swojej litości i miłosierdziu.
Ufamy.
Jesteśmy jak natrętna wdowa z Twojej przypowieści.
I będziemy Cię prosić do skutku.

ZNIKNĄĆ
Ukochany… chcę być Twoim ziarnem…Im ja będę mniejsza Ty będziesz większy. Gdy ja będę niczym, Ty będziesz WSZYSTKIM. Taka mała, będę kochać Ciebie. Odpocznij we mnie Umiłowany mój! Moja Miłości, moje WSZYSTKO. Wejdę w zmartwychwstanie, nie spostrzegłszy śmierci…
Odpocznij we mnie. Połóż głowę na moim ramieniu. Serce w moim sercu. Odpocznij we mnie.
Zetrzyj mnie, złam zmiażdż, wytłocz mnie. Chcę miłością stać się w Twoim Sercu.
Pragnę, żeby mnie nie było. Byś był tylko Ty.
Pragnę zniknąć.
BOŻE CUDA
Ukochany Jezu, jestem świadkiem Twoich wielkich cudów. Wczoraj widziałam dwa. Dziewczynkę i chłopca. Na zdjęciu. Przyszły na świat dużo przed czasem. Dużo przed czasem… Praktycznie bez szans na przeżycie. Lekarze nie dają im szans. A one wciąż żyją! Dwa maleńkie Boże Cuda!
Są mi bardzo bliskie. Ty wiesz dlaczego… 🙂 Dziękuję Ci za nie, mój Jezu! I proszę o życie dla nich, niech lekarze się mylą.
Dziękuję Ci także za trzeci Cud, który przyszedł na świat razem z nimi, a który jest już z Tobą w Niebie. Niech strzeże swojego rodzeństwa.
Ty też ich strzeż, mój Ukochany. Niech żyją na Twoją chwałę! Niech ich życie mówi nam o Twojej wszechmocy, miłosierdziu i wielkiej miłości i czułości… 🙂
Dwa Boże Cuda!
Dziękuję Ci za nie! Bądź wola Twoja!

SENS
Ukochany… nie potrafię opisać słowami tego, czego teraz doświadczam… Czego doświadczają moi najbliżsi. Trudne to bardzo. I niezrozumiałe. Czy taka jest Twoja wola…? Jeśli tak, pomóż nam się z nią pogodzić i przyjąć. Bo zrozumieć ją trudno… bardzo.
Dziś byłam na Eucharystii. Czytana była Ewangelia o miłosiernym Samarytaninie. Tak sobie pomyślałam, że tym Samarytaninem jesteś Ty Jezu… Jesteś przy nas, gdy cierpimy, leczysz nasze rany. Zalewasz je winem i oliwą swojego Miłosierdzia…
Nie rozumiem Twojej woli, moi bliscy cierpią… Ale wiem, że Ty widzisz dalej i głębiej. I widzisz sens w tym cierpieniu i śmierci. Dla Ciebie to ma sens!
Żyj w moim sercu!
DLA MIŁOŚCI!
Cieszę się. Że żyję. Jestem szczęśliwa. Z jakiego powodu? Czy jest jakiś konkretny powód mojego szczęścia? Życie, wiara i miłość. Właściwie miłość powinnam wymienić jako pierwszą. I to miłość przez wielkie M. MIŁOŚĆ. To Ona sprawiła, że żyję. To Ona obdarzyła mnie łaską wiary. Dla Niej żyję!!!
Miłość. To od Niej wszystko się zaczęło i… nigdy się nie kończy 🙂 W Takiej Miłości śmierć nie istnieje. Taka Miłość to życie. Wieczne!
I ta perspektywa to powód do wielkiej radości i szczęścia właśnie!
Czy chcę zostać świętą? Tak! Pragnę z całego serca! Z całej duszy! Dlaczego? Bo tylko święci idą do Nieba. I mogą oglądać tę Miłość! Twarzą w twarz. Trwają w NIEJ.
I ja też pragnę Ją oglądać! Trwać w Niej! Być w Niej zanurzoną!
Tylko dla Tej Miłości warto cierpieć! Tylko w Tej Miłości cierpienie jest radością. I do Niej prowadzi.
Dzięki Tej Miłości żyję. I w Niej i dla Niej. I jestem szczęśliwa. Bo jestem kochana, przez Tę Miłość!

