Ukochany, tyle się dzieje wokół mnie. Dobrego i nie… przykrego i przygnębiającego. Wszystko to przyjmuję. Ze względu na Ciebie.
Przyjmuję pokornie… Staram się. A Ty mi dajesz poczucie, że Ty w tym jesteś. Nie tylko w radości, ale w przygnębieniu. W poczuciu odrzucenia.
Dziękuję za wszystko, mój Ukochany!
Dla Ciebie wszystko. Jestem zawsze po Twojej stronie. Tylko po Twojej. Jestem Twoja. A Ty mój.
Dziękuję za Twoje dary!

Autor: Maleńka
KOCHAM CIĘ
Kilka dni temu dowiedziałam się, że ktoś mnie kocha. Nie były to oświadczyny ani nic w tym rodzaju 🙂 Po prostu miłość bliźniego. Poznałam go dawno, na czacie katolik.pl. Pamiętam, że weszłam i przywitałam się ze wszystkimi „Szczęść Boże”. Tylko on mi odpowiedział, choć ludzi na czacie było wtedy sporo. Miał obcobrzmiące imię. Christoph. Za chwilę zagadnął mnie prywatnie i zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że jest Niemcem i… też jest chory. Coraz częściej używa wózka. Też ma niesprawne ręce… Rozmawialiśmy wtedy długo. Zapytał czy mam Facebook’a. Napisałam, że tak i wymieniliśmy się kontami. Od tamtego czasu piszemy do siebie. Nazywam go Krzysiu. On się cieszy, pisze, że tylko ja go tak nazywam, nikt inny. Kiedyś napisał, ,że jestem jego siostrą w Chrystusie… To prawda, jestem. On jest zakochany w Maryi i różańcu.
A we wtorek napisał, że mnie kocha. Napisałam, że ja go też. Bo to prawda, kocham go jak brata.
Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo… Krzysiu łamie stereotypy. Wszelkiego rodzaju.
Kiedy pisze do mnie, zwraca się do mnie „kochanie”. I to wypływa z niego, bez żadnej gry, sztuczności, pozy. Takie to piękne i czyste. Zakorzenione w Jezusie.
A to „kocham cię” też takie było.
Wielu osobom mogłabym powiedzieć/napisać, że ich kocham, bo to prawda. Tylko nie wiem jak oni by te słowa przyjęli.
Czy nie przyjęli by tego jako coś śmiesznego, dziwnego, a nawet głupiego? Nie wiem, mam nadzieję, że się mylę.
Myślę, zatracamy pierwotny sens słowa „kocham”. Spłycamy je. A ono jest takie piękne, głębokie i czyste… Zatraciliśmy niewinność tego słowa. „Kochamy” samochody, podróże, książki, zwierzęta, pieski, kotki.
A ludzi? To ludzi mamy kochać. I mówić im o tym.

URODZINY
Dziś moje święto. Urodziny.
Obudziłam się nad ranem, było jeszcze szaro. Uśmiechnęłam się do mojego Ukochanego, Jezusa. Zaprosiłam Go do swojego serca. I zaczęłam rozmyślać… Trzydzieści dziewięć lat na wózku inwalidzkim. Ciało starsze niż u zdrowej osoby. Np. stawy mam jak u prawie 80- letniej kobiety.
Ale duch mam młody 🙂 i to najważniejsze. Czuję się jakbym miała 18 lat, albo nawet mniej! Mam młodą duszę. A jak ma się młodego ducha to choćby nie wiem jak by się było starym i nie wiem jak chorym, inaczej patrzy się na świat i siebie samą.
Dusza dziecka. To dar, prezent od Boga! Optymista wszędzie umie dostrzegać pozytywy. Dla niego szklanka zawsze jest do połowy pełna! Dla mnie jest! 🙂
Tak leżałam i rozmyślałam… Do pokoju weszła mama. W ręku miała czerwoną lilię. Zobaczyła, żę nie śpię i zaczęła nucić:
„Już lat 39, codziennie dzień po dniu, rozkwita nam Monika jak pąk czerwonych róż”.Uścisnęła mnie serdecznie i dodała: „trzym się stara!” Roześmiałyśmy się obydwie. Potem tato. I życzenia od rodzeństwa i dzieci. Łajek odśpiewał mi „Sto lat”, Minia mu wtórowała. Potem wprost rzucił się na mnie ze słowami: „wszystkiego dobrego, ciociu!”. Uścisnęłam jego chude ciałko.
Potem zajrzałam na Facebook’a, a tam też mnóstwo życzeń! Dziękuję!!
A to prezent ode mnie dla wszystkich, którzy w tych i nie tylko w tych dniach, o mnie pamiętają. Modlą się za mnie. Dziękuję Wam bardzo!!! 🙂

MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ
Zakochani. Zauroczeni w sobie nawzajem. Czułe słówka, ale nie tylko. Bycie dla. Wzajemne obdarowywanie i przyjmowanie. Bycie darem, ofiarą. Dla siebie nawzajem. Okazywanie miłości w czynach, słowach, myślach, westchnieniach. W biciu serca. Praca w Jego obecności. Odpoczynek na Jego Sercu. Nocne rozmowy i cisza Obecności kiedy bardzo boli.
Mój Ukochany nigdy mnie nie zostawi, nie opuści, nie odrzuci. Nie potępi. Mój Ukochany jest ze mną teraz i zawsze. Po wieki wieków… 🙂
Ciągle mnie zadziwia, zachwyca! Zaskakuje! I nadskakuje mi! Sprawia niespodzianki! Uskrzydla, uszczęśliwia! Dzięki Niemu mogę się uśmiechać. Dzięki Niemu potrafię kochać!
Jestem szczęśliwa, że mogę ofiarowywać Mu cierpienie, ból… Jestem szczęśliwa! Dla Niego…
Taka Miłość nigdy się nie znudzi, nie skończy. Nie umrze.
Ta MIŁOŚĆ ożywia, uwalnia z egoizmu. Ponagla i przynagla. Do oddania siebie.
On pierwszy się za mnie oddał, ofiarował. Z Miłości.
Pragnę odpowiedzieć na TĘ Miłość!

MÓJ OJCIEC
„Ojcze nasz”, ”to mówi twój Bóg”, ”Jam jest Pan, Bóg twój…” Jezus też często używał słów ”Ojciec was”.
Kiedy myślę „Bóg, mój Ojciec” od razu staje mi przed oczami Miłosierny Ojciec z przypowieści o synu marnotrawnym. Takie mam pierwsze skojarzenie. Taki jest mój Ojciec. Ceniący wolność dziecka, czekający niecierpliwie na jego powrót. A przede wszystkim kochający, miłosierny, sprawiedliwy. Sprawiedliwy? Tak. Na czym polega sprawiedliwość miłosiernego Ojca? Na tym, że kocha odpowiedzialnie swoich synów. Nie narzuca swojej woli, swojej miłości, ale obdarza nią synów na tyle, na ile tego potrzebują. Nie daje po równo, ale sprawiedliwie. Potrafi zostawić starszego „porządnego” syna i wybiec na spotkanie grzesznika. Wzruszyć się na jego widok, rzucić mu się na szyję. I przebaczyć.
Taki jest mój obraz Boga Ojca. Taki jest mój Ojciec niebieski.
Drugi obraz, który przychodzi mi na myśl, kiedy myślę „mój Ojciec” to witraż „Boga Ojca” St. Wyspiańskiego. Tak sobie wyobrażam Boga kiedy stwarzał wszechświat. Niebo i ziemię. Wszechmogący. Stworzyciel. Władca.
I ostatni obraz. Najbardziej mnie poruszający.

Ojciec opłakujący Syna, Jego śmierć. Zrozpaczony i bezradny. Samotny. Mówiący jakby do mnie: „Zobacz, to mój Syn, moje Dziecko Jedyne. Umęczone i zabite. Za ciebie. Choć, podejdź bliżej. Zobacz… aż tak cię kocham… Podejdź i zapłacz ze Mną”.
A kiedy wyobrażam sobie twarz Boga, mojego Ojca, widzę twarz… Jezusa. On sam powiedział przecież „kto Mnie widzi, widzi i Ojca”.
Nie wiem czy mój obraz Boga jest prawdziwy. Na pewno jest bardzo ludzki. Pan Bóg jest zawsze większy, głębszy od naszych wyobrażeń. Jest ponad nie, przerasta nasz umysł i serce.
Jednak mój Ojciec niebieski jest właśnie taki. Tak Go sobie wyobrażam. Każdy z nas ma inny obraz Boga Ojca.
Mój Ojciec jest taki.
KŁANIAM SIĘ TOBIE…
KRZYŻ
Są różne krzyże, większe lub mniejsze, lżejsze czy cięższe. Mój jest bardzo widoczny. Czy jest ciężki? Czasem tak. Przygniata do ziemi, przytłacza. Pokazuje mi jaka jestem słaba, bezradna. Zdana na pomoc innych. Często, właściwie co chwilę, proszę kogoś o pomoc. I ból. Kiedyś, jak byłam młodsza, pewien ksiądz powiedział, że prosząc innych, mogę sprawić, że oni pomagając mi, pójdą do Nieba. I tak naprawdę to ja robię im przysługę.
Muszę przyznać, że te słowa bardzo mi pomogły. Inaczej zaczęłam patrzeć na własną niemoc. Zaczęłam dostrzegać w niej dar… tak, dar, który może kogoś doprowadzić do Nieba.
Śmieję się, żartuję, że wózek to mój tron, dany mi od Pana. A może to nie tylko żart, ale… prawda? Tak…
A ból? Ból to mój przyjaciel. Ofiarowuję go Ukochanemu. On wie co z nim zrobić.
A poza tym, a może przede wszystkim, może od tego powinnam zacząć tę notkę, bez mojego krzyża nie byłabym pewnie tym, kim teraz jestem. Krzyż, jego przyjęcie, postrzeganie go jako daru, to tylko i wyłącznie zasługa Pana Boga! On dzięki krzyżowi daje mi tyle wspaniałych rzeczy, stawia na mojej drodze tylu mądrych, dobrych i wspaniałych ludzi, że trwam w zadziwieniu! W zachwycie nad mądrością i Miłością Boga.
I proszę nie myśleć, że mój krzyż jest „cukierkowy”. Nie jest, jest twardy.
Ale dźwigając go, idę (a właściwie jadę) za KIMŚ Kto dźwigał Krzyż wielekroć cięższy. On mnie prowadzi. A kiedy czuję się naprawdę słaba i bezradna, wtedy widzę JEGO poorane ranami plecy i ogarnia mnie wstyd.
ON mnie wtedy podnosi. I wskazuje drogę…

JAK TY…
Gdy Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: ”Za kogo uważają Mnie tłumy?”.
Oni odpowiedzieli: ”Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał”. Zapytał ich: ”A wy, za kogo Mnie uważacie ?”. Piotr odpowiedział: ”Za Mesjasza Bożego”. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: ”Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”.
Potem mówił do wszystkich: ”Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa”.
Łk 9,18-24
Za kogo Cię uważam? Kim dla mnie jesteś? Mesjaszem Bożym, odpowiem jak Piotr. Synem Bożym. Piotr odpowiedział w imieniu wszystkich Apostołów. Piotr Opoka, Skała, a jednocześnie słaby, grzeszny człowiek. Zdziwił się na pewnie gdy usłyszał, że ma nikomu o tym nie mówić. Zdziwił się jeszcze bardziej, że Syn Boży musi wiele wycierpieć, że będzie odrzucony i zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie.
Żydzi od wieków oczekiwali na przyjście Mesjasza. Spodziewali się, że przyjdzie w chwale, otoczony wojskiem, że rozgromi okupantów Izraela i będzie ich królem. Jezus zupełnie nie pasował do ich wyobrażeń o Mesjaszu.
Cierpiący Królu, Mężu boleści, Ciebie pragnie moja dusza. Dzisiejszy psalm, jego refren, często powtarzam w duchu, nucę go. Nie tylko dziś, bardzo często. Utożsamiam się z nimi.
Ps 63,2.3-4.5-6.8-9
Refren: Ciebie, mój Boże, pragnie moja dusza.
Boże, mój Boże, szukam Ciebie
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą,
jak ziemia zeschła i łaknąca wody.
Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni,
by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.
Twoja łaska cenniejsza od życia,
więc sławić Cię będą moje wargi.
Będę Cię wielbił przez całe me życie
i wzniosę ręce w imię Twoje.
Moja dusza syci się obficie,
a usta Cię wielbią radosnymi wargami.
Bo stałeś się dla mnie pomocą
i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie:
Do Ciebie lgnie moja dusza,
prawica Twoja mnie wspiera.
Ukochany, ucz mnie brać swój krzyż na ramiona… Zapierać się siebie samej. Każdego dnia. Ucz naśladować Ciebie i tracić dla Ciebie życie. Każdego dnia. Pragnę tego najbardziej na świecie. Bo krzyż to nie tylko cierpienie, śmierć. Krzyż to droga do Życia, do zmartwychwstania. To droga do Ciebie.

OCZY
Uwielbiam wpatrywać się w Twój wizerunek, mój Ukochany. W Twoją twarz. W Twoje oczy, Jezu Miłosierny… Jasne i łagodne. Przenikające mnie na wskroś. Przeszywające Miłością. Dające wytchnienie i ukojenie. Pokój. Uwielbiam malować Twoje oczy. Trudne to, ale wtedy jestem bliżej Ciebie. Widzę w nich spokój Ojca i żar Ducha. Uśmiech Matki. I w końcu widzę samą siebie… Błądzącą i słabą. A mimo to kochaną. A może właśnie dlatego… W Twoich oczach jestem cenna, choć ja często widzę siebie zupełnie inaczej. I często dziwię się jak możesz takie nic kochać… Nie czuję się godna Twojej Miłości. A im częściej tak myślę, tym bardziej i częściej Ty mi tę Miłość okazujesz. Jakbyś chciał mnie przekonać że jednak… KOCHASZ mnie, mimo wszystko. Twoje Miłosierne oczy. Zwierciadło Twej duszy. Niebo w nich się odbija. Strzeż mojej duszy jak źrenicy oka. Proszę Cię Ukochany Jezu.

BOŻA KONTROLA
Ukochany… jestem zmęczona, nie tyle fizycznie, ale psychicznie. Chciałabym odpocząć. Tęsknię za ciszą. Spokojem. Tymczasem tyle w okół mnie tyle się dzieje, krzyczy, kotłuje się. I we mnie także. Niepokoję się, martwię. Ale ufam. Tobie ufam. Wiem, że wszystko jest pod Twoją, Bożą kontrolą. A skoro Ty kontrolujesz to znaczy, że będzie dobrze. Tak, czy inaczej. Ty wiesz co dla mnie najlepsze i pragniesz tego dla mnie. Wiem to i ta świadomość pomaga mi przetrwać trudne chwile.
