Nad ranem przyszedł do mego serca. Uwielbiałam Go. Zanurzył mnie w Sobie. Leżałam tak, aż… 🙂 zasnęłam.
Prosiłam za moje Dziecko:
„Ono jest puste… Proszę wypełnij Je swoim Pokojem i Miłością. I spraw, żeby zaufało TOBIE do końca. Proszę…”
„Jestem z Nią, z Moją i Twoją Córeczką. Wysłucham Twojej prośby, Promyku!”
Wpatrywałam się w Ukochanego… I On patrzył we mnie tak jasno, świetliście, tak… słodko.
„Odpocznij we Mnie, kochany Promyczku”.
Odpoczywałam. A On we mnie tak patrzył jakbym była jedyna na świecie. Powiedziałam Mu to i dodałam.
„Ty, wielki i potężny Bóg, pochylasz się nade mną, słabą i grzeszną i traktujesz jak kogoś najważniejszego dla Ciebie i najpiękniejszego…”
„Jesteś taka. I jestem bliżej Ciebie niż myślisz. Żyjesz we Mnie”.
Wtedy przypomniałam sobie słowa św. Pawła: „w Nim żyjemy poruszamy się i jesteśmy”.
„Tak… I każdy jest dla Ciebie najważniejszy, prawda? Na kazdego człowieka tak patrzysz jakby był jedyny i z każdym chcesz być blisko” – raczej stwierdziłam, niż spytałam.
„Tak Promyczku! Pragnę!”
„Niektórzy proszą, żebym spytała Ciebie co mają zrobić ze swoim życiem. Odpowiadam im, że mogę spytać, ale lepiej, żeby spytali Ciebie sami. Ty im na pewno powiesz więcej”.
„Dobrze robisz. Próbują wyręczyć się Tobą zamiast zadać sobie trochę trudu i samemu ze Mną porozmawiać. Ja czekam na każdego”.
Naraz zaczęłam kaszleć a Ukochany powiedział:
„Odpocznij Promyczku, we Mnie odpocznij”.
Odpoczywałam…